Więcej

    Królowa barw

    Tak o Danucie Lipskiej napisała Krystyna Użenaite w wierszu poświęconym artystce i szefowej Twórczego Związku Polskich Artystów Malarzy na Litwie „Elipsa”, który w tym roku obchodzi 30-lecie powstania. „Kurier Wileński” rozmawia z nią w jej domu wypełnionym duchem twórczym, będącym także galerią i siedzibą stowarzyszenia.

    Czytaj również...

    Ile tu jest Pani prac? I czy dobrze się Pani z nimi mieszka?

    Nie zliczyłabym ich, bo oprócz tych wyeksponowanych są jeszcze te, na które nie ma już miejsca [śmiech] i stoją zdeponowane na stryszku. Są też moje ulubione obrazy-kartki okolicznościowe, te są niepoliczalne. Poza tym ciągle czegoś ubywa i coś przybywa. Bardzo lubię swój dom, tu, wśród tych obrazów i wszystkich ważnych dla mnie bibelotów, czuję się dobrze, mimo że mieszkam sama, bo dwa lata temu straciłam męża, a wcześniej ukochaną Lubę, a i moje dwie córki też już mieszkają osobno. Mam za to na co dzień ukochane i wierne zwierzęta: kota i psa, które wnoszą w ten dom wiele życia. Ożywiają go i mnie również. Poza tym nie mogę narzekać – mam też wiernych od lat przyjaciół z branży i nie tylko, którzy wpadają, kiedy tylko chcą, gdyż dom jest zawsze otwarty dla gości.

    A jaki był Pani dom rodzinny? Czy pochodzi Pani z rodziny artystów?

    Jako takich wielkich tradycji malarskich w mojej rodzinie nie było, niemniej wywodzę się z rodziny inteligenckiej i bardzo szlachetnej. Mój dom rodzinny to dom polski. W domu wychowywano nas w tradycjach polskich, w duchu patriotyzmu, pomocy bliźniemu, szacunku i miłości. Mama Ludmiła Szadzianiec, z domu Biegańska, pochodziła z bogatej rodziny. W 1943 r. dziadek Paweł Biegański, który był nauczycielem i dyrektorem szkoły, został zamordowany, a babcię Stefanię Biegańską, która też była pedagogiem, aresztowano i wywieziono do Kujbyszewa, potem na północ w okolice Archangielska. Miała spędzić 25 lat na wywózce. Szczęśliwie, po śmierci Stalina w 1953 r. była amnestia i rok później, po 8 latach, udało jej się powrócić do Wilna.

    Moja mama była zasłużonym pedagogiem – przyczyniła się do otwarcia polskich szkół: na Wołokumpiach w Wilnie i wcześniej w Magunach w rejonie święciańskim. Do szkoły tej chodziły dzieci z Turniszek, z Pilimielów i okolic. Mama bardzo angażowała się w życie szkoły. Wspólnie z młodzieżą organizowała patriotyczne, w tamtych latach jeszcze zakazane, koncerty np. z okazji Święta Niepodległości 11 listopada, z okazji świąt bożonarodzeniowych, wielkanocnych, uczyła tańca i piosenek patriotycznych i pięknie malowała.

    Ojciec mój, Zdzisław Szadzianiec, też był wysoce uznanym człowiekiem. W czasach pokojowych nagrodzony wieloma odznaczeniami, m.in. Złotym Krzyżem Zasług. Ale też i w latach sowieckich otrzymał wysokie odznaczenie za męstwo podczas gaszenia pożarów pod Moskwą. Był dobrym człowiekiem i zawsze był tam, gdzie potrzebna była odwaga. Jako żołnierz AK nigdy nie zapomniał o swoich polskich korzeniach i w duchu wiary i patriotyzmu nas wychował.

    W 1993 r. został założony Twórczy Związek Polskich Artystów Malarzy na Litwie „Elipsa”. To już 30 lat twórczej pracy! Danuta Lipska należy do niego od początku, obecnie jest jego prezesem. Obecnie związek liczy 17 członków

    I Pani, mając takie wzorce, stała się kobietą barwną i silną, taką, której wystarcza sił i czasu na wszystko: na rodzinę, dom, malarstwo i na działalność społeczną.

    Moje życie jest tak bogate i barwne, że czasami sama dowcipkuję, iż powodem tego jest chyba to, że urodziłam się… na wozie, między Magunami a Podbrodziem. Dosłownie, bo przyszłam na świat podczas przeprowadzki rodziców z Magun do Wilna. W dowodzie mam zapisane, iż urodziłam się w Magunach, natomiast ochrzczona byłam w malowniczym kościółku w Balingródku.

    A potem było urokliwe Wołokumpie nad Wilią. Same prześliczne miejsca.

