Więcej

    Kacper Olszewski – młody aktor z zaskakującym dorobkiem

    27 listopada w Domu Kultury Polskiej w Wilnie odbędzie się seans polskiego filmu „Zgred” w reż. Fadiego Chakkoura. „Kurier Wileński” rozmawia z Kacprem Olszewskim, odtwórcą jednej z głównych ról, prezesem Fundacji „Kontrplan”, która intensywnie przybliża wilnianom polską kinematografię.

    Czytaj również...

    Brenda Mazur: Kacprze, czy możesz zdradzić, o czym jest ten film i jaką rolę w nim odgrywasz?

    Kacper Olszewski: Głównym wątkiem w filmie „Zgred” jest relacja między ojcem (Marcin Czarnik) a synem, którego rolę odgrywam. Ojciec jest profesorem na uczelni – swój akademicki sposób myślenia i mówienia przenosi też na życie i zawsze wszystko próbuje tłumaczyć w mentorski sposób, cytując kolejne badania naukowe. Zamiast okazać emocje, mówi do syna: „To frustracja. Frustracja, czyli nieumiejętność wyrażenia swoich potrzeb. Powiedz, jakie masz potrzeby”. Ten język nie trafia do syna i tylko go irytuje. Chłopak jest też w takim wieku, niedawno ukończył szkołę i teraz szuka swojej tożsamości, że w celu wyrwania się z domu pakuje plecak i rusza w podróż autostopem po Polsce. To bardzo kontemplacyjna, ciepła i pełna ciekawych kontrastów historia, która, mam nadzieję, skłoni widzów do osobistych refleksji.

    Jesteś aktorem dość blisko związanym z Wilnem. Wspólnie z Łukaszem Skórką powołaliście do życia Fundację „Kontrplan”, która od czterech lat blisko współpracuje z Domem Kultury Polskiej w Wilnie. Dzięki tej współpracy mamy możliwość regularnego oglądania polskich filmów na Litwie, zarówno podczas Dni Filmu Polskiego, jak i cyklicznych Spotkań z Kinem Polskim.

    Gdyby jeszcze pięć lat temu ktoś mi powiedział, że będę zajmował się organizacją pokazów filmowych i co kilka miesięcy jeździł do Wilna, tobym w to nie uwierzył. A teraz czuję przywiązanie do tego miasta i mam poczucie, że znam je lepiej niż Kraków, w którym studiuję. Pewnie to dlatego, że zawsze oprowadzamy naszych gości po mieście i zdążyłem już nasłuchać się mnóstwa legend i ciekawostek dotyczących Wilna.

    Organizacja pokazów to przede wszystkim inicjatywa Łukasza, w którą, że tak powiem, dałem się wciągnąć. I bardzo się z tego cieszę, ponieważ spotkania w Domu Kultury Polskiej są zawsze niesamowicie ciekawe i przyciągają niemałą publiczność. Licząc tegoroczną edycję Dni Filmu Polskiego, zorganizowaliśmy dotychczas 28 pokazów filmowych i 20 spotkań z twórcami.

    W Wilnie byłeś już znacznie wcześniej, w 2018 r., kiedy tu na Litwie był kręcony film pt. „Sobibór”. Była to międzynarodowa produkcja, w której jako nastolatek zagrałeś ważną rolę. To był trudny film przedstawiający wydarzenia z buntu więźniów w obozie zagłady w czasie II wojny światowej. Jak wspominasz pracę przy tym filmie?

    U mnie w rodzinie czasem się żartowało, że zostałem stworzony do roli więźnia obozu koncentracyjnego, ponieważ zawsze byłem bardzo chudy i zmagałem się z niedowagą – no i w końcu się to ziściło. Na planie filmowym było bardzo miło, pamiętam, że wszyscy byli pomocni i życzliwi. Najbliżej zakumplowałem się z jednym Austriakiem, który prywatnie był niesamowicie sympatyczny, a w filmie grał bezdusznego hitlerowca. Film kręciliśmy kilkanaście kilometrów od Wilna, w obozie wybudowanym na potrzeby zdjęć. Już sama scenografia przenosiła człowieka do tego mrocznego rozdziału przeszłości – rozmach produkcyjny ułatwiał wczucie się w rolę.

