Wszystko jest pamięcią. O twórczości Wiesława Myśliwskiego

Tworzona przez Myśliwskiego literatura nigdy nie uciekała od tego, co powszednie i ludzkie, ale jednocześnie wymykała się wszelkim konwencjom czy banalności. Mija właśnie 90. rocznica urodzin wielkiego pisarza, mistrza słowa.

Zawsze, gdy Wiesław Myśliwski się pojawia, na spotkania przybywają tłumy, a po autograf ustawiają się długie kolejki
| Fot. Radek Pietruszka/PAP

Wiesław Myśliwski urodził się 25 marca 1932 r. w Dwikozach pod Sandomierzem. Pisarz, z wykształcenia polonista, choć o mały włos zostałby inżynierem. Zadebiutował stosunkowo późno, w wieku 35 lat, powieścią „Nagi sad”. Książka od razu zyskała przychylność zarówno krytyki, jak i czytelników. Kolejne książki Myśliwskiego, jak: „Pałac”, „Kamień na kamieniu”, „Widnokrąg” (nagroda Nike, 1997), „Traktat o łuskaniu fasoli”(nagroda Nike 2007), „Ostatnie rozdanie” czy „Ucho igielne”, stawały się wydarzeniami literackimi. Jak zaczęła się jego kariera pisarska?

Niezwyczajny debiut

Często powtarzany jest w wywiadach poniższy epizod, który otworzył Myśliwskiemu wrota do sławy: „Drzwi do literatury otworzył mi wielki poeta Julian Przyboś. Znaliśmy się już wcześniej, więc gdy wydałem »Nagi sad«, dałem mu egzemplarz. Prowadził wtedy w »Życiu Warszawy« rubrykę, w której recenzował prozę. Przeczytał tę moją książkę i powiedział, że mu się podoba, ale nie może o niej napisać. »Bo wie pan – powiedział – oni mi tam każą tylko o sławnych pisać«. Nie oczekiwałem zresztą jego recenzji. A tymczasem w jakiś czas potem ukazała się recenzja Przybosia pt. »Niezwyczajny debiut«”.

Zdaniem krytyków jego debiut był na najwyższym poziomie, a potem krzywa sukcesu tylko rosła. I choć to trafne podsumowanie odnosiło się wówczas wyłącznie do „Nagiego sadu”, okazało się zapowiedzią całej jego pisarskiej drogi.

Tworzona przez Myśliwskiego literatura nigdy nie uciekała od tego, co powszednie i ludzkie, ale jednocześnie wymykała się wszelkim konwencjom czy banalności. Język mówiony w kunsztowny sposób splata się w niej z potoczystą narracją. Bohaterowie z krwi i kości może nie imponują, ale są nam dziwnie bliscy – oceniają jego styl pisarski krytycy literaccy, podkreślając, że tylko pisarz o słuchu absolutnym jest w stanie oddać mowę świata z taką precyzją jak Myśliwski. 

Słowa Wiesława Myśliwskiego są jak iskry, które rozświetlają i pokazują to, co niewidoczne, niezauważone, ukryte w sercu. Choćby: „Bo łzy lubią nieraz gorzej niż kule dziurawić” („Kamień na kamieniu”); „Ile niewypowiedzianych słów przepadło na zawsze. A może ważniejsze były od tych wszystkich wypowiedzianych” („Traktat o łuskaniu fasoli”); „W jednym zdaniu może się dużo zmieścić. Może się wszystko zmieścić. Może się całe życie zmieścić” („Widnokrąg”); „Historia zawsze dzieje się na naszych oczach, tylko nie zawsze te oczy chciałyby być nasze” („Ostatnie rozdanie”).

Czytaj więcej: Franciszek Blachnicki. Ksiądz, który zmienił Polskę

Mędrzec, nie celebryta

Wiesław Myśliwski pozostaje we współczesnej literaturze zjawiskiem wyjątkowym. Jego powieści, pisane z namysłem, ignorujące literackie mody i częste obecnie na rynku wydawniczym targowisko próżności, to w jego przekazie pełne mądrości i dojrzałej wiedzy o życiu przypowieści czy – jak pisano – filozoficzne eseje, które nie przestają równocześnie być fascynującymi narracjami.

Jego dorobek pisarski nie jest wielki. Jest to raptem siedem powieści, cztery dramaty, jeden esej. Do tego kilkadziesiąt rozproszonych tekstów, wygłaszanych w wystąpieniach i spotkaniach literackich. Część z nich znalazła się w książce przygotowywanej na okoliczność 90. urodzin Wiesława Myśliwskiego, zatytułowanej „W środku jesteśmy baśnią”. Pisarz zamieścił tam kilkadziesiąt wywiadów, stosunkowo niewielu, jakich udzielił w ciągu swojego literackiego życia.

A umówienie się z pisarzem na wywiad niemal graniczy z cudem! I nie wynika to z lekceważenia czytelników, ale raczej ze skromności literata, który jak sam mówi – nie chce ich zajmować swoją osobą. Powtarza, że to nie pisarz jest ważny, ważne są jego dzieła. Mówi, że wszystko, co chciałby powiedzieć jest w jego książkach.

