Więcej

    Ostatni świadek. 25. rocznica śmierci prof. Stanisława Swianiewicza

    Czytaj również...

    Gdyby nie Katyń, byłby po prostu wybitnym polskim ekonomistą. Ocalony z transportu do miejsca zbrodni do końca życia pozostał przede wszystkim światkiem Katynia.

    Stanisław Swianiewicz
    | Fot. SAINT MARY’S UNIVERSITY

    Stanisław Swianiewicz urodził się w 1899 r. w Dyneburgu. Pochodził z rodziny o silnych tradycjach patriotycznych – jego pradziadek został stracony po powstaniu listopadowym, dziadek z bratem uczestniczyli w powstaniu styczniowym – a jednocześnie był człowiekiem pogranicza, od początku wzrastającym w środowisku wielu kultur.

    Człowiek pogranicza

    „Dyneburg wyrósł w połowie XIX w. jako ważny punkt handlowy położony na przecięciu dwóch linii kolejowych: Petersburg–Warszawa i Orzeł–Ryga. Do miasta napłynęło z różnych części imperium dużo ludności żydowskiej, która zamieszkiwała centralne dzielnice miasta. Przedmieścia były zamieszkałe przeważnie przez ludność mówiącą po polsku, która napłynęła z różnych części dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego oraz Inflant” – wspominał w książce „Dzieciństwo i młodość”.

    Nad Dźwiną uczęszczał do gimnazjum, należał do tajnego kółka samokształceniowego polskiej organizacji młodzieżowej. Po wybuchu I wojny światowej jego rodzina została ewakuowana do Orła, w centralnej Rosji, gdzie skończył szkołę. W 1917 r. rozpoczął studia na wydziale prawa Uniwersytetu Moskiewskiego, które obejmowały wówczas całość nauk społecznych, w tym ekonomię. Moskwę opuścił jednak już w listopadzie, po przewrocie bolszewickim, coraz bardziej angażując się w polski ruch niepodległościowy. W 1919 r. został komendantem POW w Inflantach, a niedługo potem rozpoczął się wileński okres jego historii.

    Czytaj więcej: Katyń — prawda zagraża także dzisiejszej Rosji

    Wojna, studia i Wilno

    Do Wilna przedostał się w maju 1919 r. W niespokojnych czasach wstąpił do Wojska Polskiego, jednocześnie studiował na Uniwersytecie Stefana Batorego, na Wydziale Prawa i Nauk Społecznych. Na kilka miesięcy przerwał je w 1920 r. – zaciągnął się do pułku piechoty dowodzonego przez mjr. Mariana Zyndrama-Kościałkowskiego, który wszedł w skład 1. Dywizji Piechoty Litewsko-Białoruskiej gen. Lucjana Żeligowskiego. Razem w tą dywizją Swianiewicz brał udział w zajęciu Wilna w październiku 1920 r.

    Po zakończeniu walk powrócił na studia. Przez cały okres międzywojenny pozostał związany z Uniwersytetem Stefana Batorego, gdzie zajmował się analizą gospodarki sowieckiej, a potem także III Rzeszy. W 1924 r. został asystentem w Katedrze Ekonomii Politycznej, dwa lata później uzyskał stopień doktora. W 1931 r. habilitował się na podstawie pracy „Lenin jako ekonomista”. Opublikował wiele prac na temat sowieckiej gospodarki, a także prowadził badania nad polityką gospodarczą III Rzeszy. W kwietniu 1939 r. prezydent Ignacy Mościcki wręczył mu nominację na tytuł profesora nadzwyczajnego.

    Jedynym z najważniejszych wydarzeń w wileńskim okresie pracy naukowej Swianiewicza było niewątpliwie zaangażowanie się w 1930 r. w tworzenie Instytutu Naukowo-Badawczego Europy Wschodniej. Placówka prowadzała badania sowietologiczne. Działała przy Uniwersytecie Stefana Batorego, ale zachowała autonomię i samorządność. Instytut mieścił się w gmachu Biblioteki Wróblewskich w Wilnie. Swianiewicz kierował Referatem Gospodarczym instytutu.

