8 lipca 2024 r. Centrum Solidarności „Stocznia” w Szczecinie przejęło od miasta dawną świetlicę główną Stoczni Szczecińskiej im. Adolfa Warskiego. Centrum jest państwową instytucją kultury. Ta świetlica jest dla szczecinian jednym z najważniejszych miejsc w powojennej historii miasta. Trudno opowiadać jakąkolwiek historię tożsamości Szczecina bez opowieści o niej.
Szczeciński przemysł stoczniowy
Przypomnijmy, że Stocznia Szczecińska powstała na gruzach dwóch stoczni niemieckich: AG Vulcan Stettin i Stettiner Oderwerke zniszczonych w czasie nalotów alianckich i w czasie demontażu części wyposażenia przez wycofujących się Niemców oraz Armię Czerwoną, zarządzającą miastem do 5 lipca 1945 r.
— Po wojnie władze komunistyczne nie były do końca przekonane, czy będą odbudowywać szybko przemysł stoczniowy w Szczecinie ze względu na jego dość duże zniszczenie oraz problemy z torem wodnym —opowiada prof. Sebastian Ligarski, dyrektor centrum. — W końcu jednak taką decyzję podjęto. Przyjechała wtedy grupa operacyjna z Gdańska i rozpoczęła proces uruchamiania stoczni. Już w kwietniu 1948 r. zjechał z pochylni pierwszy pełnomorski statek noszący imię „Oliwa”. (…) Fluktuacja kadr w Stoczni Szczecińskiej była bardzo duża. Ludzie przyjeżdżali i wyjeżdżali. Obiecywano im góry, a rzeczywistość okazywała się dużo, dużo gorsza. Praca w stoczni była bardzo trudna. Wszystko robiono ręcznie. Niezbyt liczna była też kadra inżynierska, także i techniczna. Stocznia, mimo wszystko, dawała sobie radę i rozwijała się.
Pierwszy całkowicie polski statek zjechał z pochylni w roku 1952. Zbudowano go na zamówienie armatora radzieckiego. Był to rudowęglowiec „Czułym”. Powstawały też inne nowe statki, coraz bardziej zaawansowane technologicznie, coraz bardziej specjalistycznie. Stocznia zaczęła słynąć nie tylko z budowy okrętów wojskowych dla radzieckiej marynarki wojennej, ale także z budowy jednostek specjalistycznych — np. szpitalników, badawczych czy kontenerowców.
Pierwsze protesty
Młodzi ludzie, którzy przyjeżdżali i pracowali w stoczni mieli swoje ambicje i aspiracje. Niestety, warunki pracy nie były wtedy najlepsze. Także polityka ówczesnego rządu nie wskazywała na szybkie zmiany. Doszło więc do pierwszych protestów. Ich podłożem i bezpośrednią przyczyną była drastyczna podwyżka cen z 12 na 13 grudnia 1970, która zakończyła się wybuchem strajku w dniu 17 grudnia 1970 r. Pierwszy protest stoczniowców z „Warskiego” zakończył się niepowodzeniem. Starcie z milicją stoczniowcy przegrali. Do strajkujących ze stoczni „Warskiego” dołączyli stoczniowcy ze Stoczni Remontowej „Gryfia” i Stoczni Remontowej „Parnica”.
— Kiedy cała ta rzesza ludzi wyszła ze stoczni „Warskiego” oraz innych zakładów pracy, to milicjanci nie mieli większych szans. Strajkujący kierowali się pod budynek Komitetu Wojewódzkiego PZPR na placu Żołnierza Polskiego. Zdobyli go i podpalili, a jego pracownicy musieli uciekać (…). Spod komitetu partii stoczniowcy udali się pod budynek Komendy Wojewódzkiej MO. Tam doszło do strzałów. Zabitych wtedy zostało 11 stoczniowców, a dwóch pozostałych zginęło pod koszarami wojskowymi. Następnego dnia sytuacja się powtórzyła, ale już w innym miejscu, przy samej stoczni. Zginęły wtedy kolejne dwie osoby. Strajkujący, widząc, że każde wyjście na ulicę grozi śmiercią, zamknęli bramy i powołali straż strajkową. Rozpoczął się strajk okupacyjny i powołany został komitet strajkowy, którego siedzibą stała się świetlica główna Stoczni Szczecińskiej. W okresie od 18 do 22 grudnia 1970 r. komitet strajkowy administrował całym Szczecinem okolicznościach — opowiada prof. Sebastian Ligarski.
