0
Przebaczenie — długi i trudny proces walki z samym sobą

Jezuicki kościół pw. św. Kazimierza w Wilnie Fot. archiwum

Jezuicki kościół pw. św. Kazimierza w Wilnie Fot. archiwum

Rozmowa z ojcem jezuitą, ks. Antanasem Saulaitisem rezydującym w kościele pw. św. Kazimierza w Wilnie

Boże Narodzenie to przede wszystkim czas przebaczenia i pojednania. Czym się te dwa pojęcia różnią?

Niekiedy osoby dążące do pokonania w sobie poczucia krzywdy mylą przebaczenie z pojednaniem. Są to jednak dwa różne, chociaż ściśle ze sobą złączone pojęcia. Przebaczenie uprzedza pojednanie, stanowi także konieczny warunek prawdziwej jedności i zgody między ludźmi. Chodzi o to, że pojednanie może być budowane tylko na wzajemnej wymianie przebaczenia — ofiarowanie przebaczenia powinno być wówczas złączone z jego przyjęciem.
Przebaczenie ma charakter doświadczenia wewnętrznego. Jest ono osobistą decyzją odpuszczenia „naszym winowajcom” wszystkich ich przewinień i grzechów popełnionych wobec nas. Dokonuje się ono w głębi serca i nie zależy od bliźniego.
Pojednanie, podobnie jak samo przebaczenie, jest pewnym procesem, który ma swoją dynamikę. Wymaga ono dłuższego czasu, dlatego też konieczna jest wielka cierpliwość obu stron.
Pełne pojednanie domaga się wzajemnego pokonania uprzedzeń, urazów emocjonalnych, niechęci, nieżyczliwości. Jeżeli ma być ono prawdziwe, musi „urosnąć” w ludzkich sercach. Przebaczenie i wzajemne pojednanie, podobnie jak ziarno rzucone w glebę, rośnie nieraz bardzo powoli.

Na czym polega prawdziwe pojednanie?

Aby pojednanie mogło być prawdziwe, obie strony konfliktu powinny tego chcieć i może ono być budowane tylko na prawdzie i sprawiedliwości.
Nie można mówić o trwałym pojednaniu, kiedy jedna strona konfliktu przerzuca w sposób niesprawiedliwy cały ciężar odpowiedzialności na drugą stronę.
Pierwszy krok w procesie pojednania powinien zrobić nie ten, kto więcej zawinił, ale raczej ten, kto ma więcej sił psychicznych i duchowych, kto jest bardziej otwarty na innych, kto łatwiej nawiązuje relacje międzyludzkie itp. W procesie pojednania większa wina nie może oznaczać większej kary. Takie założenie sprawiłoby, iż pojednanie między ludźmi byłoby właściwie niemożliwe. Większa wina zakłada większe miłosierdzie, ale fundamentem większego miłosierdzia powinna być jednak prawda i sprawiedliwość.
Chrystus w swoim nauczaniu wielokrotnie wzywa do hojności serca względem bliźnich, którzy wobec nas zawinili. Wiele przypowieści opowiada o hojnym przebaczeniu Boga człowiekowi, które ukazane jest jako wzór hojności przebaczenia człowieka człowiekowi.
O ile to możliwe, osoba skrzywdzona może zaproponować temu, kto ją skrzywdził, „wyjaśniającą rozmowę”. Może w niej wypowiedzieć swoje odczucie skrzywdzenia wraz z całym bólem z nim związanym. Takie rozmowy wymagają jednak dobrego przygotowania. Na ogół bywają one bardzo trudne.

Czy w jakiś sposób można się uodpornić na krzywdy, zranienia i czy przebaczenie uodparnia nas na kolejne krzywdy, zranienia?

