Słaby punkt Rosji. Co teraz z Kaliningradem?

Mówi się o niej: lądowy lotniskowiec Rosji. Eksklawa kaliningradzka. Niektórzy upierają się, że królewiecka, ale niestety, nie licząc lokalizacji, to, co znajduje się dziś między Polską a Litwą, nie ma nic wspólnego z historią sprzed 1945 r. Swego czasu miał to być nawet „rosyjski Hongkong”. Dziś wygląda na to, że to skazany na izolację skrawek Federacji Rosyjskiej.

Dotychczasowe działania Rosji w sprawie Kaliningradu pokazują, że Kreml przygotowuje się do znacznie dłuższego i głębszego konfliktu z Zachodem, niż wielu obecnie przypuszcza. Niewykluczone, że Kaliningrad stanie się nawet swego rodzaju rosyjskim odpowiednikiem Berlina Zachodniego z czasów jego blokady przez Sowietów
| Fot. Aleksander Podgorchok/PAP

Obwód kaliningradzki ma dla Moskwy bardzo duże znaczenie strategiczne, przede wszystkim militarne. Bez niego Rosja byłaby na Bałtyku zamknięta we wschodniej części Zatoki Fińskiej.

Od czasu rozpadu Związku Sowieckiego Moskwa martwiła się o utrzymanie połączeń transportowych ze swoją eksklawą, jak też o gospodarcze (głównie energetyczne) jego zabezpieczenie. Obawy nasiliły się, gdy dwa państwa odcinające obwód kaliningradzki od reszty Federacji Rosyjskiej (oraz od zbliżonej do Moskwy Białorusi) – czyli Polska i Litwa – stały się członkami NATO i Unii Europejskiej.

Przeprowadzone jesienią 2021 r. ćwiczenia Zapad ujawniły obawy Kremla, że w razie wojny Zachód co najmniej zablokuje Kaliningrad, a nawet może próbować całkowicie zająć ten silnie ufortyfikowany rosyjski przyczółek. Teraz, w związku z agresją Rosji na Ukrainę i ostrą reakcją Zachodu, obawy Moskwy o Kaliningrad osiągnęły apogeum.

Możliwe niepokoje społeczne

Obawy Moskwy dotyczące połączeń z eksklawą wzrosły po tym, jak UE zamknęła swoją przestrzeń powietrzną dla rosyjskich samolotów, zmuszając je w ten sposób także do przelotów na znacznie dłuższej trasie między Kaliningradem a Rosją. Moskwa utrzymuje, że zamknięcie europejskiej przestrzeni powietrznej nie jest równoznaczne z blokadą, ponieważ Rosja nadal może zaopatrywać Kaliningrad drogą kolejową i lądową przez Litwę, choć z coraz większymi opóźnieniami, a także drogą morską. Korzystając z tego ostatniego środka, w ciągu ostatnich kilku tygodni Moskwa zwiększyła dostawy żywności, a także komponentów potrzebnych dla działalności lokalnego sektora przemysłowego.

Wygląda na to, że Moskwa na serio obawia się niepokojów społecznych, a za tym odrodzenia nastrojów separatystycznych. Priorytetem jest więc zapewnienie regionowi nawet lepszej sytuacji ekonomicznej niż w reszcie kraju. Co pokazuje udział Władimira Putina w ceremonii zwodowania nowego wielkiego statku „Marszałek Rokossowski”, który ma być ważnym elementem transportu między rosyjskimi portami w pobliżu Sankt Petersburga a Kaliningradem. Podczas wodowania statku Putin powiedział, że „oznacza to, że niezależnie od rozwoju wydarzeń zapewnimy godne warunki do życia ludzi w Kaliningradzie i możliwość dalszego wzmacniania infrastruktury przemysłowej, społecznej i turystycznej”.

Czytaj więcej: Rosja sięga po najemników. Usłyszymy o ich zbrodniach…

Armia i gaz

Nie ma wątpliwości, że militarnie Rosjanie nie mają się co obawiać o Kaliningrad. Nie tyle z racji dużych sił tu trzymanych, ile z tego, że NATO nie będzie chciało go zdobywać – skoro nie ma wojny Zachodu z Rosją. Ale problemem jest właśnie gospodarka, a zwłaszcza bezpieczeństwo energetyczne – ważny element wszechstronnie pojmowanego bezpieczeństwa całej eksklawy. To zapewnia jej stabilność socjalną i polityczną.

