11
Polski artystyczny zespół pieśni i tańca „Wilia”: Marzena Suchocka: „Marzenia się spełniają!”

Rozmowa z Marzeną Suchocką, choreografem Polskiego Zespołu Artystycznego Pieśni i Tańca „Wilia”


Pani kierownik zawsze się stara z tancerzami pojechać na warsztaty taneczne, by młodzież mogła doskonalić swoje umiejętności. Ostatnio szkolili się w Koszalinie Fot. archiwum

Od czego zaczęła się Pani przygoda z folklorem, polskim tańcem?

Pomimo wielu zajęć pozalekcyjnych, na które uczęszczałam od dzieciństwa, taniec zawsze był moją największą pasją. Karierę taneczną zaczęłam w szkolnym zespole „Wilenka” (staż 10 lat), a potem było pewne, że będzie „Wilia”. Od dzieciństwa, chodząc z rodzicami na koncerty zespołu, marzyłam, by kiedyś w nim zatańczyć. I jak widać — marzenia się spełniają!

Pani rodzice możliwe też należeli do zespołu?

Mama śpiewała w chórze „Wilii”, choć tylko 2 lata.

Co Pani najbardziej utknęło w pamięci z tamtych lat?

Wrażeń i ciekawych wydarzeń było bardzo wiele, bo życie w zespole jest bardzo ciekawe i różnorodne. Każda próba, koncert czy wyjazd ma wiele niezapomnianych chwil. Spośród tych, co najbardziej utkwiły w pamięci — mój pierwszy wyjazd z aktualnym składem na Światowy Festiwal Polonijnych Zespołów Folklorystycznych do Rzeszowa w 1993 roku. Wielkim szczęściem i uznaniem było to, że zostałam zakwalifikowana do grupy reprezentacyjnej, pomimo krótkiego stażu w zespole, miałam tu swój pierwszy występ przed wielotysięczną widownią, a moim partnerem był ówczesny kierownik grupy, Zygmunt Wojniło… Ale przede wszystkim utkwiło w pamięci, jak wtedy spotykano „Wilię”! Na koncercie galowym ledwo mogłam powstrzymać łzy wzruszenia, kiedy od pierwszych do ostatnich akordów „Poloneza Ogińskiego” cała sala biła brawa… Życzę, aby każdy zespolak przeżył takich chwil jak najwięcej.

Czy dzisiaj młodzież tak samo przeżywa swoje występy?

Myślę, że każdy przeżywa to na własny sposób… Jest może trochę inaczej, ale to jest naturalne, wszystko dookoła się zmienia..

Kto był Pani pierwszym choreografem?

Do zespołu przyszłam, kiedy ogłoszono nabór grupy młodzieżowej, z którą pracował Zygmunt Wojniło. Niedługo po tym zaproponowano mnie uczęszczanie na próby również składu aktualnego, na zajęciach którego była obecna również śp. pani Zofia Gulewicz, która, mimo że już nie prowadziła prób jak dawniej, ale zawsze służyła radą, dyskretnie poprawiała błędy, szczególnie te przy drążku.

Pani podstawowe wykształcenie jest z dziedziny ekonomii. Gdzie Pani się kształciła, czy podczas studiów również należała do grupy tanecznej w „Wilii”?

Ukończyłam studia magisterskie na Uniwersytecie Wileńskim na wydziale ekonomii międzynarodowej. Do „Wilii” przyszłam jeszcze jako uczennica szkoły średniej i cały okres studiów też spędziłam w „Wilii”, opuszczając dosłownie kilka prób.

A co Panią skłoniło do wybrania się na warsztaty choreograficzne? Co głównie zdecydowało, że dzisiaj jest Pani choreografem, chciała Pani czynnie istnieć w zespole?

„Dla mnie nie był to jeden z kolejnych koncertów, na pewno był inny... Było smutno…”. Po 15 latach pracy w zespole pani Suchocka przejmuje rolę choreografa zespołu Fot. archiwum

O tych warsztatach słyszałam wcześniej od starszych kolegów z zespołu, którzy już mieli zaliczone rok czy dwa, mnie zaś do udziału w nich zachęciła ówczesna choreograf zespołu pani Helena Rotkiewicz. I choć głównym celem tych warsztatów jest przygotowanie instruktorów tańców polskich dla zespołów polonijnych, pojechałam tam głównie w celu doskonalenia posiadanych umiejętności tanecznych i zgłębienia wiedzy w dziedzinie tańców polskich, o pracy choreografa nawet wtedy nie myślałam.

