Dom 86-latka zniszczyło drzewo. Straż pożarna odmówiła pomocy

We wsi Grabijolai w samorządzie Elektrėnai burza przewróciła ogromny jesion na zabytkowy dom. Spadające drzewo zniszczyło dach domu, uszkodzona została ściana, wybite okna.

Drzewo spadło na zabytkowy dom.
We wsi Grabijolai w samorządzie Elektrėnai burza wywróciła ogromny jesion na zabytkowy dom
| Fot. Fot. Kęstutis Černeckas

Vytas Balažantis, 86-latek mieszkający w tym domu, jeszcze latem ubiegłego roku wystąpił ustnie o pozwolenie do władz Parku Regionalnego Wilii na wycięcie drzewa, ale zezwolenia nie udzielono. Władze twierdzą, że nie otrzymały takiej prośby. Poszkodowany oraz sąsiedzi poprosili strażaków o pomoc w usunięciu ogromnego drzewa, ale otrzymali negatywną odpowiedź.

Zlekceważono ustną prośbę

— Pisemnie nie zwracałem się, nie wiedziałem, że trzeba to zrobić na piśmie, ale o tym, że drzewo trzeba ściąć, mówiłem nieraz. Nie pamiętam dokładnie, ale to chyba rok temu u sąsiadki ścinali drzewo, więc poszedłem i mówię im, że ten jesion też trzeba ściąć, ponieważ bardzo dużo suchych gałęzi opada i może narobić dużo szkody. Przyszła komisja, popatrzyli i mówią, że drzewo jest zdrowe i nikt go nie będzie ścinał mówi poszkodowany Vytas Balažantis.

We wsi Grabijolai starych drzew jest kilka

Mieszkańcy wsi Grabijolai mówią, że takich drzew, które mogą spaść i narobić szkody nie tylko budynkom, ale też zabić ludzi, we wsi jest kilka. Niektóre drzewa według mieszkańców mają 100-200 lat.

— Stałem przy zlewie, zmywałem. Aż tu nagle ziemia i ściany zatrzęsły się, a z sufitu zaczęło wszystko się sypać. Wystraszyłem się, od razu nie zrozumiałem, co się dzieje. Wyszedłem na podwórko, a na moim domu leży drzewo. Drzewo korzeni prawie nie miało, a co ciekawe, pod korzeniem spały zimowym snem dwa jeżyki. Sąsiedzi od razu zbiegli się, gdyby nie oni, to nie wiem, co byłoby. Wszyscy bardzo mi pomogli, jestem im bardzo wdzięczny — opowiada Balažantis.

Drzewo nie miało prawie korzeni, a co ciekawe, pod korzeniem spały zimowym snem dwa jeżyki
| Fot. Kęstutis Černeckas

Drzewo usunęli sąsiedzi i znajomi

Drzewa, które spadło na dom, już nie ma, miejscowym udało się je usunąć. We wsi mieszka 12 osób, najmłodszy mieszkaniec ma 60 lat, ale w ciągu dwóch dni, bez pomocy władz i strażaków, dzięki ogromnemu wysiłkowi sąsiadów udało się pomóc starszemu panu i usunąć drzewo.

Sąsiad Ugnius był pierwszy, który zobaczył spadające drzewo. Jak opowiada nam, był na podwórku, kiedy nagle zobaczył, że spadają gałęzie, a potem usłyszał huk.

— Z ojcem poszliśmy zobaczyć, co się stało. Byliśmy pewni, że to klon spadł. Idziemy dalej, a tu widzimy, że u sąsiada na domu leży ogromne drzewo. Od razu wbiegłem do jego domu, żeby upewnić się, że z sąsiadem wszystko jest w porządku. Dzwoniliśmy do straży pożarnej, prosiliśmy o pomoc, odmówili, ale to nie z własnej woli. Bardzo szkoda, że teraz będą wszyscy ich winić, chociaż myślę, że strażacy w niczym nie są winni, gdyby otrzymali pozwolenie, to na pewno pomogliby — ocenia sąsiad.

Czytaj więcej: Wichura łamała drzewa, ale ludzie nie ucierpieli

Wycinka u sąsiadów

Genovaitė Černeckienė, sąsiadka pana Vytasa, zapewnia, że słyszała, jak ten prosił, żeby ścięli drzewo z jego posesji.

