42
Potrójny jubileusz na kresach kresów

Bieżący rok dla Ireny Siemaszko, dyrektor Szkoły Podstawowej w Borskunach w rejonie szyrwinckim jest rokiem wyjątkowym. Ma podwójny jubileusz — obchodzi 60.lecie oraz 30.lecie pracy na stanowisku dyrektora. W tym roku również szkoła w tej znajdującej na obrzeżach dawnych Kresów miejscowości ma swój chlubny jubileusz 100.lecia.

image-10736

Irena Siemaszko nigdy nie żałowała wyboru zawodu, bo bardzo lubi pracę z dziećmi Fot. Marian Paluszkiewicz

Dla pani Ireny jubileusz szkoły jest szczególny, bo z tą placówką jest związana, odkąd rodzice przyprowadzili ją tu, do pierwszej klasy. Była tylko 4-letnia przerwa na studia. W tej szkole poznała również swego przyszłego męża, Mariana. Również pracuje w tej placówce do dziś, jako nauczyciel matematyki i prac.

Pani Irena urodziła się w Bołkunach, wsi znajdującej się kilka kilometrów od Borskun. Jak mówi, pochodzi ze zwykłej rodziny wiejskiej. Ale rodzicom zawsze zależało, by swoje dzieci wykształcić. To im się udało. Irena ukończyła Szkołę Pedagogiczną w Nowej Wilejce i została nauczycielką, o pięć lat młodszy brat Tadeusz zdobył zawód inżyniera.

— Różnie bywało — nawet boso chodziło się do szkoły. Droga prowadziła przez mokradła. Trudne to były czasy. Nikt nas pod drzwi do szkoły nie przywoził. Ale chęć do nauki była zawsze! — wspomina pani Irena. „Ale dlaczego pedagogika?” — pytam. „Mało znaliśmy inne zawody — odpowiada szczerze. — Mój tato był księgowym i chciał, żebym się kształciła w tym kierunku. Zawód nauczyciela pociągał mnie jednak bardziej. Nawet moi nauczyciele sugerowali mi, żebym wybrała bardziej opłacalny zawód. Wyboru jednak nie żałuję, mimo że bywały różne czasy. Na przykład, kiedy etatowy nauczyciel otrzymywał 72 ruble. Miałam półtora etatu i 95 rubli. Pamiętam, jak pojechałam na „tałkuczkę” i kupiłam kurtkę za 90 rubli… Takie to były zarobki, takie realia”.

O szkole pedagogicznej mówi w samych superlatywach.

— Dała mi bardzo wiele — nie tylko dobre przygotowanie zawodowe, ale również nauczyła języka. Tam kształciłam się społecznie, kulturalnie. Chodziłyśmy z koleżankami ze studiów na wszystkie premiery teatralne — wspomina z nostalgią.

Cztery lata w szkole pedagogicznej — tyle trwała rozłąka ze szkołą w Borskunach. Po ukończeniu uczelni otrzymała tzw. wolny dyplom. Mogła więc sama decydować, w której szkole się zatrudnić. Początkowo wybrała szkołę w Awiżeniach, bo bliżej Wilna. Jednak przeważyła miłość do rodzinnych stron, do swojej szkoły, a nie ambicje pracy w szkole średniej w pobliżu miasta.

Karierę pedagogiczną zaczęła jako nauczycielka klas początkowych. Była również starszą zastępową. Już na początku uświadomiła sobie, że wybrała właściwy zawód. Bardzo lubiła pracę z dziećmi. Już pracując w szkole, zaocznie ukończyła studia w ówczesnym Instytucie Pedagogicznym.
Doskonale pamięta swoje spotkanie ze szkołą już jako nauczycielka.

— Nie bardzo wiedziałam jak się zwracać do kolegów — przecież to byli moi nauczyciele. Dlatego na początku czułam się niezręcznie — wyznaje.
Podobnie było z uczniami. Trochę onieśmielała mała różnica wieku — uczniowie starszych klas byli tylko o kilka lat młodsi od niej…

— Jakoś mi się udało znaleźć z nimi wspólny język. Może dlatego, że traktowałam ich po partnersku. Ale dziś sama się dziwię, skąd miałam tyle odwagi, żeby np. zaagitować dzieci po lekcjach do pracy w sowchozie, aby zarobić na wypad do teatru — zastanawia się.

