W gronie uczestniczek konkursu Mrs World znalazła się Veronika Walker – Mrs Lithuania World 2025, Polka z Litwy, która awansowała do top 18 najpiękniejszych, zapewniając Litwie miejsce w ścisłej światowej czołówce. Jej występ został dodatkowo uhonorowany trzema wyróżnieniami: Mrs Fitness, nagrodą w kategorii Publications oraz Fabulous Face, przyznaną w głosowaniu publiczności.
Agnieszka Skinder: Szanowna Pani Veroniko, serdecznie gratuluję sukcesu na arenie międzynarodowej. Dzięki Pani udziałowi w konkursie Mrs World 2025 Litwa znalazła się w gronie top 18 krajów świata mogących się poszczycić dojrzałym pięknem.
Veronika Walker: Dziękuję bardzo. Wejście do top 18 było dla mnie ogromnym zaszczytem, ale też wielką odpowiedzialnością. Nie miałam na sobie tylko szarfy – niosłam ze sobą kulturę, swoje doświadczenia i głosy kobiet, które zasługują na to, by je usłyszano. Nawet małe kraje mają silne historie i byłam dumna, że mogę opowiedzieć naszą historię na światowej scenie.
Podczas konkursu otrzymałam również trzy bardzo ważne wyróżnienia – tytuł Mrs Fitness, wyróżnienie w kategorii Publications oraz nagrodę Fabulous Face, która była wynikiem publicznego głosowania. To ostatnie było dla mnie szczególnie wzruszające, bo oznaczało wsparcie ludzi – ich głosy i zaufanie. To znak, że moja praca, przygotowania i autentyczność zostały dostrzeżone nie tylko przez jury, lecz także przez publiczność.
Zacznijmy od początku. Urodziła się Pani w rejonie solecznickim i jest Pani Polką z Litwy. Jak wyglądały Pani pierwsze lata i jak kształtowały się Pani marzenia?
Dorastałam w rejonie solecznickim. Moje dzieciństwo wyglądało jak u wielu dzieci w latach 90. – szkoła, dom i dużo obowiązków. Mama bardzo dużo pracowała, więc razem z siostrą wcześnie nauczyłyśmy się samodzielności i odpowiedzialności. Nie było zagranicznych wyjazdów czy luksusów. Były wakacje na wsi u babci, zwykła codzienność i szkoła muzyczna po lekcjach. Nie marzyłam o sławie. Marzyłam o niezależności – o tym, żeby kiedyś móc sama decydować o swoim życiu i stworzyć coś własnego.

Pierwsze kroki stawiała Pani w konkursach lokalnych i krajowych, m.in. w konkursie Dziewczyna „Kuriera Wileńskiego” – Miss Polka Litwy 2006, zdobyła też Pani tytuł Miss Solecznik. Jak wspomina Pani ten etap?
Wspominam go z dużym sentymentem. To były bardzo młode lata i pierwsze doświadczenia sceniczne. Konkursy lokalne dały mi pewność siebie i nauczyły, jak radzić sobie ze stresem. Najważniejsze było jednak to, że zobaczyłam, iż scena może być przestrzenią do wyrażania siebie, a nie tylko prezentowania wyglądu. To był fundament, który zaprowadził mnie znacznie dalej.
Z czasem wyjechała Pani za granicę i rozpoczęła działalność w Europie. Co było impulsem do wyjazdu?
Impulsem była potrzeba zmiany i chęć pomocy rodzinie. Miałam 18 lat, 500 funtów w kieszeni i praktycznie nie znałam języka angielskiego. To była odważna decyzja, ale czułam, że muszę spróbować. Zaczynałam od pracy jako sprzątaczka w hotelu. Każdy dzień był lekcją pokory i wytrwałości. Dziś wiem, że tamten wyjazd ukształtował mnie najmocniej.
Obecnie mieszka Pani w Edynburgu. Jak wygląda dziś Pani życie codzienne?
Jestem przede wszystkim mamą i żoną – to jest moja podstawa. Na co dzień łączę życie rodzinne z działalnością społeczną oraz projektami związanymi z moją platformą „Moments That Matter”. Dzień zaczynam wcześnie, organizuję dzieci, później są praca i działania charytatywne. Wieczory staram się przeznaczać dla rodziny. Nie jest perfekcyjnie – ale jest prawdziwie i świadomie.
Co dla Pani oznacza bycie Polką z Litwy? Czy język polski jest obecny w Pani życiu?
Urodziłam się na Litwie, jestem Polką z Litwy, mam polskie korzenie – i jestem z tego dumna. Wileńszczyzna jest wielokulturowa i dla mnie to naturalne, że można łączyć w sobie różne warstwy tożsamości. W domu funkcjonujemy w kilku językach. Z mężem rozmawiamy po angielsku, z dziećmi staram się mówić również po litewsku i po polsku.
W Edynburgu mam wielu polskich przyjaciół, z którymi na co dzień rozmawiam po polsku. Ten język jest dla mnie żywy – to nie tylko wspomnienie przeszłości, ale także obecne relacje i więzi z ludźmi, którzy są dla mnie ważni. Język to więź – zarówno z tym, skąd pochodzimy, jak i z tymi, z którymi dziś budujemy życie.

