Więcej

    Józef Mackiewicz doskonale rozumiał słabość człowieka wobec propagandy

    Czytaj również...

    Postrzeganie komunizmu i antykomunizmu przez Józefa Mackiewicza w gruncie rzeczy jest pesymistyczne. Lektura jego dzieł prowadzi do przekonania, że na komunizm nie ma leku. Że człowiek, który się z nim zetknie, co gorsza, Polak, który się z nim zetknie, będzie przez komunizm pokonany – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” dr hab. Sławomir Cenckiewicz, historyk czasów najnowszych.

    Sławomir Cenckiewicz – polski historyk czasów najnowszych, doktor habilitowany nauk humanistycznych (2011), publicysta. Od 2016 dyrektor Wojskowego Biura Historycznego im. gen. Kazimierza Sosnkowskiego, w którego skład wchodzi m.in. Centralne Archiwum Wojskowe RP, doradca prezesa Instytutu Pamięci Narodowej ds. naukowych
    | Fot. Tomasz Jędrzejowski

    Jak wyglądało Pana pierwsze spotkanie z Józefem Mackiewiczem?

    Po raz pierwszy twórczość Józefa Mackiewicza poznałem w końcu lat 80. jako kilkunastoletni chłopak. Poznałem go nie jako pisarza, ale jako publicystę politycznego. Zainteresował mnie przede wszystkim jego antykomunizm. Piękno jego literatury odkrywałem dopiero później, jednak pozostał dla mnie fascynujący przede wszystkim jako publicysta polityczny i historyczny.

    Mackiewicz to nie jest tylko antykomunista, ale także antynacjonalista…

    Tak, ale to jest ze sobą bardzo ściśle powiązane. To mnie właśnie urzeka w jego, powiedziałbym, doktrynie antynacjonalizmu (to też taki paradoks, bo bardzo sympatyzuję z postacią Romana Dmowskiego, czyli twórcy polskiego nacjonalizmu). To nie jest tak często przywoływana idea krajowa. Oczywiście nacjonalizmy spowodowały, że powstałe w mniej więcej tym samym czasie niepodległe państwa, jak Republika Litewska i Rzeczpospolita Polska, wkrótce tak bardzo się zantagonizowały, że do 1938 r. nie miały między sobą żadnych oficjalnych relacji dyplomatycznych, za to gnębiły mniejszość polską na Litwie i – w ramach retorsji – Litwinów na ziemiach polskich. Myślę o tym, co on napisał w „Zwycięstwie prowokacji” – że komunizm domaga się międzynarodowej współpracy, międzynarodowej reakcji, a w czasie, gdy świat europejski pogrążył się w nacjonalizmach, nie był w stanie zjednoczyć się wokół tego zagrożenia. Według Mackiewicza nacjonalizm jest groźny przede wszystkim dlatego, że pozbawia państwa siły do walki z największym zagrożeniem, którym jest komunizm. Inna kwestia, że świat nie postrzegał komunizmu jako zła absolutnego, jak to postrzegał Józef Mackiewicz. Kwestia krytyki nacjonalizmu u Mackiewicza związana jest też z samą genezą komunizmu. Zawsze bronił tezy, że komunizm przyszedł z Zachodu na Wschód, a według niego doprowadziły do tego również zachodnie nacjonalizmy. Ci, którzy nie chcieli się z nimi utożsamiać, mieli według Mackiewicza otwartą drogę do komunizmu. To dyskusyjny pogląd, ale warto się z nim zapoznać. Kolejnym ważnym elementem antynacjonalizmu Józefa Mackiewicza jest dostrzeżenie, że komunizm ma stałą tendencję do wykorzystywania nacjonalizmów po to, by utrzymać swoją dominację. Mackiewicz opisuje historię PRL, gdzie jako główne narzędzie interpretacyjne serii wydarzeń, postaw, wyborów życiowych (odwołam się tylko historii Paxu Bolesława Piaseckiego czy tzw. realkatolików w okresie PRL) pojawia się zawsze kwestia nacjonalizmu, często antyniemieckości.

    Mackiewicza tylko dostrzega zagrożenie, chorobę, jaką jest komunizm, czy też proponuje jakieś konkretne lekarstwo?

