„Ty jesteś jak zdrowie” — o wyjeździe i „dojrzewaniu rodzeństwa” Polski i Litwy

Redakcja „Kuriera Wileńskiego” otrzymała od naszych gości — Klubu Historycznego „Szlakiem Narbutta” — relację z ich wizyty na Litwie. Rekonstruktorzy zwracają uwagę na rozwijające się relacje z litewskimi grupami rekonstrukcyjnymi, które też skupiają się na idei powstania styczniowego. Przywołują swój radosny udział w Paradzie Polskości i powrót do domu, Polski, w której powitały uczestników wyjazdu dwujęzyczne, polsko-litewskie tablice. Takie, których na Litwie z wiadomych przyczyn nie ma.

Czytaj również...

Dlaczego za każdym razem nie mogę się doczekać wyprawy na Wileńszczyznę i dlaczego wszystkie moje powroty z Litwy są równie mocno melancholijne? Co sprawia, że to szczególne miejsce na Ziemi ma na mnie taki wpływ? I czy tylko na mnie? Przynajmniej na to ostatnie pytanie znam już odpowiedź: Nie! Nie tylko na mnie!

Wielu moich znajomych ma podobne odczucia i przeżywa podobne emocje. Ostatnia nasza wyprawa na Wileńszczyznę obfitowała (jak zwykle) w mnóstwo emocji. Z żoną Dorotą i córką Marysią oraz liczną grupą przyjaciół stawiliśmy się w majowy weekend, by na Litwie w szczególny sposób świętować… polskość.

To niezwykłe, ale jednocześnie prawdziwe: na Wileńszczyźnie czuć polskość bardzo mocno. Nierzadko dużo mocniej niż w Polsce. Z jednej strony to zrozumiałe, że w „Koronie” to, co polskie, mamy na co dzień i nikt nam, przynajmniej teoretycznie, tego nie ogranicza. Więc nie ma potrzeby szczególnego manifestowania patriotyzmu. Od siebie podkreśliłbym w tym miejscu: teoretycznie! Bo czy rzeczywiście polskość ma się aż tak dobrze w Polsce?

Na Litwie jest to, co w Polsce umyka

Niestety różnie to wygląda… Ale wracając do majowego weekendu: jesteśmy rodziną, dla której historia znaczy wiele więcej niż tylko ulotna wiedza i wspominanie tego co piękne i tego co straszne. Dla nas historia to nasz rodowód, powód do dumy i wiedza o przyszłości. Już samo to tłumaczy, dlaczego chętnie podążamy w okolice Wilna.

Znajdujemy tam po prostu to, co w Polsce nam często umyka. Każdy nasz przyjazd obfituje w nowe znajomości i kolejne kontakty. Wraz z Klubem Historycznym „Szlakiem Narbutta” realizujemy plan długofalowej współpracy z wieloma środowiskami polonijnymi, by w ciekawy sposób przedstawiać powstańcze historie. Jesteśmy cały czas otwarci na nowe kontakty.

Wizyta w redakcji „Kuriera Wileńskiego”

Jak napisałem wcześniej, wyprawa obfitowała w mnóstwo emocji: ciepłe przyjęcie w redakcji „Kuriera Wileńskiego”, spotkanie z Panią Krystyną Sławińską w Puszczy Rudnickiej, obchody Święta Konstytucji Trzeciego Maja, wizyta w hospicjum i rozmowa z siostrą Michaelą Rak, snucie wspólnych planów z ejszyskimi samorządowcami, no i w końcu Parada Polskości.

Niesamowite wydarzenie, które skupia rokrocznie kilkutysięczny pochód biało-czerwonych barw… Świetny nastrój, uśmiechnięci ludzie i, co dla nas szczególnie miłe — ogrom przyjaznych gestów, czasami euforia i bywa, że ogromne wzruszenie. Oto w Wilnie pojawili się Powstańcy Styczniowi.

Goście z Polski wzięli udział w wielobarwnej Paradzie Polskości w Wilnie
| Fot. Apolinary Klonowski

Rekonstrukcja cieszyła się uwagą uczestników

Z biało-czerwonymi kokardami, z orłem na rogatywkach. Kobiety w żałobnych, XIX-wiecznych krynolinach. Wspólnym fotografiom z przechodniami nie było końca… W mojej ocenie każdy Polak powinien choć raz w życiu wziąć udział w wileńskiej Paradzie Polskości. Będzie go pamiętał do końca życia — jestem tego pewien.