    Tak. Mile wspominam spacery wśród zieleni, kąpiele i opalanie się nad Wilią. W Wołokumpiach rozpoczęłam też swoją edukację pod okiem mamy, w jej szkole zaliczyłam cztery klasy, a potem już od piątej uczęszczałam do „Piątki” na Antokolu. Następnie była Szkoła Sztuk Pięknych oraz studia polonistyczne.

    W Wołokumpiach była też moja pierwsza praca, w bibliotece, gdzie zapoznałam się z moim pierwszym mężem, ojcem mojej córki Grażynki, która obecnie jest nauczycielką w Gimnazjum im. Syrokomli w Wilnie.

    Czytaj więcej: Spotkanie z okazji 80. rocznicy urodzin malarki ludowej śp. Anny Krepsztul

    Nie wszystkie dni w Pani życiu były jasne, słoneczne, tak jak Pani obrazy, w których, uważnie i wnikliwie patrząc, czuje się bagaż przeżyć…

    WIĘCEJ NIŻEJ | Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    Życie pisze swoje scenariusze. Pewnego dnia zostałam sama z dziewięciomiesięczną córeczką, bez pracy i pieniędzy. Jednak i takie złe doświadczenia dodają sił. Nie poddawałam się. Lekarstwem była praca, której nigdy się nie bałam i moje płótna. Co prawda doszło po czasie doświadczenie z drugim nieudanym małżeństwem, ale jak po latach wspominam, wniosło ono, tak to ujmę, wartość dodaną. Dało mi dwie wspaniałe dziewczyny, moją drugą córkę Ludmiłę i Lubę, przybraną córkę, która była dzieckiem z poprzedniego małżeństwa mojego drugiego męża. I mimo że rozstałam się z jej ojcem, Luba przy nas została. Moje córki traktowały ją jak siostrę. Powstała między nami ogromna więź i przyjaźń do końca jej życia. Chodziliśmy na wszystkie jej koncerty, kibicowaliśmy jej we wszystkich przedsięwzięciach. Odeszła przedwcześnie…

    Myślę, że małżeństwo z artystą nie jest łatwe. Małżeństwo z artystą jest wymagające. Nie każdy może być partnerem malarki. Udany związek stworzyć można tylko z sobą wrażliwą na piękno, pełną empatii i ciepła, wyznającej te same zasady i wartości. I taki człowiek wartościowy, pełen dobra i ciepła stanął na mojej drodze, kiedy ani w głowie mi były nowe związki. Henryk dostrzegł mnie w ekranie telewizora, w programie nadawanym w TV litewskiej w paśmie dla Polaków, i nie odpuścił. Mówił mi, że „zobaczył w nim piękną kobietę o bardzo smutnych oczach i postanowił mnie odnaleźć, aby dowiedzieć się, co jest powodem tego smutku”. I poznawaliśmy się powolutku, pokochaliśmy, pobraliśmy i byliśmy małżeństwem ponad 30 lat.

    Mąż był również niespokojną, artystyczną duszą, zajmował się z sukcesami fotografią artystyczną, miał swoje wystawy, no i grał epizodyczne role w filmach. Mnie wspierał we wszystkich działaniach, aktywnie mi pomagał w organizowaniu wystaw. A było ich trochę na przestrzeni tych lat, bo naliczyłam ich 159, od Litwy przez Białoruś i Polskę po Stany Zjednoczone, Japonię, Szwecję.

    Ale w czasach sowieckich nie było łatwo być artystą. Umysł i sztukę starano się w pewnym sensie zniewolić. Cenione było rzemiosło.

    I ja miałam w swojej karierze doświadczenia z pracą, która nie była w sferze moich marzeń, co do której miałam wielkie obiekcje, gdy mi ją zaproponowano. Mianowicie była to praca w wileńskiej fabryce aparatury paliwowej. Nie była to praca dla artysty. Ale podjęłam się jej, gdyż w tamtym czasie pilnie potrzebowałam jakiejkolwiek pracy i pieniędzy. I postanowiłam tak się w niej urządzić, aby robić tam coś pięknego i wartościowego. Pracując w dziale reklamy, tworzyłam plakaty, do których bardzo się przykładałam, aby to nie były szablonowe teksty, starałam się je upiększać rysunkami i oryginalnym charakterem pisma. Robiłam całkiem oryginalną oprawę plastyczną.