    Czytaj więcej: Obława Augustowska – zbrodnia nadal niewyjaśniona

    Wrzesień 1939

    Pomimo cenzusu wiekowego i naukowego Swianiewicz został zmobilizowany – 2 sierpnia 1939 r. otrzymał kartę powołania do wojska z przydziałem na pierwszą linię. Uczestniczył w kampanii wrześniowej, a po bitwie pod Krasnobrodem i próbie przedarcia się w stronę granicy węgierskiej wraz z niedobitkami swego oddziału wzięty do niewoli przez Armię Czerwoną. Przez obóz przejściowy w Putywlu został wywieziony do miejsca, którego nazwa dziś kojarzy się jednoznacznie z wyrokiem śmierci – do Kozielska. To m.in. stamtąd ruszały wagony w kierunku Katynia…

    „Moja kolej przyszła 29 kwietnia 1940 r. Pierwsza rzecz, która mnie uderzyła przy opuszczaniu Kozielska, był to ponury wygląd nowych konwojentów, którzy swoimi brutalnymi manierami różnili się od raczej dobrodusznych »srelkłow«, z którymi mieliśmy do czynienia w obozie. Zostaliśmy poddani dokładnej rewizji osobistej, podczas której odebrano wszystkie metalowe przedmioty” – mówił w swoim ostatnim wykładzie na temat zbrodni katyńskiej, który w 2020 r., w formie płyt CD, wydał białostocki oddział IPN.

    „O wschodzie słońca osiągnęliśmy Smoleńsk, który znajduje się jakieś 230 km na zachód od Kozielska. Po krótkim postoju ruszyliśmy dalej. Po przejechaniu kilkunastu kilometrów pociąg stanął” – wspominał.

    Przystanek niedaleko lasu katyńskiego dla tysięcy polskich oficerów był ostatnim w życiu. Swianiewicz jednak zamiast do autobusu wiozącego na miejsce mordu został wyprowadzony do pustego wagonu, z którego – przez szparę w ścianie – obserwował wydarzenia rozgrywające się na placu obok. Widział, jak wsiadają do czarnych autobusów, przez długo czas nie wierzył, że mogli zostać zamordowani. A jednak tak właśnie było…

    „Ten pobyt w pobliżu lasku katyńskiego zaciążył na całym moim późniejszym życiu. Od czasu, gdy w 1943 r. prawda o Katyniu stała się jasna, miałem ciągle poczucie, że jeżeli Opatrzność wyratowała mnie jedynego z czterech z górą tysięcy oficerów kozielskich więzionych na stracenie i pozwoliła osiągnąć świat ludzi wolnych, to wynika stąd, że ciąży na mnie jakiś obowiązek” – pisał w książce „W cieniu Katynia”.

    Dlaczego ocalał?

    Prawdopodobnie Swianiewicz jest jednym z niewielu ludzi, którym w czasach sowieckich życie uratowały zainteresowania naukowe (dla wielu to właśnie one okazywały się przekleństwem). Sowietolog, specjalista w dziedzinie gospodarki na liście wiezionych do miejsca mordu okazał się okazem zbyt interesującym, by po prostu zabić go strzałem w tył głowy. Należało go koniecznie wcześniej przesłuchać, bo przecież badacz gospodarki komunistycznej w pojęciu funkcjonariuszy NKWD musiał być szpiegiem…

    Profesor został więc najpierw przewieziony do więzienia NKWD w Smoleńsku, po tygodniu trafił na moskiewską Łubiankę, następnie na Butyrki. W lutym 1941 r. został skazany na osiem lat łagru w republice Komi.

    Jego los, podobnie jak wielu polskich więźniów i zesłańców, odmienił układ Sikorski-Majski. W maju 1942 r., a w maju przybył do Kujbyszewa, gdzie formowała się armia gen. Władysława Andersa, i razem z nią opuścił na zawsze Związek Sowiecki.

