Więcej

    Wilnianka w Kanadzie

    Czytaj również...

    Sabina Giełwanowska jest znana wśród Polaków na Litwie. Znana i lubiana. To kobieta sukcesu, spełniająca się w pracy zawodowej. Jako redaktorka Radia Znad Wilii była uwielbiana przez słuchaczy.

    Sabina Giełwanowska i Irek Lemans – to za nim wyemigrowała z Litwy do Kanady. Dzielą pasję do radia
    | Fot.

    Dlaczego to zostawiłaś i zdecydowałaś się wyjechać tak daleko? Skąd wzięłaś odwagę, aby zacząć wszystko od nowa? Bądź co bądź, nie byłaś już pełną przygód nastolatką…

    Z wdzięcznością wspominam swoje 16 lat w Radiu Znad Wilii, a najcenniejsze, co tu zdobyłam, to sympatię słuchaczy. Mija 13 lat, odkąd mieszkam w Kanadzie, i jestem zaskoczona, że wciąż o mnie pamiętacie, interesujecie się moim życiem. Miałam 42 lata, kiedy uczucia ściągnęły mnie do Kanady. Można powiedzieć – emigracja miłości. Komuś, kto nie poznał mojego męża, Irka Lemansa, trudno jest uwierzyć, że dla innego człowieka można rzucić wszystko i zacząć nowe życie. Irek jest takim właśnie fascynującym człowiekiem, który zmienił moje życie. I te wszystkie dary, jakie mi przyniosło nowe życie, przerosły wszystkie moje marzenia.

    Reklama (dobiera algorytm zewnętrzny na podst. ustawień czytelnika)

    Urodziła się nasza kochana, wymarzona córeczka, syn skończył studia, mamy bliskich ludzi, wiernych przyjaciół, przytulny dom, mnóstwo zajęć, które robimy razem. Nie żałuję, że dałam sobie szansę na nowe życie.

    Opowiedz, jak to się zaczęło.

    Historię naszej znajomości opowiadamy często i chętnie. Z radością wracamy do roku 2005, kiedy na Forum Mediów Polonijnych w Tarnowie spadła na nas miłość od pierwszego spojrzenia. Ja reprezentowałam Radio Znad Wilii, Irek – Radio Polonia Winnipeg z Kanady. Byłam wtedy zapracowaną, zalataną samotną mamą, po rozstaniu, ani w głowie mi były sprawy sercowe. Irek też porzucił nadzieję na założenie rodziny, na dzieci. Aż tu nagle okazało się, że dwoje obcych ludzi z różnych krańców świata tak wiele łączy! Nie mogliśmy się nagadać, wyszło na to, że mamy podobne zainteresowania, wyznajemy te same wartości, fascynujemy się radiem, tak samo marzymy o rodzinie, stabilnym domu. Ale gdzie zamieszkać? Irek jest zakochany w Wilnie i Wileńszczyźnie. Ceni nasz wileński język, poszanowanie historii, przywiązanie do polskości, tradycje rodzinne, wileńską gościnność. Ale przeprowadzić się do Wilna w jego sytuacji byłoby nierozsądne. Musiałam ja… Napisaliśmy setki e-maili, wisieliśmy godzinami na telefonie i Skypie, wykonaliśmy tysiące kilometrów lotów do Wilna i do Winnipeg – i nabrałam pewności, że to z nim chcę iść przez życie. Podjęłam decyzję. 29 października 2008 r. wylądowaliśmy z synem w Winnipeg, stolicy prowincji Manitoba, na preriach, w samym środku Kanady. Miałam bilety powrotne na styczeń, wzięłam urlop w radiu na trzy miesiące, ale nie odlecieliśmy ani w styczniu, ani później. Podjęliśmy decyzję: zostajemy.

    Czytaj więcej: Beata Pietkiewicz: bycie Polką czy Polakiem na Litwie staje się coraz trudniejsze

    Wybrałaś Kanadę na miejsce twojego życia. To był trudny krok, bo Litwę kochałaś i kochasz bardzo. Jakie były początki?

