Więcej

    Ameryka jest fajna, Ameryka jest cool. Spełnienie snu Polaka o lepszym życiu

    American Dream wciąż trzyma się mocno. W końcu Stany Zjednoczone dominują na rynku modelowania umysłów. Amerykanie setkami poradników i książek z dziedziny rozwoju osobistego podbijają serca potencjalnych ludzi sukcesu. Autorką takich publikacji jest także nasza rozmówczyni Anna Barauskas.

    Czytaj również...

    A jaka jest Ameryka dzisiaj? Wszak świat się zmienia i Ameryka również. Czy dziś amerykański sen migranta jest taki sam jak ten sprzed lat? Jak wygląda życie współczesnego Polaka w USA? O to pytamy Annę Barauskas – Polkę o litewskich korzeniach, od lat mieszkającą w Stanach Zjednoczonych, kobietę sukcesu, spełnioną prywatnie i zawodowo, life coacha, trenerkę rozwoju osobistego i biznesu, terapeutkę Gestalt, autorkę książek z dziedziny rozwoju osobistego, żonę i matkę dwojga dzieci.

    Aniu, jesteś przykładem osoby zafascynowanej Ameryką, pokochałaś ten kraj i mieszkasz w nim od lat. Jak tam się znalazłaś? Czy wyprowadzka do Stanów Zjednoczonych była kwestią realizacji marzeń, czy przypadku?

    Tak, jestem zakochana w Ameryce od pierwszego wejrzenia, a nawet wcześniej – bo była to miłość platoniczna. Od dziecka interesowałam się tym krajem, znałam go z opowieści innych ludzi, filmów, które w tamtych latach zachwycały całą Polskę. Szczególny był „Przystanek Alaska”. To właśnie ten serial połączył całą tajemniczość: piękno przyrody Alaski z jej spirytualizmem związanym z tym, że mieszka tutaj masa ludzi o różnym wyznaniu, o różnej kulturze, różnych językach, różnym pochodzeniu. I to wszystko tworzy taki kulturowy konglomerat przepełniony duchem różnych stron świata. I tak Amerykę chłonęłam, zakochując się w niej powoli i coraz intensywniej pragnąc tam pojechać.

    Reklama (dobiera algorytm zewnętrzny na podst. ustawień czytelnika)

    Jeszcze będąc studentką w Polsce, podjęłam próbę i złożyłam aplikację o pracę w Stanach Zjednoczonych, bardzo szybko otrzymałam pozytywną odpowiedź, że mogę pracować. I to właśnie na Alasce jako nauczycielka języka rosyjskiego (którym władałam na równi z angielskim), a który tam był potrzebny z racji tego, że Alaska niegdyś należała do Rosji i było tam wiele pozostałości po tamtejszych rządach: historycznych miejsc, punktów i ludzi, którzy mają korzenie rosyjskie. Nie skorzystałam wówczas z tej oferty, ponieważ byłam bardzo blisko ukończenia studiów w Polsce i bałam się, że ten amerykański sen za bardzo mnie pociągnie, wyjadę do Stanów i przerwę nieodwracalnie studia w Polsce. Zostałam, ukończyłam je, ale potem szybko wyjechałam do USA, aby tam już pisać pracę magisterską na Wydziale Stosunków Międzynarodowych. Tematem była właśnie rosyjska Ameryka. Zbierałam materiały przez pół roku, pracując jako studentka, no i wtedy ta miłość do Stanów rozkwitła na dobre. Wówczas podjęłam decyzję, że po obronie pracy magisterskiej do Stanów powrócę. W tym czasie rozpoczęłam także współpracę z tutejszym miesięcznikiem „Chicago Forum”, pisałam do niego artykuły.

    No i okazało się, że mam szansę wrócić do Stanów Zjednoczonych w ramach programu wymiany studenckiej, na bazie którego mogłam przebywać w USA legalnie i pracować. Pracowałam z osobami niesprawnymi fizycznie i umysłowo. Te zajęcia bardzo dużo mnie nauczyły, miałam też możliwość spełnienia marzenia, czyli zwiedzenia całych Stanów. Moje doświadczenia, otwartość na ludzi sprawiły też, że dostałam pracę w chicagowskim radio, będąc równocześnie korespondentem polskiego Radia Nad Wisłą, Tok FM. Pracowałam dla nich ładnych parę lat.

