Olga Kovzan: „Ludziom się wydaje, że głuchy usłyszy, jak głośniej krzykniesz”

Gdy osoba niesłysząca widzi, że znasz język migowy, to z miejsca stajesz się jej przyjacielem – przyznaje Olga Kovzan, tłumaczka litewskiego języka migowego. Opowiada o tym, dlaczego osoba głucha to nie głuchoniema, jak wygląda świat ludzi niesłyszących i dlaczego warto poznać ich kulturę.

Czytaj więcej: Edukacja dzieci migrantów — język migowy, sztuka i kultura

Tłumacz uczestniczy niemalże w całym życiu człowieka niesłyszącego. W tym nawet u lekarza
| Fot. archiwum

Pamięta Pani swoje pierwsze spotkanie z osobą niesłyszącą?

Na studiach, podczas praktyk w szkole. Tłumaczka języka migowego, która się mną opiekowała, powiedziała mi, że to już ten moment – muszę wyjść przed klasę i tłumaczyć. To była lekcja matematyki i tym większe było moje zaniepokojenie, bo jak ja mam tłumaczyć te terminy?! Na początku nie byłam pewna, czy ktoś w ogóle mnie rozumie, ale klasa bardzo uważnie na mnie patrzyła. Po tym zdarzeniu tłumaczyłam już każdą lekcję.

Za każdym razem to był stres?

Ojej, tak. Póki nie zżyłam się z tym językiem, póki nie znalazłam niesłyszących znajomych, stres był stale obecny, ponieważ musiałam tłumaczyć w zupełnie różnych sferach życia. Dzisiaj idziesz do lekarza, jutro tłumaczysz lekcję fizyki, potem kolejna nowa dziedzina i kolejne nowo poznane słowa. Po jakimś czasie stres zszedł, bo niesłyszący klienci bardzo otwarcie mnie przyjęli i sami zaczęli mnie uczyć, np. migowym abecadłem mówili wolniej, żebym ja zdążyła się połapać. Pamiętam też, jak w Kłajpedzie była zorganizowana wycieczka na statku dla głuchych i w dwóch pokojach odbywały się konferencje. Ja byłam w mniejszej sali i moi młodsi niesłyszący koledzy specjalnie przyszli do mnie, żebym ja się czuła mniej samotnie; pomagali mi nawet w tym tłumaczeniu.

Czyli kultura głuchych wyróżnia się taką otwartością?

Z tego, co zauważyłam, ich kultura rzeczywiście jest bardziej otwarta niż nasza. Chociaż trudniej mi oceniać to jako tłumaczce, bo zupełnie inny stosunek można mieć do tłumacza, a inny do przyjaciela. Co prawda głusi mają w sobie zupełnie mniej ograniczeń i barier – przy pierwszym spotkaniu mogą cię spytać, ile zarabiasz albo ile metrów kwadratowych ma twój dom. Takie drobnostki, o które my, słyszący, czasami wstydzimy się zapytać. Wynika to głównie z tego, że niesłyszący naprawdę chce wszystko o tobie wiedzieć.

To krępujące?

Krępowało mnie to do momentu, w którym opowiedziano nam, że głusi po prostu tak mają, że to jest normalne i możemy po prostu na takie pytania nie odpowiadać, bo dla nich odpowiedź nie ma żadnego znaczenia. Oni po prostu chcą o to zapytać.

Jacy jeszcze są głusi?

Aktywni, chętni do rozmowy. Bardzo lubią pogadać „o wszystkim i niczym”. Czasami tak zajadle o czymś dyskutują, że ze strony obserwującego mogłoby się wydawać, że poruszają jakiś ważny temat w rozmowie, ale to są zwykłe codzienne sprawy, o których słyszący nawet nie pomyślałby, aby je wspomnieć. Poza tym mają świetną orientację w terenie. Jak byłam na praktykach w Norwegii czy Finlandii – to w grupie z niesłyszącymi nigdy nie bałam się zgubić.

Czytaj więcej: Darmowa i anonimowa pomoc psychologiczna – nie zwlekaj, skontaktuj się z profesjonalnym lekarzem

Kim dla głuchego jest tłumacz?