    Niestety, postrzeganie komunizmu i antykomunizmu przez Józefa Mackiewicza w gruncie rzeczy jest też pesymistyczne. Lektura jego dzieł prowadzi do bardzo wyraźnego przekonania, że na komunizm nie ma leku, że człowiek, który się z nim zetknie – powiem coś kontrowersyjnego, ale to jest kontrowersja, której autorem jest Mackiewicz – Polak, który się z nim zetknie, będzie przez komunizm pokonany.

    Dlaczego uważał, że Polacy są szczególnie nieodporni na komunizm?

    To wynika z jego obserwacji Wileńszczyzny w latach 1939–1941. Po prostu z jego doświadczenia wynika, że Polak komunizmowi ulega. Analiza tych postaw ludzkich jest świetnie pokazana „W drodze donikąd”, później to rozszerzył, pokazując, że ci sami ludzie potrafili przejść przez najcięższe tortury Gestapo, ale wobec zetknięcia się z komunizmem byli bezsilni. Na pierwszym planie jest więc u Mackiewicza antykomunizm prewencji, czyli taki, w którym nie możemy dopuścić do sytuacji zetknięcia się człowieka z komunizmem w jakikolwiek sposób. Jeśli dojdzie do jakiejś interakcji między sowietyzmem, komunizmem a człowiekiem (już nie tylko Polakiem, ale Polakiem szczególnie), to ten komunizm zaczyna niszczyć. Być może jest to taki przyrodniczy, wynikający z jego wykształcenia, sposób myślenia o komunizmie – przede wszystkim jak o zarazie, chorobie. Skoro jest to zaraza, choroba, na którą nie ma leku, to trzeba się od niej izolować. Dopiero później pojawiają się wszystkie inne elementy: estetyka, prawda, etyka pracy, czyli te wszystkie rzeczy, które są niezwykle istotne, a które komunizm zakwestionował, wprowadzając na to miejsce jakby swoje antywartości, z przemocą intelektualną, fizyczną. Dlatego jeszcze w „Słowie Wileńskim” w 1936 r. nawołuje on do fizycznej likwidacji komunistów. Pisze tak: „My musimy komunizm wyniszczyć wyplenić wystrzelać! Żadnych względów, żadnego kompromisu! Nie możemy im dawać forów, nie możemy stwarzać takich warunków walki, które z góry przesądzają na naszą niekorzyść. Musimy zastosować ten sam żelazno-konsekwentny system”. Ważne jest też to, że pierwszym wrogiem dla Mackiewicza jako antykomunisty nie jest Lenin, Stalin czy Fidel Castro. Pierwszym wrogiem jest komunista z własnego narodu, ten, którego się spotyka tutaj, na ulicy.

    Czytaj więcej: Rafał Dzięciołowski: „Józef Mackiewicz powinien wrócić do Wilna”

    Mackiewicz pisał też: „Całkowitej prawdy nie zna żaden człowiek na tym świecie. To, co my, ludzie, nazywamy prawdą, jest zaledwie jej szukaniem. Szukanie prawdy jest tylko możliwe w wolnej dyskusji. Dlatego ustrój komunistyczny, który tego zakazuje, musi być siłą rzeczy – wielką nieprawdą. Znalazłszy się tedy w świecie uznającym wolność jednostki i wolność myśli, winniśmy czynić wszystko, aby nie zacieśniać horyzontów myślowych, ale rozszerzać; nie zacieśniać dyskusji, a ją poszerzać”. Czy jednak zoologiczny (jak czasem określano) antykomunizm Mackiewicza nie jest właśnie ograniczeniem horyzontu? Czy taki radykalny antykomunizm nie zawęża myślenia?