    Jak sobie poradziłeś z wielojęzyczną ekipą – na planie zapewne przeważały litewski, rosyjski, angielski…

    Część ekipy była polska, a z resztą osób rozmawiałem po angielsku. Nie miałem problemu z komunikacją, była to dla mnie świetna okazja, żeby trenować język. Zaskakująco duży problem sprawiło mi jednak odgrywanie kwestii filmowych w jidysz i po niemiecku. Pamiętam, że kiedy próbowałem powiedzieć tekst w ruchu i w emocjach, niejednokrotnie plątał mi się język.

    Słynny fotos z filmu „Baby Bump” (2015), w reż. Kuby Czekaja, z Kacprem Olszewskim w roli głównej
    | Fot. materiały prasowe dystrybutora

    Powiedz proszę, jak się w ogóle zaczęła twoja przygoda z aktorstwem.

    Na początku szkoły podstawowej zacząłem chodzić na kółko cyrkowe prowadzone przez Rafała Mikołajewskiego w strykowskim domu kultury [Kacper pochodzi ze Strykowa w województwie łódzkim, w Strykowie zarejestrowana jest także Fundacja „Kontrplan” – przyp. red.]. Moja mama jest polonistką w szkole i dość szybko „połączyła siły” z panem Rafałem, organizując młodzież szkolną – w ten sposób powstała grupa teatralna „Pod Sceną”. Jeździliśmy z przedstawieniami na rozmaite przeglądy teatralne i wygrywaliśmy nawet te o randze ogólnopolskiej.

    Później zacząłem chodzić na lekcje do reżysera Przemysława Sowy. Z tej współpracy zrodził się monodram „Czerwony rowerek” na podstawie książki „Zaklęcie na »w«” Michała Rusinka, który zaszczycił nawet premierę swoją obecnością. Wystąpiłem z tym monodramem w kilku miejscach – zdecydowanie najciekawszym z nich, które zapadło mi w pamięć do dziś, był kościół w Piotrkowie Trybunalskim. Jeździłem na czerwonym rowerze i opowiadałem o Szarych Szeregach pomiędzy kościelnymi ławkami i z ołtarzem w tle. Było w tym coś niezwykłego, jakieś dodatkowe sacrum i odkrycie dla 13-latka – to tak też może funkcjonować teatr?

    Przygotowywany przez aktorkę Sylwię Maszewską jeździłem też na wiele konkursów recytatorskich. Na jednym z nich jury przewodniczył Jacek Borkowski, który polecił mi zapisać się do agencji aktorskiej – tak zaczęła się moja przygoda filmowa.

    Czy masz jeszcze jakieś inne zainteresowania?

    Interesuję się animacją poklatkową – możliwość ożywienia dowolnego obiektu za pomocą serii zdjęć uważam za absolutną magię. W czasach szkolnych zrobiłem kilka własnych animacji, a teraz zbieram pomysły w notatniku i czekam na dobry moment, żeby zrobić kolejne.

    Zarówno literatura, książki, jak i oglądanie dobrych filmów jest ważne w pracy aktora. Czy dużo czytasz? Czy dużo oglądasz filmów?

    Filmów oglądam dużo. Razem z Łukaszem staramy się być zawsze na bieżąco z polskimi premierami, a oprócz tego co roku oglądamy wszystkie filmy nominowane do Oscarów. Dla mnie film jest dużo prostszym tekstem kultury do przyswojenia niż książka, ponieważ wymaga innego rodzaju skupienia i pochłania zdecydowanie mniej czasu, dlatego rzadko kiedy czytam jakąś książkę w całości. Na studiach swoją wiedzę opieram głównie na czytaniu artykułów naukowych.

    Uważam też, że dużo bardziej od ilości liczy się jakość, czyli to, co i jak czytamy. Warto wybierać dobre rzeczy, ale niedawno odkryłem, że przeczytanie złej książki potrafi zadziałać bardzo motywująco, ponieważ wtedy myślisz sobie: „Skoro ktoś był w stanie napisać i wydać coś takiego, to ja też dam sobie radę i zrobię to lepiej”.

    Rekrutacja na studia aktorskie wydaje się jedną z trudniejszych. Trzeba nie tylko recytować, lecz także umieć śpiewać, tańczyć, wymagana jest ponadprzeciętna sprawność fizyczna. Jakie są twoje doświadczenia?