    WIĘCEJ NIŻEJ | Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    To nie były łatwe lata, ale to właśnie w takim miejscu, wspólnie z Janem Andrzejewskim, Janem Hermanowiczem, Karolem Śnieżko i innymi, założyliśmy w 1987 r. pierwsze Polskie Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne im. Władysława Syrokomli. I działaliśmy, nie całkiem za przyzwoleniem władz, ale przez wiele lat, do momentu… aż zostałam zwolniona, bo za mocno się udzielałam polskości. Wtedy ówczesny dyrektor szkoły nr 5 na Antokolu, Wacław Baranowski, „uratował” mnie, dając pracę nauczycielki plastyki. Później uczyłam również plastyki w Syrokomlówce. O każdym z tych etapów pracy w szkołach mogę mówić tylko w superlatywach. Ale najmilej wspominam wymyśloną i wymarzoną przeze mnie szkółkę „Kogucik”, która mieściła się w Pałacu Związków Zawodowych na Górze Bouffałowej. To było studio plastyczne dla polskich dzieci w wieku od 3 do 7 lat. Te 19 lat pracy to była prawdziwa rozkosz, dostrzegać w tych małych istotkach rozkwitający talent. Widzieć, jak kochają te zajęcia i jak się rozwijają.

    Czytaj więcej: Wileńszczyzna bogata w talenty malarskie

    Miłość do malarstwa połączyła również Was, dojrzałych malarzy. W 1993 r. założyliście Twórczy Związek Polskich Artystów Malarzy na Litwie „Elipsa”. To już 30 lat twórczej pracy. Pani była od początku?

    Nie tylko ja. Byli też Władysław Ławrynowicz (który jednogłośnie został wybrany na prezesa), Stanisław Kaplewski, Anna Kudriaszowa, Lila Miłto. Razem zdecydowaliśmy, w tych pierwszych latach odrodzenia, aby nasz związek sformalizować. Połączyło nas i nadal łączą zamiłowanie do malarstwa i promocja szkoły malarstwa i grafiki wileńskiej. Ale też nade wszystko poczucie przynależności do polskiej kultury oraz miłość do swego ojczystego miasta i kraju. I jest się z czego cieszyć, bo związek przetrwał, rozrósł się, ma bogaty dorobek i chyba pozytywnie zapisał się w historii naszej polskiej społeczności na Litwie. Po śmierci nieodżałowanego przyjaciela i prezesa, Władka Ławrynowicza, koledzy zdecydowali, abym to ja pełniła tę funkcję. I od 2017 r. staram się sprostać zadaniu.

    Dzisiaj Elipsa zrzesza 17 malarzy. Pracujemy prężnie, jak dotąd mieliśmy 189 wystaw w ramach zrzeszenia. Ostatnia wystawa, „Śladami Adama Mickiewicza”, jest dla nas szczególna, bo odbyła się w Muzeum Niepodległości w Warszawie i ma „podróżować” po Polsce przez cały 2023 r. To będzie takie symboliczne uwieńczenie naszej działalności na 30-lecie istnienia Elipsy. Jesteśmy wzruszeni, że ta wystawa miała miejsce w takim ważnym dla historii Polski obiekcie. Bo i my wraz z Polakami z Polski wiemy, co ta niepodległość dla nas znaczy. Na 30-lecie wydaliśmy piękny katalog i chcielibyśmy na tę okoliczność zrobić wystawę prac Elipsy w nowym Domu Kultury Polskiej, na jego otwarcie. To jest moje marzenie.

    Po takim krótkim zastoju podczas pandemii i czasie popandemicznym wracamy do działania, niosąc, tak jak mówi nasze motto, sztukę do widza. Wychodzimy ze sztuką poza Wilno. Takim swoistym centrum kulturalnym staje się Niemenczyn. Ostatnio wystawę miał tam Czesław Połoński, a Bożena Naruszewicz to w ogóle stara się rozmalować Niemenczyn. Ja pod koniec roku miałam wystawę w Rudominie. Przy okazji prezentacji naszych obrazów organizujemy warsztaty, uczymy malować, opowiadamy o naszej twórczości i o sztuce w ogóle. Mamy też inne dające satysfakcję akcje, np. wraz ze stowarzyszeniem „Wileńszczyzna jest kobietą” corocznie organizujemy kiermasz świąteczny w Ratuszu wileńskim, wystawiając swoje prace na licytacje charytatywne. Współpracujemy z Uniwersytetem Trzeciego Wieku i ze Stowarzyszeniem Inżynierów i Techników, z poetami, jak Aleksander Śnieżko, który jest jednym z najbardziej znanych autorów na Wileńszczyźnie, ale także z Instytutem Polskim w Wilnie, z którym to wspólnie wydaliśmy antologie polskiej poezji Litwy pt. „Polska Pogoń Poetycka”, z Centrum Kultury im. Stanisława Moniuszki, z cudowną Apolonią Skakowską i wieloma organizacjami.