Jednak po ukończeniu pierwszego roku studiów instruktorskich zaproponowano mi pracę instruktora, a raczej założenie zespołu ludowego w szkole podstawowej na Lipówce. Pomyślałam — spróbuję — i przez 7 lat tam pracowałam.
W „Wilii” jeszcze jako tancerka brałam czynny udział w działalności zespołu: należałam do rady artystycznej, komisji rewizyjnej itd., zawsze zależało mi, aby zespołowi powodziło się jak najlepiej, żeby był najlepszy. Przed jubileuszem 50-lecia, kiedy grupa tancerzy, w której sama tańczyłam, zaczęła się powoli przerzedzać (praca, zakładanie rodzin), stwierdziliśmy z kierownictwem, że trzeba zadbać o własny narybek, przygotowanie zamiany. A że miałam i wiedzę teoretyczną, i doświadczenie, więc zgodziłam się, że pomogę… No i robię to do dziś.

Czyli obecna grupa aktualna, to Pani wychowankowie?

Tak, ponad 80 proc. tancerzy tańczących obecnie w składzie aktualnym zaczynało w grupie przygotowawczej, z którą ćwiczyłam.

Po raz ostatni zatańczyła Pani na tradycyjnym koncercie zespołu 30 grudnia…

Każdego roku w grudniu dajemy koncert polonezów i mazurów — jedna z tradycji zespołowych, którą staramy się kontynuować i czasami urozmaicić, jak np. dodając śpiew kolęd. Jak sama nazwa mówi, podczas tych koncertów wykonujemy tu wspomniane tańce narodowe ułożone przez śp. panią Zofię Gulewicz do muzyki znanych polskich kompozytorów — K. Kurpińskiego, M. Ogińskiego, St. Moniuszki oraz F. Chopina.

Tak się stało, że na grudniowym koncercie w 1991 roku zatańczyłam swój pierwszy, a w 2006 roku — ostatni koncert w reprezentacyjnej grupie. Dla mnie nie był to jeden z kolejnych koncertów, na pewno był inny… Było smutno… (Tym koncertem aż 8 osób pożegnało się z zespołem, w tym 3 osoby z nieprzerwanym, 15-letnim stażem.) Trudno było podjąć decyzję o odejściu…. Nie wyobrażałam sobie życia bez tańczenia… Ale jak już mówiłam, nic nie trwa wiecznie… Odejść też trzeba w czas i z honorem.

Praca choreografa w „Wilii” nie jest Pani podstawową pracą. Jak Pani sobie radzi na co dzień, tzn. połączenie planu zajęć z „Wilią”, praca w banku i dom? Jak dużo swego czasu Pani poświęca zespołowi tygodniowo?

Próby w zespole są wieczorem po godzinach pracy i w weekendy (4 razy tygodniowo), czyli praktycznie cały czas wolny poświęcam zespołowi.

Obecnie trwają intensywne przygotowania do kolejnego jubileuszu, próby prawie codziennie, a na dodatek wyjazdy z zespołem, jak na przykład do Šilutė w tygodniu.

Jak Pani w tym przypadku radzi sobie z pracą? Czy pracodawca jest tolerancyjny, czy Pani swój urlop poświęca dla dobra zespołu?

Pracodawca jest w porządku, panują tu normalne zasady: praca powinna być wykonana na czas, załatwione zastępstwo na czas mojej nieobecności i oficjalny urlop. Wszystkie wyjazdy czy koncerty, które są w dniach i godzinach pracy, są za koszt przysługującego mi urlopu.

Czy wyobraża Pani siebie dzisiaj bez zespołu, pomimo tak dużego poświęcenia?

Nic nie trwa wiecznie i myślę, że do następnego jubileuszu będę beztrosko się przygotowywała jako tancerka w grupie weteranów.

Czy Pani stawia swoje choreografie, czy też stara się zachować już wcześniej ułożone?

