Agata Młyńska: Szczepionka to po prostu trening dla naszego organizmu

O działaniach szczepionek i kontrowersjach z nimi związanych opowiada Agata Młyńska, lekarz immunolog z Narodowego Instytutu Raka w Wilnie
| Fot. archiwum prywatne A. Młyńskiej

– Szczepionka ma przetrenować nasz organizm, żeby w przypadku kontaktu z wirusem umiał sobie poradzić. To może wiązać się z bardzo nieprzyjemnymi objawami, złym samopoczuciem, gorączką, bólem mięśni, ale to tylko efekty wysiłku naszego organizmu, a nie objawy choroby – wyjaśnia w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” dr Agata Młyńska, starszy pracownik naukowy w Narodowym Instytucie Raka w Wilnie.


W 2020 r. bardzo baliśmy się koronawirusa i oczekiwaliśmy z niecierpliwością na pojawienie się szczepionki, a teraz bardzo wiele osób boi się właśnie szczepień i z nich rezygnuje. Skąd taka nieufność?

Szczepionki są obecnie rzeczywiście przedmiotem wielu dyskusji i budzą wątpliwości u wielu osób. Rozumiem, skąd te dyskusje się biorą, ale dla mnie jako lekarza oczywiste jest, że szczepionka jest środkiem, który może zabezpieczyć nas i naszych bliskich przed ciężkim przebiegiem choroby. Ten niepokój może wywoływać już sama sytuacja pandemii. Nieoczekiwany był sam wirus i jego skutki, nasze życie się zmieniło i wielu z nas stało się o wiele mniej odpornych na stres. Na dodatek, łatwy dostęp do różnego rodzaju opinii publikowanych w mediach sprzyja poczuciu niepewności. O wiele bardziej widoczne są też ruchy antyszczepionkowe, od pewnego czasu podnoszące swoje postulaty, które, co prawda, zostały obalone przez naukę, ale nadal mają wielu zwolenników. Brakuje nam także większych kampanii szczepionkowych, które wyjaśniałyby konieczność szczepień. W przypadku szczepionek na COVID-19 podnoszona jest również kwestia krótkiego okresu badań klinicznych. Zwykle trwają one kilka lat, a tu mamy szczepionki po roku. Chciałabym jednak zapewnić, że ten krótki okres pracy nad szczepionką wynika nie z powierzchowności badań klinicznych, ale z ogromnego wysiłku, naukowego i finansowego, jaki niemal cały świat włożył w badania. Pandemia to ekstremalna sytuacja, dlatego poszczególne kraje, jak i instytucje, maksymalnie zmobilizowały się do walki z nią. Szczepionka to jedna z najbardziej skutecznych metod obrony przed koronawirusem, bo wszelkie restrykcje, kwarantanny nie ochronią nas przed ciężkim przebiegiem choroby.

Czytaj więcej: Bój się korony, nie bój się szczepionki

Czym różnią się szczepionki, które są obecnie zaakceptowane do użycia w Unii Europejskiej?

Działanie tych czterech szczepionek jest bardzo podobne. Celem wszystkich tych szczepionek jest przećwiczenie naszego organizmu, przetrenowanie go na jednym białku wirusowym, żeby nasz organizm rozwinął odpowiedź odpornościową. W wypadku zarażenia się wirusem po szczepieniu, nasz organizm przyjmie to już nie jako trening, ale jako prawdziwą wojnę, do której został przez szczepionkę przygotowany. Największa różnica dotyczy technologii, jaką posłużyli się twórcy szczepionek. Szczepionki Moderny i Pfizera oparte są na bardzo nowatorskiej metodzie, czyli na tzw. mRNA, dlatego też są nieco droższe i bardziej wymagające, jeśli chodzi o transport. Szczepionki firmy AstraZeneca i Johnson&Johnson to szczepionki oparte na adenowirusie. To również nowa technologia, choć nieco starsza od technologii mRNA. W przypadku obu technologii chodzi o aktywowanie w naszym organizmie umiejętności rozpoznawania białka wirusowego i w związku z tym – odporności. Często słyszymy również informacje o wynikach badań, które wskazują, że szczepionki Moderny i Pfizera mają wyższą skuteczność niż AstraZeneca i Johnson&Johnson. Procentowo rzeczywiście tak jest, natomiast musimy pamiętać, że procenty efektywności dotyczą liczby osób, które po zaszczepieniu w ogóle nie zaraziły się wirusem. W skuteczności szczepionki chodzi jednak o coś jeszcze – ochronę przed ciężkim przebiegiem choroby, która może nieść ze sobą poważne, przewlekłe skutki. W tym przypadku wszystkie dostępne szczepionki zapewniają nam bardzo dobrą ochronę.