    Tylko na Litwie byłam i wciąż jestem u siebie, czuję się najlepiej wśród bliskich. Tutaj, w Kanadzie, szczególnie dotkliwie odczuwam właśnie brak moich bliskich: mojej cudownej mamy, taty, brata, całej kochanej dużej rodziny. Szczególnie bolesne są święta, które u nas są wyjątkowe. Nie wybierałam Kanady. Tak się potoczyło życie.

    Początki życia w Kanadzie wspominam jako totalny zawrót głowy. Wszystko nowe, inne. Nowi ludzie, i to od razu wielu, bo Irek jest osobą aktywnie udzielającą się w życiu polonijnym i towarzyskim. Nawiązywałam znajomości, uczestniczyliśmy w imprezach polonijnych, byliśmy stale zapraszani w gościnę. Poznałam wielu wspaniałych rodaków, przywiązałam się, zaufałam, zaprzyjaźniliśmy się. Okazało się, że gdzieś w prerii, w środku Kanady, jest tak wiele polskich śladów: polskie kościoły, kluby, sklepy, zespoły, muzea, szkoły. W siedzibie parlamentu Manitoby wisi tablica: „Dla upamiętnienia 200 lat imigracji Polaków do Manitoby 1817–2017”.

    Kanada jest krajem otwartym na imigrantów. Mówi się, że to najlepszy kraj do życia, biorąc pod uwagę warunki ekonomiczne i socjalne. Jak to wygląda? Czy uzyskanie statusu prawnego pobytu było łatwe?

    W Kanadzie tylko wiza pracownicza/studencka, status uchodźcy lub małżeństwo z obywatelem Kanady może być początkiem drogi do uzyskania pobytu stałego PR (permanent resident), bez którego nie ma dostępu do darmowej opieki zdrowotnej, legalnej pracy, prawa jazdy, nauki i innych praw. Dopiero po kilku latach pobytu stałego można się ubiegać o obywatelstwo.

    Od chwili, kiedy podjęliśmy decyzję o pozostaniu w Kanadzie, Irek zaczął działać! Już w czasie najbliższej audycji radiowej, wprost przed włączonymi mikrofonami, w obecności słuchaczy poprosił mnie o rękę i włożył mi na palec pierścionek zaręczynowy. Na własny ślub gnaliśmy limuzyną do polskiej restauracji „Polonez” – ja po audycji radiowej, on z synem po kuligu, skąd nadawał relację do radia. Po ślubie trzeba było wypełnić stosy dokumentów i zrobić badania lekarskie, żeby wysłać papiery do pobytu stałego. Już po roku mieliśmy nowy dom i wszystkie prawa stałych mieszkańców.

    Jakie były początki twojej pracy?

    Pierwszą legalną pracę otrzymałam u polskiego dentysty – wypełniałam formularze ubezpieczeniowe, umawiałam wizyty. 12 dolarów kanadyjskich za godzinę. Jednocześnie rozpoczęłam pracę w Polskiej Sobotniej Szkole w Winnipeg. Po lekcjach śpieszyłam się do studia wielokulturowej rozgłośni CKJS, bo w soboty o godz. 14 rozpoczynaliśmy audycje Radia Polonia. Stację radiową CKJS, z której nadaje Radio Polonia, założył w 1975 r. powstaniec warszawski Kazimierz Stańczykowski. Tu przeniosła się redakcja polonijnego radia znanego od 1952 r. jako Polski Głos w Manitobie. Prowadziliśmy wspólnie z Irkiem radio, zupełnie inne niż Znad Wilii. Radio Polonia to zaledwie kilka godzin tygodniowo, w których trzeba skoncentrować wszystkie wydarzenia; studio w piwnicy, to praca społeczna, wolontariat, a utrzymanie wyłącznie z datków sponsorów.

    A czy zaaklimatyzowałaś się w Kanadzie. Czy lubisz Winnipeg?

