Wileńska położna Bożena Kaczanowska: „To samodzielny zawód”

8 maja obchodzimy Dzień Położnej, z kolei 12 maja przypada Międzynarodowy Dzień Pielęgniarki. Zawody pielęgniarki i położnej mają piękną tradycję.

Narodzenie dziecka.
„Praca położnej to nie tylko opieka medyczna, ale też tworzenie atmosfery zrozumienia i zaufania” — mówi Bożena Kaczanowska
| Fot. archiwum B. Kaczanowskiej

Prekursorką tego trudnego, ale jakże humanitarnego zawodu, była Florencja Nightingale ratująca z ogromnym poświęceniem żołnierzy podczas wojny krymskiej. Była ona też założycielką pierwszej szkoły pielęgniarskiej. Drugą taką postacią jest bliższa nam — Stanisława Leszczyńska, bohaterska położna, która jako więźniarka obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu przeciwstawiła się nakazowi doktora Mengele, aby zabijać nowo narodzone dzieci. Przez 20 miesięcy przyjęła ponad trzy tysiące porodów, oddając dzieci matkom. Są to dwie wspaniałe postacie, które mogą motywować do kształcenia się i pracy w tych zawodach. Również i dzisiejsze ich następczynie pracujące w tych zawodach to dzielne kobiety.

Przyjście na świat dziecka jest dla każdej matki czymś magicznym. Chwila, kiedy pierwszy raz tuli swój narodzony skarb, jest czymś wyjątkowym i niepowtarzalnym. Jak to wszystko widziane jest oczami położnej?

O pracy, uczuciach i emocjach związanych z zawodem opowiada „Kurierowi Wileńskiemu” Bożena Kaczanowska, wileńska położna pracująca od lat w wileńskim Domu Narodzin przy ul. Tyzenhauzų 18a.

Brenda Mazur: Czy od zawsze wiedziała Pani, że chce być położną? Dlaczego zdecydowała się pani na taki zawód? 

Bożena Kaczanowska: Można powiedzieć, że studia położnicze wybrałam pod wpływem impulsu. Kończyłam właśnie Gimnazjum im. J.I. Kraszewskiego, zbliżał się czas matur i musiałam sprecyzować, czym się chcę w życiu zajmować. Interesowała mnie farmakologia i biologia, interesowały mnie wszystkie stworzenia żywe. Farmację można było studiować tylko w Kownie. Rodzina odradzała mi naukę z dala od domu. Trwając w takiej niewiadomej, zupełnie przypadkowo trafiłam na opis zawodu położnej i po raz pierwszy poczułam, że znalazłam coś, co naprawdę chciałabym robić, tym bardziej, że akurat w Wilnie otwierał się ten kierunek. Nigdy nie myślałam o sobie jako położnej. Wcześniej chyba nawet nie zastanawiałam się, kim jest położna i czym się zajmuje. Zaczęłam szukać informacji na ten temat. Dowiedziałam się, że studia są ciekawe, chociaż niełatwe, praca bardzo odpowiedzialna, ale daje ogromną satysfakcję, dużo samodzielności i poczucie, że robisz coś naprawdę wyjątkowego. Właśnie wtedy zdecydowałam, że chcę towarzyszyć kobietom w czasie porodu, który jest przełomem w życiu każdej kobiety. 

Czytaj więcej: Gimnazjum Kraszewskiego w Wilnie zaprasza do głosowania w konkursie „Dla Niepodległej”!

Jak wyliczyłyśmy, pracuje Pani w zawodzie 3O lat. Jest to piękny jubileusz. Długi staż pracy ciągle w tej samej placówce, w Domu Narodzin na ul. Tyzenhauzų. Musi Pani kochać swoją pracę. 

Tak, bardzo kocham to, co robię zawodowo. Chociaż zawód do łatwych nie należy. Przepisowo mamy siedmiogodzinny dzień pracy, ale często zdarza się, że pracuję nawet po kilkanaście godzin dziennie, jeśli sytuacja tego wymaga. Ten zawód to moja pasja. Bez tej pasji można jedynie poprawnie wykonywać niektóre obowiązki zawodowe, można dobrze zrobić zastrzyk, wykonać jakieś rutynowe badanie. Ale nie można być dobrą położną, taką, do której kobieta będzie miała zaufanie i przyjdzie z każdym problemem. Bo praca położnej to nie tylko opieka medyczna, ale tworzenie atmosfery zrozumienia i zaufania.

