Więcej

    Radosny finał polskich starań o niepodległość

    11 listopada 1918 r. nastąpiła geopolityczna konstelacja, którą jako Polacy potrafiliśmy wykorzystać. Warto pamiętać o różnych środowiskach, które walczyły o niepodległość – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” prof. Jan Żaryn, historyk, dyrektor Instytutu Dziedzictwa Myśli Narodowej im. Romana Dmowskiego i Ignacego Jana Paderewskiego.

    Czytaj również...

    Jak doszło do tego, że symbolem polskiej niepodległości i 11 listopada stał się Józef Piłsudski?

    Józef Piłsudski stał się symbolem tego dnia, 11 listopada 1918 r., bo rzeczywiście był w tym momencie mężem opatrznościowym. Najpierw dlatego, że był więziony przez Niemców, którzy przegrali wojnę, choć wcześniej oczywiście z współpracował z Austro-Węgrami.

    Był również był socjalistą, co było niezwykle ważne z racji atmosfery, która wówczas na całym obszarze ziem polskich panowała. Coraz bardziej na szerokie masy zaczęła oddziaływać propaganda komunistyczna, bolszewicka, która była realnym zagrożeniem dla dopiero odradzającej się polskiej państwowości. Jeśli partie ludowo-robotnicze nie zostałyby włączone w ten nurt walki o niepodległość, sama mogłaby ona zostać podminowana bądź wręcz zanegowana.

    Reklama (dobiera algorytm zewnętrzny na podst. ustawień czytelnika)

    W końcu Piłsudski już wówczas miał legendę mocnego człowieka, który potrafi zaryzykować swoje życie, i w związku z tym stał się symbolem dla tworzącego się wojska. Miał więc wszystkie pozytywne cechy, których brakowało obarczonej kolaboracją z Niemcami Radzie Regencyjnej.

    Oczywiście te cechy pozytywne Józefa Piłsudskiego nie przesłaniają faktu, że nie był on de facto człowiekiem, który w sposób zasadniczy zdecydował o rzeczywistości, jaka powstała 11 listopada 1918 r. Ten dzień oznaczał nie tylko zakończenie I wojny światowej, ale przede wszystkim zwycięstwo Anglii, Francji, Stanów Zjednoczonych, Włoch i ich sojusznika, którym była Polska, za sprawą aktywności dyplomatycznej Ignacego Jana Paderewskiego czy Maurycego Zamoyskiego.

    Także dzięki temu, iż powstała Błękitna Armia, na której czele 4 października 1918 r. stanął gen. Józef Haller. Zatem z jednej strony mamy człowieka, który stał się symbolem niepodległości, a z drugiej – rzeczywistych polityków, którzy bez wątpienia mieli największy wpływ na to, byśmy mogli odzyskać niepodległość i by była ona uznana przez tych, którzy wojnę wygrali.

    Czytaj więcej: Jan Żaryn: Niepodległość tworzyli polscy bohaterowie

    O których środowiskach jeszcze warto w tym dniu przypominać?

    To bardzo szeroki temat. Na pewno będzie to Komitet Narodowy Polski w Paryżu, który powstał 15 sierpnia 1917 r. Była to jedyna polska organizacja stawiająca sobie za cel odbudowę państwa polskiego i jednocześnie uznana przez rządy Francji, Wielkiej Brytanii i Włoch za rząd polski na emigracji i przedstawicielstwo interesów Polski. Droga do jego powstania również była długa, oczywiście trzeba tu przypomnieć ogromny wysiłek Ignacego Jana Paderewskiego jako przedstawiciela tego środowiska na terenie Stanów Zjednoczonych. Jego wielką zasługą jest oczywiście wkład w powstanie punktu 13 deklaracji Wilsona, mówiącej o celach wojny, oraz powstanie bazy szkoleniowej dla ochotników znajdujących się na terenie kontynentu amerykańskiego (były to głównie osoby związane z Towarzystwem Gimnastycznym „Sokół”). Wielką rolę odegrał tu Teofil Skarżyński i całe środowisko ok. 70 tzw. gniazd sokolich.