    Winnipeg to prawie milionowe miasto, ale dla mnie bez szczególnego uroku. Dotąd go nie polubiłam i chyba nie polubię. Wszędzie jest daleko. Zima trwa tutaj pół roku, śnieg spada na początku listopada i aż do końca kwietnia wciąż go przybywa i przybywa. Lekcje w szkołach są odwoływane, dopiero gdy temperatura odczuwalna osiąga -45°C. Natomiast latem +40°C to żadna niespodzianka.

    W Kanadzie dotknęło Ciebie i męża wyjątkowe wydarzenie, urodziłaś swoje drugie dziecko, będąc grubo po czterdziestce. To poniekąd niezwykłe.

    Mając 45 lat, urodziłam zdrową córkę. To cud. Irek nigdy nie miał dzieci, marzyliśmy więc o dziecku. Byliśmy zdrowi, zdecydowaliśmy, że będzie tak, jak Opatrzność czy natura zechce. Byłam spokojna, czułam się bardzo dobrze i pracowałam do ostatniego dnia. Ciąża i poród były bezproblemowe, czułam się wspaniale, wyglądałam kwitnąco i odmłodniałam o 10 lat. Klaudia Krystyna ma już 10 lat, jest zdrowa, silna, odważna, samodzielna, stanowcza po tacie i wrażliwa, przyjazna, pogodna po mamie. Mateusz sprawdza się idealnie jako starszy brat, mają świetny kontakt. Jest autorytetem w wielu sprawach, a jego dziewczyna Clarence jest dla Klaudii prawdziwą przyjaciółką. Mateusz skończył studia inżynieryjne, zdobył dobrą pracę w firmie produkującej transformatory. Nie boi się żadnej pracy, był mechanikiem, spawaczem. A jego prawdziwą pasją są samochody.

    Czytaj więcej: Anna Paniszewa: Mamy obowiązek przypominać o Polakach na Białorusi

    Jak teraz po latach funkcjonuje wasza rodzina? Czy spełniły się twoje oczekiwania co do życia w Kanadzie? Czy spełniasz się zawodowo? Wiem ze swoich doświadczeń, że praca w Kanadzie czy w USA dla emigrantów to nie jest jeden stały etat. Tam się pracuje naprawdę dużo, w różnych miejscach, ale i profity z pracy są satysfakcjonujące.

    W Kanadzie funkcjonuje kult pracy, jest szacunek do pracy i do pracowników. Osoba w roboczym ubraniu to normalny widok na ulicy, w sklepie, w autobusie. Dlatego każda praca, którą mi proponują i której się podejmuję, jest dla mnie nie tylko źródłem satysfakcjonującego dochodu, lecz także pozytywnych emocji ze spotkań z ludźmi, spełnienia i nawet poczucia misji. Wiem, brzmi to górnolotnie, ale… W soboty jestem nauczycielką w Polskiej Sobotniej Szkole w Winnipeg, w niedziele jestem lektorką w kościele św. Andrzeja Boboli, potem prowadzę z mężem audycje w Radiu Polonia Winnipeg, we wtorki i środy pracuję w polskim sklepie Polsat Center – obsługuję klientów, wysyłam pieniądze, przyjmuję paczki na przesyłki. Właścicielem sklepu jest serdeczny przyjaciel Irka z czasów szkolnych z Polski, Mirek Książkiewicz, jego żona Monika jest chrzestną naszej córki, a więc jest to praca w gronie przyjaciół i dla przyjaciół. W czwartki, piątki, czasem w soboty pracuję w polskim sklepie mięsnym M&S, obsługuję klientów, przyjmuję zamówienia. Ten sklep prowadzi Jan Leszczyński, wieloletni sponsor radia, a prywatnie nasz przyjaciel. Wszędzie jestem otoczona ludźmi, słyszę pozytywne opinie, nie ma mowy o znużeniu czy stresie.

    Mój mąż karierę zawodową zrobił jako inspektor jakości w fabryce autobusów turystycznych MCI. Testuje autobusy, wystawia atesty jakości, jest cenionym specjalistą. Radio jest jego pasją, pracą społeczną i swoistą misją, której poświęca swój wolny czas. Prowadzi też stronę informacyjną Radia Polonia oraz organizacji Sokół Winnipeg.

