Na zakończenie wydarzenia mer rejonu solecznickiego Zdzisław Palewicz zwrócił się do młodzieży słowami pani Stanisławy Woronis, która życzyła przyszłym pokoleniom, aby były wykształcone i silne, tworzyły przyszłość i uczciwie pracowały.
Atak o świcie
W Koniuchach zginęli cywile — głównie kobiety, dzieci i osoby starsze. Wieś została spalona, a sprawcy nigdy nie ponieśli odpowiedzialności. Niektórzy nawet zostali uhonorowani.
Około godziny piątej rano, 29 stycznia 1944 r., 120-150 partyzantów sowieckich różnej narodowości, w dużej części żydowskiej, otoczyło polską wieś Koniuchy w dzisiejszym rejonie solecznickim. Atak przeprowadzono z trzech stron, odcinając jedyny most na rzece i uniemożliwiając mieszkańcom ucieczkę. Zabudowania podpalano pochodniami, a do wybiegających z domów ludzi strzelano.
Zginęło co najmniej 38 osób, według niektórych źródeł — ponad 100. Ofiarami byli wyłącznie cywile: kobiety, dzieci, osoby starsze. Kilkanaście osób zostało rannych. Wieś, licząca ok. 60 zabudowań i ponad 300 mieszkańców, została niemal całkowicie spalona.
Mieszkańcy Koniuchów, wielokrotnie napadani przez partyzantkę sowiecką, utworzyli oddział samoobrony. Jego celem była ochrona przed rabunkami i przemocą. Te działania stały się pretekstem do oskarżenia mieszkańców o współpracę z Niemcami i przeprowadzenia „akcji karnej”.
Masakrę przeżyła m.in. Stanisława Woronis, która w nocy uciekała z dzieckiem na rękach. „Spotkany partyzant nie zrobił mi krzywdy, tylko powiedział, żebym uciekała w stronę rzeki” — wspominała niejednokrotnie kobieta. Pani Woronis żyje do dzisiaj, przyjmując życzenia urodzinowe od władz rejonu solecznickiego.
Nie wszyscy zabici zostali pochowani w Koniuchach. Z braku żywych bliskich, ciała grzebano na cmentarzach w Bieniakoniach, Solecznikach i Butrymańcach.
Przez dziesięciolecia sowieckiej okupacji o zbrodni w Koniuchach nie wolno było mówić. Odkrycie prawdy po tylu latach było trudne nawet w czasie niepodległej Litwy. Dopiero w 2001 roku, na wniosek Kongresu Polonii Kanadyjskiej, Instytut Pamięci Narodowej wszczął śledztwo. Przesłuchano świadków i przeanalizowano archiwa. Śledztwo umorzono 21 maja 2020 r. z powodu śmierci sprawców i niemożności ustalenia pozostałych.
Dziś o tamtej nocy woła pomnik…
W 2004 roku, w 60. rocznicę tragedii, na skraju wsi postawiono krzyż z 34 nazwiskami zamordowanych. Inicjatorami byli Solecznicki Oddział Rejonowy Związku Polaków na Litwie oraz Samorząd Rejonu Solecznickiego.
Masakra w Koniuchach nie była bitwą, a pogromem ludności cywilnej. Choć relacje uczestników i dokumenty potwierdzają zbrodniczy charakter ataku, jego sprawcy uniknęli odpowiedzialności, a niektórzy zostali po wojnie uhonorowani przez władze komunistyczne.
Czytaj także: Rajdowcy „Katyńscy” w hołdzie pomordowanym na Litwie Polakom
Zbrodnia przedstawiana jako zwycięska operacja
Wspomnienia wykonawców masakry w Koniuchach, publikowane po wojnie na Litwie, w Stanach Zjednoczonych i Izraelu, fałszowały przebieg wydarzeń. Zbrodnię na cywilach przedstawiano jako bohaterską akcję bojową przeciwko Niemcom. Jednak w Koniuchach nie stacjonował żaden oddział niemiecki, a ofiarami byli wyłącznie cywile. Nie odnotowano też żadnego starcia zbrojnego z siłami niemieckimi. W rzeczywistości był to brutalny odwet na cywilach, którym zarzucono brak współpracy z partyzantką. O tym pisał „Kurier Wileński” w 60. rocznicę zbrodni, w 2004 roku.