Pasją pani Ireny od dzieciństwa są książki. Jak mówi, lektura — to lek na wszystko. Pamięta, jakie ogromne wrażenie sprawiła na niej biblioteka w szkole.
— Była wielkości… szafy. W moich dziecięcych oczach wyglądała taka duża! Przeczytałam tam wszystkie książki — wspomina z rozrzewnieniem. Miłość do czytania pozostała do dziś. Z nauczycielami w szkole, podobnymi zachłannymi miłośnikami książek, wymienia się książkami.

Propozycja o objęciu stanowiska dyrektora szkoły spadła na nią przed trzydziestoma laty — 1 września — bez przesady — jak grom z jasnego nieba.

— Ówczesny kierownik wydziału oświaty tuż przed uroczystym rozpoczęciem roku szkolnego powiedział do mnie: „Poprowadzi dziś pani apel”. Próbowałam protestować, że nie poradzę sobie. Odpowiedział: „Poradzisz” i dodał: „Również na stanowisku dyrektora”. Miałam godzinę do namysłu! Zgodziłam się. Nie wiem, czy podjęłabym taką decyzję, gdybym miała więcej czasu. Najtrudniej było zrezygnować z pracy z dziećmi.

Jak mówi, do dziś nie lubi papierkowej strony w pracy. Musiała wielu rzeczy się nauczyć. To wymagało czasu i poświęcenia. „Jak udało się pogodzić pracę i rodzinę?” — pytam. „Mąż nie miał do mnie pretensji, że tyle czasu spędzam w pracy. Jako nauczyciel doskonale wszystko rozumiał. Nawet więcej — nieraz mi pomagał. Ale naganę też otrzymywałam od niego najczęściej. Dziś mąż żartuje, że to on najbardziej ucierpiał na tym, że żona jest dyrektorem, bo musi na wszystkich zebraniach milczeć” — śmieje się pani Irena. Ma córkę, Laurę, która wychowuje obecnie dwuletnią córeczkę.

To, że jest dyrektorem szkoły już od trzydziestu lat, pani Irena nie uznaje za żaden osobisty sukces. Mówi, że wszystko zawdzięcza świetnemu gronu pedagogicznemu, bardzo zresztą zaprzyjaźnionemu ze sobą.

— Tak się układało, że nieszczerzy ludzie tu długo się nie zatrzymywali, sami odchodzili. Pozostali naprawdę żyją w zgodzie ze sobą. Jeśli nie ma zgody — wszyscy na tym ucierpią i szkoła w ogóle przestanie istnieć. Staramy się stworzyć dla uczniów rodzinną atmosferę. Niestety, nie każdy z uczniów ma ją w domu. Nie jest tajemnicą, że w trudnych realiach dzisiejszej wsi, gdzie panuje bezrobocie i pijaństwo, dzieci często przychodzą do szkoły głodne. Nie zawsze możemy wymagać od dziecka odrobionych lekcji — czasami po prostu nie mają do tego warunków — opowiada dyrektor, która zna każdego ucznia, jego rodzinę, w jakich warunkach mieszka.

Wiadomo, że szkoła w miejscowości wiejskiej — to również ośrodek kultury. Szkoła w Borskunach jest tego żywym dowodem. Bycie dyrektorem takiej szkoły — to z kolei rola organizatora i animatora życia kulturalnego. Pani Irena jest przekonana, że jeżeli zaginą małe szkółki wiejskie, zaginie wieś. Szkoła w Borskunach organizuje różne święta dla mieszkańców. Święto wsi, rodziny, dzieci już stały się tradycją. Gromadzą również mieszkańców okolicznych wsi. Liczba gości dochodziła nawet do pięciuset. Główne zabiegi organizatorskie bierze zazwyczaj na siebie dyrektor. W organizacji takich imprez biorą udział wszyscy bez wyjątku pracownicy szkoły.

— Jesteśmy po prostu zobowiązani. Kiedy pewnego roku nie zorganizowaliśmy święta, doczekaliśmy się wielkiego niezadowolenia mieszkańców — nie ukrywa.
Dziś dyrektor i cała szkoła już żyją jubileuszem stulecia szkoły. Społeczność szkolna już poważnie się przymierza do imprezy jubileuszowej. Planuje ją na koniec maja.

