82. rocznica zbrodni w Koniuchach. Po wojnie przedstawiano to jako „zwycięstwo nad Niemcami”

W nocy z 28 na 29 stycznia 1944 roku sowieccy i żydowscy partyzanci dokonali brutalnej pacyfikacji wsi Koniuchy. Dzięki śledztwom i świadectwom żyjących świadków nikt nie ma wątpliwości, że była to zbrodnia przeciwko ludności. Tymczasem krótko po wojnie uczestnicy przedstawiali to jako „bitwa z Niemcami”. Mieszkańcy rejonu solecznickiego z merem Zdzisławem Palewiczem na czele w dniu 29 stycznia oddali cześć ofiarom.

Czytaj również...

Na zakończenie wydarzenia mer rejonu solecznickiego Zdzisław Palewicz zwrócił się do młodzieży słowami pani Stanisławy Woronis, która życzyła przyszłym pokoleniom, aby były wykształcone i silne, tworzyły przyszłość i uczciwie pracowały.

Atak o świcie

W Koniuchach zginęli cywile — głównie kobiety, dzieci i osoby starsze. Wieś została spalona, a sprawcy nigdy nie ponieśli odpowiedzialności. Niektórzy nawet zostali uhonorowani.

Około godziny piątej rano, 29 stycznia 1944 r., 120-150 partyzantów sowieckich różnej narodowości, w dużej części żydowskiej, otoczyło polską wieś Koniuchy w dzisiejszym rejonie solecznickim. Atak przeprowadzono z trzech stron, odcinając jedyny most na rzece i uniemożliwiając mieszkańcom ucieczkę. Zabudowania podpalano pochodniami, a do wybiegających z domów ludzi strzelano.

Zginęło co najmniej 38 osób, według niektórych źródeł — ponad 100. Ofiarami byli wyłącznie cywile: kobiety, dzieci, osoby starsze. Kilkanaście osób zostało rannych. Wieś, licząca ok. 60 zabudowań i ponad 300 mieszkańców, została niemal całkowicie spalona.

Mieszkańcy Koniuchów, wielokrotnie napadani przez partyzantkę sowiecką, utworzyli oddział samoobrony. Jego celem była ochrona przed rabunkami i przemocą. Te działania stały się pretekstem do oskarżenia mieszkańców o współpracę z Niemcami i przeprowadzenia „akcji karnej”.

Masakrę przeżyła m.in. Stanisława Woronis, która w nocy uciekała z dzieckiem na rękach. „Spotkany partyzant nie zrobił mi krzywdy, tylko powiedział, żebym uciekała w stronę rzeki” — wspominała niejednokrotnie kobieta. Pani Woronis żyje do dzisiaj, przyjmując życzenia urodzinowe od władz rejonu solecznickiego.

Nie wszyscy zabici zostali pochowani w Koniuchach. Z braku żywych bliskich, ciała grzebano na cmentarzach w Bieniakoniach, Solecznikach i Butrymańcach.

Przez dziesięciolecia sowieckiej okupacji o zbrodni w Koniuchach nie wolno było mówić. Odkrycie prawdy po tylu latach było trudne nawet w czasie niepodległej Litwy. Dopiero w 2001 roku, na wniosek Kongresu Polonii Kanadyjskiej, Instytut Pamięci Narodowej wszczął śledztwo. Przesłuchano świadków i przeanalizowano archiwa. Śledztwo umorzono 21 maja 2020 r. z powodu śmierci sprawców i niemożności ustalenia pozostałych.

Dziś o tamtej nocy woła pomnik…

W 2004 roku, w 60. rocznicę tragedii, na skraju wsi postawiono krzyż z 34 nazwiskami zamordowanych. Inicjatorami byli Solecznicki Oddział Rejonowy Związku Polaków na Litwie oraz Samorząd Rejonu Solecznickiego.

Masakra w Koniuchach nie była bitwą, a pogromem ludności cywilnej. Choć relacje uczestników i dokumenty potwierdzają zbrodniczy charakter ataku, jego sprawcy uniknęli odpowiedzialności, a niektórzy zostali po wojnie uhonorowani przez władze komunistyczne.

Czytaj także: Rajdowcy „Katyńscy” w hołdzie pomordowanym na Litwie Polakom

Zbrodnia przedstawiana jako zwycięska operacja

Wspomnienia wykonawców masakry w Koniuchach, publikowane po wojnie na Litwie, w Stanach Zjednoczonych i Izraelu, fałszowały przebieg wydarzeń. Zbrodnię na cywilach przedstawiano jako bohaterską akcję bojową przeciwko Niemcom. Jednak w Koniuchach nie stacjonował żaden oddział niemiecki, a ofiarami byli wyłącznie cywile. Nie odnotowano też żadnego starcia zbrojnego z siłami niemieckimi. W rzeczywistości był to brutalny odwet na cywilach, którym zarzucono brak współpracy z partyzantką. O tym pisał „Kurier Wileński” w 60. rocznicę zbrodni, w 2004 roku.

Afisze

Więcej od autora

Sygnatariusz aktu 11 marca: „Ojciec mówił coś, co uważałem za niemożliwe: »Poczekaj, ustrój się zachwieje«”

W wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” nr 29 (83) z 25–31 lipca 2026 r. ukazał się wywiad ze Zbigniewem Balcewiczem, sygnatariuszem Aktu Niepodległości Litwy i pierwszym redaktorem naczelnym „Kuriera Wileńskiego”. Balcewicz w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” mówił o zmianie tytułu gazety w 1990 r., o swojej działalności politycznej i o polskich mediach na Litwie. Osobny wątek rozmowy dotyczy jego rodziny — zaścianka Zawiasy, wojennych losów ojca i przepowiedni, jaką ten wypowiadał w czasach sowieckich. Balcewicz podpisał Akt Niepodległości Litwy 11 marca 1990 r.

Polska. Spadła rakieta, najpewniej rosyjska Ch-101. Nie odnotowano ofiar, trwa śledztwo

Była uzbrojonaRakieta, która naruszyła w czwartek polską przestrzeń powietrzną i spadła na Lubelszczyźnie, była uzbrojona i z dużym prawdopodobieństwem rosyjska – przekazał premier Donald Tusk. Podziękował wszystkim przywódcom UE...

Balcewicz przypomina 1990 r.: „Panie Gorbaczow, w ZSRS żyje ponad 3 mln Polaków. Zróbcie coś dla nich”

Balcewicz w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” wspomniał swoje wystąpienie przed Michaiłem Gorbaczowem, gdy ten był w Wilnie w 1990 r. Było to dwa miesiące przed Aktem Niepodległości. Opisał też reakcje dnia następnego na to wystąpienie.