Więcej

    Artur Markiewicz: „Stypendia dla studentów nie rozwiążą problemu braku nauczycieli”

    Czytaj również...

    Litwa coraz bardziej odczuwa brak nauczycieli, dlatego w tym roku studenci wybierający konkretne studia pedagogiczne z listy priorytetowych kierunków jak: matematyka, fizyka, chemia, biologia, historia, geografia, język litewski, nauczanie początkowe oraz pedagogika specjalna mogą liczyć nawet na stypendium w wysokości ok. 500 euro, jeśli podpiszą umowę ze szkołą lub samorządem, w którym przepracują w zawodzie nauczyciela przynajmniej 3 lata.

    Artur Markiewicz.
    „Potrzebujemy wizji szkoły jako miejsca, gdzie zmieniamy nasze społeczeństwo, wyrównujemy szanse, gdzie praca ma sens” — mówi Markiewicz
    | Fot. SMM, Renata Česnavičienė

    Czy tego rodzaju propozycje mogą rozwiązać problem braku nauczycieli i co jest rzeczywiście potrzebne, by ten zawód stał się atrakcyjny, wyjaśnia Artur Markiewicz, nauczyciel zaangażowany w projekt „Wybieram nauczanie!” (lit. „Renkuosi mokyti!“)

    Ilona Lewandowska: Brak nauczycieli staje się coraz bardziej odczuwalny i państwo proponuje kolejne rozwiązania, które mają zachęcić młodych ludzi do wyboru zawodu nauczyciela. Jak Pan ocenia tegoroczne propozycje, jak zwiększenie stypendium dla studentów niektórych kierunków przy równoczesnym obniżeniu do minimum wymagań od kandydatów na studia?

    Artur Markiewicz: Pod pewnymi względami wydaje mi się, że tegoroczne propozycje są bardziej rozsądne. Wcześniej stypendium było przyznawane wszystkim studentom, którzy wybierali kierunki pedagogiczne niezależnie od tego, co zamierzają robić po zakończeniu studiów. Okazało się, że wstępujących na studia pedagogiczne jest rzeczywiście więcej, ale może nie przełożyć się to na liczbę przyszłych nauczycieli. Bardzo wiele osób zgłaszało się na przykład na studia wychowania fizycznego. Oczywiście nie oznacza to, że po zakończeniu studiów będą pracować w szkołach. Prawdopodobnie bardzo chętnie wybiorą pracę jako trenerzy w jakichś klubach sportowych. A więc zwiększona liczba studentów pedagogiki nie rozwiązuje automatycznie problemu przyszłych nauczycieli.

    Teraz wyciągnięto z tego wnioski. Stypendium jest przyznawane osobom, które wybiorą konkretne kierunki; proponowane jest też podpisanie umowy ze szkołą lub samorządem, w której zadeklarują, że będą pracować w zawodzie nauczyciela przez przynajmniej 3 lata. To jest już jakieś rozwiązanie, ale obawiam się, że młody człowiek, który skończy studia i nawet odpracuje konkretny czas jako nauczyciel, ucieknie z zawodu, jeśli praca okaże się dla niego nieatrakcyjna. Jest to więc rozwiązanie krótkoterminowe, bez dłuższej perspektywy. Ta zachęta może jednak nie sprawi, że zechce on związać się przez długi okres życia ze szkołą. Zupełnie inną kwestią jest obniżanie wymagań przy wstępowaniu na studia. To niestety nie może być droga do poprawy sytuacji w szkołach.

    Czytaj więcej: Artur Markiewicz – laureatem Nagrody im. Meilė Lukšienė

    Co więc należałoby zrobić, by sprawa braku nauczycieli została rozwiązana?

    Brak nauczycieli to nie tyle kwestia niewybierania studiów pedagogicznych, co raczej niechęci pracy w zawodzie nauczyciela. Główny nacisk powinien być więc kierowany nie na zwiększenie liczby studentów, ale uatrakcyjnienie pracy w zawodzie. Tak, by ludzie po prostu chcieli w nim zostać. Warto najpierw postawić więc pytanie, co w zawodzie nauczyciela jest najbardziej atrakcyjne. Takim pozytywnym aspektem jest to, że ludzie, którzy zamierzają być np. nauczycielami matematyki czy litewskiego, mają zapewnioną pracę w zawodzie i na pewno mogą liczyć na etat. Jedno z przeprowadzonych niedawno badań pokazuje, że za najbardziej atrakcyjne aspekty tego zawodu uznawane są możliwość twórczego działania, możliwość bycia autonomicznym. W praktyce bardzo często tej możliwości twórczego działania w szkołach brakuje. Młody nauczyciel, który przychodzi z głową pełną pomysłów, bardzo szybko bywa sprowadzony na ziemię. Nauczyciele przeciążeni są pracą administracyjną, tworzeniem różnego rodzaju dokumentacji i w praktyce nie mają potem czasu dla ucznia. W bardzo wielu szkołach są też bardzo kontrolowani, często wymaga tego właśnie system biurokracji. To wszystko sprawia, że zawód po prostu przestaje być atrakcyjny. Oczywiście aspekt finansowy również ma znaczenie, ale nie wydaje mi się, że jest to kwestia zasadnicza. Kwestie finansowe zaczynają być natomiast istotne, gdy mówimy o dodatkowych obowiązkach. Jednym z problemów szkół jest obecnie to, że nauczyciele nie chcą być wychowawcami klas. To bardzo poważny obowiązek, z którym wiąże się ogromna ilość pracy papierkowej, konieczność kontaktów z rodzicami i naprawdę wielka odpowiedzialność. Tymczasem finansowo to jest bardzo nieopłacalne…

    Czytaj więcej: Rejon wileński niweluje ogólnokrajowy deficyt nauczycieli. Lepsze warunki pracy, szkoły z dodatkowymi środkami

    Wśród nauczycieli przedmiotów najbardziej brakuje nauczycieli fizyki czy chemii. Czy jest sposób na to, by było ich więcej?

