Więcej

    Żałoba — trudny czas. Jak się z nią uporać?

    Co zrobić, gdy po dotkliwej stracie czarna dziura smutku i rozpaczy bezlitośnie wciąga nas w swoje objęcia? Jak przeżyć żałobę, aby naprawdę pogodzić się z tym, co nas spotkało?

    Czytaj również...

    Śmierć bliskiej osoby zawsze będzie ogromnym zaskoczeniem i człowiek, niezależnie od sytuacji, nigdy nie będzie w stanie przygotować się na taki dzień, w którym zabraknie kogoś ważnego. Mimo to, że śmierć to naturalny element naszego życia, trudno jest sobie poradzić ze stratą kochanej osoby. Żałoba ma to do siebie, że nie da się jej tak po prostu „wyleczyć”. Jest trudnym doświadczeniem — wiedzą o tym wszyscy, którzy przeżywają lub przeżywali ten niezwykle trudny czas.

    Żałoba, to głęboki smutek, ale nie tylko. Towarzyszą jej też inne emocje oraz postawy, które zazwyczaj pojawiają się w następującej kolejności:

    1. zaprzeczenie
    2. żal
    3. odrętwienie
    4. tęsknota
    5. gniew, bunt i agresja
    6. poczucie winy
    7. depresja i rozpacz
    8. akceptacja.

    Reklama (dobiera algorytm zewnętrzny na podst. ustawień czytelnika)

    Największym wyzwaniem jest pozwolenie sobie na wszystkie te doświadczenia i emocje, które są w nas. Ta mieszanka różnych emocji jest najtrudniejszym i niełatwym do przeżycia zadaniem.

    Każdy z nas przechodzi przez żałobę na swój własny sposób i radzi sobie, jak umie.

    Czytaj więcej: Śpiewaki pogrzebowe — tradycja Wileńszczyzny

    Wiele osób zamyka się w sobie, tłumiąc te kotłujące się uczucia. Uciekamy przed żałobą i zamrażamy ją we własnym ciele. Są osoby, które odcinają się od żałoby, nie pozwalają sobie na przeżywanie głębokiego smutku. Ale on nie znika. Zamykamy go w najgłębszych zakamarkach naszej psychiki, ale on istnieje pod powierzchnią naszej świadomości i stale wpływa na nasze codzienne życie. Jest jak gotujące się w garnku mleko i grozi, że wykipi, jeśli w odpowiednim momencie nie zareagujemy.

    Tak też jest z emocjami po stracie: gdy nie zareagujemy — mogą stać się źródłem najróżniejszych chorób i uzależnień.

    Czasami jednak nie jesteśmy gotowi na to, aby spojrzeć w oczy tej rozpaczy, która czai się w zakamarkach naszej psychiki. Odraczamy żałobę. To wypchnięcie staje się mechanizmem obronnym, dzięki któremu jesteśmy w stanie funkcjonować na co dzień.

    Rozpacz może być jednak przytłaczająca. I gdy nie mamy odpowiedniego wsparcia i przestrzeni na to, aby się jej oddać, może się to skończyć traumatyczne. Dlatego tak ważne jest, aby nie tkwić w osamotnieniu; by wyciągnąć rękę do kogoś, kto jest nam uczciwie życzliwy, przyjazny i potrafi wytrwać z nami, kiedy jesteśmy pogrążeni w smutku, zamknięci, nieracjonalni, nieobliczalni, chwiejni w nastrojach. Do takiego kogoś, kto nie mówi — „ja cię rozumiem” (bo nikt nie może być w skórze tego pogrążonego w rozpaczy człowieka). Kogoś, kto zrozumie, że „ryczysz” w nieskończoność albo ni stąd ni zowąd wybuchasz płaczem. Kogoś, kto zrozumie twoje wybuchy złości czy bluźnienie przeciwko całemu światu. Kogoś, kto z tobą się pomodli. Kogoś, kto przytuli i nie będzie ci mówić rzeczy typu „Czas pójść naprzód!” albo „Weź się w garść!”.

    Każda osoba w stanie żałoby ma prawo czuć się tak, jak się czuje, gdy doświadcza straty. Otwórzmy więc drzwi do tego miejsca w sobie, w którym ukryliśmy swoją żałobę — wpuśćmy tam osobę, przyjaciela, który nas zna, który chce pomóc. Jeśli jesteśmy wierzący, otwórzmy serca ku Bogu. Modlitwa daje ukojenie i sprawia, że jesteśmy jakby bliżej naszego zmarłego. Samemu jest bardzo ciężko.

    Czytaj więcej: Modlitwą, muzyką i śpiewem dziękowano Bogu za 340 lat istnienia Kalwarii Wileńskiej

    Pomocni są również psychologowie, czasami niezbędna jest pomoc farmakologiczna. Każdy walczy, jak umie. A jak jest to ważne, świadczą powstające w wielu krajach miejsca pomocy żałobnikom. Istnieją nawet doule (to piastunka kobiety ciężarnej, z greckiego — kobieta „która służy” — przyp. red.) umierania. W Polsce takim przykładem jest certyfikowana towarzyszka w żałobie Anja Franczak. Jest ona również pracownikiem hospicjum, prowadzącą ceremonie pogrzebowe i założycielką Instytutu Dobrej Śmierci.

