Media polskie na Litwie w poszukiwaniu swojego odbiorcy

| FOT. MAT. PRAS.

Dom Kultury Polskiej w Wilnie zaprasza do spotkanie z polskimi mediami na Litwie poprzez wystawę. Tytuły z lat 1944–2020 mogą niewątpliwie zaskoczyć nieco młodszych odbiorców.

Takiej wystawy dotąd nie zrealizowano, a materiałów jest naprawdę dużo, pomyśleliśmy więc, że warto je zaprezentować – mówi Bożena Mieżonis, koordynatorka projektów kulturalnych w Domu Kultury Polskiej w Wilnie.

Reklama

Wśród wielu tytułów, które możemy poznać na wystawie, przeważają zdecydowanie te sowieckie, bardzo zaangażowane ideologicznie. – Naszym celem nie było ocenianie tej prasy. Po prostu chcieliśmy zebrać tytuły, pokazać, jak wiele ich było. Wydaje mi się, że ważne jest to również dlatego, iż pokazuje znaczenie języka polskiego na Wileńszczyźnie w okresie powojennym – wyjaśnia Mieżonis.
Część merytoryczną wystawy przygotował Antoni Radczenko, dziennikarz „Kuriera Wileńskiego”. – Chodziło o zrobienie wystawy o mediach, nie padła z żadnej strony konkretna propozycja. Zdecydowaliśmy się na zaprezentowanie przeglądu tytułów, które ukazywały się w języku polskim na Litwie po 1944 r. – mówi Radczenko.

Przyjrzeć się bez oceniania

Dziennikarz podkreśla, że zbieranie materiałów do wystawy okazało się bardzo ciekawą pracą. – Przeczytałem kilka opracowań na ten temat, odwiedzałem też archiwum i byłem zaskoczony mnogością tytułów, jakie zobaczyłem. Kiedy ktoś mówi „polska prasa na Litwie”, od razu przychodzi na myśl „Czerwony Sztandar”, który odegrał bardzo ważną rolę w podtrzymywaniu polskości na naszych terenach, ale w ciągu całego półwiecza tych wydawnictw było dużo więcej – opowiada autor wystawy.

Jak łatwo się domyślić, przygotowanie wystawy skomplikowała nieco pandemia. – Miałem utrudniony dostęp do archiwaliów, nie mogłem poświęcić pracy w archiwum tyle czasu, ile chciałem, ale nic straconego. Myślę, że jeszcze wrócę do tego tematu – zapewnia Radczenko.

Wystawa jest podzielona na trzy okresy. Pierwszy obejmuje czas od 1944 do 1953 r., drugi – od 1954 do 1989 r., a trzeci to okres rozpadu Związku Sowieckiego i niepodległej Litwy.
Pierwszą gazetą, która zaczęła się ukazywać po polsku w nowej, sowieckiej rzeczywistości, była „Prawda Wileńska” – pierwszy numer wyszedł tuż po wkroczeniu Armii Czerwonej do Wilna. – To była bardzo ciekawa gazeta. Wśród autorów przewijali się przedwojenni komuniści, ale zdarzali się nawet współpracownicy przedwojennego konserwatywnego „Słowa” czy „Kurjera Wileńskiego”. Sytuacja zmieniła się po 1946 r., gdy większość z tych autorów wyjechała do Polski – mówi dziennikarz.

Polskie media jak Polacy na Wileńszczyźnie

„Prawda Wileńska” została zamknięta w 1948 r. Był to koniec pierwszej fali deportacji w ramach tzw. repatriacji. Polacy mieli z Litwy wyjechać – i rzeczywiście wyemigrowała duża część inteligencji. Języka polskiego w życiu publicznym miało być coraz mniej. Przez rok nie ukazywało się żadne pismo w języku polskim.

