Ameryka: za życiem czy przeciw?

Wielu publicystów w Ameryce ogłosiło, że zwycięstwo Joego Bidena i Kamali Harris w wyborach prezydenckich to ostateczna klęska ruchu pro-life w USA. Obecna ekipa Białego Domu jest bowiem najbardziej proaborcyjną administracją w historii Stanów Zjednoczonych.

Jest też zdeterminowana – jak zapowiada – by przekreślić wszystkie osiągnięcia Donalda Trumpa w zakresie ochrony życia nienarodzonych. Nic dziwnego, że jedna z pierwszych decyzji nowego prezydenta dotyczyła m.in. odblokowania programów finansowych dla projektów proaborcyjnych na świecie, które wstrzymał jego poprzednik. I Biden, i Harris opowiadają się zresztą za aborcją do dziewiątego miesiąca ciąży. Rodzi się więc pytanie: czy podobnie myśli większość Amerykanów, skoro głosowali oni na kandydata demokratów? Odpowiedź na to pytanie przyniosły niedawne badania przeprowadzone przez renomowany ośrodek The Marist Institute for Public Opinion.

Okazuje się, że 51 proc. respondentów opowiada się przeciwko aborcji na życzenie, a tylko 15 proc. uważa – tak jak Biden i Harris – że powinna być ona legalna bez żadnych ograniczeń. Poza tym 60 proc. sprzeciwia się finansowaniu aborcji z kieszeni podatnika, zaś 38 proc. jest za takim rozwiązaniem. Jeśli chodzi o finansowanie aborcji za granicą ze środków publicznych (do czego właśnie doprowadził Biden), to aż 77 proc. obywateli USA opowiada się przeciw temu, a zaledwie 19 proc. popiera taki krok. Nawet w elektoracie demokratów jest więcej przeciwników niż zwolenników takiej polityki (55:38). Z kolei przeciw abortowaniu dzieci z zespołem Downa opowiada się 70 proc. Amerykanów, a 22 proc. sprzyja takiej możliwości. To badanie, przeprowadzone w styczniu, a więc już po wyborach prezydenckich, pokazuje, że większość mieszkańców Stanów Zjednoczonych nie podziela skrajnie proaborcyjnych poglądów Joego Bidena. Przy wyborze kandydata demokratów nie kierowali się więc poglądami tego polityka w kwestii ochrony życia dzieci nienarodzonych, ale innymi względami. Z jednej strony jest to optymistyczne, bo pokazuje, że większość Amerykanów ma wobec aborcji krytyczne stanowisko; z drugiej jednak – to zasmucające, że publiczne opowiadanie się przez polityka za łamaniem piątego przykazania Dekalogu nie jest wystarczającym powodem, by na niego nie głosować. W przypadku spraw spornych w odwodzie jest też Sąd Najwyższy, w którym konserwatyści mają przewagę nad liberałami (6:3). 


 Grzegorz Górny 

Reklama

Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 7(19) 13-19/02/2021