Pasjonuję się głównie historią powstania styczniowego z lat 1863 i 1864. To niewątpliwie piękna, choć tragiczna karta polskiej i litewskiej historii. Kiedy ostatnio rozmawiałem z profesorem Wiesławem Cabanem z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach, padło stwierdzenie, że w pewnym okresie trwania działań powstańczych na Litwie działo się więcej niż w Koronie.

Litwini też mają rekonstrukcje powstania

Powstanie styczniowe jest więc tematem, który łączy pasjonatów z Litwy, Polski, Białorusi i Ukrainy. Ponad politycznymi i narodowościowymi trendami. Już w ubiegłym roku, będąc w Dubiczach i Koleśnikach, zawarliśmy znajomość z litewską grupą rekonstrukcyjną z Kowna. Jednym z efektów tej znajomości była wizyta ekipy pod dowództwem Vaidotasa Valavičusa na Kielecczyźnie, gdzie wspólnie uczestniczyliśmy w VI Capstrzyku Powstańczym.

Jest to widowisko historyczne będące hołdem dla Powstańców Styczniowych. Spotykamy się tam w strojach z epoki i odgrywamy rozmaite scenariusze scen, głównie batalistycznych, przybliżając w ten sposób historię największego zrywu narodowowyzwoleńczego w XIX-wiecznej Europie.

Historia polsko-litewska: przekładaniec i dojrzewanie

Na koniec nasuwa mi się taka konstatacja: wspólna historia Polski i Litwy na przestrzeni wieków jawi mi się jak przekładaniec. Wielokrotnie mieszają się w nim warstwy pięknego współistnienia i głębokich podziałów oraz konflikty. Przypomina to nieco dwójkę rodzeństwa, które toczy ze sobą nieustanną rywalizację. Kiedy jednak dorosną i dojrzeją, powinni wiedzieć, iż mogą nawzajem liczyć jedynie na siebie.

Ostatnia przygoda tegorocznej wyprawy na Litwę miała smak słodko-gorzki. Oto, korzystając z nawigacji satelitarnej, pokonaliśmy drogę powrotną do granicy w dość niespodziewany sposób. W pewnym momencie skończył się asfalt i zaczęła się droga szutrowa. I nic nie zapowiadało, że za chwilę znów pojawi się asfalt. Nagle, pośrodku lasu, natknęliśmy się na tabliczkę z napisem: „Rzeczpospolita Polska — Granica Państwa”. I już jesteśmy w domu! To było zaskakujące i przyjemne. Powroty do Ojczyny są zawsze przyjemne!

Co jest w Polsce, a na Litwie nie ma?

Niebawem droga szutrowa zmieniła się w asfaltową, a nas przywitała przydrożna tablica informująca o nazwie miejscowości, do której właśnie wjeżdżaliśmy. Tablica z napisami w języku polskim i w języku litewskim. Po drodze minęliśmy wiele takich dwujęzycznych tablic.

Zastanawia mnie, dlaczego ten dobry obyczaj nie jest stosowany równie powszechnie na Litwie w odniesieniu do miejscowości, gdzie w większości mieszkają rdzenni Polacy? To po prostu niesprawiedliwe! I nie ma w tym stwierdzeniu żadnej polityki.

To jedynie obserwacja przeciętnego człowieka, który przed chwilą widział, że fizyczną granicę między Litwą a Polską można najzwyczajniej przegapić, ale granica mentalna aż „bije po oczach”. Pozostaje wierzyć, że to się zmieni.

Czytaj więcej: IV edycja projektu „Szlakiem Narbutta” — ze Szczecina na Wileńszczyznę


Romuald Sadowski

Afisze

Więcej od autora

„Nad brzegiem Żejmiany” — święto polskiej kultury, tradycji i wspólnoty

4 października w Centrum Kultury w Podbrodziu odbył się XXVIII Festyn Kultury Polskiej „Nad brzegiem Żejmiany”. Organizatorem tego wyjątkowego wydarzenia był Święciański Oddział Rejonowy Związku Polaków na Litwie. Festyn, organizowany co roku, jest okazją do pielęgnowania polskiego dziedzictwa kulturowego oraz przypominania o wartościach przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Poprzez muzykę, śpiew i taniec Polacy mieszkający na Ziemi Święciańskiej kultywują tradycje swoich przodków i przekazują je młodszym pokoleniom.

Dwa filmowe wieczory i spotkania z twórcami w Domu Kultury Polskiej

Są filmy, których historie zostają z nami jeszcze długo po wyjściu z kina. Wracamy myślami do bohaterów, zastanawiamy się nad ich wyborami, czasem odnajdujemy w ich losach coś z własnych doświadczeń. Właśnie na takie spotkania z polskim kinem zaprasza w październiku Dom Kultury Polskiej w Wilnie.