— Prosimy Boga, by tylko pogoda nam dopisała. Imprezę planujemy zorganizować na placyku przy szkole. Nie mamy innych możliwości — szkoła nie ma ani auli, ani sali sportowej, dużego holu, które by się nadawały do organizowania świąt — nie ukrywa zmartwienia dyrektor.

Od czasu powstania w 1910 r., szkoła w tej miejscowości jest polska. Były tu kiedyś klasy rosyjskie, dziś przyjmuje pod swój dach litewskie. Nasuwa się pytanie „Jak udało się dotychczas polskiej szkole przetrwać w litewskim już rejonie?”. Przecież z 16 szkół w rejonie szyrwinckim pozostało zaledwie 8. Ta szkoła przetrwała. Liczy dziś 91 uczniów i 16 nauczycieli. Dyrektor jest przekonana, że tylko dzięki dyplomacji i tytanicznej pracy. Żeby stanowić konkurencję dla litewskich szkół, polska szkoła musi włożyć dużo więcej wysiłku.

Bardzo sobie ceni również pomoc Polski, urzędu miasta Chełm. To dzięki przyjaciołom z Polski szkoła ma dziś plastikowe okna, dlatego w tych trudnym dla wszystkich okresie może zaoszczędzić na węglu. Opiekują się szkołą od kilkunastu lat. Dzięki nim szkoła jako pierwsza na Wileńszczyźnie otrzymała mikrobus. Pierwszy komputer w szkole — to również dar przyjaciół z Chełma. Szkoła otrzymała również wyprawki dla uczniów, a nawet ubrania. Obecnie urząd tego miasta oferuje swoją pomoc również w organizowaniu święta z okazji stulecia szkoły.

42 odpowiedzi to Potrójny jubileusz na kresach kresów

  1. Piast mówi:

    Pani Ireno:Wszystkiego Najlepszego z okazji tak zacnej rocznicy.Przede wszystkim Zdrowia i Sukcesów w tej trudnej, ale jak miłej pracy. Ze swej strony dziekuję za Pani trud. Z.K.

  2. Kmicic: mówi:

    Szanowna Pani Ireno, to dzięki takim osobom jak Pani, można być pewnym , że Polacy na Litwie pozostaną wierni swojej tożsamosci i kulturze .

  3. Kmicic: mówi:

    http://www.skrzydlewska.com/a741,wystapienie_posel_joanny_skrzydlewskiej_w_sprawie_sytuacji_polakow_na_litwie.html
    Wystąpienie poseł Joanny Skrzydlewskiej w sprawie sytuacji Polaków na Litwie
    Szanowny Panie Przewodniczący!
    Szanowne Koleżanki, Koledzy!
    Wyrażam swe głębokie zaniepokojenie dynamicznie pogarszającą się sytuacją Rodaków na Litwie.
    Są to tacy sami Polacy jak Pan, Panie Przewodniczący, Koleżanki i Koledzy z Polski.
    Litwa już od 5-ciu lat jest członkiem Unii Europejskiej. Nie zważając na to w kraju tym są łamane podstawowe prawa polskiej mniejszości narodowej.
    Prawie 300 tysięcy Polaków na Litwie w rejonach, gdzie stanowią 60-80% ludności, nie ma prawa do publicznego posługiwania się językiem ojczystym jako pomocniczym, istnieje sądowy nakaz zdejmowania dwujęzycznych tablic z nazwami ulic, nasyłani są komornicy. Nazwiska Polaków są lituanizowane, są oni dyskryminowani przy zwrocie ziemi, uszczuplane jest prawo dzieci polskich do pobierania nauki w języku polskim, ograniczane są prawa wyborcze ich rodziców.
    Aktualnie ważą się losy przyszłości Unii: czy nadal chcemy żyć w Europie iluzorycznych wartości, czy też wartości realnych? Między innymi od nas zależy, w którym kierunku pójdzie Unia – czy będziemy przymykali oczy na jawną dyskryminację mniejszości, czy faktycznie będziemy budowali bezpieczną Europę w duchu poszanowania praw człowieka.

  4. Kmicic: mówi:

    nareszcie zabrała głos przedstawicielka PO i największego ugrupowania w Parlamencie Europejskim

  5. Kmicic mówi:

    Eurodeputowana Joanna Skrzydlewska broni praw Polaków na Litwie w trakcie ostatniej sesji w Parlamencie Europejskim 😀

  6. Kmicic mówi:

    do admina:
    dlaczego nie publikujesz wystąpienie eroposłanki Skrzydlewskiej w PE ? Przecież to pilne i ważne. Rusza PO, tego potrzebowaliśmy..

