„Bajki robotów” Lema są nadal aktualne

W ramach naszej współpracy Instytutu Polski w Wilnie zaproponował mi przetłumaczenie „Bajek robotów” Stanisława Lema. Przeczytałem raz, drugi, trzeci. Zdałem sobie sprawę, że podołam temu tłumaczeniu. Czy udało się? Tego nie wiem. Niech oceniają inni – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” wileński poeta i tłumacz Viktoras Tamošiūnas.

Viktoras Tamošiūnas
| Fot. FB
Viktoras Tamošiūnas (ur. w 1961 r. w rejonie szyrwińskim). Lituanista, dziennikarz, tłumacz, przewodnik, piosenkarz. W 1979 r. ukończył szkołę średnią nr 41 w Wilnie, w 1984 r. lituanistykę na Uniwersytecie Wileńskim.
W latach 1985–2009 pracował w: • Naczelnej Redakcji Encyklopedii, • czasopiśmie „Mūsų žodis”, • dzienniku „Vilniaus laikraštis”, • tygodnikach „Pirmadienis” i „Sargyba”, • czasopiśmie „Policija”. Od 2010 r. para się działalnością w obszarze turystyki, od 2013 r. prowadzi spółkę;

Dlaczego zabrał się Pan do tłumaczenia na język litewski książki Stanisława Lema „Bajki robotów”? Czyja to była inicjatywa?

Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że nie jestem wielkim miłośnikiem fantastyki. Oczywiście, twórczość Stanisława Lema znałem. Jeszcze za czasów sowieckich oglądałem film „Solaris” w reżyserii Andrieja Tarkowskiego, w którym główną rolę zagrał znany litewski aktor Donatas Banionis. Znałem też „Bajki robotów”, bo pewnego razu w słynnej księgarni „Przyjaźń” przy al. Giedymina zobaczyłem tę książkę. Więcej nic nie czytałem. Wiedziałem też o tym, że Lem pisał wiersze. Dla mnie jednak jego wiersze okazały się zbyt ciężkie. Jeśli chodzi o tłumaczenie, które teraz ukazało się w litewskich księgarniach, to nie był mój wybór. To była inicjatywa Instytutu Polskiego w Wilnie, z którym od dłuższego czasu współpracowałem. Wcześniej przetłumaczyłem na język litewski zbiór wierszy „Wileńska przygoda” zastępcy, a później p.o. dyrektora Instytutu Polskiego Pawła Krupki. W ramach naszej współpracy instytut zaproponował mi przetłumaczenie „Bajek robotów”. Przeczytałem raz, drugi, trzeci. Zdałem sobie sprawę, że podołam temu tłumaczeniu. Czy udało się? Tego nie wiem. Niech oceniają inni. Chociaż moim zdaniem tłumaczenie jest na przyzwoitym poziomie.

Jak jest z tymi tłumaczeniami? Niektórzy twierdzą, że po przetłumaczeniu powstaje trochę nowe dzieło literackie…

Być może tłumacz trochę dodaje, ale jestem zwolennikiem metody, aby tłumaczenie było jak najbliższe oryginałowi. Zdarzają się sytuacje, kiedy czegoś nie da się przetłumaczyć z automatu. Każdy język ma własną specyfikę. Najpierw musiałem przypomnieć sobie przedmioty szkolne: fizykę, chemię, astronomię i matematykę. Miałem jeszcze kilka trudnych momentów. U Lema są pewne neologizmy, z którymi na początku nie mogłem sobie poradzić. Dzwoniłem wówczas do mojego kolegi, poety i filologa Józefa Szostakowskiego. Nie zawsze udało mi się znaleźć litewskie odpowiedniki, dlatego stworzyłem kilka własnych neologizmów.

Czytaj więcej: Książka – pierwsza inwestycja w rozwój dziecka

Dla kogo są „Bajki robotów”?

Mówiłem już, że nie jestem zwolennikiem literatury fantastycznej. Z drugiej strony – każdą literaturę można zaliczyć do fantastyki. Nawet jeśli książka odnosi się do naszej rzeczywistości, to autor zawsze tworzy własny świat. Tworzy świat, który mógłby istnieć, lub rzeczywistość, która mogłaby nas otaczać. Natomiast w przypadku „Bajek robotów” mamy do czynienia z prawdziwą literaturą fantastyczną. Od razu powstaje pytanie: czy to jest literatura dziecięca? Moim zdaniem nie. Być może kilka bajek może być skierowanych do dzieci, ale przede wszystkim tak książka jest przeznaczona dla czytelnika dorosłego.

