Rosja sięga po najemników. Usłyszymy o ich zbrodniach…

Kreml publicznie potwierdził, że chce wykorzystać w wojnie z Ukrainą „ochotników” z Bliskiego Wschodu i Afryki. Oparta na poborowych rosyjska armia zawodzi. Doświadczeni w bojach w Syrii czy Libii najemnicy mają sobie lepiej radzić w walce miejskiej, ale będą też mordować ludność cywilną i gwałcić.

Rosja nastawia się na kontynuowanie wojny według wzorów z konfliktów w Czeczenii czy Syrii. To zapowiada jeszcze więcej zniszczeń i jeszcze więcej cierpienia ludności cywilnej na Ukrainie. Na zdjęciu: zbombardowany Charków
| Fot. Serfey Kozlov/PAP/EPA

Władimir Putin, przemawiając na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa 11 marca, powiedział, że popiera pomysł umożliwienia obcokrajowcom dołączenia do wspieranych przez Rosję sił na Ukrainie, po tym, jak minister obrony Siergiej Szojgu powiedział, że ok. 16 tys. „ochotników” z Bliskiego Wschodu jest gotowych przyjechać, by walczyć w wojnie (czyli kłamliwej „operacji specjalnej”) po stronie rosyjskiej.

– Jeśli widzimy, że są ludzie, którzy chcą na zasadzie dobrowolności pomagać, to trzeba wyjść im naprzeciw i pomóc w przeniesieniu się do strefy walk – powiedział Putin podczas transmitowanego przez telewizję spotkania.

Psy wojny Putina

Ciekawe, że Szojgu mówił o chętnych do pomocy „republikom ludowym” w okupowanym Donbasie. W ten sposób Moskwa osiąga dwa cele. Po pierwsze, formalnie nie jest zaangażowana w sprowadzanie najemników. Spada to oficjalnie na uznawane tylko przez Rosję pseudopaństewka w Doniecku i Ługańsku. Po drugie, unika zarzutu, że jej własna armia jest niewystarczająca, by pokonać Ukrainę, i trzeba ściągać najemników.

Rekrutacja przez Rosję najemników świadczy o tym, że coraz bardziej szuka ona alternatywnych źródeł uzupełniania rosnących strat – ocenia brytyjskie ministerstwo obrony. Należy pamiętać, że już teraz na Ukrainie są obecni doświadczeni najemnicy z rosyjskich prywatnych firm wojskowych. Na froncie giną najemnicy z Grupy Wagnera – informował 8 marca wywiad ukraiński. Świadczą o tym odznaki zabitych. Część z nich została wykonana na potrzeby działań bojowych w Syrii i ma napisy po arabsku, angielsku i francusku.

Rosja utworzyła w Syrii centra rekrutacji najemników, gdzie w ostatnich dniach zwerbowano ponad tysiąc osób, a ok. 400 już jest na terytorium Rosji – poinformował 14 marca Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy. Dzień wcześniej ukraiński wywiad wojskowy (HUR) doniósł, że w Syrii utworzono 14 punktów naboru najemników.

Po krótkim przygotowaniu najemnicy zostaną skierowani do Rosji przez bazę Humajmim dwoma samolotami Tu-134 (do 80 pasażerów) i Tu-154 (do 180 pasażerów) na lotnisko „Czkałowski” w obwodzie moskiewskim – wynika z ustaleń HUR. Z kolei już 4 marca azerskie media donosiły, że syryjscy najemnicy są drogą powietrzną dostarczani do rosyjskiej bazy powietrznej Erebuni w Armenii, a stamtąd transportowani do bazy wojskowej w Mozdoku (Osetia Północna) na rosyjskim Kaukazie Północnym.

Czytaj więcej: Pomoc Ukrainie i uchodźcom wojennym wciąż potrzebna

Amnestia od Asada

Rosja przygotowuje także najemników z Libii w celu zaangażowania do działań bojowych na Ukrainie, oferując im żołd wynoszący od 300 do 600 dolarów. Syryjscy najemnicy służą w Libii u boku sił działających w rosyjskim imieniu od końca 2020 r. Oni też byliby przerzucani do Rosji poprzez rosyjską bazę powietrzną w Syrii.