„Wilia” ma bardzo bogaty i różnorodny repertuar, który w ciągu 55 lat działalności zespołu stworzyli poprzedni kierownicy czy zapraszani przez nich choreografowie z Polski, więc na pewno staramy się go zachować. Osobiście zetknęłam się z potrzebą stworzenia nowych układów ze względu na grupy dziecięce, trzeba było stworzyć układy pasujące do wieku i umiejętności tancerzy, jak też program jubileuszowy.

W zespole pracuje Pani już ponad 6 lat. Jak się Pani ta praca podoba, z jakimi trudnościami Pani się spotyka na co dzień? Co Panią cieszy w pracy z dziećmi i młodzieżą?

W zespole, jak i w każdej pracy są swoje trudności, ale w przededniu jubileuszu wcale nie chce mi się o nich rozmawiać… Nigdy nie podjęłabym się pracy, która mi się nie podoba.

W okresie przed jubileuszem pracuje Pani również z weteranami zespołu. Czy nie jest ciężko, czy nie porównują Panią do śp. Zofią Gulewicz, która dla weteranów tancerzy zespołu jest i pozostanie na zawsze wzorem do naśladowania?

Nie nazwałabym tego pracą, a jeżeli już, to bardzo przyjemną. Weterani chętnie przychodzą na próby, ćwiczą z takim zapałem, że niejeden pozazdrościłby im tej młodzieńczej energii, świetnie pamiętają układy, więc moim zadaniem jest jedynie pomóc doskonalić to, co robią prawie perfekcyjnie. Czy porównują do Pani Zofii — nie wiem, nie sądzę…

Ile Pani już miała jubileuszy z zespołem? Jakie towarzyszą uczucia teraz, gdy jest Pani choreografem zespołu i wcześniej, kiedy Pani beztrosko przychodziła na próby i spokojnie przygotowywała się do kolejnego święta „Wilii”?

Bardzo trafnie pani zaznaczyła. Kiedy jest się tylko tancerzem, wszystkie przygotowania są samą przyjemnością, kiedy jest się kierownikiem — przede wszystkim pracą. Zatańczyłam na trzech jubileuszach (40- 45- i 50-leciu). Pierwsze dwa — jako tancerka, na 50-leciu dodatkowo pełniłam funkcje kierownika 2 grup przygotowawczych (60 dzieci).

Rozmawiała Barbara Chikashua

11 odpowiedzi to Polski artystyczny zespół pieśni i tańca „Wilia”: Marzena Suchocka: „Marzenia się spełniają!”

  1. Wilno mówi:

    Przepraszam, że z innej beczki, ale komentarze pod wzmiance o Julii Czepukojć są wyłączone. No właśnie: powiedzcie, dlaboga, tej dziewczynie, że nie jest Czepukoit, tylko CZEPUKOJĆ!

  2. alfa mówi:

    Marzenko, jeśli Zygmuś nieżonaty, ściągnij go z Gdańska, założycie piękną polską rodzinę, a w Wilnie chirurdzy też potrzebni.

  3. no mówi:

    przeciez tak ma w pasporcie i po co wymyslac?

  4. zybedeusz mówi:

    A ja znam Niemkę, która ma w litewszkim paszporcie wpisane imię „Analizė”. I po co wymyślać jakieś „Anny Lizy” — kto to przeczyta tak w ogóle?

  5. no mówi:

    a tak i w ogole jak sie masz Josifie…

  6. Zbigniew mówi:

    Brawo Pani Marzenko.
    Oklaskiwałem Was w Mrągowie

  7. Robert xxx mówi:

    sorry że tak może nie w czas, ale słyszałem niesmaczne wiadomości. Podobno , by sie dostać do 1 składu tańcerzy, trzeba dobrze posmarować. Oby to była tylko plotka…

  8. Wilno mówi:

    do nr 4: “Daleko” zajdziemy z taką mentalnością. W paszporcie to jej napisał byle urzędnik. Czy pozwolimy każdemu ingerować w to, co nasze?! Boże, jakie to straszne być takim ograniczonym…

  9. tak mówi:

    boze boze iboze tu nie pomoze ingerowac to trzeba wtedy jak byle urzednik zapisuje a nie prawdaz?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.