    Wiele się dzieje. Wileńszczyzna jest bogata w talenty. Wszyscy członkowie Elipsy to bardzo dobrzy malarze. Jesteśmy jak rodzina. Nie ma między nami żadnej zazdrości (jaka często bywa między ludźmi wykonywającymi ten sam zawód), spotykamy się często, wspieramy i doradzamy sobie. Wielu z nas ma w sobie wiele talentów, są wśród nas i tacy, co piszą wiersze, zajmują się muzyką, literaturą. Kiedy robimy jakaś wystawę, to robimy to w sposób taki poetycki, wśród naszych obrazów przeplata się muzyka z poezją.

    WIĘCEJ NIŻEJ | Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    Takim przykładem jest wszechstronnie uzdolniona Krystyna Użenaite. Ona jest poetką i malarką, tłumaczem, aktorką i poliglotką – zna kilka języków i do tego jest wspaniałym człowiekiem. Bożena Naruszewicz jest wszechstronną malarką, maluje piękne anioły, pisze wiersze, jest osobą bardzo romantyczną i pomagającą ludziom, angażującą się w różne projekty. Czesław Połoński to znów, można by go nazwać, taki liryk wioskowy. Iwona Dakieniewicz jest uzdolniona malarsko i pisze poezje. Renata Utowka – malarka i świetna organizatorka, moja prawa ręka. Aleksander Subotkiewicz jest poetą i muzykiem, aranżuje i śpiewa. Mirosław Briżis, absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu, tworzy w duchu abstrakcjonizmu. Piotr Ibiański, malarz starszego pokolenia, zesłaniec, na swoich obrazach prezentuje urokliwe Wilno, pięknie maluje Starówkę. Irena Fedorowicz-Wasilewska pisze i wydaje książki (napisała m.in. biografię Luby pt. „Luba Nazarenko. W poszukiwaniu harmonii”). Wiesława Paukszteło to marzycielka, kochająca przyrodę, maluje obrazy o tematyce religijnej i nie tylko, uwielbia fotografię. Stanisław Plawgo – absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Wilnie i Krakowie o sentymentalnej, wrażliwej duszy, malujący Wilno, portrety. Jurij Vytegorov, wszechstronnie utalentowany, bo to: inżynier, ikonograf, kowal, mistrz wszelkich technik pracy w metalu. Karol Jaroszewski jest zaś malarzem wrażliwym na otoczenie, romantykiem o artystycznej duszy, ma swój niepowtarzalny styl…

    To tylko niektórzy współcześni artyści Wileńszczyzny. Każdy z nas ma różne techniki pracy i różny sposób pracy. Impulsy jednak przychodzą zawsze w dwojaki sposób, pochodzą z zewnątrz, „ze” świata, albo pochodzą z wewnątrz nas samych i wychodzą „do” świata.


    Danuta Lipska została uhonorowana przez Prezydenta RP Srebrnym i Złotym Krzyżem Zasługi.


    Fot. Marian Paluszkiewicz, Brenda Mazur, archiwum prywatne Danuty Lipskiej


    Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” Nr 7(20) 18-24/02/2023

    Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    Afisze

    Więcej od autora

    Zespół Angelmana: niezwykle rzadka choroba, która „podszywa się” pod autyzm

    Zdiagnozowanie jej jest trudne — często mylona jest z autyzmem lub mózgowym porażeniem dziecięcym. Do wystąpienia jej prowadzą różne zaburzenia molekularne. Dotyczą one niewielkiego fragmentu chromosomu 15. Jeśli chromosom z defektem przekaże ojciec — u dziecka występuje zespół Pradera-Willego, jeśli...

    Czarny Anioł. Opowieść o Ewie Demarczyk

    Urodziła się 16 stycznia 1941 r. w Krakowie, w mieszkaniu, w którym żyło osiemnaście osób. Było biednie, ale jakoś sobie radzili. Dom rodzinny był artystyczny. Ojciec Leonard – rzeźbiarz, matka Janina – krawcowa. Jedna z sióstr matki, ciotka Stefania,...

    Włącz czujność: o chorobach zapalnych jelit, które mogą prowadzić do raka

    Tym razem warto poświęcić więcej uwagi chorobom przewlekłym, które w przypadku braku leczenia mogą doprowadzić do schorzeń onkologicznych. Choroby zapalne jelit Jest to grupa schorzeń autoimmunologicznych, które wiążą się z przewlekłym stanem zapalnym w przewodzie pokarmowym. Przyczyny tych chorób nie są...

    Krewki publicysta Melchior Wańkowicz

    Sejm RP w uchwale przedstawił Melchiora Wańkowicza jako „niepokornego, odważnego, wnikliwego dziennikarza, pisarza i reportażystę, który kierował się prawdą i jej służył, przenosząc na karty swoich książek świat wartości wyniesionych z rodzinnego domu”. Można o nim mówić jako pisarzu, społeczniku,...