    Jak spędzacie wolny czas? Czy macie przyjaciół wśród Kanadyjczyków? Czy utrzymujecie kontakty z kimś z naszych stron? Czy dużo jest Litwinów i Polaków w Kanadzie?

    Wolny czas to czas dla radia, rodziny i domu. Czasem udaje się wyrwać na jeziora, zimą na ślizgawkę, na basen, spotkać z przyjaciółmi. Tak naprawdę odpoczywamy tylko podczas urlopów, kiedy wyjeżdżamy na zimowe wakacje do ciepłych krajów lub latem na Litwę i do Polski.

    Irek jest osobą niezwykle towarzyską i otwartą. Z najbliższymi sąsiadami Kanadyjczykami nawiązaliśmy kontakt od razu i teraz to są nie tylko najwspanialsi sąsiedzi, ale i bardzo bliscy przyjaciele, na których zawsze możemy, z wzajemnością, liczyć. Jak praca, to sobie wzajemnie pomagamy, jak impreza, to razem świętujemy. W Kanadzie mieszka ok. 1 mln Polaków, w Winnipegu jest ich ponad 50 tys. Należy pamiętać, że zwykle pierwsze, drugie pokolenie imigrantów rozmawia po polsku, ale w trzecim, czwartym pozostaje tylko nazwisko, trochę zwyczajów, wspomnień, jednak z dumą przyznają się do swojej polskości. Nasi przyjaciele i znajomi to w większości Polacy. Poznałam tu wielu wspaniałych ludzi, którzy przybyli do Kanady w różnych czasach i okolicznościach, ale to temat na inną, dłuższą opowieść.

    Natomiast Litwinów jest niewielu. Osobiście poznałam zaledwie kilka osób. Irek ma wypróbowany sposób na „wyławianie” ludzi – zakłada koszulkę z napisem w określonym języku i czeka, aż ktoś go w tym języku zaczepi. Tak „upolował” kilku Litwinów w Winnipeg.

    MariuszZ, Irek, Klaudia i Sabina – rodzina w komplecie
    | Fot.

    Dla emigrantów zawsze ważny był Kościół. Polonia zazwyczaj spotyka się przy jakiejś parafii. Czy podobnie jest w Kanadzie?

    Już od XIX w. na preriach były setki polskich osad, do dziś na mapie są nazwy: Polonia, Prawda, Dobrowody. W większych powstawały kościoły. Osadnicy byli bardzo biedni, więc i budowle były małe i ubogie. Polskich kościołów z każdym rokiem jest coraz mniej, ludzi w nich coraz mniej, teraz w Winnipeg pozostały tylko dwa kościoły. W jednym z nich od trzech lat mamy wspaniałego księdza z Grodna, Walerego Bykowskiego.

    Czytaj więcej: Polak z Wileńszczyzny pobił rekord Guinnessa

    Odwiedzacie często Litwę. Syn ma związek z Litwą, bo się tu urodził, czy tęskni? A córka chętnie tutaj przyjeżdża? Czy jej się podoba?

    Ciągnie nas na Litwę, do bliskich ludzi. Wychowałam się w wielkiej rodzinie, wśród babć, cioć, kuzynów i tego mi najbardziej brakuje. Dzieci też zapadły na ten sam rodzaj tęsknoty i gdyby nie odległość, a ostatnio pandemia, bylibyśmy na Wileńszczyźnie częściej. Dzieci lubią bywać na Litwie, bo to dla zawsze interesująca wyprawa, zwiedzanie, spotkania, przyjęcia. Są wyczekiwane i rozpieszczane. Zresztą my z Irkiem też! Powrót na stałe do Wilna marzy mi się, ale zdaję sprawę z tego, że Irek i Klaudia nie nauczą się szybko litewskiego, zawsze będą w Kanadzie lub w Polsce bardziej u siebie. Tylko my z Mateuszem posługujemy się naszym tajnym szyfrem, czyli językiem litewskim, którego nie dali rady opanować ani Irek, ani Klaudia.