    Kiedy byłem w klasie maturalnej, wybuchła pandemia, wobec czego moje doświadczenia związane ze zdawaniem do szkół aktorskich różnią się od tego, jak ten system wyglądał wcześniej. Nagle zamiast prezentowania się na żywo przed komisją trzeba było nakręcić mnóstwo filmików telefonem we własnym pokoju i przesłać je w odpowiednim formularzu na stronie. Teraz to już stało się praktyką – w ten sposób odbywa się większość castingów, a szkoły aktorskie pierwszy etap rekrutacji prowadzą w formie online.

    W 2020 r. było to jednak dla wszystkich nowością, więc całemu procesowi towarzyszyło spore zamieszanie. Nagle zamiast umiejętności wystąpienia na żywo i radzenia sobie z tremą ważniejsze stały się umiejętność oświetlenia kadru i zagrania przed kamerą. Miałem problem zarówno z tańcem, jak i ze śpiewem, a obie umiejętności trzeba było zaprezentować. W rezultacie na studia przesłałem nagranie, jak śpiewam „Upiorny twist” wraz z układem, który opracowałem na zajęciach dodatkowych.

    Wykładowcy szkół artystycznych nie oceniają w dzisiejszych czasach tak surowo kwestii technicznych, jak umiejętność zrobienia głębokiego szpagatu. Dużo ważniejsza jest dla nich odwaga sceniczna, oryginalność i czyjaś prawda. Dlatego jeśli ktoś obawia się, że nie ma wystarczających umiejętności albo pomysłu na występ podczas egzaminu – niech po prostu zrobi show, ale po swojemu.

    Czy przygotowując się do zawodu, korzystałeś z jakichś warsztatów aktorskich, gdzie można poćwiczyć, „poimprowizować” pod okiem aktorów?

    Korzystałem z rozmaitych warsztatów, dlatego świat edukacji scenicznej jest mi bardzo bliski i w przyszłości widzę siebie w roli instruktora teatralnego. Wszelkie aktywności tego rodzaju uważam za niezwykle rozwijające i przydatne nie tylko dla osób, które pójdą do szkoły aktorskiej. Ja zresztą patrzę tak też na aktorstwo – tylko ułamek osób kończących studia teatralne będzie pracować w zawodzie. Ta branża nie zapewnia stałej pracy, więc to bardzo ważne, żeby być przede wszystkim nastawionym na samorozwój, a nie na sukces. Zainteresowanym polecam odbywające się w Warszawie warsztaty aktorskie „Sfilmowani” – składają się z cyklu lekcji prowadzonych przez doświadczonych aktorów, takich jak Małgorzata Zajączkowska czy Sonia Bohosiewicz.

    Zważywszy na twój wiek, 24 lata, i fakt, że nadal studiujesz, filmów z twoim udziałem zebrało się już całkiem sporo i w każdym z nich byłeś postacią bardzo wyrazistą. Wydaje się, że stajesz się ulubieńcem reżyserów.

    Dziękuję. Sam się czasem dziwię, że było tego już tak dużo. Ale warto podkreślić, że jednak działo się to na przestrzeni lat i nigdy nie miałem momentu, żebym był „rozchwytywany”. Miałem duże szczęście i zaszczyt pracować z takimi reżyserami, jak: Kuba Czekaj, Lech Majewski, Xawery Żuławski, Jan P. Matuszyński czy Kordian Kądziela. Mam nadzieję, że byli zadowoleni ze współpracy i jeszcze kiedyś nasze drogi się przetną.

    Które role i jakie filmy, w których grałeś wspominasz szczególnie?

    Bardzo ważny był dla mnie „Baby Bump” (2015) Kuby Czekaja. To była moja pierwsza duża rola filmowa. Ponadto było to coś odjechanego – komiksowa estetyka, rozmaite wizje, sny na jawie, teledyskowe wstawki. Wtedy jeszcze tak nie dostrzegałem tej wyjątkowości, ale teraz, po latach, nie mogę wyjść z podziwu, że trafiłem na tak wyjątkowy projekt. Nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał jeszcze o serialu Kordiana Kądzieli pt. „Mental” (2022–2023). Sam serial uważam za świetny, bardzo podobał mi się jego scenariusz i ludzie, z którymi przyszło mi pracować. To była zdecydowanie jedna z moich ulubionych ról filmowych.

    A czy lubisz siebie na ekranie?