— Ścinali drzewo na moim podwórku, ponieważ było spróchniałe i przy mnie on prosił, żeby wycięli również jego drzewo. Nie wycięli, tylko poobcinali krzaki, no i jest wynik. Już dawno była mowa, żeby ściąć to drzewo. To starszy człowiek, nie wiedział, dokąd ma zwrócić się, ja też bym nie wiedziała, syn mi pomógł. Dyrekcja Parku Regionalnego Wilii wiedziała, że jest problem z tym drzewem. Straż pożarna odmówiła pomocy. To drzewo już było pochylone. Wiedzieli, że są takie drzewa, ale nikt nic nie robił, tylko mówili: trzeba, trzeba… — ubolewa Genovaitė Černeckienė.

Straż pożarna odmówiła pomocy

Arvydas Vyšniauskas, starosta Kazokiškių, w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” zaznaczył, że starostwo w miarę swoich możliwości pomoże poszkodowanemu.

— Sąsiadka zadzwoniła do mnie i opowiedziała o nieszczęściu, od razu przyjechałem tutaj. Do straży pożarnej dzwonili ludzie, osobiście też dzwoniłem. Powiedzieli, że na prywatny teren nie przyjadą, jeżeli nie ma poszkodowanych osób. Usuwali drzewo z drogi chyba kilometr stąd, więc zapytałem ich osobiście, czy nie przyjadą. Zadzwonili do swoich władz i powiedzieli, że nie otrzymali pozwolenia — mówi starosta.

Katastrofy można było uniknąć

Sąsiad poszkodowanego, Kęstutis Černeckis, w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” powiedział, że katastrofy można było uniknąć, wycinając drzewo na czas.

— Bardzo szkoda, gdy takie odpowiedzialne decyzje podejmują niekompetentni ludzie. Być może starszy pan nie wiedział, że musi pisemnie zwrócić się do odpowiedniej instytucji, ale przecież ludzie nie muszą wszystkiego wiedzieć. Starszy pan ma 86 lat, dlaczego odpowiedzialni ludzie nie wytłumaczyli mu, co ma zrobić, dokąd się zwrócić? Mnie to nie mieści się w głowie — oburza się Kęstutis Černeckis.

„Sąsiedzi od razu zbiegli się, gdyby nie oni, to nie wiem, co byłoby. Wszyscy bardzo mi pomogli, jestem im bardzo wdzięczny” — zaznaczył Balažantis
| Fot. Darius Jančiauskas

Dyrektorka parku twierdzi, że nic nie wiedziała

Audronė Žičkutė, dyrektorka Parku Regionalnego Wilii, w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” zapewnia, że nie było żadnych próśb o usunięcie drzewa.

— Już mnóstwo razy mówiłam, że ani pisemnie, ani telefonicznie nikt nie zwracał się w sprawie tego drzewa. Nie otrzymaliśmy ani jednej pisemnej prośby w sprawie tego drzewa. Drzewo wyglądało zdrowe, zieleniło się, a co dzieje się w korzeniach, tego nie mogliśmy przewidzieć. W 2020 r. sąsiad pana Vytasa poprosił, żeby poobcinać gałęzie, to było zrobione. Dopóki nikt nie złoży wniosku na piśmie, nie możemy nic zrobić, a wniosku pisemnego nie otrzymaliśmy. Dzisiaj nie trzeba szukać winnych, ale trzeba myśleć, jak pomóc — komentuje dyrektorka parku.

Czytaj więcej: Dla miłośników skarbnic przyrody i dziedzictwa kulturowego – trasa turystyczna na zachód od rejonu wileńskiego

Gediminas Šukšta, naczelnik Wydziału Organizacyjnego Zarządu Głównego Straży Pożarnej, w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” powiedział, że obecnie są badane okoliczności odmowy pomocy.

– Mamy zarejestrowany taki telefon. Chcę podkreślić, że reagujemy na wszystkie prośby pomocy, gdy istnieje realne zagrożenie dla mienia i życia. Mówiąc o tej konkretnej sytuacji, należy wziąć pod uwagę wszystkie okoliczności, które były. Każda sytuacja jest indywidualna. Na razie trudno jest powiedzieć, dlaczego była taka odpowiedź. Może to była sytuacja, gdy było niebezpieczeństwo, ale już minęło. Być może, było po prostu źle zrozumiane. Tego dnia straż pożarna wyjeżdżała na 85 wezwań pomocy, 26 pożarów – podkreśla Gediminas Šukšta.

Czytaj więcej: Rada samorządu wsparła straż pożarną, postanowiła wybudować 3 kotłownie opalane biopaliwem, zatwierdziła program usuwania azbestu