Dla przykładu, weźmy książkę „Błękitny ptak” Maurice’a Maeterlincka – tam przesłanie jest zrozumiałe zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. Kim był ten błękitny ptak? Okazało się, że był to zwykły drozd, którego do pewnego momentu nikt nie mógł zobaczyć. Kiedy wyfrunął z klatki, to stał się prawdziwym niebieskim ptakiem. Z Lemem jest inaczej. Podobny temat jak w „Błękitnym ptaku” został poruszony w bajce „O królewiczu Ferrycym i królewnie Krystali”. Królewna wyobraziła sobie, że jest w stanie pokochać tylko bladawca, czyli człowieka. Nie zwracała uwagi na otaczające ją roboty. Na samym końcu, kiedy spotkała pięknego królewicza Ferrycego i dowiedziała się, jakim potworem może być człowiek, zrozumiała, że nigdy nie można podążać tylko za własnym wyobrażeniem. I trzeba starać się dostrzec piękno, które tkwi w każdej istocie.

Lem w swoich utworach pokazuje, jak niebezpieczna jest ślepa wyobraźnia. To dotyczy nie tylko robotów, ale też ludzi. Ten motyw jest jeszcze bardziej zauważalny w bajce „Jak ocalał świat”, gdzie pokazano, na ile niebezpieczne mogą być maszyny, którymi steruje ludzki umysł owładnięty zazdrością i rywalizacją. Ludzie już nigdy nie dowiedzą się, jak wyglądały murkwie, plukwy, pćmy, filidrony… Niestety, zniszczyła je maszyna konstruktora Trurla, której rozkaz „robić nic” czy „nicość” dał jego konkurent, Klapaucjusz. To samo dotyczy „Bajki o królu Murdasie”, który postanowił wymordować wszystkich swoich krewnych. Czy to jest więc literatura dziecięca – z pewnością nie. Chciałbym jeszcze przypomnieć bajkę „Przyjaciel Automateusza”, w której został opisany tzw. elektroprzyjaciel, który miał doradzać w trakcie podróży. Elektroprzyjaciel to taki prototyp telefonu komórkowego. W bajce jednak z czasem zaczął namawiać głównego bohatera do samobójstwa. W życiu też komórka nie zawsze pomaga…

Czytaj więcej: ,,Wszak miłość do książek jest prezentem na całe życie…”

„Bajki robotów” powstały w latach 60. ub.w. Czy zachowały aktualność?

Na pewno poruszone tam tematy są nadal aktualne.

Czy w planach ma Pan jeszcze jakieś tłumaczenia?

Trochę tłumaczę poezję. Chciałbym na język litewski przetłumaczyć poetów Wileńszczyzny.

Jakie są Pana najbliższe plany artystyczne? Sam Pan też pisze wiersze.

Kiedyś na Uniwersytecie Wileńskim wykładał znany litewski poeta Marcelijus Martinaitis, który mówił: „Jeśli nie masz nic do powiedzenia, to wówczas nie pisz”. To dotyczyło poezji. Te słowa zapadły mi w pamięć w jakiś sposób szczególny. Chyba nie miałem nic do powiedzenia, dlatego przez dłuższy czas nic nie pisałem. Zawsze jednak udzielałem się w roli barda. Śpiewałem piosenki do słów litewskich i polskich poetów: Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, Leopolda Staffa, Alicji Rybałko czy Wojciecha Piotrowicza. Z poetów litewskich śpiewałem utwory Martinaitisa, Justinasa Marcinkevičiusa. To też była twórczość. Poza tym redagowałem książki, co też można zaliczyć do pracy twórczej.

Kiedy Pan zrozumiał, że ma coś do powiedzenia i warto swoje wiersze pokazać szerszej publiczności?

Tak naprawdę wiersze pisałem przez całe życie, ale tylko do szuflady. Natomiast poważniej do sprawy podszedłem, kiedy ukazał się pierwszy tomik poezji mego syna, Tomasa Tamošiūnasa. To chyba było przed 10 laty.

Czyli to syn Pana zainspirował?

Tak. Zwyczajnie dał mi kopniaka. Powracając do słów Martinaitisa – wydaje mi się, że mam coś do powiedzenia. Nareszcie przyszedł czas na mnie i na moje wiersze.


Tłumaczenie „Bajek robotów” powstało z inicjatywy Instytutu Polskiego w Wilnie. 2021 Sejm RP ogłosił Rokiem Stanisława Lema z okazji setnej rocznicy urodzin pisarza.


Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 48(138) 27/11-03/12/2021