Przez kolejne cztery dni Mieczysław Dopierała, stojący na czele strajku, rządził praktycznie całym miastem. Abdykowała natomiast centralna władza komunistyczna. Zawirowania doprowadziły do zmiany I sekretarza KC PZPR i Gomułkę zastąpił Gierek. Strajk skończył się praktycznie niczym, bo strajkujący byli zmęczeni, a władza nie chciała się cofnąć.
— Doszło więc do zawieszenia protestów. Niektórzy mówili, że do zdrady. Cały jednak czas Szczecin płonął. Aby stoczniowcy mogli wyjść na ulice i dokończyć protesty potrzebna była iskra, która ten płomień ponownie wznieci. Tą iskrą stał się zmanipulowany artykuł z 20 stycznia 1971 r. w „Głosie Szczecińskim” informujący jakoby pracownicy wydziału W4 podjęli zobowiązanie na cześć I sekretarza Edwarda Gierka. Prawda była jednak zupełnie inna. Robotnicy żądali sprostowania. Lokalne władze się na to nie zgodziły. 22 stycznia stoczniowcy powołali więc nowy komitet strajkowy, na czele z Edmundem Bałuką, obradujący także w świetlicy głównej Stoczni Szczecińskiej. I to właśnie tam, na terenie świetlicy doszło do niesamowitych wydarzeń. 24 stycznia 1971 r., w godzinach popołudniowych, przyjechał do Szczecina I sekretarz Edward Gierek z całą świtą, łącznie z nowym premierem Jaroszewiczem i ministrem obrony narodowej Jaruzelskim, ministrem przemysłu ciężkiego Kaimem. Rozmowy i dyskusje trwały osiem i pół godziny. W tym czasie Gierek kłamał, mamił, manipulował, obiecywał, pokazywał, że jest razem z robotnikami jako dawny górnik kopalni w Belgii. Robotnicy natomiast domagali się ukarania winnych śmierci swoich kolegów z grudnia 1970. Domagali się również cofnięcia podwyżek cen i realizacji swoich 12 postulatów. Spotkanie skończyło się po czwartej nad ranem. Wszyscy wyszli z niego zadowoleni. Następnego dnia stoczniowcy wrócili do pracy, a Służba Bezpieczeństwa zaczęła regularne inwigilowanie i zastraszanie członków komitetu strajkowego. Doprowadziło to w konsekwencji do wyjazdu za granicę Edmunda Bałuki. Niektórzy zaś członkowie komitetu strajkowego ponieśli śmierć w nie do końca jeszcze do dziś wyjaśnionych okolicznościach —opowiada prof. Sebastian Ligarski.

Fot. Leszek Wątróbski
O świetlicy głównej
Świetlica główna Stoczni Szczecińskiej powstała w latach 1938-1939. Wybudowana została na terenach niemieckiej stoczni Stettiner Oderwerke i pełniła funkcje użytkowe. Jej sala główna miała 793 m kw. i pełniła rolę biura architektonicznego, w którym miano projektować okręty podwodne tzw. U-boty. Budynek świetlicy znalazł się po wojnie najpierw w zarządzie sowieckim, gdzie pełnił funkcje magazynowe, co mogło ocalić go przed zniszczeniem, następnie wszedł w skład Stoczni Szczecińskiej, która przywróciła mu funkcje użytkowe, a świetlica zaczęła pełnić funkcje reprezentacyjne. Świetlica główna była też wielokrotnie wykorzystywana jako miejsce licznych konferencji PZPR oraz imprez o charakterze promocyjnym — np. przy wodowaniu statków czy wręczaniu nagród jubileuszowych. Warto wspomnieć, że w tym budynku znajduje się jeden z najstarszych dźwigów towarowo-osobowych, zbudowany jeszcze w roku 1934, sprawny do dzisiaj, potrzebujący jedynie czasowej konserwacji i odpowiednich pozwoleń na uruchomienie.