    Sama doświadczyła śmierci dziecka i tym samym weszła w proces żałoby. I wie z doświadczenia, że zazwyczaj ludzie unikają tematu, unikają spotkań z osobą będącą po stracie kogoś bliskiego albo ją nieudolnie pocieszają. I zdarza się, że niektóre relacje mogą przyczynić się do zwiększenia bólu.

    Jako społeczeństwo jesteśmy bardzo oddaleni od tematu śmierci. Kiedy się z nią stykamy, pojawia się przerażająco dużo bezradności w pytaniu, jak się zachować.

    Ludzie w żałobie spotykają się z całą masą oczekiwań, najczęściej z przeświadczeniem, że żałoba to temat prywatny, że każdy powinien przeżywać ją indywidualnie, najlepiej w domu. Brakuje na nią miejsca w przestrzeni publicznej, brakuje grup wsparcia dla osób borykających się ze stratą, kompleksowej edukacji na ten temat. Badacze kultury mówią o tym, że śmierć jest współcześnie tym, czym w XIX wieku był seks — tematem tabu.

    A zrozumienie jest tutaj kluczowe.

    Z doświadczenia terapeutycznego wynika, że już samo poznanie mechanizmów i rytmu żałoby może być bardzo pomocne. Czasami po prostu potrzeba akceptacji i zapewnienia, że nasze uczucia, jakie by one nie były, są w porządku. Czasami wystarczy cierpliwy słuchacz. Żałobę każdy przeżywa inaczej. Nie róbmy sobie więc wyrzutów sumienia, jeśli nasza żałoba nie jest „podręcznikowa”, prosta, gładka i szybka. Bo właściwie żadna taką nie jest.

    Oprócz przytłaczającej rozpaczy, wewnętrznego niepokoju, osoba w żałobie może zmagać się ze sprzecznymi oczekiwaniami znajomych a nawet rodziny. Może usłyszeć, że za szybko „wróciła do siebie” (kiedy powinna jeszcze rozpaczać), że ma chodzić ubrana na czarno, zrezygnować z życia towarzyskiego. Z drugiej zaś strony oczekuje się, że powinna zadbać o siebie, bo to już najwyższy czas pomyśleć o sobie, ruszyć dalej, a nie ciągle tkwić w przeszłości, smucić się — ile można!

    Właśnie — ile można? Ile trzeba? Dokładnie tyle, ile trzeba. Nie wolno zarówno własnych, jak i cudzych emocji dopasowywać do jakiegoś z góry narzuconego szablonu. Jeżeli emocje, które pojawiają się w żałobie, unieważnimy i odepchniemy od siebie, prędzej czy później odbiją się na naszym zdrowiu.

    Jak żałoba wygląda z medycznego punktu widzenia? Utratę bliskiej osoby odczuwamy psychicznie i fizycznie. Dosłownie zmienia się sposób, w jaki funkcjonuje nasz mózg. Możemy na przykład mieć problemy z koncentracją, pamięcią i skupieniem. Odczuwać zmęczenie i apatię.

    Dr Lisa Shulman w swojej książce „Mózg w żałobie” mówi: „Przeżywanie żałoby można porównać do gojenia się rany — u każdego z nas ta rana będzie trochę inna, bardziej lub mniej utrudniająca życie. W końcu zacznie się zasklepiać, potem zostanie nam po niej blizna, a my nauczymy się żyć dalej. Ale jeżeli nie pozwolimy jej leczyć się we własnym tempie… ryzykujemy infekcje i powikłania. Tak jest z żałobą. Długotrwałe tłumienie żalu, smutku, bólu jest dla ciała wyczerpujące i przekłada się na przeróżne dolegliwości fizyczne, na przykład na obniżenie odporności czy zaostrzenie chorób przewlekłych”.

    Jak przyjąć informację o odejściu bliskiej osoby, gdy na co dzień prowadzi się umiarkowanie poukładane, przewidywalne życie? Jak na nowo zapanować nad rzeczywistością? Czy wypada płakać? O tym mówi książka Ingi Iwasiów „Umarł mi. Notatnik żałoby”. Książka ta to osobista próba oswojenia utraty. Notatnik Ingi Iwasiów jest bardzo intymny i przejmujący, został spisany naprędce, po śmierci ojca. „Życie nie przygotowuje na śmierć — ta zawsze nastaje w czasie »przyszłym niemożliwym«, nie dla nas” — pisze autorka.

    Boimy się mówić o śmierci i właściwie nie do końca wiemy, jak to robić? Żyjemy w kulcie nieśmiertelności. W reklamach wygładzamy zmarszczki, celebrujemy młodość, witalność i siłę, wierzymy, że jesteśmy niezniszczalni. Nie chcemy mieć nawet styczności ze śmiercią, nie chcemy jej widzieć.