Jednak zawsze, gdy Wiesław Myśliwski się pojawia, na spotkania przybywają tłumy, a po autograf ustawiają się długie kolejki. I tam widać, że pisarz nie jest tak samo traktowany jak wszystkie literackie gwiazdy – jest traktowany jak mędrzec, a spotkania z nim to swoiste seminaria, jak podkreśla Wojciech Bonowicz, poeta, publicysta i dziennikarz literacki. Gdy pisarz ucina sobie krótką rozmowę z czytelnikiem, to nie są błahostki, to są głębokie myśli, nad którymi trzeba się zastanowić. W jego wystąpieniach nie ma kokieterii, jest za to szczerość.

Czytaj więcej: Jan Barchwic – kryształowa postać, zagubiona w historii

Swojski świat przedstawiony

Żartobliwie mówi, że wpisuje się w rocznik wybitnych osobowości. Rok 1932 wydał na świat wielu wybitnych Polaków. W tym roku urodzili się m.in.: Bronisław Gieremek, Ryszard Kapuściński czy zmarły przedwcześnie poeta Andrzej Bursa. I Myśliwski dumnie sytuuje się w tym pokoleniu, które kształtowała wojna. Kiedy wybuchła, był na tyle duży, żeby wiele zobaczyć i zapamiętać. Był świadkiem łapanek, aresztowań i zabójstw. W Książce „Traktat o łuskaniu fasoli” opisuje scenę, w której mały chłopiec patrzący ze wzgórza na płonącą wieś wybucha śmiechem – to jedno z jego własnych wspomnień z lutego 1944 r. Stał ze swoją matką, patrząc na ten niszczący duszę obraz. Ktoś się modlił, ktoś płakał. „Matka kazała mi uklęknąć, a ja, nie wiem czemu, się roześmiałem” – wspominał.

Dzieciństwo pisarza to rodzinny dom dziadków, pełen ustnych opowieści. Ludzie gromadzili się przy skubaniu pierza czy wspomnianym tytułowym łuskaniu fasoli i snuli długie opowieści. Historie mieszające prawdę ze zmyśleniem, zdarzenia z jawy i snów. Po latach Wiesław Myśliwski będzie podkreślał, że właśnie z tych opowieści wzięło się jego pisarstwo. Wsiąkał w te opowieści, ważne było nie to, co kto mówi, tylko jak mówi. Był cierpliwym słuchaczem. Za czasów swojej młodości mieszkał i na wsi, i w mieście, więc nasycił się różnymi mowami ludzkimi. W którymś ze swych wywiadów opowiadał, że znajdował nawet przyjemność w prozaicznym staniu w kolejkach, kiedy w Polsce wszystkiego brakowało. I nie nudził się, zanurzał się po prostu w ludzką mowę, od której kolejka nabrzmiewała. Ciekawiło go, jak mówią, czy snują opowieść epizodyczną, jednowątkową, wielowątkową, rozkojarzoną czy skupioną. Jak dobierają słowa, jaki jest rytm ich zdania, jaka intonacja. Czy mają zwyczaj zawieszać głos, czy też zawsze stawiają kropkę na końcu zdania.

Twierdził, że sposób mówienia najpełniej charakteryzuje człowieka, odsłania wszystkie piętra jego uczuć i myśli. Każdy z nas mówi inaczej i choćby mówił o tym samym, będzie mówił co innego, coś jedynie własnego. W tym się właśnie kryje istota opowieści – w języku. Słowo decyduje, o czym człowiek tak naprawdę mówi.

W swoich powieściach daje obraz chłopskiego świata. To świat, z którego wywodziła się większość polskiej inteligencji, świat swojski, gdzie wyraźnie nakreślona jest hierarchia wartości. Najwięcej jednak nasłuchał się chłopskiej mowy jako dzieciak, gdy po śmierci ojca na stałe zamieszkali z matką na wsi. Ojciec weteran wojny polsko-bolszewickiej chorował na serce. Zmarł latem 1945 r., kiedy, jak mówił po latach syn, nie wypadało umierać. Przyszły pisarz musiał pomóc matce w utrzymywaniu rodziny, ale też zaczął naukę w sandomierskim gimnazjum.

Wczesną młodość Myśliwski wspomina jako raczej smutny czas w swoim życiu. Jedynie z sentymentem wspominał miłość. Miał 17 lat, kiedy na korytarzu szkolnym zobaczył gimnazjalistkę z młodszego rocznika. Wacława to była miłość od pierwszego wejrzenia. I już wtedy przez głowę przewinęła mu się myśl – ona będzie moją żoną. To było spontaniczne marzenie, które się spełniło. Byli zakochani, byli przyjaciółmi, mieli wspólne zainteresowania. Ona też stała się później pierwszym recenzentem i pierwszym czytelnikiem jego książek.