Ludzie muszą mieć w domach ogrzewanie i prąd, zaś duże zgrupowanie wojskowe też musi mieć zachowaną stabilność dostaw energii. Gaz jest najważniejszym źródłem energii i ogrzewania dla obwodu kaliningradzkiego. Gazowe elektrownie i elektrociepłownie zapewniają ponad 90 proc. energii eksklawie, zarówno przemysłowi, jak i ludności. Biorąc pod uwagę brak dużego energochłonnego przemysłu w obwodzie kaliningradzkim, energia ma znaczenie przede wszystkim dla klientów indywidualnych i dla rozbudowanego garnizonu wojskowego.

Obecnie Kaliningrad sprowadza gaz na swoje potrzeby z terenu Rosji właściwej przez gazociąg Mińsk–Wilno–Kowno–Kaliningrad, biegnący przez terytorium Białorusi i Litwy. Dzienne zapotrzebowanie eksklawy na gaz szacuje się na ok. 10 mln m sześc. (w zimie), natomiast gazociągiem trafia tam nieco ponad 9 mln m sześc. gazu dziennie. Resztę zapotrzebowania zaspokaja wydobycie własne w obwodzie: na lądzie i na platformach wiertniczych na Bałtyku. W ostatnich latach Rosjanie wybudowali cztery podziemne magazyny gazu (dwa w 2013 r., dwa w 2017 r.) o łącznej pojemności 174 mln m sześc.

Gubernator Anton Alichanow mówił niedawno, że zapasów w magazynach starczy na 18 dób. Kolejne dwa tygodnie bez dostaw gazociągiem może zapewnić surowiec ze statku przewożącego LNG, czyli z „Marszałka Wasilewskiego”. W sumie, przy optymistycznych założeniach, obwód kaliningradzki może przetrwać bez dostaw surowca gazociągiem przez maksymalnie 40 dni. Po tym okresie nawet dość regularne dostawy LNG nie będą w stanie zaspokoić w 100 proc. potrzeb Kaliningradu. Ponadto, byłby to gaz dużo droższy od tego sprowadzanego gazociągiem przez Białoruś i Litwę.

Dlatego Moskwa zamierza w większym stopniu oprzeć się na węglu i skroplonym gazie ziemnym (LNG), który może być dostarczany drogą morską. W tym celu planuje się przestawienie niektórych elektrowni w Kaliningradzie z ropy naftowej na węgiel, wprowadzenie większej liczby statków LNG na trasę między Rosją a Kaliningradem oraz zacumowanie pływającej instalacji do regazyfikacji w kaliningradzkim porcie. Ponadto urzędnicy rozmawiają obecnie o położeniu kabla podmorskiego, który zaopatrywałby eksklawę w energię elektryczną z Rosji kontynentalnej bez konieczności przechodzenia przez Litwę.

Czytaj więcej: Mówiono im, że idą wyzwalać Ukrainę…

Blokada Kaliningradu?

Ewentualny otwarty konflikt z NATO spowodowałby problemy ze sprowadzaniem LNG dla Kaliningradu – gaz ten jest bowiem sprowadzany spoza Bałtyku. Potencjalne zamknięcie cieśnin duńskich oznaczałoby odcięcie Kaliningradu od dostaw LNG.

Ale nie chodzi tylko o gaz. Rosyjscy urzędnicy ostrzegają Litwę i Polskę, że jeśli nadal będą spowalniać lub nawet blokować transport między Rosją a jej bałtycką eksklawą, to zaszkodzą bardziej sobie niż Kaliningradowi, a Moskwa podejmie kroki, aby je ukarać. Za tymi pohukiwaniami kryje się groźba, od dawna rozważana przez zachodnich analityków, że w przypadku blokady Kaliningradu Moskwa może próbować siłą przejąć „korytarz suwalski” między Białorusią a Kaliningradem – co zresztą sprawia, że rosyjska kontrola nad Białorusią staje się jeszcze bardziej krytyczna.

Jednak opcja militarna w tej części wschodniej flanki Paktu Północnoatlantyckiego pozostaje mało realna (choć możliwa, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę rosnące ryzyko prób agresywnych działań Rosji wobec NATO). Tak czy inaczej, dotychczasowe działania Rosji w sprawie Kaliningradu pokazują, że Kreml przygotowuje się do znacznie dłuższego i głębszego konfliktu z Zachodem, niż wielu obecnie przypuszcza. Niewykluczone, że Kaliningrad stanie się nawet swego rodzaju rosyjskim odpowiednikiem Berlina Zachodniego z czasów jego blokady przez Sowietów.


Antoni Rybczyński


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 12(36) 26/03-01/04/2022