  7. Lowek mówi:

    Pozdrowienia dla pani Ireny. Moim zdaniem szkoła przetrwała dzięki takim ludziom jak pani Irena i dzięki temu, że dyrektorką szkoły jest Polka a Litwinka.

  8. Z REJ. SZYRWINCKIEGO mówi:

    Dezinformacja autorki. OGROMNA! W tekscie jest: Nasuwa się pytanie „Jak udało się dotychczas polskiej szkole przetrwać w litewskim już rejonie?”. Przecież z 16 szkół w rejonie szyrwinckim pozostało zaledwie 8. W REJONIE SZYRWINCKIM JUZ DAWNO JEST 0(ZERO) POLSKICH SZKOL. Szkola w Borskunach od wielu lat jest szkolą czysto litewską! Przeksztalcona na litewską zostala za dyrektorstwa P. Ireny Siemaszko. Jest tylko fakultatyw z polskiego dla chętnych! I takie teksty drukuje naprawdę szanowana przeze mnie gazeta!

  9. Senbuvis mówi:

    Czyżby nas redakcja KW świadomie wprowadzała w błąd? Może ktoś, kto wie na pewno, napisze, jak to jest z tą szkołą? Jeżeli „Z REJ SZYRWIONCKIEGO” ma rację to powinny polecieć głowy!!!
    A teraz moje fakty:
    Barskūnų pagrindinė mokykla;
    Mokomoji kalba:

    1 – 4 klasėse lenkų kalba,

    Medžiukų pradinio ugdymo skyriuje – lietuvių kalba,

    5 – 10 klasėse lietuvių kalba;

    Irina Semaško, Marijan Buinickas, Marijan Semaško, Kristina Mikolajūnienė, Janina Makovska, Juzef Stankevič, Laima Bogdevič, Vaida Motiejūnaitė, Gražina Korovaičikaitė, Arnoldas Savicki,

    Polscy nauczyciele w polskiej szkole uczą polskie dzieci po litewsku wszystkich w dodatku przedmiotów???? I jeszcze się tym pani dyrektor chwali? Ktoś to nie ma racji – obym to był ja!

  10. cierp duszo... mówi:

    Niestety N6i7 maja racije.W rejonie Szyrwinskim 100%wynarodowienie Polskich dzieci (ne galma kalbieti lenkiškai).

  11. cierp duszo... mówi:

    Niestety,nasze dzieci odchodzac od polskosci,odchodza od Kosciola.

  12. Orto mówi:

    Senbuvis
    Nie takie proste, nie takie proste… Skoro rodzice polskich dzieci wolą by ich pociechy uczyły się w języku litewskim, to ja wolę by uczyli je Polacy, a nie szowiniści litewscy. Mniejsze zło, Panie Senbuvis, mniejsze zło…

  13. Margo mówi:

    Do Orto
    Może rodzice i chcą, żeby dzeci chodziły do polskich szkół, tylko władze litewskie nie poywalają. A zło ono zawsze zło, mniejsze, czy większe

  14. Senbuvis mówi:

    do Orto – zło jest zawsze złem i nie ma pojęcia „mniejsze zło” – to wymysł komuny. Nie jest złem nauczanie w języku litewskim. Złem jest ukrywanie tego faktu. O głupocie rodziców, którzy posyłali swoje dzieci do szkół rosyjskich a teraz literwskich nie piszę, bo to oczywiste. Tylko dlaczego pani Edyta Szałkowska kłamie a redakcja KW jej ufa to tego nie rozumiem. Ręce opadają. Oczekuję na jakieś wyjaśnienia ze strony KW, pełen nadziei, że się mylę.

  15. Orto mówi:

    Senbuvis
    „nie ma pojęcia “mniejsze zło” – to wymysł komuny” 🙂 śmiechu warte.
    Powiedzmy, że jestem urzędnikiem i mam tryp pracy siedzący. Raz wyskoczył mi pryszcz na nosie, a raz na tyłku. Dla mnie, jako urzędnika, mniejszym złem byłby pryszcz na nosie… A Pan mi tu o komunie 🙂

    Odnośnie „szkoły polskiej”. Warto by Pani Redaktor wyjaśniła, co w jej rozumieniu znaczy „Od czasu powstania w 1910 r., szkoła w tej miejscowości jest polska”.