    Według mnie nie zawęża, ale poszerza horyzonty, pozwala spojrzeć na XX-wieczne dzieje, a także na początki XXI-wieczne, z większym zrozumieniem. Teza mówiąca, że komunizm jest wytworem Zachodu (jak powiedziałem, dosyć kontrowersyjna) pozwala nam zrozumieć znaczenie tego, że Ho Chi Minh studiował w Paryżu albo to, jak wygląda kult grobu Karola Marksa w Londynie… Mackiewicz po prostu ukazuje problem tej zarazy, która niszczy ludzkość bardzo precyzyjnie. Pokazuje też w innym świetle doświadczenie Polaków w czasie II wojny światowej. Naród polski doświadczył tragedii, katastrofy we wszystkich wymiarach: biologicznym, terytorialnym, ludzkim, estetycznym, kulturowym. Bez tego spojrzenia, bez tego kryterium antykomunizmu nie da się do końca zrozumieć.

    Dlaczego antykomunizm, a nie antytotalitaryzm? Mackiewicz przecież doświadczył tu, na Wileńszczyźnie, obu totalitaryzmów?

    Wynika to z realnego doświadczenia, kwestii tego, jak długo Polacy byli pod władzą obu totalitaryzmów. Oczywiście, to Niemcy wzięli na siebie wyniszczenie biologiczne narodu, ale dłużej niszczył Polaków totalitaryzm sowiecki. Przywołam teraz stwierdzenie jego brata, który jest dowodem na prawdziwość antykomunistycznych diagnoz Józefa. Stanisław Cat-Mackiewicz napisał kiedyś, że Polski i Polaków już nie ma. To się stało w wyniku wojny, dwóch totalitaryzmów i zostało ugruntowane przez długotrwałość komunizmu na ziemiach polskich.

    Co w takim razie powoduje, że komunizm budzi nadal tak wiele sentymentów?

    Ten system – tak jak pisał Mackiewicz – tworzył pozór pomocy człowiekowi. W pewnym sensie odpowiedź na to pytanie daje jego definicja komunizmu. Ta najkrótsza, bo mówił, że komunizm jest kłamstwem, oraz ta najbardziej znana, że komunizm to jest niewola myśli, czynu i ruchu. Niestety, jestem tu pesymistą, jak też zresztą sam Mackiewicz. Widzę siłę podatności człowieka na dezinformację, na to, co nazywamy w socjologii automatyzmem myślenia. Chodzi o pewną skłonność człowieka do takich automatyzmów, niechęć do poszukiwania odpowiedzi na różne pytania, mimo że generalnie nie ma takiej wiedzy, która byłaby dzisiaj przed statystycznym człowiekiem ukryta poprzez rozwój internetu. Mimo to człowiek staje się bardziej podatny na wszelką propagandę. W tym roku często powtarzamy: „Jedynie prawda jest ciekawa”. Tak, ale skoro jedynie prawda jest ciekawa, to każda prawda. My tymczasem, także opowiadając o okresie komunizmu, relatywizujemy tę prawdę, próbujemy mówić o kontekstach i uwarunkowaniach. Ta słabość człowieka wobec propagandy plus ta zwodniczość komunizmu, który próbuje być jakąś koncepcją humanistyczną, pomocy człowiekowi, wyzwolenia, poprawy jego warunków bytowych, sprawiają, że powstaje bardzo atrakcyjna z pozoru iluzja. A ludzie lubią iluzje… Komunizm jest dla wielu rodzajem świeckiej religii, wiary w lepsze jutro i lepszego człowieka, doskonalszego.

    Jest jeszcze trzeci element, który całe zło widzi w nazizmie i który wszystko, co na prawo, utożsamia z faszyzmem. Ten sowiecki straszak faszyzmem jest wszędzie dostrzegalny, a teraz, gdy Rosja najechała Ukrainę i oczywiście głosi, że walczy z faszyzmem, jest może łatwiej dostrzegalny.

    Czytaj więcej: Wileńszczyzna Józefa Mackiewicza

    Czy są takie tezy Mackiewicza, z którymi Pan się nie zgadza? Czy gdzieś się w swoich poglądach się pomylił?