Świetlica po upadku stoczni (2008-2009) pełniła raczej funkcje z doskoku, organizowano tam jakieś pojedyncze spotkania. Od roku 2017 stała zupełnie pusta. Jej stan i całego budynku, w którym się znajduje jest dziś wręcz tragiczny (…). Sam budynek jest natomiast bardzo ciekawy. Powstał w pracowni jednego z największych szczecińskich architektów Adolfa Thesmachera i do dziś przyciąga uwagę swoją modernistyczną konstrukcją wielu historyków sztuki.
Podpisanie porozumienia
— 18 sierpnia 1980 r. najpierw stocznia „Parnica”, a potem stocznia „Warskiego” podjęły strajk okupacyjny — opowiada prof. Sebastian Ligarski. — Powołany też został komitet strajkowy z Marianem Jurczykiem. A świetlica stoczniowa stała się miejscem rejestracji licznych komitetów strajkowych oraz sypialnią dla tych, którzy tam przebywali przez okres 13 dni. Świetlica stała się też miejscem, w którym zostało podpisane słynne porozumienie — w dniu 30 sierpnia 1980 r., dzień wcześniej od jeszcze słynniejszego w Gdańsku. Kiedy dziś czyta się wspomnienia z tamtych wydarzeń, z różnych stron politycznej barykady dzisiejszego podziału sporu politycznego, to wszyscy wspominają o jednym: wielkim poczuciu radości z wielkiego zwycięstwa, dużym optymizmie i nadziei czy wreszcie przełamywaniu barier strachu. Takich uniesień jak wówczas — w sierpniu 1980, takiego optymizmu, takiej radości, nadziei i jedności to działacze już nigdy potem nie przeżyli. Potem był stan wojenny, a świetlica pełniła rolę siedziby komitetu strajkowego, na czele którego stał Mieczysław Ustasiak, z nieformalnym szefem Andrzejem Milczanowskim.
Władze szybko zareagowały. W nocy z 14/15 grudnia czołg wyłamał bramę główną stoczni, a stoczniowcy byli polewani wodą przy temperaturze minus 17. Zdecydowali więc o wycofaniu się do świetlicy, w której znaleźli się również dowódcy 12. dywizji i funkcjonariusze ZOMO. Członków komitetu strajkowego wywieziono zaraz po toczących się tam rozmowach do Komendy Wojewódzkiej MO przy ul. Małopolskiej.

| Fot. Leszek Wątróbski
Przywrócenie pamięci
— My jako Centrum Solidarności „Stoczni” w Szczecinie chcemy to wszystko pokazać — kontynuuje profesor — chcemy, aby powstała wreszcie stała wystawa na parterze odnowionej świetlicy ukazująca przemysł stoczniowy w Szczecinie — jak był budowany, jak ci młodzi ludzie, którzy tu przyjeżdżali z Kresów, Polski Centralnej, Poznania oraz innych miejscowości, zakasywali rękawy i pracowali w bardzo trudnych warunkach i pracowali tu często po godzinach. Chcemy też uświadomić wszystkich mieszkańców Szczecina i całej Polski o roli, jaką odegrał ruch Solidarność w pierwszych sierpniowych porozumieniach. Nie ma przecież w całym mieście stałej wystawy o stoczni i Solidarności — kontynuuje prof. Ligarski.