  16. tomasz mówi:

    Faktycznie warto wyjaśnić te wątpliwości.

  17. Kmicic mówi:

    Dziwna dezinformacja. Prosimy KW o dalszy ciąg art. i wypowiedż Pani Ireny jak mogło dojść do likwidacji polskich szkół w rejonie Szyrwinckim i jak można (pilnie ) te szkoły odzyskać.

  18. Senbuvis mówi:

    Orto – nie mam zamiaru dyskutować o pryszczach na Twoim tyłku:)
    No i nie porównuj tej części ciała z zabytkiem takiej klasy jak Ostra Brama.
    Czekam również cierpliwie na wyjaśnienie p. Edyty – no chyba, że nasze czekanie ma tam, gdzie Orto ma pryszcze:)

  19. tomasz mówi:

    Jutro pewnie jakąś informację uzyskamy.

  20. Orto mówi:

    Senbuvis
    „No i nie porównuj tej części ciała z zabytkiem takiej klasy jak Ostra Brama” 🙂 Dobre. Ale jak się głębiej zastanowisz, to przyznasz mi rację (post 12).

  21. :) mówi:

    „Przecież z 16 szkół w rejonie szyrwinckim pozostało zaledwie 8.” Czy tu gdzies wspomina sie, ze mowa jedynie o polskich szkolach??? tu mowa ogolem o liczbie szkol w rejonie.

  22. jet mówi:

    Rzeczywiście, drodzy Państwo, czytajcie uwazniej. Pani Edyta pisze o ogólnej liczbie szkół. W rejonie szyrwinckim 16 polskich szkół było, a zostało 8? Logika w was nie działa? Czy to możliwe w tak drapieżnym państwie jak Litwa?

  23. Senbuvis mówi:

    Coś mi się wydaje, że nie doczekam się odpowiedzi na pytanie: czy prawdą jest, że w tej polskiej szkole nauczanie w klasach 5 – 10 odbywa się w języku litewskim? Jeżeli tak, to dlaczego w artykule pisze się o tym, że jest to polska szkoła?
    Nie tracę jednak tak zupełnie nadziei …:)

  24. jet mówi:

    wiekszosc przedmiotow jest wykladana tam,niestety, po litewsku.
    I doszlo do tego za dyrektorstwa pani Siemaszko. Byla to jednak decyzja konieczna – aby uratowac chocby szczątki tej polskiej szkoly.

  25. Tutejszy. mówi:

    Nie reagowałem kilka dni, bo czekałem na sprostowanie od redakcji (nie chciałem budzić niepotrzebnego rozjątrzenia pośród internautów). Pani dyrektor na Litwie w szacunku, wicedyrektor Bujnicki radnym w Szyrwintach. Ale szydło z worka wylazło. I teraz egzamin dla redakcji: z sumienności czy obłudy ?
    Ale ta choroba chameleonów szerzej jest na Wileńszczyźnie rozpowszechniona. Bo to nie tylko niektórzy „nauczyciele” twierdzą, że ucząc po litewsku też patriotyzmu dzieci uczą w pracy pozalekcyjnej. Dużo „działaczy” żeruje na polskości, a własne dzieci posyła do szkół litewskich twierdząc obłudnie tak samo. Chyba nie muszę tłumaczyć,jakie są z tego rezultaty.

  26. jet mówi:

    Bujnicki nie jest radnym w Szyrwintach. Bez wprowadzenia nauczania w jezyku litewskim szkole w Borskunach Litwini po prostu zniszczyliby. To bylo wlasnie, to „mniejsze zlo”.

  27. Tutejszy. mówi:

    P.S. Chameleon. Mam tu na myśli nie „zmieniającego barwy”, lecz „chama”.

  28. czarek mówi:

    Tak jak Wy mam nadzieje ze podejrzenia odnosnie szkoly w Borskunach sa nieprawdziwe
    Tak jak Wy smutno by mi bylo gdyby to okazalo sie prawda.
    Ja jednak nie potepial bym tak latwo rodzicow za wysylanie do Litewskiej szkoly.
    Jestescie pewni ze w przyszlosci dzieci z Litewskiej i Polskiej szkoly beda mialy te same szanse na dalsza edukacje lub dostep do pracy ? Natym – mysle ja – polega poroblem . Tymi samymi watpliwosciami kieruja sie rodzice .Patriotyzmu zapewne im nie brakuje .
    Jezeli potepiacie tych ludzi to co myslicie o tysiacach ,milionach ktorzy wyemigrowali ? Co jest za roznica czy dziecko pojdzie do Litewskiej ,Angielskiej lub Niemieckiej szkoly jezeli skonczy sie tak samo – asymilacja.

