Więcej

    Plebiscyt „Polak Roku 2025”. Rozmowa z Barbarą Jundo-Kaliszewską

    „Wciąż postrzegamy Polaków na Litwie jako grupę newralgiczną, podczas gdy jesteśmy społecznością strategiczną” — mówi dr Barbara Jundo-Kaliszewska, pochodząca z Ejszyszek naukowczyni Uniwersytetu Łódzkiego, autorka monografii „Zakładnicy historii”, współorganizatorka festiwalu Maj nad Wilią, kandydatka do tytułu „Polak Roku 2025” w Plebiscycie Czytelników „Kuriera Wileńskiego”.

    Czytaj również...

    Antoni Radczenko: Czy nominacja była dla Pani zaskoczeniem?

    Barbara Jundo-Kaliszewska: Czasem słyszę od znajomych z Wilna, że jestem „z Polski”, tymczasem zawsze zależało mi na tym, by być postrzeganą jako osoba stąd. Nieustannie podkreślam, że pochodzę z Ejszyszek. Dlatego tegoroczna nominacja jest dla mnie zarówno ogromnym zaskoczeniem, jak i wielkim zaszczytem. Przez wiele lat moi rodzice angażowali się społecznie na rzecz podtrzymywania polskości na Wileńszczyźnie, prowadząc księgarnię. Tę nominację dedykuję przede wszystkim im. To dzięki temu doświadczeniu i wszystkim dobrym praktykom, które obserwowałam w swoim domu, mogę dziś spełniać się zarówno na niwie społecznej, jak i zawodowej. Cieszę się, że zostało to dostrzeżone i docenione.

    Udziela się Pani na wielu płaszczyznach: jest Pani naukowczynią, prowadzi program telewizyjny, a od niedawna współodpowiada za „Maj nad Wilią”. Która z tych aktywności jest Pani najbliższa?

    Jestem przede wszystkim naukowczynią, która — obok badań — równolegle zajmuje się popularyzacją nauki. W tym obszarze mieści się zarówno działalność medialna, jak i organizacyjna. Zawsze podkreślam, że choć na co dzień mieszkam w Polsce, stale podejmuję działania wpływające na rozwój naszej społeczności, obejmujące nie tylko Polskę i Litwę. Staram się wprowadzać temat mniejszości polskiej na Litwie do dyskursu globalnego. Publikuję artykuły naukowe w języku angielskim, a niedawno prowadziłam spotkania i wykłady w Nowym Jorku. Na początku przyszłego roku wyjeżdżam na badania do Brazylii. Bardzo mnie to cieszy, bo nigdy nie przypuszczałam, że będę mogła opowiadać o Polakach z Litwy także za oceanem. Drugą istotną kwestią jest dla mnie dorobek kulturowy społeczności polskiej na Litwie — a konkretnie jakość dzieł, jakie udało nam się stworzyć przez ostatnie 35 lat. Często odwołujemy się do twórczości Adama Mickiewicza, Czesława Miłosza, Józefa Mackiewicza oraz innych wybitnych wilnian. Dziedzictwo takiego formatu zobowiązuje — nakłada na nas ogromną odpowiedzialność za to, co sami tworzymy. Nie możemy jedynie czerpać z dorobku przeszłości i się nim szczycić; współcześnie również musimy budować wartościowy dorobek kulturowy, z którego będą mogły korzystać kolejne pokolenia. Naszym zadaniem jest tworzenie literatury, filmu, badań naukowych, projektów artystycznych i inicjatyw społecznych, które będą świadectwem naszych czasów, ale jednocześnie będą na tyle silne, by przetrwać próbę czasu. Tylko w ten sposób możemy zapewnić ciągłość kulturową i godnie dopisywać kolejne rozdziały do historii polskości na Wileńszczyźnie.

    Dlatego pytam: ile udało się nam zrealizować filmów, napisać powieści i reportaży, wydać tomików poezji czy stworzyć jakościowych programów telewizyjnych? Staram się inicjować jak najwięcej publicznych dyskusji na ten temat. Tym zagadnieniom poświęcony jest m.in. festiwal „Maj nad Wilią”, który współorganizuję z pomysłodawcą i wieloletnim dyrektorem wydarzenia — Romualdem Mieczkowskim. Zapraszamy ekspertów, twórców i intelektualistów najwyższej klasy.

    To jaki jest stosunek ilości do jakości?