Tłumacz uczestniczy niemalże w całym życiu człowieka niesłyszącego. To są i urzędy, i wesela, i pogrzeby, i chrzciny…

Czyli to taki towarzysz?

Głusi są aktywni, chętni do rozmowy. Bardzo lubią pogadać „o wszystkim i o niczym”
| Fot. archiwum

Chyba jest nim, ale nie musiałby być. Tłumacz to jest most między słyszącym a niesłyszącym, takie ucho, które musi usłyszeć i tylko przekazać informację bez wtrącania się.

Jest to trudne, jak sądzę.

Tak. Czuję, że w niektórych sprawach po prostu muszę pomóc. Ostatnio miałam do czynienia z sytuacją z kupnem pralki. Ludzie chcieli kupić naprawdę zły model, więc zaprowadziłam ich do innego sklepu, gdzie pokazano im lepszą opcję – bardziej jakościową, z gwarancją.

I wybrali tę w końcu?

Wybrali. Głusi nawet w takich, wydawałoby się, drobnostkach potrzebują tej podstawowej informacji. Mam wrażenie, że my, słyszący, odbieramy naprawdę dużo komunikatów, o których osoba niesłysząca się nie dowie, np. z radia. Albo gdy kupujemy coś w sklepie, możemy usłyszeć rozmowę, że gdzieś jest zniżka, gdzieś coś jest za darmo.

Dzieli Pani emocje ze swoimi klientami?

Na pewno. Raz miałam taką sytuację, że byłam z klientką na badaniach profilaktycznych i okazało się, że ona jest w ciąży. To, jakie emocje przy tym były, łzy… Dla mnie to szczęście – przeżycie razem z nią takiej ważnej chwili w życiu.

Jaki Pani obserwuje stosunek społeczeństwa wobec niesłyszących?

Nie mając w środowisku osób, które nie słyszą od urodzenia, możemy nawet nie zdawać sobie sprawy z ich istnienia, że to nie jest to samo, kiedy dziadek na starość nie słyszy. Sądzę, że w szkołach lub przedszkolach przydałoby się takie wprowadzenie, co znaczy być osobą głuchą i jak przy kontakcie z taką osobą trzeba się zachować.

Zauważyłam, że słyszący często wycofują się z kontaktu, odchodzą w inną stronę. A jak ja im mówię, że jestem tłumaczem, i mimo wszystko proszę o wyjaśnienie czegoś lub pomoc osobie niesłyszącej, to oni rozumują w ten sposób: „Aha, to ja Pani powiem, a Pani niech już jej wytłumaczy”. Ja jednak twardo stoję przy tym, że kontakt musi być przede wszystkim z głuchym, bo to między nimi zachodzi główna interakcja – niesłyszący musi widzieć też twarz, mimikę, a ja jestem tylko człowiekiem „z tyłu”, nagłośnieniem.

Z kolei zdarzają się też sytuacje zupełnie odwrotne, że ludzie próbują tłumacza przegonić. Sądzą, że oni sami wszystko zrozumieją, że tłumacz jest niepotrzebny. Próbuję wtedy wytłumaczyć, że ja wcale nie jestem dla nich, tylko dla osoby niesłyszącej, bo to jej przede wszystkim jest potrzebna pomoc. Widzę pewien postęp w urzędach, takich jak policja czy szpitale; prowadzi się teraz kursy zorganizowane przez Litewskie Towarzystwo Głuchych (Lietuvos kurčiųjų draugija). Instruktaż dotyczy głównie zasad interakcji z niesłyszącymi i podstawowych migów.

Były sytuacje poza pracą, w których Pani musiała interweniować, widząc, że słyszący i głuchy nie mogą się dogadać?

Byłam wtedy na urlopie macierzyńskim i poszłam do przychodni z dzieckiem. Zobaczyłam, że idzie kobieta z dziewczynką niesłyszącą. Widziałam też, że potrzebuje ona tłumaczenia, więc weszłam razem z nią do lekarza, wytłumaczyłam. Ona była szczęśliwa do tego stopnia, że przytuliła się do mnie tak, jakbyśmy się znały od lat. Gdy osoba niesłysząca widzi, że znasz język migowy – to zostajesz jej przyjacielem.