Centrum Przeciwdziałania Dezinformacji (CPD) przy Radzie Bezpieczeństwa i Obrony Ukrainy twierdzi, że Rosja oferuje najemnikom z Syrii, Libii, ale też Republiki Środkowoafrykańskiej (od kilku lat tamtejszy prezydent korzysta z usług wagnerowców) po 300 dolarów miesięcznie za udział w wojnie na Ukrainie. Wydaje się to wyjątkowo niskim żołdem. Chyba bliżej prawdy są źródła syryjskie mówiące o 2000 dolarów, czyli stawce, jaką najemnicy z tego kraju dostają za służbę w Libii u boku wagnerowców.

Najemników werbują ci sami rosyjscy wysłannicy, którzy wcześniej rekrutowali Syryjczyków na wojnę w Libii. Po kogo konkretnie Rosja sięga? W czasie wojny domowej w Syrii współpracowała z nieregularnymi formacjami wspierającymi reżim Baszara al-Asada, takimi jak Liwa al-Kuds czy Sukur al-Sahara. Innym źródłem jest 5. Korpus, czyli duża jednostka formalnie wchodząca w skład syryjskiej armii rządowej, ale od wielu lat związana z Rosjanami, którzy dbali o dobór kadry oficerskiej, wyszkolenie i uzbrojenie jednostki.

Na wojnę Moskwa gotowa jest brać też doświadczonych bojowników, którzy wcześniej byli po drugiej stronie: walczyli z al-Asadem i Rosjanami. Ci Syryjczycy mają za służbę na Ukrainie dostawać nie tylko pieniądze, lecz także otrzymać pełną amnestię od syryjskiego reżimu. To dlatego rosyjscy werbownicy już na początku marca zwrócili się do syryjskich służb bezpieczeństwa o przygotowanie list potencjalnie najbardziej przydatnych byłych rebeliantów.

Jeszcze więcej cierpienia

Syryjczycy mają dużo większe doświadczenie bojowe niż większość rosyjskich żołnierzy walczących na Ukrainie. Po pierwsze, Syrią od przeszło dekady wstrząsa wojna domowa. Po drugie, tysiące Syryjczyków za pieniądze walczyło też w wojnie domowej w Libii. Rosjanie werbowali najemników do walki u boku gen. Chalify Haftara i wagnerowców.

Z kolei Turcy werbowali Syryjczyków do walki po stronie broniącego się przed Haftarem rządu w Trypolisie. Wiadomo też, że najemników syryjskich Turcja wysłała na pomoc Azerbejdżanowi podczas jego wojny z Armenią na jesieni 2020 r.

Według amerykańskich urzędników, na których powołał się „Wall Street Journal” w artykule z 7 marca, Syryjczycy mają wspomóc rosyjskie wojska, które szykują się do wejścia w głąb miast. Przedstawiciele rządu w Damaszku argumentują, że doświadczenie syryjskich bojowników w walkach miejskich w takich miejscach, jak Aleppo, Hama czy Homs, będzie cenne w wojnie na Ukrainie.

Chodzi też o wykorzystanie arabskich najemników, podobnie jak np. kadyrowców, dla celów okupacyjnych, do szerzenia terroru. W przeciwieństwie do Rosjan muzułmańscy Syryjczycy, szczególnie po krwawych doświadczeniach wojny domowej, są obcy kulturowo i nie będą mieli skrupułów, by mordować ukraińską ludność cywilną i gwałcić.

Wykorzystanie na coraz większą skalę nieregularnych sił w rodzaju wagnerowców czy właśnie najemników syryjskich wskazuje, że Rosja nastawia się na kontynuowanie wojny według wzorów z konfliktów w Czeczenii czy Syrii. To zapowiada jeszcze więcej zniszczeń i jeszcze więcej cierpienia ludności cywilnej na Ukrainie.

Minister spraw zagranicznych Ukrainy Dmytro Kułeba 13 marca na Twitterze ostrzegł obywateli państw trzecich, którzy chcieliby przyłączyć się do walki po stronie rosyjskiej, by tego nie robili. „Uruchomiliśmy już sprawy w sądach międzynarodowych. Nawet jeśli przeżyjecie, będziecie zbrodniarzami wojennymi. Nie jest to warte pieniędzy ani czegokolwiek innego” – napisał Kułeba.

Czytaj więcej: Do litewskich szkół zapisało się już 1,5 tys. ukraińskich dzieci


Antoni Rybczyński


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 11(33) 19-25/03/2022