Gorący temat ostatniego tygodnia to szczepionka AstraZeneca
| Fot. AFP-ELTA   

Wiele lęków wywołują również możliwe skutki uboczne. Dlaczego po szczepieniach tak często źle się czujemy?

Te możliwe reakcje uboczne postrzegane są ze strony immunologii jako całkowicie normalne. Kiedy nasz układ odpornościowy otrzymuje szczepionkę, aktywują się komórki układu odpornościowego, białe ciałka krwi, ich mechanizmy odpowiedzi w postaci cytokinów i to sprawia, że możemy odczuwać nieprzyjemne reakcje. Gorączka, ból stawów czy zmęczenie to reakcje jak najbardziej normalne w takiej sytuacji. Nie świadczą one o chorobie, a jedynie o aktywizacji naszego układu odpornościowego. Dobrze być na taką reakcję przygotowanym, mieć w domu leki, które pomogą nam obniżyć gorączkę. Nie są to jednak w żadnym wypadku objawy chorobowe.

Czy są osoby, które nie powinny się szczepić?

Bezpośrednim przeciwwskazaniem do szczepienia jest alergia na składniki szczepionki. Dobrze więc, aby osoby, które mają skłonność do reakcji alergicznych, skonsultowały szczepienie ze swoim lekarzem, który dobrze zna historię naszej choroby. Poza tym nie ma raczej przeciwwskazań do szczepień. W szczególnej sytuacji są osoby, które poddawane są terapii obniżającej odporność organizmu. Tego rodzaju leki podawane są w przypadku np. chorób nowotworowych czy innych chronicznych schorzeń. To nie jest przeszkoda do szczepienia, ale po prostu możliwe jest, że przy obniżonej odporności nasz układ odpornościowy nie zaktywuje się dostatecznie i nie sformuje się dużo przeciwciał. To kolejny przypadek, który warto omówić ze swoim lekarzem. Na Litwie rozpoczęto już szczepienia pacjentów onkologicznych i przewlekle chorych, szczepione są osoby także w trakcie aktywnego leczenia. Obniżona odporność nie jest absolutnie przeciwwskazaniem do szczepienia. Szczepionka to nie jest ani medykament, ani toksyna. To po prostu trening naszego układu odpornościowego.

W tej chwili najwięcej obaw wywołuje szczepionka AstraZeneca, której stosowanie zawiesiło już wiele krajów z powodu przypadków śmierci. Czy uważa Pani, że ta szczepionka jest bezpieczna? Czy poddałaby się Pani teraz szczepieniu preparatem AstraZeneca lub poleciła to swoim najbliższym?

To gorący temat ostatniego tygodnia. Niektóre kraje wstrzymały szczepienia szczepionką AstraZeneca po przypadkach śmierci, zatorów czy embolii płuc. Te kraje zatrzymały szczepienia w celach profilaktycznych, by Europejska Agencja Leków czy Światowa Organizacja Zdrowia zajęły się poważnie tym tematem. Mówimy jednak o ok. 5 mln zaszczepionych podwójną dawką w Unii Europejskiej, a przypadków zatorów (nie wszystkie były śmiertelne), było ok. 30. Większość krajów Unii Europejskiej nie wstrzymało szczepień, gdyż nie potwierdzono związku pomiędzy szczepieniem a występowaniem zatorów. Oczywiście, tej sytuacji nie należy bagatelizować i wszelkie wątpliwości należy wyjaśniać. Ja osobiście nie miałabym jednak oporów, by szczepić się teraz szczepionką AstraZeneca, polecałabym szczepienie również moim bliskim. Po prostu nie widzę w składzie tej szczepionki niczego, co mogłoby wywoływać naprawdę niebezpieczne reakcje. Mam nadzieję, że wkrótce wszystkie wątpliwości zostaną wyjaśnione i szczepienia zostaną wznowione także w tych krajach, które zrezygnowały ze szczepionki.

Czytaj więcej: Szczepionka Johnson & Johnson autoryzowana. Jest skuteczna po pierwszej dawce