Pierwszy „ludzki” odruch przy kolejnym zranieniu pozostaje zwykle taki sam. Budzą się te same uczucia żalu, gniewu, złości, a nawet pragnienie zemsty i odwetu. Brak tej pierwszej reakcji obronnej świadczyłby o jakiejś „niezwykłej doskonałości” lub też — przeciwnie — o jakimś niezwykłym „zdławieniu emocjonalnym”. Ten pierwszy odruch jest wyrazem naszej ludzkiej kruchości — duchowej i emocjonalnej. Nie należy się go obawiać. Trzeba nad nim jedynie czuwać i trzeba go też wewnętrznie „opracowywać”.

Zdarza się, że człowiek ma żal do dawno już zmarłej osoby. Jak z tym sobie poradzić?

To bolesne życie ze świadomością, iż nie możemy już „nic zrobić” dla zmarłej osoby, przez którą byliśmy skrzywdzeni lub też, którą sami krzywdziliśmy. Nie możemy prosić jej o przebaczenie ani też nie możemy ofiarować jej naszego przebaczenia. Wobec zmarłych, z którymi żyliśmy w konflikcie, łatwiej niż w innych sytuacjach budzi się poczucie winy. Kiedy był to głęboki konflikt i trwał dłuższy czas, czujemy się też niekiedy winni z powodu śmierci tej osoby. Jest to owoc wielkiego poczucia winy wobec zmarłego.
Pojednanie z osobą zmarłą zaczyna się najpierw od dramatyzowania istniejącego konfliktu i próbie spojrzenia na niego z całym realizmem, bez lęku.
Wiara w świętych obcowanie sprawia, iż także po śmierci możemy wszystko „naprawić”. Oczywiście, inaczej niż wobec osób żyjących — w duchu wiary w świętych obcowanie. „Naprawianie” to polega przede wszystkim na pojednaniu się z Bogiem i z samym sobą. Jednając się z Bogiem, jednamy się także ze wszystkimi ludźmi, w tym ze zmarłymi. A jeśli sami skrzywdziliśmy zmarłą osobę i nie uregulowaliśmy tego za życia, to najlepszym „przepraszam” — jest modlitwa za niego.

Czy można wszystkim i wszystko wybaczyć?

Tego rodzaju pytanie ludzie często zadają sobie i innym. W pracy, w szkole, rodzinie, w gronie przyjaciół, na ulicy – wszędzie możemy się sami potknąć i kogoś obrazić, możemy doznać poniżenia czy jakiejkolwiek przykrości,  a nawet przemocy od innych. Słowem, w życiu jest mnóstwo okazji do wzajemnych ubliżeń, wzajemnego zadania sobie bólu itp. Kto komu i jak musi wtedy przebaczyć.
Wiara katolicka — i nie tylko katolicka — uczy, że Bóg wszystkim przebacza poprzez Sakrament Pojednania, jednak i wtedy nie możemy być pewni przebaczenia, jeśli z naszej strony nie będzie prawdziwej skruchy. A więc do pełnego przebaczenia i pojednania potrzebny jest udział dwóch stron. Trudno jest przebaczyć innemu, ale jeszcze częściej trudniej jest przebaczyć samemu sobie popełniony zły uczynek. Niestety, nie wszyscy uświadamiamy, że w samym założeniu bardzo ważnym aspektem jest wybaczyć samemu sobie. Inaczej możemy długo się zadręczać i nosić kamień w sercu.

Często mówimy, że wybaczyliśmy i innym, i sobie i tak rzeczywiście jest, ale niestety, nie możemy zapomnieć i co rusz powracamy myślami do tematu. Czy nie oznacza to, że nasze przebaczenie było niepełne? Czy nie zapomnieliśmy przy tym poprosić o przebaczenie Boga?