    Jest jeden obszar, w którym Mackiewicz nie mógł mieć racji. Nie uważam jednak, że się pomylił, po prostu nie mógł mieć racji ze względu na czasy, w jakich żył. To jest kwestia oceny nacjonalizmu, związanej z tym idei krajowej i tego, co się stało po roku 1918, czyli powstania państw narodowych.  On ma jakby pretensję o to, że tak w ogóle się stało. Patrzył oczywiście z perspektywy doświadczeń II wojny światowej, okresu powojennego i układa się to w logiczny ciąg wydarzeń prowadzących do zwycięstwa komunizmu. Pewnie miał rację, mówiąc, że to wszystko powinno być inaczej, ale było to po prostu oderwanie od rzeczywistości końca XIX w., kiedy się tworzą się państwa narodowe. On ma do tego prawo, bo ma komfort pisarza i myśliciela, nie jest politykiem, który realnie stąpa po ziemi i ocenia sytuację, jak choćby Roman Dmowski, który jeździł po tym świecie, był we Lwowie, w Warszawie, widział stosunki społeczne i narodowe i doszedł do wniosku, że jeśli nie zrobimy z tej masy ludzkiej nowoczesnego narodu polskiego, będziemy bezbronni wobec budzących się nacjonalizmów tuż obok nas. Mackiewicz nie miał więc racji, bo proponował rozwiązania zupełnie nie do zrealizowania w tamtym czasie. Próbował to robić Michał Romer, pamiętamy, jak się to skończyło. Ludzie wierni idei krajowej stali się w pewnym sensie jej ofiarami. Nie oznacza to, że ich założenia były błędne, po prostu nie odpowiadały czasom, w jakich żyli.

    Wiele mówił Pan o nacjonalizmach jako czynniku paraliżującym solidarność międzynarodową wobec zagrożenia komunizmem. Czy obecnie świat Zachodu jest zdolny do realnej, międzynarodowej solidarności wobec napaści Rosji na Ukrainę?

    Tu też jestem pesymistą. Problem Zachodu to jest problem dobrobytu i konsumpcji z tym związanej. Oczywiście pomoc Ukrainie jest możliwa, jest daleko idąca, ale zachodni politycy, jak kanclerz Niemiec czy prezydent Francji, mówią wprost – tylko do tej granicy, w której rykoszetem jej koszty nie uderzą w obywatela Republiki Federalnej Niemiec czy Republiki Francuskiej. Ta bezinteresowność ma swoją granicę, można powiedzieć, jest ideowa, ale tylko do pewnego stopnia. W Polsce na szczęście żaden przywódca polityczny nie wypowiada się w taki sposób.


    Fot. Marian Paluszkiewicz


    Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 24 (71) 18-24/06/2022

    Więcej od autora

    Każdy czas ma swoją specyfikę

    Forum Przedsiębiorczości Polskiej „Korona” to organizacja, która jest bardzo potrzebna i ma ogromny potencjał. Na świecie jest wielu polskich przedsiębiorców, tworzą oni stowarzyszenia w różnych krajach i jestem przekonany, że razem możemy zdziałać znacznie więcej – mówi „Kurierowi Wileńskiemu”...

    Wileńszczyzna — Ukrainie: jak nasza pomoc trafia do potrzebujących

    Pomoc, jaką Polacy z Wileńszczyzny kierują do ofiar wojny w Ukrainie, nie zalega w magazynach, ale trafia bezpośrednio do potrzebujących. Jest to możliwe dzięki zaangażowaniu wielu ludzi. Największy ciężar akcji ponoszą ci, którzy decydują się na wyruszenie z transportem...

    Wilno znów utonęło po deszczu. Grinda obiecuje naprawę błędów urbanistycznych

    Przyroda na Litwie radzi sobie z ulewami całkiem dobrze. Miasta — niekoniecznie. We środę rano kolejny obfity deszcz sparaliżował miasto. A przecież przełom czerwca i lipca to najmniej tłoczny tydzień w stolicy w ciągu roku. Dziesięć razy dłuższa droga do...

    Maironis, czyli jak romantyzm przemówił po litewsku

    W związku z 90. rocznicą śmierci Maironisa o jego twórczości literackiej i stosunku do Polaków z dr Ireną Fedorowicz z Uniwersytetu Wileńskiego rozmawia Ilona Lewandowska. Ilona Lewandowska: Jakie znaczenie ma ten poeta dla litewskiej literatury? To litewski odpowiednik Mickiewicza? Dr Irena...