Na przestrzeni lat zaszły kolosalne zmiany w porodówkach: wszystko toczy się wokół rodzącej kobiety, aby rodziła w przyjaznej atmosferze
| Fot. archiwum B. Kaczanowskiej

Położna to taki anioł stróż, pomocna dusza. Po trosze lekarz rodzinny, po trosze psycholog. Kobiety zdają się na położną w całości, chcą mieć w niej wsparcie i zrozumienie. To musi być fascynujące…

Właściwie zadaniem wpisanym w ten zawód jest wspieranie kobiet znajdujących się w tych przełomowych, pełnych emocji momentach ich życia. To piękne, ale i trudne wyzwanie. Zdarzają się różne przypadki — czasami występuje u przyszłych mam paraliżujący strach połączony z obawą o dziecko, czy urodzi się zdrowe, czy nie będzie komplikacji. Może wystąpić też tzw. stres poporodowy. Różne są sytuacje rodzinne. I tu zadaniem położnej jest tak poprowadzić rodzącą, aby się rozluźniła, nie martwiła, nie bała. Na szczęście, dzisiejsze rodzące o porodzie wiedzą dużo. Czytają fachowe lektury, korzystają z fachowych stron internetowych, chodzą do szkoły rodzenia, na gimnastykę, jogę przygotowującą do porodu i mają ogromne wsparcie od ojców swoich dzieci, od swoich rodziców. Wiele się zmieniło na przestrzeni lat. Dziś np. rodząca małoletnia ma ogromne wsparcie rodziny.  

Jeśli już mówimy o tych zmianach, to i w dzisiejszych porodówkach wiele się zmieniło. Dawniej poród kojarzył się z czymś strasznym. Kobiety zwyczajnie bardzo się bały, nie tylko samego aktu porodowego i bólu, ale i tej całej otoczki związanej z pobytem w szpitalu na oddziale położniczym. Ja sama rodziłam w Polsce, w początkach lat 80., i nie są to wspomnienia, do których wracam ochoczo. Wiele rodzących kobiet wtedy określało ten jakże ważny etap w ich życiu jako „dramat” czy „horror”. Szpitalny poród był jak przejście przez taśmociąg. Kobieta dostawała szpitalną koszulę, a w zasadzie koszulkę, z dużym rozcięciem do wysokości spojenia łonowego. Najczęściej tasiemki do zawiązania koszuli były pourywane, więc nie dało się jej nawet zawiązać. Nie było intymności. Kilkunastoosobowa sala porodowa, rodzenie na leżąco, obowiązkowe nacinanie krocza. Ponaglanie do parcia, z użyciem niemiłych dla uszu rodzącej określeń. Mama widziała dziecko tylko przez sekundy —dowiadywała się o płci, rzucała okiem na noworodka i już go nie było, bo pielęgniarki zabierały malucha na ważenie, mierzenie, kąpiel i wywoziły do innych sal. Przynoszono je do karmienia… A to był kolejny etap tego taśmociągu. Dzieci w dużych szpitalach wożono na dwupiętrowych wózkach, gdzie mieściło się ich ok. 20! I często trudno było rozpoznać swoje dziecko. Tak wyglądał poród jeszcze pod koniec XX w. Czy na Litwie było podobnie? Jakie Pani ma wspomnienia w pamięci?

Tak, znam podobne historie. Przepaść między współczesnymi porodami a tym, co działo się na oddziałach 40 czy 50 lat temu, jest ogromna. Fakt, że rodziło się wtedy naprawdę dużo dzieci, porodówki przyszpitalne były przepełnione. I nie było mowy o wspieraniu rodzącej, o spokojnej atmosferze i delikatności. Bo nawet, gdy położna chciała je wspierać i głaskać, to robiła to pośpiesznie, bo było przecież jeszcze 20 do 30 położnic, które potrzebowały jej pomocy. W takich warunkach trudno mówić o indywidualnej opiece, którą teraz ma kobieta na porodówce. 