    I tak zaczął się American Dream. Zrealizowałam większość młodzieńczych pragnień: praca w radiu, praca w redakcji, potem założenie własnego magazynu „Polki w Świecie” – magazynu dla kobiet, periodyku, który ukazywał się nie tylko w Stanach Zjednoczonych, lecz także w Polsce. Był on dystrybuowany przez Ruch i Kolportera, a prenumeratę można było zamówić praktycznie na całym świecie, moi polscy znajomi mogli go kupić w kioskach. Ja to odbierałam jako rzeczywisty sukces. Gazetę założyliśmy z mężem, a ja stałam się redaktorem naczelnym. Magazyn był na rynku prawie 10 lat.

    W tym czasie rozwijałam się w innych dziedzinach. Skończyłam kierunek psychologiczny w Stanach, zrobiłam ewaluację wykształcenia. Zaczęłam też zgłębiać tajniki coachingu, life coachingu, business coachingu.

    W momencie, kiedy pojawiło się na świecie moje pierwsze dziecko, mój syn, zrezygnowałam z pracy w radiu, z prowadzenia działalności medialnej i przerzuciłam się na pracę terapeutyczną. Otworzyłam własną szkołę, kształcąc coachów, i jako pierwsza Polka dostałam tytuł trenera coachingu NLP z rąk samego dr. Richarda Bandlera, twórcy programowania neurolingwistycznego, specjalisty z dziedziny filozofii i psychologii. Bardzo to sobie cenię, traktuję to jako ogromny sukces, który pozwolił mi otworzyć licencjonowaną szkołę, tym samym otwierając innym drogę do tej ciekawej i ważnej pracy. Na dzisiaj praktycznie wszyscy coachowie, którzy pracują w Stanach, to są ci, którzy wyszli spod moich skrzydeł. Niektórzy osiągają spektakularne sukcesy, z czego jestem bardzo dumna i szczęśliwa.

    Czytaj więcej: Romain Gary, wileński chłopiec. Rozmowa z Agatą Tuszyńską o „Żonglerze”

    | Fot. archiwum prywatne Anny Barauskas

    Ty jesteś ewidentnym przykładem osoby zauroczonej tym krajem. Dał ci wiele możliwości, które wykorzystałaś dla swego rozwoju. Ale też wiele osób (nazwijmy ich zwyczajnymi) pytanych o ich życie w Ameryce mówi, że spełnił się ich American Dream. Co takiego jest w Ameryce, że ktoś wybiera się tam na rok, a zostaje na całe życie?

    Jest to pytanie bardzo indywidualne i należałoby je skierować do wszystkich osób, które tak zrobiły.  Moja decyzja była świadoma, to był mój wybór, to było państwo, które dawało mi pewnego rodzaju swobodę, jakiej nie odczuwałam w Polsce. To znaczy, nie chcę powiedzieć, że w Polsce i innych krajach naszego bloku jest źle. Polska to jest moja ojczyzna, ale Ameryka dała mi w pewnym stopniu poczucie anonimowości, nie było się pod obstrzałem, powiedzmy, sąsiada obok. A równocześnie uzyskiwałam ogromną sympatię od ludzi mijających mnie na ulicy. To może w takim dużym skrócie.

    Za co kocham Amerykę? Za mentalność jej mieszkańców, za tą radość, która naprawdę nie jest udawana. Oni są nią nasiąknięci. To jest wyuczone. Tak jak Polacy mają wyuczone marudzenie, zrzędzenie, niekomplementowanie, ale krytykowanie, tak Amerykanie odwrotnie. W Ameryce czułam i czuję się też bezpiecznie. Mieszkałam jakiś czas w Anglii, no i niestety, Wielka Brytania nie dała mi tego poczucia, które dała mi Ameryka. Poczucie bezpieczeństwa, poczucie ogromnych możliwości, które, jeżeli są dobrze wykorzystane, mogą zaprowadzić nas na szczyty. Mnie rodzice wpoili mi wielką pracowitość, odwagę, w związku z powyższym jestem osobą, która działa. Nie tylko mówi, ale przekuwa to wszystko w konkretne działania, i to pozwoliło mi odnaleźć się w Ameryce. Ktoś powiedział kiedyś: „Ameryka jest dla byka”, i to też jest prawda. W Ameryce, jeśli dopisuje zdrowie i się bardzo chce, to się osiągnie sukces. Ale jeśli liczy się tylko na to, że wystarczy tu przyjechać i ten sukces sam przyjdzie, to niestety, można się bardzo pomylić. To jest kraj dla ludzi silnych, ludzi pracowitych, ludzi wytrwałych i odważnych, którzy nie boją się iść za swoim marzeniami.