– Rozmawiałem o tym okresie z historykami. Podobne tendencje do tych w prasie widać było w polskiej oświacie. Po pierwszej fali wyjazdów do Polski, na przełomie 1947 i 1948 r., masowo zamykane były polskie szkoły. Spotykało się to ze sprzeciwem miejscowych Polaków, pisali skargi do Moskwy. Powstała specjalna komisja do badania tych spraw i szkoły polskie zaczęły powracać. W tym samym okresie zaczynały się pojawiać wydawnictwa w języku polskim. Poważnym problemem był brak kadr. Niedostateczną liczbą nauczycieli usprawiedliwiano zamykanie polskich szkół, a deficytem dziennikarzy – nieuruchamianie polskich mediów – wyjaśnia Radczenko.

Czytaj więcej: Czy polskie media na Litwie są dyskryminowane?

Po polsku nie zawsze znaczy polskie

Twórcę wystawy zaskoczyło, że najwięcej polskich tytułów ukazywało się w połowie lat 50. Nie oznacza to jednak wcale, że mieliśmy w tym czasie do czynienia z największą aktywnością polskich dziennikarzy.

To było kilkadziesiąt tytułów w języku polskim, które nie do końca można nazwać polskimi wydawnictwami, gdyż ich treść stanowiły tłumaczenia z języka rosyjskiego lub litewskiego. Ukazywały się w kołchozach, małych miejscowościach, ale informacji lokalnych w zasadzie w nich nie było. Udział polski ograniczał się w tych periodykach do pracy tłumacza czy sekretarza – mówi dziennikarz.

Antoni Radczenko podkreśla, że zaskoczył go też zasięg terytorialny tych wydawnictw. Polskie gazety ukazywały się np. w Oranach, czasem nawet w kołchozach, które istniały po litewskiej stronie granicy z okresu międzywojennego. To pokazuje siłę języka polskiego, jego oddziaływania w tym czasie, pomimo przesiedleń ludności w ramach tzw. repatriacji.
Na tym tle „Czerwony Sztandar” rzeczywiście był wyjątkowy, bo przynosił własne artykuły, a z roku na rok udział Polaków w jego tworzeniu stawał się coraz większy. To była pierwsza gazeta, podejmująca lokalne tematy, wychowywała czytelników, a także pokolenia polskich dziennikarzy – podkreśla autor wystawy.
W latach 60. z całej masy wydawanych po polsku pisemek pozostały tylko ogólnokrajowy „Czerwony Sztandar” i trzy rejonowe gazety w rejonach wileńskim, trockim i solecznickim.

Polskie media dzisiaj

Rozwój polskich mediów nastąpił ponownie dopiero na przełomie lat 80. i 90. To były inicjatywy społeczne. Powstała „Nasza Gazeta”, następnie dwutygodnik „Znad Wilii”, a „Czerwony Sztandar” stał się „Kurierem Wileńskim”.

Czytaj więcej: Polskie media na Ukrainie o sytuacji w kraju

– Jak na tle powojennej historii wypadają działające obecnie polskie media na Litwie? – Jeśli chodzi o liczbę tytułów, różnorodność środków przekazu i ich poziom, jesteśmy niewątpliwie w bardzo dobrej sytuacji. Mamy portale, radio, dziennik, tygodniki, nawet tematyczne miesięczniki, jak „Spotkania”, w końcu również telewizję. Niestety, spotykamy się z innym problemem, którego nie było po wojnie. Polskie media nie mają takiej siły oddziaływania, jaką mogłyby mieć, ze względu na małą liczbę odbiorców. Dziś największym wyzwaniem jest zdobywanie czytelników – twierdzi Antoni Radczenko.

Wystawę można zobaczyć obecnie tylko w internecie, jednak zostanie zaprezentowana także w wersji planszowej w Domu Kultury Polskiej. – Zdecydowaliśmy się na takie rozwiązanie ze względu na pandemię. Czekamy na lepszy czas, ale już teraz zachęcamy do obejrzenia tego, co udało nam się zebrać w wersji wirtualnej – zaprasza Bożena Mieżonis.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 50(145) 12-18/12/2020