Czym Mrs World różni się od innych konkursów piękności?
Mrs World to konkurs dla kobiet dojrzałych, z doświadczeniem życiowym. To scena dla kobiet, które są żonami, matkami, liderkami, często mają za sobą trudne momenty. Liczy się nie tylko wygląd, ale inteligencja emocjonalna, działalność społeczna i autentyczność. To konkurs kobiet, które coś już zbudowały i chcą dawać dalej.
Jaką wiadomość chciałaby Pani przekazać światu poprzez swój udział w tym konkursie?
Że kobieca siła nie polega na perfekcji. Polega na wytrwałości. Że można zaczynać od zera i dojść daleko. I że przeszłość nie musi definiować przyszłości.
Jakie sukcesy uważa Pani za najważniejsze w swoim życiu?
Największym sukcesem są moje dzieci i to, że stworzyłam bezpieczny dom. Z perspektywy zawodowej i społecznej najważniejsza jest dla mnie moja platforma „Moments That Matter”. To nie jest tylko projekt, to coś bardzo osobistego, co powstało z mojego doświadczenia jako matki wcześniaków i kobiety, która przeszła przez trudne momenty w życiu. Dzięki tej platformie udało się zebrać ponad 250 tys. funtów na wsparcie kobiet i dzieci, ale dla mnie liczby nie są najważniejsze. Najważniejsze są konkretne historie – kobiet, które odzyskały odwagę, rodziny, które poczuły wsparcie, matki, które nie zostały same. Jeśli mogę powiedzieć, że moja historia pomogła choć jednej osobie zmienić życie – to jest dla mnie prawdziwy sukces.

Wspomina Pani o trudnych momentach w swoim życiu. Czy może się Pani podzielić, jakie to były trudności?
W moim życiu było kilka momentów, które wymagały ode mnie ogromnej siły. Pierwszym był wyjazd z Litwy w wieku 18 lat – bez znajomości języka, bez zaplecza finansowego, zaczynając od pracy fizycznej na sprzątaniu w hotelu. Kolejnym bardzo trudnym rozdziałem było doświadczenie przemocy w relacji. To był czas, który nauczył mnie, jak ważne jest poczucie własnej wartości i odwaga, by powiedzieć „dość”. Ogromnym wyzwaniem były również narodziny moich wcześniaków. Pobyt w oddziale neonatologicznym to doświadczenie, którego nie da się zapomnieć – strach, bezradność, ale też ogromna nadzieja i wdzięczność wobec lekarzy. Te momenty nie złamały mnie – one mnie ukształtowały. Dziś patrzę na nie jak na fundament mojej siły i powód, dla którego tak bardzo zależy mi na wspieraniu innych kobiet i rodzin.
Co daje Pani dziś największe poczucie sensu i spełnienia?
Spokój. Świadomość, że moja historia nie została zmarnowana. Że trudne doświadczenia zamieniły się w działanie. I to, że mogę być dla kogoś wsparciem w momencie, kiedy najbardziej tego potrzebuje.