    Czytaj więcej: Tomasz Otocki: „Łotysze postawili na sprawdzone marki”

    Czy nigdy nie żałowałaś, że zdecydowałaś się żyć na tak odległym kontynencie? Choć świat jakby się skurczył, niemniej w nas, Słowianach, często odzywa się ta tęskna nuta za swoim krajem…

    No, ja bym nie mogła z tego kraju wyjechać, chyba że byłabym do tego zmuszona. Za każdym razem, kiedy wyjeżdżam ze Stanów i powracam, to dziękuję Bogu, że tu mieszkam, że tutaj urodziły się moje dzieci, że mam szansę tu żyć. Często powtarzam moim dzieciom, że to ja przetarłam im szlaki do tego, aby mogły żyć i rozwijać się w kraju największych możliwości, w kraju, którego artyści, aktorzy, wszelcy twórcy znani są praktycznie na całym świecie. Kraju, który zajmuje bardzo ważne miejsce na mapie świata, gdzie edukacja jest naprawdę na wysokim poziomie. Edukacja stawiająca wysoki nacisk na praktykę, a nie tylko na teorię. Ten, kto chce się uczyć, może z tutejszych uczelni, ale i nawet ze szkoły podstawowej, średniej, bardzo dużo wynieść. Jest tu zdecydowany nacisk na zdobywanie umiejętności tak zwanych miękkich, związanych z inteligencją emocjonalną, co jest niezwykle ważne i co sobie bardzo cenię w Stanach. I chciałabym, aby moje dzieci właściwie to wykorzystały.

    Ulubionym słowem ludzi ambitnych jest „sukces”. Z nim kojarzy się najczęściej zdobycie sławy, majątku, wysokiej pozycji. Czy łatwa jest droga do sukcesu?

    Może odpowiem cytatem z mojej książki. Sukces dla każdego z nas oznacza zupełnie co innego. Dla mnie nie ma czegoś takiego jak sukces zawodowy, musi być sukces ogólny, czyli taki, kiedy człowiek czuje się spełniony w życiu. Co mi po sukcesie zawodowym, jeśli nie odnoszę sukcesu w rodzinie, jako matka czy jako żona, albo jako kobieta, nie mam przyjaciół, nie realizuję się w innych rolach, które są dla mnie ważne. Także dla mnie sukces to umiejętność połączenia tego wszystkiego bądź też odróżnienia rzeczy ważniejszych od ważnych i poświęcenia im całej uwagi. Kiedy moje dzieci były małe, potrzebowały mnie w 100 proc., wtedy oddałam się im. Kiedy miały już więcej samodzielności, ponownie zaczęłam rozwijać się zawodowo. Dzisiaj są nastolatkami i nadal potrzebują mnie jako matki, potrzebują dobrych wzorców, nie mogę zrezygnować z roli matki na rzecz spraw zawodowych, więc muszę połączyć jedno z drugim. Tym bardziej że sprawy zawodowe są dla mnie też ważne choćby z tego powodu, że dzieci pójdą na studia i te studia trzeba będzie opłacić. Uważam, że wtedy możemy powiedzieć o sukcesie, gdy umiemy godzić życie zawodowe, rodzinne i inne dziedziny życia.

    W Ameryce wcale nie jest tak, że ludzie sukcesu to są ludzie z pierwszych stron gazet czy stojący na szczycie wielkich korporacji. To jest kolejny mit o Ameryce. Amerykę w ogóle widzi się w takim krzywym zwierciadle, patrzy na nią gdzieś zza oceanu. Widzi się to, czego tutaj nie ma, jak się żyje tu na co dzień. Sukces dla ludzi mieszkających tutaj, dla ludzi bardzo patriotycznych, ludzi często głęboko religijnych, to jest spełnienie właśnie jako rodzic, partner. Nawet sprawy zawodowe mają służyć temu. żeby po prostu utrzymać rodzinę, dać jej przyzwoity byt. I żyć w harmonii. Najbardziej widać to po emerytach amerykańskich, którzy sobie świetnie organizują czas, należą do różnych kółek zainteresowań. Ja wiem, że to dociera także do Polski i na Litwę, ale w Ameryce jest to od dawna i ze względu na to, że ich po prostu stać na wiele aktywności, ale też im się chce, to wygląda o wiele lepiej niż np. w Polsce. Oni jeżdżą na wycieczki, do kasyna, na lunche, na koncerty, na popularne tu wyprzedaże ogrodowe. Tutaj ci ludzie czują się potrzebni i państwo daje im też taką możliwość. Ameryka jest krajem możliwości dla każdego.

