Samorząd stolicy zachęca do podróżowania rowerem, komunikacją miejską i pieszo

Dzisiaj połowa podróży w stolicy odbywa się samochodem
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Samorząd Miasta Wilna postawił sobie za cel, aby mieszkańcy oraz goście stolicy coraz częściej jako środek transportu wybierali rower, komunikację miejską czy hulajnogę. Głównym celem jest to, aby po upływie 10 lat samochodem przemieszczała się po mieście zaledwie jedna trzecia mieszkańców.

Miglė Bielinytė, kierowniczka Działu Komunikacji spółki samorządowej Susisiekimo paslaugos, w rozmowie z „Kurierem Wileńskim“ powiedziała, że dzisiaj połowa podróży odbywa się samochodem, 24 proc. ludzi podróżuje transportem publicznym, a pozostali pieszo, na rowerze, hulajnodze lub w inny sposób.

– Chcemy, aby w 2030 r. jedna trzecia podróży w Wilnie odbywała się samochodem, reszta –  komunikacją miejską i pieszo, na rowerze czy hulajnogach lub w inny sposób – zaznacza Miglė Bielinytė.

W Wilnie dużo uwagi poświęca się na to, aby ludzie mogli wygodnie poruszać się po mieście, niezależnie od wybranego przez siebie sposobu podróżowania. Ta mobilność i przystosowanie się do potrzeb osoby mieszkającej w stolicy jest jednym z walorów miasta.

– Chcielibyśmy zrównoważyć wybory dotyczące podróży, a nie utrudniać poruszanie się samochodem. Chcemy więcej sposobów i alternatyw dla ruchu. Osiągamy to, oferując infrastrukturę i mobilność w taki sposób, aby mieszkańcy mogli się poruszać  po Wilnie na różne sposoby. Transport publiczny jest modernizowany, aby ułatwić czekanie i podróżowanie. Zachęcając do jazdy na rowerze, budujemy ścieżki rowerowe i do 2023 r. budowa tych ścieżek ma odbywać się bez żadnych przerw – zapewnia kierowniczka spółki.

Czytaj więcej: Do 2030 r. w Wilnie większość transportu publicznego będzie elektryczna

Samorząd stołeczny nie dąży do tego, aby kierowcy całkowicie przestali korzystać z samochodów, ale żeby korzystali z różnych środków transportu. Na przykład, połowę podróży można jechać samochodem, a drugą połowę transportem publicznym lub odbyć na piechotę.

– Jeżeli do pracy dojeżdżamy tylko samochodem, to przynajmniej na 2-3 dni w tygodniu można przesiąść się na transport publiczny lub rower. Oczywiście, jeżeli jest możliwość. Pamiętajmy, że jeżeli każdy z nas przynajmniej przez kilka dni w tygodniu zrezygnuje z samochodu, to dużo zyskamy. Po pierwsze, mniejsze zanieczyszczenie powietrza, po drugie – mniej korków, po trzecie – zaoszczędzimy czas i pieniądze, no i oczywiście mamy więcej ruchu, co pozytywnie wpłynie na nasze zdrowie i samopoczucie – zaznacza Miglė Bielinytė.

Spółka Susisiekimo paslaugos we współpracy z firmami przeprowadza badania zwyczajów pracowników – ile czasu i jak, oraz jakie ponoszą koszty dojazdu do pracy. Następnie przedstawiają te dane firmom i sugerują sposoby poprawy dojazdów do pracy.

Jazda na rowerze pozytywnie wpłynie na nasze zdrowie i samopoczucie
| Fot. Marian Paluszkiewicz


– Niektórzy pracodawcy dużo uwagi zwracają na to, jak ich pracownicy dojeżdżają do pracy. Motywują, aby z samochodów przesiedli się na komunikację miejską, rowery czy hulajnogi. Niektóre firmy rekompensują długoterminowe bilety komunikacji miejskiej, zapewniają miejsca, gdzie można zostawić rower, instalują prysznice, z których można skorzystać na przykład po podróży rowerem. W 2019 r. zrobiło to 500 firm. Niektóre firmy kupują również bilety na parking „Statyk ir važiuok”. Możesz zostawić samochód na tym parkingu i kontynuować podróż komunikacją miejską. Działają od kilku lat i są coraz częściej używane. Chcemy, aby w przyszłości na taki parking można było przyjeżdżać nie tylko samochodem, ale także rowerem, hulajnogą elektryczną i tam zostawić sprzęt, a dalej spacerować pieszo – tłumaczy rozmówczyni.

Ponad jedna trzecia pracowników biorących udział w badaniu stwierdziła, że ​​zmieniłaby sposób poruszania się, gdyby pracodawca ich do tego zachęcał. Często występuje problem z parkowaniem w miejscu pracy, więc jeśli pracodawcy wybiorą inne metody, można obniżyć czynsz za droższe miejsca parkingowe lub koszt zezwoleń na przejazd.

– Nie zawsze samochodem do celu można dotrzeć szybciej. Czasami transport publiczny lub jazda na rowerze są szybsze niż jazda samochodem. Ludzie powinni spróbować samodzielnie przeprowadzić eksperyment i ocenić, który środek transportu jest najszybszym sposobem podróżowania – radzi Miglė Bielinytė.

Pokonywanie drogi do pracy rowerem lub piechotą, zamiast samochodem czy autobusem, może polepszyć zdrowie i kondycję, a nawet ratować życie. Aktywnie spędzona podróż do biura zmniejsza bowiem ryzyko rozwoju chorób serca. Ważne jednak jest to, przez jaki czas chodzi się piechotą lub jeździ rowerem oraz jaki dystans pokonuje się każdego dnia. Jak można się domyślać, dłuższa podróż skuteczniej obniża ryzyko wystąpienia groźnych chorób. Dla przykładu, chodzenie ewidentnie poprawia ogólną kondycję i przedłuża życie, ale tylko wówczas, gdy pokonywany dystans przekracza 10 km tygodniowo. Jazda rowerem to jeden z najtańszych sposobów komunikacji. By kupić jednoślad, wystarczy kilkadziesiąt euro. Koszt zakupu roweru można dodatkowo zmniejszyć, decydując się na zakup sprzętu z drugiej ręki.

Czytaj więcej: Noszenie odblasków może uratować życie

Z kolei kupno samochodu to wydatek rzędu kilku tysięcy, i to wtedy, o ile zdecydujemy się na używany model. Za auto z salonu zapłacimy bowiem minimum kilkadziesiąt tysięcy. Do tego dochodzą koszty utrzymania samochodu, w tym te związane z ubezpieczeniem, przeglądami stanu technicznego pojazdu czy też wymianą zużytych części. Wspomnieć należy również o opłatach za parkingi i jazdę po autostradach.

Koszty eksploatacji roweru są zatem nieporównywalnie niższe i sprowadzają się do regularnych przeglądów i drobnych napraw. Podróżowanie jednośladem jest zatem o wiele zdrowsze i tańsze.