    Na emigracji

    Jako świadek zbrodni, starannie ukrywanej przez Sowietów, nie mógł powrócić do Polski, choć zabiegali o to jego przyjaciele i współpracownicy. W 1944 r. zamieszkał w Londynie, gdzie został naczelnikiem Wydziału Wschodniego w Ministerstwie Informacji i Dokumentacji, prowadził działalność naukową i społeczną, współpracował z paryską „Kulturą”.

    Gdzieś na marginesie wielkich dramatów polskiej historii rozgrywały się także jego osobiste. Jego rodzina przeżyła wojnę w Wilnie, potem żona Olimpia wraz z czwórką dzieci wyjechała do Tczewa. Właśnie ze względu na troskę o bliskich, którym nie udawało się opuścić znajdującej się w strefie wpływów sowieckich Polski, Swianiewicz przed specjalną komisją Kongresu USA do zbadania zbrodni katyńskiej wystąpił incognito. 16 kwietnia 1952 r. jako świadek na wyjazdowym posiedzeniu komisji Izby Reprezentantów USA zeznawał w masce, pod pseudonimem „Pan B”.

    Z żoną udało mu się połączyć dopiero po 18 latach. W 1963 r. osiedli w Halifaxie w Kanadzie, gdzie do 1973 r. Swianiewicz wykładał ekonomię i statystykę na Saint Mary’s University.

    O tym, jak sprawa katyńska jest niebezpieczna, przekonał się po raz kolejny w latach 70., w Londynie, gdy niedługo przed wyjazdem do Danii na przesłuchanie dotyczące naruszania praw człowieka w krajach bloku wschodniego i jeszcze przed wydaniem książki o Katyniu nieznany sprawca dokonał zamachu na jego życie. Otrzymał cios w tył głowy cios, ale przeżył. Nie zrezygnował ze świadczenia o prawdzie.

    Po śmierci żony wrócił na stałe do Londynu, gdzie otrzymał tytuł profesora Polskiego Uniwersytetu na Obczyźnie. Polskę odwiedził dopiero w 1990 r. Ostatnie lata przeżył w domu dla polskich kombatantów o bliskiej wilnianom nazwie – Antokol. Zmarł 22 maja 1997 r.

    Czytaj więcej: Zygmunt Kosiłowicz – katyńczyk, wilnianin, lekarz


    Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 20 (58) 21-27/05/2022

    Więcej od autora

    Wilno znów utonęło po deszczu. Grinda obiecuje naprawę błędów urbanistycznych

    Przyroda na Litwie radzi sobie z ulewami całkiem dobrze. Miasta — niekoniecznie. We środę rano kolejny obfity deszcz sparaliżował miasto. A przecież przełom czerwca i lipca to najmniej tłoczny tydzień w stolicy w ciągu roku. Dziesięć razy dłuższa droga do...

    Maironis, czyli jak romantyzm przemówił po litewsku

    W związku z 90. rocznicą śmierci Maironisa o jego twórczości literackiej i stosunku do Polaków z dr Ireną Fedorowicz z Uniwersytetu Wileńskiego rozmawia Ilona Lewandowska. Ilona Lewandowska: Jakie znaczenie ma ten poeta dla litewskiej literatury? To litewski odpowiednik Mickiewicza? Dr Irena...

    Wakacje to dobra okazja, by poznać Polskę. Wyjazdy dzieci z Wileńszczyzny na kolonie

    W czasie wakacji nie tylko odpoczywamy, ale także możemy się wiele nauczyć. Nie musi to być jednak nauka męcząca, często wręcz przeciwnie, daje wiele satysfakcji. Taką możliwość dają właśnie wakacyjne podróże. Wiele możliwości wyjazdów — Jesteśmy teraz w Płocku, z grupą...

    Niewielka mniejszość o wielkiej kulturze. Muzyczna podróż śladami Karaimów

    Karaimi to najmniej liczna z mniejszości etnicznych zarówno w Polsce, jak i na Litwie. Niewielka liczebnie, jednak o bardzo bogatej kulturze. O tym, jak piękna jest karaimska muzyka, mogli się przekonać uczestnicy koncertu Karoliny Cichej, który otworzył cykl letnich...