    Twoje korzenie sięgają Litwy. Czy ten kraj jest dla Ciebie w jakimś stopniu ważny i czy czujesz sentyment do niego? Często odwiedzasz Stary Kontynent?

    Moje litewskie korzenie są głębokie. Moi pradziadkowie to Weronika z d. Orłowska i Antoni Charkiewicz. Dziadkowie od strony mamy: Bronisława i Henryk Stankiewiczowie – wszyscy mieszkali w Wilnie. Dziadka rodzina miała dworek, a babcia Bronia z d. Charkiewicz – willę z pięknym ogródkiem w Wilnie. Jako dziecko jeździłam do Wilna na wakacje i babcia pokazywała mi to miejsce. W tych trudnych czasach zostali repatriowani. Pociągiem, objuczeni tobołkami zostali wysiedleni do Polski, pozostawili majątek. Obie rodziny trafiły do Łodzi, gdzie moi dziadkowie się poznali, pokochali i byli ze sobą aż do śmierci. W Łodzi urodziła się moja mama i ja. Tato to z kolei Litwin, który pokochał moją mamę miłością wielką i dla mamy wyjechał z kraju… Takie to były historie.

    Staram się przekazywać te rodzinne opowieści moim dzieciom. Odwiedziliśmy Litwę z nimi, sama też byłam parę razy. Piękny kraj, mający swój niepowtarzalny klimat. I czuje się jego historię na każdym kroku. Ja do dziś używam nazwiska ojca, a moja córka swoim amerykańskim koleżankom opowiada o więzach krwi z dumą. Dziś już, niestety, nie mam tam bliskich. Pozostały tylko mogiły, bo starsi pomarli, a młodsi wyjechali do Irlandii.

    Rozmawiamy ze sobą po twoim powrocie z Portugalii. Jednym z marzeń było przebycie pieszo Drogi Jakubowej – Camino. Czy forsowanie tej trasy i pokonywanie tylu kilometrów ma sens?

    Dzisiaj właśnie myślałam o Camino. Każdy pielgrzym pokonujący tę drogę ma swój cel. Ja pragnęłam iść ścieżkami z wielu powodów, ale zasadniczym było pokonanie tych kilometrów, aby udowodnić sobie, że mogę je sforsować fizycznie. Parę lat temu uległam wypadkowi, miałam zmiażdżoną stopę. Przeszłam wiele operacji (mam stopę niejako przyśrubowaną do nogi) i nie dawano mi wiele szans na powrót do pełnej sprawności. Miałam być kaleką. A ja zaparłam się i już po roku weszłam na szczyt wulkanu w stanie Washington. Moim największym pragnieniem było być sprawną. I udało się. Ta długa pielgrzymka była też dla mnie kolejnym etapem pod hasłem „dam radę” i podziękowaniem zarazem.

    Czytaj więcej: Ameryka: za życiem czy przeciw?


    Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” Nr 41 (120) 15-21/10/2022

    Reklama (dobiera algorytm zewnętrzny na podst. ustawień czytelnika)

    Afisze

    Więcej od autora

    Bruno Schulz, tajemniczy i swoisty

    Bruno Schulz urodził się 12 lipca 1892 r. na terenie dzisiejszej Ukrainy, w rodzinie zasymilowanych Żydów. Był nieślubnym, trzecim i najmłodszym dzieckiem Jakuba Schulza, kupca bławatnego, i Henrietty Kuhmärker, córki zamożnego handlarza drewnem. Jego rodzice zawarli związek małżeński już...

    Ksiądz Jan Kaczkowski: człowiek do bólu

    Jan Kaczkowski urodził się 19 lipca 1977 r. w Gdyni. Podstawówkę i liceum skończył w Sopocie, w 1996 r. wstąpił do gdańskiego seminarium. Od 2002 r., kiedy został wyświęcony, do roku 2007 pracował jako wikary w parafii Świętych Apostołów...

    Sezon przeziębień ruszył z kopyta

    Na początek warto dowiedzieć się, jak działa układ odpornościowy. Funkcją układu odpornościowego jest ochrona organizmu przed infekcjami. W jego skład wchodzi wiele elementów. Na „pierwszej linii obrony” przed patogenami chroni nas skóra oraz specjalne antygeny — białka, obecne na...

    Palenie tytoniu szkodzi zdrowiu

    Na niemal każdym kroku w miejscach publicznych można spotkać hasła skierowane przeciwko paleniu papierosów. Mają one za zadanie uświadamiać, zniechęcić do palenia i nakłonić palaczy do całkowitego rzucenia nałogu. Hasła są bardzo przemawiające do wyobraźni, ba czasami wstrząsające, jak choćby:...