    Jak Litwa się zmieniła w twoich oczach przez ten czas?

    Wilno pięknieje z każdym rokiem, a odległość i tęsknota tylko potęgują to wrażenie. Trudno o obiektywną ocenę, kiedy się bywa jedynie w porze letniej co kilka lat, mieszają się wspomnienia, sny, obrazy z połączeń internetowych i codziennych przeglądów: Co tam w Wilnie i okolicach? Jak się mają moi bliscy, przyjaciele, znajomi? Marzyliśmy o ślubie w Wilnie, ale było tyle formalności, że prościej było wziąć cichy ślub w kościele w Winnipegu. Za to w Wilnie, w Ostrej Bramie, organistka Ilona Jurewicz zorganizowała mszę św. w intencji naszego małżeństwa w kaplicy przed Cudownym Obrazem Matki Bożej Ostrobramskiej, gdzie byliśmy już z całą rodziną i bliskimi. Takie przeżycia tylko w Wilnie!

    Co powiedziałabyś, biorąc pod uwagę swoje doświadczenia: Czy warto dokonywać zmian w swoim życiu? Czy nie płaci się za to ceny?

    Moja emigracja nie była koniecznością. Pojawiła się szansa na życie u boku ukochanej osoby. Wiedziałam, że z nim chcę iść przez życie. A że w innym kraju? To nie ma znaczenia. Nie żałuję. Otrzymałam od życia więcej, niż mogłam marzyć, chociaż cenę też zapłaciłam ogromną: rozstanie z rodzicami, bliskimi ludźmi i miejscami.

    Nadal tęsknię, oczywiście. To się już nie zmieni. Ta tęsknota za domem rodzinnym najbardziej doskwiera w grudniu. Święta Bożego Narodzenia są szczególne. Można oczywiście wprowadzać w swoim nowym kraju nasze zwyczaje i tradycje, ale zawsze braknie najważniejszego elementu – tego prawdziwego wigilijnego stołu, przy którym zasiada cała rodzina i łamie się opłatkiem.


    Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 51(147)18/12/2021-07/012/2022

    Reklama (dobiera algorytm zewnętrzny na podst. ustawień czytelnika)

    Afisze

    Więcej od autora

    Bruno Schulz, tajemniczy i swoisty

    Bruno Schulz urodził się 12 lipca 1892 r. na terenie dzisiejszej Ukrainy, w rodzinie zasymilowanych Żydów. Był nieślubnym, trzecim i najmłodszym dzieckiem Jakuba Schulza, kupca bławatnego, i Henrietty Kuhmärker, córki zamożnego handlarza drewnem. Jego rodzice zawarli związek małżeński już...

    Ksiądz Jan Kaczkowski: człowiek do bólu

    Jan Kaczkowski urodził się 19 lipca 1977 r. w Gdyni. Podstawówkę i liceum skończył w Sopocie, w 1996 r. wstąpił do gdańskiego seminarium. Od 2002 r., kiedy został wyświęcony, do roku 2007 pracował jako wikary w parafii Świętych Apostołów...

    Sezon przeziębień ruszył z kopyta

    Na początek warto dowiedzieć się, jak działa układ odpornościowy. Funkcją układu odpornościowego jest ochrona organizmu przed infekcjami. W jego skład wchodzi wiele elementów. Na „pierwszej linii obrony” przed patogenami chroni nas skóra oraz specjalne antygeny — białka, obecne na...

    Palenie tytoniu szkodzi zdrowiu

    Na niemal każdym kroku w miejscach publicznych można spotkać hasła skierowane przeciwko paleniu papierosów. Mają one za zadanie uświadamiać, zniechęcić do palenia i nakłonić palaczy do całkowitego rzucenia nałogu. Hasła są bardzo przemawiające do wyobraźni, ba czasami wstrząsające, jak choćby:...