Ostatnio coraz więcej zwraca się uwagi na przebieg porodu i opieki okołoporodowej. Szerzone są hasła „rodzić po ludzku”, używa się określenia „dobry poród”. Jak poród i opieka przed- i poporodowa zmieniły się na przestrzeni lat? Jak Pani zdefiniowałaby określenie „dobry poród”? 

Dobry poród to taki, który toczy się w swoim rytmie, zgodnie z naturą, bez zbędnych ingerencji. To także poród w poczuciu bezpieczeństwa, spokojnej, przyjaznej atmosferze i z poszanowaniem przychodzącego na świat człowieka. Poród to współpraca mamy i dziecka. To oczywiście bardzo trudne wyzwanie, ale warto je podjąć.

Podczas porodu kobieta może mieć wspierającą obecność osoby bliskiej i kochającej, jaką jest ojciec dziecka
| Fot. freepik.com

Jak wygląda poród w XXI wieku?

Na przestrzeni lat zaszły kolosalne zmiany w porodówkach. Wszystko toczy się wokół rodzącej kobiety, aby rodziła w przyjaznej atmosferze, wpływającej pozytywnie na tempo postępu porodu. Obecnie pokoje są jednoosobowe, przyjemne i estetyczne. Kobieta może rodzić w pozycji, w jakiej czuje się najlepiej, może przebywać w otoczeniu muzyki, jaką lubi, może korzystać z kąpieli wodnej (chociaż już coraz mniej osób się decyduje na poród w wodzie). A do tego ma wspierającą obecność osoby bliskiej i kochającej, jaką jest ojciec dziecka. No i ma położną, na którą może liczyć. To wszystko daje poczucie bezpieczeństwa. 

W każdym zawodzie pracownik musi posiadać pewne cechy, aby mógł dobrze i efektywnie wykonywać swoją pracę. Gdyby Pani mogła wybrać trzy najważniejsze cechy, jakie powinna mieć osoba pracująca na stanowisku położnej, to jakie by Pani wskazała?

Powinna być empatyczna, samodzielna i ambitna. Empatia jest potrzebna, bo każda kobieta jest inna i inaczej reaguje na różne sytuacje, zwłaszcza takie jak poród, badania, ingerencje, którym często towarzyszy ból i lęk. Umiejętność wczucia się w czyjąś sytuację, zrozumienia jej, daje nam więcej cierpliwości i czyni bardziej tolerancyjnymi, otwartymi na drugiego człowieka. Położna wykonuje samodzielny zawód, dlatego samodzielność jest niezbędna. Dzięki temu może podejmować szybkie decyzje i daje większe poczucie bezpieczeństwa. No i powinna ciągle podążać za nowinkami, ciągle się dokształcać i doskonalić, aby wykonywać swoją pracę na najwyższym poziomie. Szeroka, aktualna wiedza jest tu bezcenna.

Czytaj więcej:  Ciąża to radość, ale i niepokój niejednej kobiety

Jakie, Pani zdaniem, są wyzwania dla współczesnego położnictwa?

Na pewno pielęgnowanie zaufania do tego, iż w kobiecym ciele, umyśle i sercu drzemie siła do tego, aby urodzić dziecko. Po drugie —uznanie szacunku dla natury i jej mądrości. Ograniczenie wpływu medykalizacji. No i, wzmocnienie prestiżu zawodu położnej.

Jak rozumieć tę ostatnią kwestię?

Mam na myśli to, że my, pracownicy publicznej służby zdrowia, nie jesteśmy odpowiednio wynagradzani, zarówno my, położne, jak również pielęgniarki, których praca jest naprawdę trudna i wymagająca poświęceń. Ta praca, mimo że dla wielu jest sensem życia, kradnie nam życie prywatne, pochłania całkowicie. Często odbija się to na rodzinie czy znajomych.

Zawód położnej i pielęgniarki pretendują do miana nie tylko zwykłej pracy, ale pięknego i prawdziwego powołania do opieki nad życiem, które jest namacalnym cudem na ziemi. Dziękuję za rozmowę.

Czytaj więcej: Urodzić nie (na) Litwie