    Wielka była rola Kościoła polskiego w Stanach Zjednoczonych, który propagował ideę wstępowania do armii, no i oczywiście udział Błękitnej Armii, która walczyła na zachodnim froncie po stronie zwycięzców. Dawało to Polsce również argument bycia sojusznikiem wojskowym. W tak komfortowej sytuacji w historii nie byliśmy ani wcześniej, ani później, bo przez cały wiek XIX sprawa polska nie wychodziła poza ramy polskich starań o odzyskanie niepodległości, a potem z kolei, w czasie II wojny światowej, mimo że walczyliśmy po stronie zwycięzców na wszystkich frontach, przegraliśmy wojnę ze względu na zmowę polityczną, która spowodowała oddanie nas pod wpływy Związku Sowieckiego.

    Mamy więc powód, by widzieć 11 listopada jako wypadkową, także z punktu widzenia naszej długiej historii XX w. Po raz drugi taka geopolityczna konstelacja, którą potrafiliśmy wykorzystać, powstała na przełomie lat 80. i 90. Tu także mamy ojca założyciela, który funkcjonuje w polskiej legendzie i doświadczeniu historycznym, jest nim Jan Paweł II, ale oczywiście mamy świadomość, że na odzyskanie przez Polskę dzisiejszej niepodległości złożyło się wiele czynników i wysiłki wielu osób. Trzeba to widzieć w podobnej perspektywie – mamy legendy, bez wątpienia zasłużonych ludzi, ale mamy też bohaterów, którzy wymagają od nas Polaków większej wiedzy, bo ich działalność nie była może tak spektakularna, ale za to bardzo skuteczna.

    Wśród polskich legend, ludzi symboli, są wojskowi, artyści, duchowni, ale trzeba przyznać, że niewielu jest polityków. Czy przypadkiem nie jest tak, że politycy po prostu nie są przez Polaków lubiani?

    Niewątpliwie, może tak być, ale trzeba pamiętać, że politykiem był nie tylko Roman Dmowski. Zarówno Józef Piłsudski, jak i Ignacy Jan Paderewski byli politykami, starali się mieć wpływ na bieżącą politykę, zrozumieć ją i wyciągać z tego wnioski.

    Warto zauważyć, że również na Dmowskiego nie można patrzeć tylko jak na polityka. Przypomnę, że było nie tylko wychowawcą narodu, organizatorem niezwykle ważnej, trójzaborowej, organizacyjnie tajnej Ligi Narodowej, której podlegały liczne organizację tajne i jawne, liczące tysiące członków, a ich oddziaływaniu – setki tysięcy ludzi. Był też pisarzem politycznym, nie był w związku z tym osobą zawężającą swoje działania do roli polityka w dzisiejszym rozumieniu, czyli człowieka, który stara się zdobyć władzę i w mniej lub bardziej sprytny sposób ją utrzymać. Taka definicja, choć jest dziś wśród Polaków dominująca, byłaby niezwykle krzywdząca wobec ludzi, którzy walczyli wówczas o niepodległość w czasie I wojny światowej. Oczywiście, nie dotyczy to tylko trójki bohaterów, o których rozmawiamy, ale całej wielkiej rzeszy polskich patriotów, którzy bez wątpienia czynili wszystko, co potrafili, by przyczynić się do odzyskania przez Polskę niepodległości. Ta walka wcale nie musiała się zakończyć tak radosnym finałem, nikt tego w 1914 r. nie mógł przewidzieć.

    Czytaj więcej: Warto budować wspólną polską pamięć – spotkanie z prof. Janem Żarynem

    Od lutego 2020 r. jest Pan dyrektorem nowo powołanego Instytutu Dziedzictwa Myśli Narodowej im. Romana Dmowskiego i Ignacego Jana Paderewskiego, którego celem jest m.in. upowszechnianie wiedzy o historii i dziedzictwie Polski, ze szczególnym uwzględnieniem polskiej myśli społeczno-politycznej.