Poza tym z jakimi jeszcze problemami osoba głucha styka się w naszym kraju?

Brak dostępu do informacji, na pewno. Mają, co prawda, darmową usługę tłumacza 24 godziny na dobę, są też kluby w większych miastach Litwy, gdzie niesłyszący spotykają się, żeby po prostu pogadać. Jednak staram się o to, żeby dostęp do informacji był dla nich jak najlżejszy. Obecnie walczę o to, żeby na stronie naszego Samorządu Rejonu Solecznickiego treści multimedialne były tłumaczone także na język migowy. Ostatnio pytali mnie, kiedy na placu zapalą światła na choince, a przecież równie dobrze mogliby tę informację sami przeczytać na stronie.

Czytaj więcej: Szczepionka: warto ufać lekarzom i nauce

Jakie najczęstsze mity występują w kwestii osób głuchych?

Och, kilka ich jest. Pierwszy to na pewno ten, że jest jeden język migowy na całym świecie. Tymczasem każdy kraj ma własny język migowy – Polska ma polski język migowy (PJM), Litwa ma litewski (lietuvių gestų kalba, LGK). Co więcej, język litewski a litewski język migowy to są dwa różne języki z zupełnie odmienną gramatyką. Od 1991 r. na Litwie osoby głuche jako swój język ojczysty mają przyznany właśnie litewski język migowy. No i najczęstsza sytuacja: ludziom się wydaje, że głuchy ciebie usłyszy, jak głośniej krzykniesz.

Dlaczego, mimo takiej możliwości, głuchy nie zawsze chce nosić zakładany aparat słuchowy?

Odbieramy głuchych jak osoby chore, chociaż oni sami tak siebie nie postrzegają. W sumie to my mamy większy problem, bo potrzebujemy więcej informacji o nich, o tym, jak funkcjonują, jaką mają kulturę i przede wszystkim – jak się z nimi komunikować, dlatego że oni są lepiej zintegrowani z nami niż my z nimi. Nawet nie wiemy, że trzeba to robić.

Tak, osoba niesłysząca ma czasami wybór: może zrobić operację czy założyć aparat. Jednak nie robi tego dlatego, że w ten sposób traci kluczową część swojej kultury. Do tego nauczyć się trzeba słyszeć np. szumu, którego wcześniej się nie słyszało.

Dlaczego nie powinniśmy mówić „głuchoniemy”?

Dlatego że głusi potrafią mówić. Tylko my nie zawsze ich rozumiemy.

Czym jest kultura głuchych?

Głusi są bardzo zintegrowaną wspólnotą. Wyróżniają się szczególną aktywnością sportową czy kulturową (np. teatry). W szkołach często odbywają się wybory Miss Głuchej (Miss kurčioji), lubią też świętować walentynki.

Była Pani w takim teatrze głuchych?

Byłam jeden raz, w Kownie. To była pantomima, bez języka, tylko ciało i ruchy. Moja mama płakała.

A Pani?

Nie pamiętam, o czym było to przedstawienie. Przypominam sobie tylko silne emocjonalne napięcie. Też się wzruszyłam. Głusi grają całym ciałem, mimiką – zdecydowanie są w stanie wyrazić swoje emocje w ten sposób, że można zrozumieć to wszystko bez języka.

Czego się Pani nauczyła od głuchych?

Byłam kiedyś bardzo nieśmiała. Bałam się nawet zadzwonić. A praca z głuchymi to duży krok do socjalizacji. Przychodzę do pracy i nigdy nie wiem, gdzie będę: czy to na statku, tłumacząc coś wycieczkowiczom, czy na lekcjach plastyki, czy w urzędzie. Każdego dnia jestem zmuszona uczyć się czegoś nowego.


Rozmawiała Paulina Pieszko


Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 2(6) 15-21/01/2022