  29. tomasz mówi:

    Czas najwyższy na wyjaśnienie tych wątpliwości…

  30. pšv mówi:

    Chodzi o to, że w masie swojej nie znamy szczegółów. O oświacie tzw. „naszej” wieny ze „zwycięskich” relacji naszych massmediów i z naszychże zjazdów. To, że oświata (w tym i polska) w solecznickim, wileńskim, trockim, szyrwinckim, święciańskim rejonach i w mieście Wilnie to są absolutnie różne PLANETY- nie zdajemy sobie sprawy. Coś o tym wie Macierz Szkolna, coś by tam przez nieokrzesanie dziennikarz KW napisał- ale nie wszystko Partia pozwoli publikować (Przez „osądzenie” w TygWil, przez niedopuszczenie zakupu kolorowej drukarki et cetera).
    Ilu działaczy oświatowych polskich na Litwie potrafi wymienić szeregowy Polak na Litwie? Zero całych trzy dziesiąte? Otoż to. Natomiast bajka o tym że ŁatwiejMuBędziePoSzkoleLitewskiej jest tak samo popularna jak o tym, że nauczyciele DoDzieciSięCzepiająPoPółDniaPracująCzteryMiesiąceUrlopuMająIJeszczeCzegośChcą.

    p.s. mam nadzieję, że nikt nie wpadnie na pomysł umieszcania tu nazwisk działaczy- no bo obsieranie się zacznie migiem.

  31. Edyta Szałkowska mówi:

    Tytułem wyjaśnienia. Rzeczywiście, uczniowie klas 5-10 w Borskuńskiej Szkole Podstawowej uczą się po litewsku. Ale Polacy mają możliwość tu nauki języka ojczystego. Lekcje religii również się odbywają po polsku. Jak wyjaśniła dyrektor placówki Irena Siemaszko, przyczyną tego jest brak uczniów w klasach polskich. Teren ten, niestety, również nie oparł się lituanizacji. Tymczasem szkoła przetrwała dotychczas jedynie dzięki temu, że przyjmuje uczniów z litewskiej szkoły początkowej w Miedziukach. Ale szkoła w Borskunach dotychczas jest jedyną placówką oświatową z polskim językiem nauczania w rejonie szyrwinckim. Nauka w klasach początkowych odbywa się w języku polskim.

  32. marek mówi:

    Takie memento, co czeka polskie szkolnictwo w rejonie wilenskim i solecznickim.

  33. Senbuvis mówi:

    Wniosek z wyjaśnienia p. Edyty Szałkowskiej nasuwa mi się taki: żeby polska szkoła na Litwie mogła przetrwać to musi nauczać w języku litewskim. Tylko jaka ona wtedy polska?
    A dla wyjaśnienia: moje stanowisko jest takie, że tak jak poczucie narodowości tak i wybór języka nauczania jest sprawą prywatną każdego człowieka i nie wolno go za te wybory potępiać.

  34. beata z albatrosa mówi:

    no jeszcze zeby polacy uczyli sie modlitwy po litewsku, to juz koniec swiata, o tym to i nie ma co pisac….i jaka to szkola polska, jezeli wiecej uczniow uczy sie w jezyku panstwowym?

  35. beata z albatrosa mówi:

    w poscie nr 9 jest napisane Marijan Buinickis… :-), ale jak jedzie do Polski na wycieczke, to jest Marianem Bujnickim, to jak tam jest?

  36. Tutejszy. mówi:

    Do jot: Musiałeś napisać, że Bujnicki był radnym w czasie litwinizowania szkoły. A te Twoje „mniejsze zło” stało się faktem już w bardzo wielu szkołach Wileńszczyzny, o co właściwie i chodziło hiperpatriotom litewskim. A że dzieci mogą się uczyć dodatkowo polskiego, to nie żadna zasługa borskuńskich nauczycieli, bo w ministerstwie oświaty są zatwierdzone warianty planów nauczania, w których pozwala się wprowadzać język polski w litewskich szkołach. I to jest jeden ze sposobów likwidacji polskiego szkolnictwa.
    Do Czarka. Nie porównywaj Polaków z Wileńszczyzny do emigrantów.Tam są inne warunki. My tu żyjemy na swojej ojcowiźnie od wieków, żyjemy zwarcie terytorialnie (innych narodowości na naszym terenie mało),obcujemy ze sobą w języku polskim, jesteśmy lojalnymi obywatelami Litwy i mamy zapewnione prawa mniejszości w Unijnych Ustawach. A język litewski uczniowie w polskich szkołach znają doskonale. Więc wytłumacz, po co mamy być „wronami w pawich piórach”?