    Tu mogę akurat pochwalić się doświadczeniami projektu „Wybieram nauczanie”, w którym kształcimy przyszłych nauczycieli poza zwykłymi programami studiów pedagogicznych. Udaje nam się przekonać całkiem sporo osób, że warto poza zaangażowaniem w pracę w jakimś laboratorium czy prywatnej firmie, znaleźć czas na szkołę. Nie zawsze takie osoby chcą pełnego etatu. Czasem pracują np. dwa dni w tygodniu, ale to świetni specjaliści, którzy potrafią uczniom nie tylko przekazać wiedzę, ale również pokazać, dlaczego warto uczyć się fizyki czy chemii. Tu znów kluczem może być jedynie pokazanie, że zawód nauczyciela ma sens, że w ten sposób robimy coś ważnego. Nie marnujemy czasu, ale wychowując, kształtując kolejne pokolenie, zmieniamy na lepsze naszą przyszłość. I tak może być, bo po to rzeczywiście jest szkoła.

    Czy w tej rywalizacji o dobrych specjalistów mają szansę małe szkoły?

    Tak, o ile będą zainteresowane stworzeniem dobrych warunków. Wydaje mi się, że państwo czy samorządy mogłyby w tym pomóc, oferując np. zwrot kosztów wynajęcia mieszkania czy transportu. To doświadczenie innych krajów i mogłoby się sprawdzić u nas. Tak naprawdę nie ma znaczenia, gdzie jest szkoła. Najważniejsze jest, czy jest sens w niej pracować. Czy idąc do pracy robię coś sensownego, czy może wręcz przeciwnie — tracę czas swój i innych.

    Brak nauczycieli to nie tyle kwestia niewybierania studiów pedagogicznych, ale raczej niechęci do pracy w zawodzie nauczyciela
    | Fot. Marian Paluszkiewicz

    Oprócz przedmiotowców, szkoły narzekają również na brak innych specjalistów: psychologów, logopedów itd. Czy jest szansa, by również ten problem został rozwiązany?

    Sytuacja takich specjalistów w naszych szkołach jest chyba najtrudniejsza. Są bardzo poszukiwani, jest ich bardzo mało i dlatego są bardzo przeciążeni pracą. Najczęściej nie jest to praca z dzieckiem, ale praca papierkowa, po prostu biurokracja. Zwykle liczba godzin, jaką otrzymują, jest nieadekwatna do realnych potrzeb. Żeby obecność pedagoga specjalnego czy psychologa w szkole miała sens, musi on pracować nie z dokumentami, ale z ludźmi. I nie tylko z dziećmi. Powinien konsultować także rodziców, nauczycieli, pracować z całymi grupami. W praktyce w dużych szkołach to niemożliwe, bo z ledwością wystarcza na konsultacje dzieci z konkretnymi problemami. W małych szkołach sytuacja jest jeszcze trudniejsza, bo zwykle nie mają one etatów dla takich osób i przy tak wielkiej konkurencji o pracownika przegrywają z placówkami, które proponują lepsze warunki pracy. Ale nie znaczy to, że jesteśmy w sytuacji bez wyjścia. Po prostu potrzebujemy długoterminowych rozwiązań, nie tylko działań, które szybko poprawią nam statystyki (do takich zaliczałbym zwiększone stypendia dla studentów pedagogiki). No i oczywiście wizji szkoły, jako miejsca, gdzie zmieniamy nasze społeczeństwo, wyrównujemy szanse, gdzie praca ma sens. Jeśli tak będzie, nie zabraknie chętnych do bycia nauczycielami.

    Czytaj więcej: Colloquium z psycholog Lucyną Narkiewicz-Skórko. O tym, jak rozmawiać z nastolatkami


    Więcej od autora

    Każdy czas ma swoją specyfikę

    Forum Przedsiębiorczości Polskiej „Korona” to organizacja, która jest bardzo potrzebna i ma ogromny potencjał. Na świecie jest wielu polskich przedsiębiorców, tworzą oni stowarzyszenia w różnych krajach i jestem przekonany, że razem możemy zdziałać znacznie więcej – mówi „Kurierowi Wileńskiemu”...

    Wileńszczyzna — Ukrainie: jak nasza pomoc trafia do potrzebujących

    Pomoc, jaką Polacy z Wileńszczyzny kierują do ofiar wojny w Ukrainie, nie zalega w magazynach, ale trafia bezpośrednio do potrzebujących. Jest to możliwe dzięki zaangażowaniu wielu ludzi. Największy ciężar akcji ponoszą ci, którzy decydują się na wyruszenie z transportem...

    Wilno znów utonęło po deszczu. Grinda obiecuje naprawę błędów urbanistycznych

    Przyroda na Litwie radzi sobie z ulewami całkiem dobrze. Miasta — niekoniecznie. We środę rano kolejny obfity deszcz sparaliżował miasto. A przecież przełom czerwca i lipca to najmniej tłoczny tydzień w stolicy w ciągu roku. Dziesięć razy dłuższa droga do...

    Maironis, czyli jak romantyzm przemówił po litewsku

    W związku z 90. rocznicą śmierci Maironisa o jego twórczości literackiej i stosunku do Polaków z dr Ireną Fedorowicz z Uniwersytetu Wileńskiego rozmawia Ilona Lewandowska. Ilona Lewandowska: Jakie znaczenie ma ten poeta dla litewskiej literatury? To litewski odpowiednik Mickiewicza? Dr Irena...