Dialog w służbie państwa

Idea republiki zawarta jest w samej nazwie – łacińskie „res publica” oznacza bowiem rzecz publiczną, a tłumacząc na język współczesny: dobro wspólne.

Takim dobrem wspólnym może być rodzinny dom, sąsiedztwo, społeczność, ostatecznie też państwo. Nie da się dbać o dobro wspólne wyższego porządku, zaniedbując lub ignorując porządek niższy. Tu wypada też przypomnieć, że republiką – a więc, dobrem wspólnym – jest Litwa. Tak stanowi ustawa zasadnicza. Litwa, jak wiadomo, boryka się z kryzysem migracyjnym wywołanym przez wrogich nam sąsiadów. Jak z każdym problemem należy z nim sobie radzić, więc czynniki rządowe wymyśliły sobie, że nielegalnych nachodźców poumieszczają w przygranicznych samorządach. Tak się zupełnym przypadkiem składa, że na terenach, które nie głosują zbyt entuzjastycznie na tworzące rząd trzy liberalne partie. Tak się zupełnym przypadkiem składa, że na terenach, które zamieszkuje polska mniejszość narodowa.

Oczywiście, mieszkańcy, broniący swoich interesów i dobra wspólnego, przeciw takim pomysłom (o których – podobnie jak przedstawiciele samorządów – dowiedzieli się z prasy, a nie od urzędników rządowych) protestują, co z kolei nazywane jest przez rządzących działalnością antypaństwową. Otóż, błędnie. Uderzanie w konkurencyjne partie polityczne poprzez krzywdzenie ich elektoratu w najspokojniejszych czasach jest głupotą, bo prowadzi do eskalacji napięć i podziałów w społeczeństwie. Kiedy czynią to partie będące u sterów państwa, pokrzywdzeni obywatele (tak, rolą rządzących jest jednakowa troska o wszystkich obywateli, niezależnie od ich sympatii i poglądów) będą się wściekali nie na jedną czy drugą partię polityczną, tylko na państwo. A więc właśnie załatwianie porachunków partyjnych kosztem obywateli jest działalnością antypaństwową. Inna sprawa – co zresztą zauważył choćby analityk Audrius Bačiulis – że wymyślenie, by uczynić nachodźcze getto w kotle dziewieniskim, też nie pachnie dbałością o interes państwa. Naruszenie umów międzynarodowych, wkurzenie całej grupy etnicznej, w dodatku zrobienie tego w miejscu, które w razie ewentualnego buntu nachodźców bardzo łatwo mogłoby zostać odcięte od jakiejkolwiek pomocy, a przy okazji tąż decyzją pokazanie obywatelom, że się ich traktuje jako inwentarz w ich własnym kraju i nie dopuszcza możliwości dialogu – to jest właśnie szczyt działalności antypaństwowej.


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 31(88) 31/07-06/08/2021