Nie tak szybko wybacza się zarówno sobie, jak i innym. Nie zapominajmy, że przebaczenie to często proces nawet bardzo długi i bardzo bolesny. Generalnie ludzka pamięć jest raczej krucha, ale wszelkie krzywdy akurat długo pamięta i często przez całe lata się nimi zadręcza. I w pewnych sytuacjach okazujemy się wręcz bezsilni. Niestety, nie ma innej porady, jak wszystko to z całą ufnością powierzyć Panu Bogu. Tylko On pomoże ci wszystkie te sprawy uregulować: odbudować więzy międzyludzkie, rodzinne, stanowe, plemienne, narodowe itp. Zresztą, zanim ty pomyślisz o przebaczeniu, to Bóg już ci pierwszy wybaczy.

Ojciec jezuita ks. Antanas Saulaitis skłonny do przebaczenia Fot. archiwum

Ojciec jezuita ks. Antanas Saulaitis zachęca do przebaczenia Fot. archiwum

Małe dzieci zwykle uczymy, żeby przeprosiły mamę lub tatę, jak coś nabroiły. Tymczasem rodzice zwykle z wielkiej miłości do swego dziecka wcześniej mu już wszystko wybaczają, zanim dziecko zdobędzie się na przeprosiny, czy jakąś skruchę za wyrządzoną krzywdę.
W tym przypadku jesteśmy pięknym odzwierciedleniem bezwarunkowego i powszechnego stosunku Boga do człowieka – wszystkim odpuścić, wszystko przebaczyć, zanim jeszcze człowiek nie odczuje wstydu i skruchy. Mówimy, że człowiek żałuje za grzechy, czując, że Bóg mu przebaczył, wiedząc, że Bóg nie ma zastrzeżeń (co najwyżej wobec ludzi nieszczerych), tylko dba o ich poprawę, uzdrowienie, pomaga powstać, aby dalej podążali swoją drogą życiową.

Podczas spowiedzi rola księdza nie polega, aby podsumować grzechy, lecz skłonić do skruchy. Skruszonego i pełnego wiary człowieka Bóg nigdy nie zmusza do powtarzania swojej prośby. Jezus bez ponawiania prośby odpuszczał grzechy, uzdrawiał chorych, pocieszał strapionych. Jak głosi Pismo Święte, Bóg pojednał ze sobą świat i powierzył nam wieść o pojednaniu, dał to jako zadanie dla nas. Powiedział bowiem: „Błogosławieni, którzy czynią pokój i pragną sprawiedliwości”.

Z pewnością szczególnie trudno jest wybaczyć, gdy ktoś inny nie czeka na twoje przebaczenie, bądź w ogóle nie zawraca sobie tym głowy?

Niekiedy człowiek zadaje ból innemu człowiekowi całkiem nieświadomie, ale niekiedy wręcz z premedytacją, zaplanowanie. Ludzie związani więzami małżeńskimi dobrze wiedzą, ile wysiłku trzeba, aby przebaczyć, pogodzić się. Jak często należy zrezygnować z własnego „ego”, by odzyskać utracone zaufanie, naprawić nadszarpnięte dobre stosunki. Jest to wielka i trudna lekcja cierpliwości, pokory, lekcja, która nie kończy się za 45 minut. Zepsuć zawsze jest o wiele lżej niż potem naprawić.

Często chcemy innego człowieka „wychować na swoją modłę” i daleko nie zawsze to się udaje. Co wtedy?

Niestety, to prawda. Z tego to właśnie często w rodzinach powstają konflikty, niekiedy dochodzi do rozwodu. Tymczasem tu najlepiej zdaje egzamin inna mądrość: „Nauczyć się kochać człowieka takim, jakim on jest. Wszak Bóg jednakowo zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych, posyła jednakowo słońce też i na jednych, i na drugich”. Teoretyczna wspaniałomyślność cechuje ludzi wszystkich wyznań, ale nie zawsze w praktyce to zdaje egzamin. Ciągle jeszcze wielu z nas nie umie żyć w zgodzie, jak przystoi dzieciom jednego Boga. Niech nadchodzące święta Bożego Narodzenia będą okazją do głębszej kontemplacji na temat zgody,  przebaczenia i pojednania.

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.