  37. Z REJ. SZYRWINCKIEGO mówi:

    Do Tutejszy: Zgadza sie – to ZADNA zasluga borskunskich nauczycieli. Akurat odwrotnie – jakby dyrektorka i kolektyw nie przytakneli planom lituanizacji szkoly, to byla by polska lub zamknieta. Zadbali jedynie o etaty dla siebie w tej „polskiej” szkole.
    Do Edyty Szalkowskiej: „szkoła w Borskunach dotychczas jest jedyną placówką oświatową z polskim językiem nauczania w rejonie szyrwinckim.” formalnie poczatkowe klasy sa. Ta odpowiedz Pani pasuje dla redaktora, ale nie dla czytelnikow. W JAKIM JEZYKU ROZMAWIAJA NAUCZYCIELE MIEDZY SOBA NA PRZERWACH (niby wszystkie polskie nazwiska) I W JAKIM JEZYKU ROZMAWIAJA DZIECI MIEDZY SOBA? Dziennikarka powinna byla to zauwazyc jezeli wywiad robila nie telefonicznie.

  38. Senbuvis mówi:

    cd 33 – oczywiste jest, że rodzice muszą mieć prawo wyboru i stworzone mozliwości do tego, żeby dziecko mogło pobierać naukę w języku państwowym lub języku mniejszości, z jakiej pochodzi. A zasranym obowiązkiem państwa, należącego do Unii, jest takie mozliwości wyobru zapewnić, a nie szantazować nauczycieli: albo nauka po litewsku albo polska szkoła na bruk. Bo to jest faszyzm czystej postaci.

  39. Kmicic: mówi:

    Senbuvis:
    Masz rację, należy żądać uprzywilejowania polskich szkół. Dlaczego jeszcze żaden z działaczy polskich z Litwy nie walnął pięścią w stół w W-wie i nie potrząsnął politykami polskimi organizując kilka mocnych konferencji prasowych w W-wie ? Przecież jak nie odwrócimy (szybko) tej tendencji ,i to o 180 stopni , to rację będzie miał Marek, że to samo za kilka lat będziemy mieli na Wileńszczyżnie.

  40. Senbuvis mówi:

    Kmicic – ja to bym powtórzył ultimatum z 1938 roku – ale się wstydzę:)

  41. Kmicic: mówi:

    Sesbuwis 39:
    Dzisiaj można mówić, nawet bardzo mocno, językiem dyplomacji. Tym bardziej, że dysponujemy konkretnymi narzędziami.
    Liderzy Polaków na Litwie robią bardzo ,bardzo dużo i należy im się najwyższy szacunek. Ale, to ,cały czas, zdecydowanie za mało, aby osiągnąć strategiczny sukces. Nie chodzi o walkę , ale o osiągniecie ostatecznego sukcesu- odwrócenie radykalnie obecnej tendencji . Ultimatum , owszem, ale mądre i dostosowane do unijnych realiów ;-D Ale to juz nie MY. My możemy nagłasniać , ośmielać ,wyśmiewać i tworzyć oddolne inicjatywy, coraz śmielsze . A wstydzą niech się nie przestrzegający prawa, atypolscy, politycy litewscy 😀
    ps. wyobrażasz sobie wstydzącego się ps.Garszwę, „malutkiego”, Zabłockiego czy Grzybowską ?-DD

  42. Piast mówi:

    Zastanawiam sie co takiego spowodowało ze urosly cale zastepy prymitywnych nacjonalistów krzyczących Litevua dla Litvinov????
    Czyżby chcieli sie pozbyc ostatnich prawdziwych przyjaciół z zza zachodniej granicy????? Niech się w czolo stukną co wtedy ich czeka gdy zraża wszystkich do siebie- chyba tylko zostanie polowanie na biale niedżwiadki w tajdze?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.