    Często więc kiedy śmierć wkracza w nasze życie, jesteśmy zaskoczeni, nie wiemy, jak sobie z nią poradzić, nie wiemy też, co i jak mówić. Zwyczajowe „wyrazy współczucia” często wydają się nam niewystarczające, szczególnie w sytuacji śmierci niespodziewanej.

    Taki rodzaj śmierci jest trudniejszy do przeżycia. Na przykład wtedy, gdy umiera dziecko mamy poczucie olbrzymiej niesprawiedliwości, zaburzenia naturalnego porządku rzeczy, odwrócenia ról. Samobójstwo, wypadek, nagła śmierć osoby młodej i zdrowej — to wydarzenia, które są traumatyczne.

    Jak pomóc osobie, która przechodzi żałobę?

    Bądźmy obok i pytajmy — czego potrzebuje? Jak cię czuje? Co można dla niej zrobić? W niektórych przypadkach warto zadbać o takie, prozaiczne rzeczy, o których osoba samotna w żałobie nie jest w stanie myśleć, czyli na przykład zorganizować posiłki, pomóc w załatwianiu formalności, przypilnować dzieci, wyprowadzić psa na spacer. Bądźmy obecni i akceptujmy zarówno potrzebę rozmowy, jak i milczenia. Dajmy osobie przeżywającej żałobę przestrzeń do wyrażania emocji. Nie tylko smutku, ale też złości, gniewu, rozczarowania, poczucia krzywdy, opuszczenia. I nie popadajmy przy tym w przesadę. Nie osaczajmy. Pamiętajmy, że nie każdy potrzebuje w żałobie tłumu ludzi dookoła siebie — i to też jest w porządku. Mamy prawo radzić sobie ze stratą po swojemu.

    Kiedyś odzyskamy energię. Stopniowo, pomalutku zaczniemy panować nad sobą, zaczniemy snuć plany na przyszłość, nabierzemy chęci, aby coś robić, działać. I to będzie znaczyć, że ten czas najbardziej dotkliwej, intensywnej żałoby jest już za nami. Nadal możemy odczuwać ból i tęsknotę — szczególnie w urodziny zmarłej osoby, rocznice, święta, inne ważne wydarzenia, które nam ją przypominają — ale jesteśmy już gotowi iść do przodu. Jest to ważne nie tylko dla nas, ale i dla rodziny, którą mogliśmy w tym czasie zaniedbywać.

    W książce Sheryl Sandberg i Adama Granta pt. „Opcja B. Jak radzić sobie z traumą po stracie, stawić czoła trudnościom i odzyskać radość życia” znajdziemy wiele historii osób, które zmagały się z bolesnymi i traumatycznymi stratami. Zarówno ich opowieści, jak i doświadczenia. Żałoba paradoksalnie może pomóc nam zbudować poczucie własnej siły i wartości, nauczyć bycia „tu i teraz”, celebrowania życia, doświadczania wdzięczności. Pamiętajmy, żeby podczas przeżywania trudności dobrze traktować siebie i innych — a przyniesie to nam niespodziewane korzyści.

    Czytaj więcej: Savoir-vivre w obliczu śmierci czyli etykieta zachowania się na pogrzebie

    Reklama (dobiera algorytm zewnętrzny na podst. ustawień czytelnika)

    Afisze

    Więcej od autora

    „Robiłam zwyczajne rzeczy”. Rzecz o Irenie Sendlerowej

    Dziwne jest, że jej postać została odkryta dla świata dopiero w 1999 r. dzięki czwórce uczennic z… Kansas w USA. Dziewczyny, zainspirowane przez nauczyciela Normana Conarda, w ramach przygotowań do olimpiady historycznej wystawiły sztukę teatralną poświęconą Polce. To one,...

    Podążając za Strzemińskim

    Mimo że życie Władysława Strzemińskiego naznaczone było wojną i kalectwem, to miał w sobie mnóstwo siły i samozaparcia, by tworzyć, pisać, uczyć. Niedoceniony za życia, odszedł w skrajnej biedzie, mając 59 lat. 26 grudnia 2022 r. minęło 70 lat...

    Mediacja — pokojowa forma rozwiązywania sporów

    Przyglądając się przeobrażeniom, jakie w ostatnich latach dokonały się w modelu szkoły, obserwujemy i te, które dotyczą wzrostu znaczenia pozycji dziecka w tym środowisku, ale też i w rodzinie i ogólnie w społeczeństwie. Dzieci manifestują swoją potrzebę swobody i...

    Józef Szostakowski, piewca Wileńszczyzny

    Jego przywiązanie do regionu przejawia się w wielu działalnościach i inicjatywach. Doktor humanistyki, miał być nauczycielem języka i literatury polskiej oraz historii, w trakcie doskonalił swe kwalifikacje, co zaowocowało obroną pracy doktorskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Przez wiele lat wykładał...