Dzięki niej po nieudanym starcie na politechnikę zaczął studiować filologię polską na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Jeszcze w czasie studiów udało mu się dostać pracę w Warszawie w Ludowej Spółdzielni Wydawniczej. Zobaczono, że przyszedł młody człowiek, niespełna 24-letni, dobrze wykształcony, niektórzy po cichu doceniali, że nieskażony jeszcze ideologią marksistowską. W 1958 r. zaproponowano mu kierownictwo redakcji „Literatury Współczesnej”. Zaczął robić tam rewolucję, drukować debiuty, książki zaczęły być pięknie wydawane i w dużych nakładach. Sam zaczął pisać w tajemnicy przed innymi.

Czytaj więcej: Wiesław Myśliwski – polski pisarz, którego książki poznają Litwini

Pisarz bardzo współczesny

Nad pierwszą powieścią pracował kilka lat, by następnie spalić jej pierwotną wersję i w kilka zaledwie miesięcy napisać nową. Tak powstał „Nagi sad” opublikowany w 1967 r. Osadzona w realiach wsi na wpół poetycka opowieść o miłości ojca i syna sprawiła, że został on przez krytykę zliczony do nurtu chłopskiego. Pojawiło się wiele recenzji jego twórczości, wszystkie entuzjastyczne.

Po tym Myśliwski postanowił napisać „Pałac”, to była najszybciej napisana przez niego książka. I powstały dwie wersje: pierwszą napisał w rok, drugą – w pół. Ale „Pałac” został już przyjęty z rezerwą. Krytyka pisała brednie o tej książce, jak mówił po latach. Z chłopa król? Na każdą książkę patrzono w kategoriach, na ile oddaje tzw. rzeczywistość, na ile jest współczesna. Dopiero po latach, gdy zmienili się recenzenci, uznano, że „Pałac” jest najbardziej współczesną książką, jaka się w Polsce ukazała, że ukazuje stan duchowości społeczeństwa polskiego. Niemniej, to ta książka ugruntowała pozycję 40-letniego już pisarza.

I wtedy właśnie nastąpiła długa przerwa. Dopiero w 1984 r. Wiesław Myśliwski opublikował trzecią powieść, „Kamień na kamieniu”, do dziś przez wielu uważaną za najważniejszą książkę. Burzliwe losy Szymona Pietruszki i jego brata Michała są punktem wyjścia do opowieści o polskiej wsi – jej zawiłej historii i odchodzącej w przeszłość tradycji. „Wybudować grób. To się tylko tak mówi. A kto nie budował, nie wie, co taki grób kosztuje. Choć grób, mówią, też dom, tylko że na tamto życie. Bo wieczność nie wieczność, ale swój kąt powinien człowiek mieć”.

Ostatnie rozdanie?

Jedne z najważniejszych pytań, jakie stawia pisarz w swej twórczości, to: kim właściwie jesteśmy, jakie mamy wartości, z czego zbudowany jest nasz świat? W jakim stopniu nasza opowieść jest naprawdę naszą? Zawsze przecież jesteśmy trochę sobą, trochę kimś innym. Nosimy w sobie ich poglądy, ich sposób mówienia, widzenia i opisywania świata. Często nie wiemy, kto mówi i czy opowiada nam swoją historię czy cudzą. Niekiedy wiemy o nim bardzo mało, chociaż jego opowieść ciągnie się przez całe stronice. Te i podobne pytania powstawały przy lekturze kolejnych powieści, z których każda stawała się literackim wydarzeniem.

Opublikowany w 1996 r. „Widnokrąg” jest oparty na wątkach osobistych, potem był „Traktat o łuskaniu fasoli”, a w końcu „Ostatnie rozdanie”, które miało być ostatnim słowem Myśliwskiego jako pisarza. I wreszcie „Ucho igielne”, w której to książce wracał do Sandomierza, miasta swojej młodości, i kolejny raz zabawiał się powieściową formą.

Obsypany licznymi nagrodami i tłumaczony na wiele języków, również na litewski, zarzeka się, że już więcej nic nie napisze, nic już nie musi. I powołuje się na słowa, które kiedyś usłyszał od Juliana Przybosia i które wziął sobie głęboko do serca: „Panie Wiesławie, pisarz, kiedy podejmuje zamiar napisania książki, powinien się zastanowić, czy na tę jego książkę warto będzie ściąć sosnę”.

Po wydaniu „Ucha igielnego” Wiesław Myśliwski oświadczył, że więcej nie usiądzie do pisania. W planach ma tylko jeszcze zbiorową edycję dramatów, które ukażą się w przyszłym roku. To już na pewno koniec, mówi, i odsyła nas do wydanych przez siebie książek.

[ramka – obok okładka książki]

Przekłady książek Wiesława Myśliwskiego na język litewski

„Traktat o łuskaniu fasoli” (Traktatas apie pupelių gliaudymą) – 1. miejsce w plebiscycie na przekład 2013 r. Ponadto ta pozycja została uznana za najlepszą polską książkę wszech czasów na Litwie.

„Ucho igielne” (Adatos ąsa) – 1. miejsce w plebiscycie na przekład 2020 r.

Obie powieści przetłumaczył Kazys Uscila.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 12(36) 26/03-01/04/2022