Szok w norweskim wojsku – poborowi wracają… bez majtek!

Gdyby to była kaczka dziennikarska na 1 kwietnia, to w następnym numerze trzeba by było zamieszczać sprostowanie. Ale do primaaprilisowych psikusów jeszcze szmat czasu, a amerykańskiej agencji Associated Press żarty raczej się nie trzymają.

Podała news z Norwegii, który u nas spowodował salwy śmiechu. Otóż 8 000 (coroczny zaciąg) młodych norweskich żołnierzy i żołnierek (od 2006 – „w imię równości”) po zakończeniu obowiązkowej 19-miesięcznej służby musi zwrócić swoim kwatermistrzom… bieliznę wojskową, czyli majteczki, biustonosze, a nawet skarpety!

Dowództwo norweskiej armii wchodzącej w skład sił NATO i graniczącej z Rosją (26,2 tys. żołnierzy służby czynnej oraz 45,3 tys. rezerwistów) tłumaczy to kłopotami z uzupełnianiem zapasów umundurowania, które wywołał COVID-19, a wraz z nim m.in. logistyką towarów tego rodzaju (tanie Chiny…). Generałowie nowych odbiorców zapewniają, że tekstylia zostaną dokładnie zdezynfekowane i wyprane. O łataniu dziur nic się nie podaje…           

Roczny budżet królewskich Forsvaret to ok. 7 mld dolarów, a nie stać ich na nowe gacie w moro? Po co czekać na kontenery z Chin, kiedy Litwa jest pod bokiem. Np. w ubiegłym roku odzieżowa spółka Utenos trikotažas podpisała z naszymi wojakami umowę na 3 mln euro. A na pewno mogłaby i Norwegów „dozbroić”…