    Instytut zajmuje się dziedzictwem obozu narodowego i katolicyzmu społecznego. O ile rola Kościoła, szczególnie w XX w., jest należycie rozpoznana, za sprawą tak wybitnych postaci, jak kardynałowie August Hlond czy Stefan Wyszyński, o tyle znacznie gorzej jest, jeśli chodzi o rozpoznawalność środowisk świeckich katolików, którzy w XX w., w bardzo zmiennych warunkach, rzecz jasna inaczej w Polsce niepodległej, inaczej w okresie PRL, na emigracji czy w kraju, próbowali tę przestrzeń publiczną wypełniać katolicyzmem społecznym, czyli wartościami chrześcijańskimi. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja, jeśli chodzi o dorobek obozu narodowego. Roman Dmowski przebił się do świadomości opinii publicznej, nawet prezydent RP Andrzej Duda cytował go już nieraz w swoich przemówienia, co oczywiście daje impuls do poznawania tej postaci, ale oprócz Romana Dmowskiego istniała wielotysięczna rzesza wybitnych Polaków, jak: Jan Ludwik Popławski, Zygmunt Balicki, jego żona Gabriela Balicka, wieloletnia posłanka na Sejm II RP – bardzo wiele zarówno kobiet, jak i mężczyzn, którzy byli wybitnymi naukowcami, historykami, ekonomistami, ludźmi ze świata artystycznego (Karol Hubert Rostworowski, Jan Kasprowicz). Nawet jeśli te postacie są znane, nie są identyfikowane z tym nurtem ideowym, czyli z tą wersją poglądu na świat i na sprawy polskie, który wypracowywali Roman Dmowski, Jan Popławski czy np. ks. Kazimierz Lutosławski i wielu innych myślicieli, którzy formowali to zaplecze intelektualne i społeczne w narodzie polskim.


    Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” Nr 44(128) 04-11/11/2022

    Reklama (dobiera algorytm zewnętrzny na podst. ustawień czytelnika)

    Afisze

    Więcej od autora

    „Dekadent Nr 2419” — premiera filmu o Tomasie Venclovie

    Filmowy portret poety, tłumacza, eseisty i intelektualisty Tomasa Venclovy, a także całej jego epoki, wzbudził niemałe zainteresowanie widowni. W premierze wzięli udział przede wszystkim przedstawiciele świata kultury, pisarze, historycy, pracownicy uniwersytetów i dziennikarze. Czytaj więcej: Venclova: Wilno nigdy nie stanie...

    „Czcimy symbol naszej niepodległości”. Obchody 155. urodzin Józefa Piłsudskiego

    Oddajemy hołd człowiekowi, bez którego nie bylibyśmy wolni Uroczystości rozpoczęły się już 4 grudnia na Cmentarzu na Rossie przy Mauzoleum Matki i Serca Syna. Po wysłuchaniu hymnów państwowych Polski i Litwy w wykonaniu Orkiestry Reprezentacyjnej Wojska Polskiego głos zabrał szef...

    Wicher w spódnicy. Wspomnienie o Janinie Zagałowej

    Janina Zienowicz-Zagałowa (1913–2001) to postać, która pojawia się na marginesie wielu wileńskich historii. Między innymi dzięki jej artykułom i referatom przetrwała pamięć o ks. Henryku Hlebowiczu, Jerzym Ordzie czy wielu nieznanych Polakach ratujących w czasie wojny ludność żydowską. Zwykle...

    Kpt. Stanisław Poźniak: „Mam przedwojenną duszę”

    Ilona Lewandowska: Jak Pan przyjął informację, że znalazł się Pan w gronie dziesięciu finalistów plebiscytu „Kuriera Wileńskiego” Polak Roku 2022? Stanisław Poźniak: To było oczywiście wielkie zaskoczenie. Miłe, ale zaskoczenie, bo trudno się spodziewać, że ktoś to wszystko zauważy. Zawsze, zwłaszcza...