— Chcielibyśmy przywrócić pamięć o stoczniach szczecińskich, o ich miejscu i roli budowania tożsamości miasta, a z drugiej strony pokazać, że Szczecin wniósł istotny wkład w budowę ruchu społecznego Solidarność. Myślę, że zapomina się o tym, jak ważną rolę pełnili szczecinianie przez cały okres — zarówno tej legalnej Solidarności, ale i tej podziemnej Solidarności (…). Jeszcze parę lat temu można było w świetlicy zobaczyć rożne rzeczy, a dziś już ich nie ma. Dlatego staramy się zbierać, co się da z różnych miejsc — od stoczniowców, od członków Solidarności, od osób, które po domach trzymają różne rzeczy, a które stocznia produkowała. Staraliśmy się odtworzyć atmosferę sprzed lat, z tamtego okresu. Teraz, kiedy tam wchodzimy, to czujemy tego ducha historii. I chcemy go jeszcze bardziej ożywiać i udostępniać świetlicę szerzej. Zaczęliśmy w zeszłoroczną Noc Muzeów. Od tamtego dnia przeszło przez naszą świetlicę ok 1,5 tys. ludzi w różnych grupach i różnym wieku. Mamy grupy szkolne i kolonijne, mamy też wycieczki. Ostatnio mieliśmy taką z Niemiec. Chcielibyśmy, aby nasza świetlica stała się teraz stałym punktem zwiedzania Szczecina. Zależy nam bardzo na wypełnieniu tej pustki. I o tym właśnie będzie nasza wystawa mieszcząca się na pierwszym piętrze świetlicy. Na drugim piętrze zaś chcemy eksponować samą salę świetlicy i pokazać ją taką, jaka była w sierpniu roku 1980 (…). Na trzecim piętrze mają się kiedyś mieścić nasze biura — opowiada profesor.
— W drugiej części budynku chcemy urządzić salę edukacyjno-konferencyjną i jeśli się uda — z małą salą kinową. Będziemy się starać o pieniądze na inwestycje (…). Szukamy wreszcie sponsorów i tych, którzy chcieliby z nami współpracować i wyłożyć trochę grosza w formie darowizny na naszą działalność podstawową (…). Naszymi sojusznikami są dwie stocznie: Morska Stocznia Remontowa „Gryfia” i Stocznia Szczecińska „Wulkan” oraz Szczecińska Agencja Artystyczna, która razem z nami współdziała przy organizacji różnych eventów kulturalnych. I wreszcie z Domem Kultury „Krzemień” czy Willą Lentza. Także miasto, które bardzo szybko zareagowało, kiedy powstało Centrum Solidarności „Stocznia”, a powstaliśmy 30 sierpnia 2023 r. Już w październiku tego samego roku, na posiedzeniu Rady Miasta, jednogłośnie przez aklamację, przekazano nam w akcie darowizny cały budynek liczący ponad 11 tys. m kw. — wymienia prof. Ligarski.
— Zaistnieliśmy wreszcie w przestrzeni miasta. Zrobiliśmy już nawet cztery wystawy, w tym jedną poświęconą historii stoczni. Współorganizowaliśmy też koncerty (…). Wydajemy również katalogi naszych wystaw (…). Robimy też filmy. W grudniu 2023 r. zrobiliśmy 15-minutowy dokument opowiadający o historii „Świetlicy Wolności” pt. „Święty gniew”. Film jest dostępny na naszych stronach. Zrobiliśmy też film o wyborach 1980 oraz o prześladowaniu opozycji w grudniu 1981 r. Aktualnie mogę zdradzić, że jesteśmy na etapie produkcji filmu biograficznego o Edmundzie Bałuce. Jego premierę planujemy na 24 stycznia 2026 r. w świetlicy stoczniowej. Kończąc namawiam wszystkich do obserwowania nas na FB. Niedługo uruchomimy również podcasty na YouTube. Zapraszam! — zachęca prof. Sebastian Ligarski, dyrektor CS „Stocznia” w Szczecinie.

| Fot. Leszek Wątróbski