    Oglądanie siebie na ekranie to dla mnie zawsze duży stres, szczególnie za pierwszym razem. Mam bardzo rozbieganą mimikę, szczególnie brwi, którymi nieustannie poruszam. W filmie raczej ceni się minimalizm i powściągliwość, dlatego nieraz oglądając scenę, trzymam kciuki, żebym nie strzelił nagle jakiejś głupiej miny. Cały czas uczę się odpuszczać, akceptować siebie, powtarzam sobie, że film już tak wygląda i mój stres niczego nie zmieni. Chyba mało kto lubi oglądać siebie samego, bo nie dość, że surowo oceniamy samych siebie, to jeszcze trudno poddać się iluzji filmu i dostrzec fikcyjną postać, kiedy przecież wiemy, że to jesteśmy my.

    Po filmoznawstwie w Łodzi podjąłeś studia na Uniwersytecie Andrzeja Frycza Modrzewskiego w Krakowie. Kraków to szczególne miasto. Dlaczego je wybrałeś?

    Zależało mi na dostaniu się do szkoły aktorskiej, więc zdawałem wszędzie – do Łodzi, do Warszawy, do Wrocławia i do Krakowa. Najbardziej liczyłem na Łódź ze względu na miłość do filmu oraz na Wrocław, ponieważ dostałem się tam do finału i bardzo lubiłem to miasto; odwiedziłem je wielokrotnie, grając w serialu „Pierwsza miłość” (2017–2022). Można powiedzieć, że to nie ja wybrałem Kraków, tylko Kraków wybrał mnie, dzięki temu, że dostałem się na nowo otwarty kierunek aktorski na Uniwersytecie Andrzeja Frycza Modrzewskiego.

    „Sobibór” (2018) w reż. Konstantina Chabienskiego. Na planie tego filmu Kacper spotkał plejadę europejskich aktorów
    | Fot. materiały prasowe dystrybutora

    Jak się tam czujesz?

    Bardzo polubiłem Kraków. Z początku trochę bałem się tego słynnego smogu, ale nawet samodzielnie jestem w stanie odczuć znaczną poprawę jakości powietrza na przestrzeni tych pięciu lat, odkąd zacząłem studiować. Kraków ma swój wyjątkowy, teatralny klimat. Odbywa się tu mnóstwo premier, koncertów, spotkań autorskich, wystaw i wieczorów poetyckich. Jeśli chce się żyć kulturą, to każdego dnia można zobaczyć tu coś ciekawego i bardzo to cenię. No i przede wszystkim mam tu teraz mnóstwo znajomych i czuję się jak u siebie.

    Czy widzisz siebie w teatrze, czy raczej w filmie?

    Gdy szedłem do szkoły aktorskiej, widziałem siebie tylko w filmie. Wydawało mi się, że występowanie na żywo to zbyt duży stres i wysiłek. Jednak podczas studiów moje podejście uległo zmianie i teraz tak samo widzę siebie w teatrze, jak i w filmie. Miałem zresztą możliwość sprawdzić się z spektaklu Kasi Chlebny „Nie pytaj. Ciechowski”. To był mój pierwszy poważny debiut teatralny i przekonałem się, że jak najbardziej odnajduję się w tym świecie – jestem w stanie udźwignąć rolę i czerpać przyjemność z wymiany energii, jaka zachodzi między publicznością i aktorami. Oprócz tego dźwignąłem też spory kawał udającej chleb gąbki, ponieważ w spektaklu gram… kanapkę z żółtym serem!

    W jakim projekcie zobaczymy cię w najbliższym czasie?

    W polskich kinach można obejrzeć pełnometrażowy debiut Kordiana Kądzieli „LARP. Miłość, trolle i inne questy” (2025), w którym zagrałem epizodzik. Czekam teraz na zaplanowaną na końcówkę stycznia 2026 r. premierę filmu pt. „Chcę więcej”, w którym u boku Macieja Musiałowskiego i Julii Wieniawy zagrałem jedną z głównych ról.

    Jakie masz plany na przyszłość?

    Mam bardzo konkretne plany: zrealizować spektakl dyplomowy i obronić magisterkę, a także mało konkretne plany na dalszą przyszłość. Mam nadzieję, że będę grał zarówno w filmie, jak i w teatrze, ale aktorstwo to tak nieprzewidywalny zawód, że trudno cokolwiek planować. Po cichu liczę na to, że zadzwoni do mnie niespodziewanie Christopher Nolan, a wtedy wyjadę za granicę robić międzynarodową karierę i nagle okaże się, że nie było co się przejmować! Co ma być, to będzie!


    Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 47 (134) 22-28/11/2025

    Afisze

    Więcej od autora