    Uważam, że potrafimy tworzyć produkty kulturowe wysokiej jakości, ale jest ich ciągle za mało. Pracuję na co dzień z młodzieżą. Widzę, że młodzi ludzie nie chcą „bylejakości”, że poszukują nowych dróg, nowych form wypowiedzi i rozwiązań adekwatnych do współczesności. Zdarza mi się recenzować prace licencjackie młodych Polaków z Litwy, którzy coraz częściej podejmują temat własnej tożsamości. Dyskusja o tym, kim jesteśmy, skąd pochodzimy i jaką rolę pełnimy wobec Litwy i Polski, wciąż okazuje się niewyczerpana. To dla mnie zaskakujące — sama poświęciłam temu zagadnieniu pracę doktorską i przez długi czas sądziłam, że temat został już „wyeksploatowany”. Tymczasem młodzież wileńska nie tylko do niego wraca, ale też stawia coraz trudniejsze pytania i zawiesza poprzeczkę coraz wyżej. W ostatnich latach obserwujemy powstawanie filmów i projektów narracyjnych tworzonych przez młodych Polaków o Polakach. Ogromne znaczenie miał tekst Kamili Zujewicz, wiceprezeski Stowarzyszenia Literatów Polskich, który był szeroko komentowany w litewskiej debacie publicznej. Kamila w sposób odważny i niezwykle analityczny poruszyła temat naszej „dwubiegunowości”, czyli napięcia pomiędzy przynależnością do kultury polskiej a lojalnością i emocjonalną więzią z Litwą. Równie istotny był krótkometrażowy film „Kameleon” Aurory Degesytė, który otworzył nową przestrzeń rozmowy o doświadczeniu polskości na Litwie. Takie głosy i takie inicjatywy pokazują, że młodym twórcom nie wystarcza bierne odwoływanie się do tradycji. Nie wystarcza im archetyp „oblężonej twierdzy” czy walka „o zachowanie stanu posiadania”. Oni chcą rozmawiać o teraźniejszości — o hybrydowości i pojemności swojej tożsamości, o napięciach i szansach wynikających z życia na pograniczu. Ten krytyczny, refleksyjny i jednocześnie twórczy sposób myślenia jest ogromnie budujący. Dla mnie osobiście stanowi wielką motywację, aby działać jeszcze intensywniej i wspierać projekty młodych osób, które kształtują obraz naszej społeczności na kolejne dekady.

    „Nigdy nie przypuszczałam, że będę mogła opowiadać o Polakach z Litwy za Oceanem” — mówi Barbara Jundo-Kaliszewska
    | Fot. Anastazja Kaliszewska

    Wspominała Pani o zmianie dyskursu?

    Wciąż postrzegamy siebie jako społeczność newralgiczną, to powinno się zmienić. Obecna sytuacja geopolityczna zmusza rządy do refleksji nad tym, jak zarządzać rubieżami państw i mniejszościami narodowymi. Musimy więc pozycjonować siebie jako grupę strategiczną — tak jak cały region, który zamieszkujemy. Jeśli pozostaniemy jedynie „rubieżą”, łatwo będzie nas poświęcić w imię wyższych celów. Historia pokazuje, że już się to zdarzało. Dlatego moim celem jest budowanie lokalnej odporności, rozumianej jako zdolność reagowania na kryzysy i adaptacji do trudnych sytuacji. Niezwykle ważnym elementem tej odporności jest silne poczucie własnej wartości. Powtórzę za Dariuszem Litwinowiczem: musimy być liderami, a nie ofiarami.

    Powracając do działalności za oceanem. Czym polska mniejszość na Litwie może zainteresować Amerykanów czy Brazylijczyków?

    Przede wszystkim swoją lokalizacją — na wielkiej drodze europejskiej, przez którą nieustannie przetaczały się wojny i kryzysy. Oczy całego świata, za pośrednictwem mediów, skierowane są dziś na przesmyk suwalski, Litwę i państwa bałtyckie. Opowiadam o polskiej mniejszości przez pryzmat doświadczenia pogranicza oraz wspólnego dziedzictwa, które może łączyć Polaków i Litwinów. Mówię również o tym, jak wspieramy państwo polskie i litewskie w warunkach kryzysowych. W jaki sposób jesteśmy narażeni na oddziaływanie białoruskiej i rosyjskiej propagandy. Przypadek Brazylii jest jeszcze ciekawszy. W ubiegłym roku w moim programie gościł historyk Fabricio Vicroski. Zapytałam go, czy w Brazylii są Polacy z Wileńszczyzny. Odpowiedział dość abstrakcyjnie: „na pewno są”, ale nigdy ich nie spotkał. Pokazałam mu Wilno, Soleczniki i Ejszyszki — był zaskoczony, jak wiele łączy Polaków brazylijskich z Polakami litewskimi. W kilkunastu brazylijskich gminach udało się wprowadzić język polski jako język pomocniczy, a polskie dziedzictwo traktowane jest tam jako część dziedzictwa narodowego. Dziś, gdy rozmawiamy, Fabricio mówi, że zawsze, spotykając Polaka w Ameryce Południowej, pyta go o pochodzenie — i bardzo często okazuje się, że rozmówca ma korzenie na Wileńszczyźnie. Myślę, że to jest konkretny przykład i mój mały osobisty sukces w temacie poszerzania horyzontów myślenia o naszej społeczności.


    Afisze

    Więcej od autora

    Rosja szykuje się, ale czy ma siłę, by zaatakować NATO? „Teraz mamy oficjalną odpowiedź od Gabbard”

    Ze Stanów Zjednoczonych napływają sprzeczne sygnały o gotowości Rosji już w najbliższej przyszłości do wojny z państwami NATO. Zdaniem rozmówcy Kuriera Wileńskiego litewskiego eksperta ds. wojskowości Egidijusa Papečkysa Rosja oczywiście ma plany dotyczące zajęcia całej Ukrainy oraz wojny z państwami NATO –jednak nie ma wystarczających sił do realizacji tych planów.