1
Wojna o państwowe lasy

Drewno z litewskich lasów jest cenione na świecie z powodu swojej jakości, którą potwierdzają certyfikaty branżowe przyznawane prawie „od ręki” Fot. Marian Paluszkiewicz

Drewno z litewskich lasów jest cenione na świecie z powodu swojej jakości, którą potwierdzają certyfikaty branżowe przyznawane prawie „od ręki” Fot. Marian Paluszkiewicz

Jeśli lasy na świecie uważane są za płuca Ziemi, to masywy leśne na Litwie pozbawionej jakichkolwiek cenniejszych wykopalisk są też bogactwem naturalnym kraju. Bogactwem wartym miliardy euro!

Nie dziwi więc, że o to bogactwo toczy się prawdziwa wojna, a jej echo w ubiegłym tygodniu dotarło na sam szczyt władzy. Sejm odrzucił weto prezydent Dali Grybauskaitė ws. nowelizacji ustawy leśnej, która ustanawia, że litewskimi lasami państwowymi mają zarządzać 42 nadleśnictwa.
Prezydent tymczasem chciała, żeby to rząd miał decydować, ile i jakie jednostki zarządzające miałyby decydować o losie lasów państwowych.
Również premier Algirdas Butkevičius opowiadał się za restrukturyzacją systemu zarządzania lasami. Nie wyszło, parlamentarzyści na podziw jednogłośnie zablokowali pomysły forsowane przez prezydent i premiera, bo za odrzuceniem prezydenckiego weta przegłosowało aż 103 posłów.
Tylko nieliczni na sali byli przeciwko, a reszta wstrzymała się od głosu. Co ciekawe, projekt nowelizacji ustawy blokujący inicjatywę rządową przygotował i przeprowadził w Sejmie Komitet Ochrony Środowiska, kierowany przez posła Algimantasa Salamakinasa z Partii Socjaldemokratów premiera Algirdasa Butkevičiusa. Również podczas głosowania o odrzucenie prezydenckiego weta posłowie socjaldemokraci byli nad wyraz aktywni.

„Mechaniczny drwal” nie zważając na warunki pogodowe może pracować bez przerwy przez 24 godziny na dobę Fot. Marian Paluszkiewicz

„Mechaniczny drwal” nie zważając na warunki pogodowe może pracować bez przerwy przez 24 godziny na dobę Fot. Marian Paluszkiewicz

— Tu nie ma żadnej sprzeczności pozycji Sejmu i rządu. Sejm uchwalił, że muszą być 42 nadleśnictwa i rząd z Głównym Nadleśnictwem musi realizować to postanowienie — mówi „Kurierowi” poseł Salamakinas zapytany o powody sprzeczności między Sejmem i premierem. Rozmówca nie dramatyzuje też zapowiedzi premiera, który zagroził, że sejmową decyzję o odrzucenie prezydenckiego weta skieruje do Sądu Konstytucyjnego.

— Premier ma takie prawo, więc może z niego skorzystać kierując zapytanie do sądu, czy nasza decyzja nie przeczy Konstytucji. Jestem przekonany, że nie przeczy i że o tym przekona się premier, jeśli zapyta sędziów Sądu Konstytucyjnego — wyjaśnia Salamakinas. Jego zdaniem parlamentarzystów zbulwersowała nie sama propozycja likwidowania większości nadleśnictw, lecz to, że decyzje w tej sprawie próbowano narzucić bez żadnej dyskusji i wyjaśnień.

— Przecież tak być nie może, że gdy był jeden kierownik Nadleśnictwa Głównego, to były 42 nadleśnictwa, a przyszedł inny i postanowił, że zostanie ich kilka albo w ogóle jedno, a przemysłowcy poprzez media popierają go i tłumaczą nam, że to jest bardzo dobry pomysł. Sejm postanowił inaczej. I jeśli rząd albo Nadleśnictwo Główne chce reorganizacji, to niech przychodzą do parlamentu z liczbami i przekonują, że proponują dobre rozwiązanie — mówi nam przewodniczący Komitetu Ochrony Środowiska.

Cała ta sytuacja dla zwykłego obywatela może wyglądać na kolejną przepychankę polityków o jakieś swoje interesy. I w zasadzie tak też jest. Tyle, że, jak zauważa w rozmowie z „Kurierem” Inga Ruginienė, prezes Federacji Związków Zawodowych Pracowników Litewskich Lasów i Przemysłu Drzewnego, chodzi tu o interes społeczny i przyszłość litewskich lasów.

Według informacji związkowców, za projektem forsowanym przez prezydent i premiera stoją interesy dużych przemysłowców, którzy chcą mieć dużo więcej i dużo tańszego drewna z lasów państwowych.
— Podczas dyskusji na temat zmian ustawy oni nawet nie ukrywali, że chcą o 20 proc. tańszego drewna — zauważa Inga Ruginienė. Jak wyjaśniła, przemysłowcy zabiegali, żeby zapewniono im prawo pierwokupu surowca z litewskich lasów.

— To oznacza, że przemysłowcy dyktowaliby cenę drewna — mówi nasza rozmówczyni. Odrzuca przy tym zarzuty przemysłowców i usłużnych im mediów, że rzekomo rodzimy przedsiębiorcy nie mogą konkurować cenowo przy zakupie drewna, bo zagraniczni kupcy dają większą cenę, dlatego większość litewskiego drewna idzie na eksport.
— To nieprawda — zaprzecza Inga Ruginienė. I dodaje, że za granicę wywozi się około ¼ surowca drzewnego.

A z naszych ustaleń wynika, że bodajże największymi eksporterami litewskich lasów są spółki litewskie, które skupują drewno na aukcji i z zyskiem eksportują je do innych krajów — głównie do Skandynawii, czy też do Polski.

— Bo nasze drewno jest bardzo dobrej jakości, o czym świadczą międzynarodowe certyfikaty, które dostajemy niemalże od ręki — wyjaśnia nam szefowa związkowców.

Vygantas Mierkis, kierownik Nadleśnictwa Trockiego Fot. Marian Paluszkiewicz

Vygantas Mierkis, kierownik Nadleśnictwa Trockiego Fot. Marian Paluszkiewicz

Forsowane przez prezydent i rząd zmiany były też poparte argumentem, że nadleśnictw jest za dużo, zarządzane są one nieefektywnie, a większość z nich ponosi straty zamiast zysków.
— To też nieprawda — mówi nam leśniczy Vygantas Mierkis, kierownik Nadleśnictwa Trockiego. I pokazuje sprawozdanie finansowe swojego przedsiębiorstwa leśnego. Z niego wynika, że rentowność przedsiębiorstwa wynosi prawie 9 proc.

— W ubiegłym roku przychody mieliśmy na poziomie 6,2 mln euro, z czego do budżetu państwa z tytułu różnych podatków odprowadziliśmy ponad 2,3 mln euro, czyli 38 proc. od przychodów — mówi nam Vygantas Mierkis. Dodaje też, że dodatkowo przedsiębiorstwo płaci też składki ubezpieczeniowe pracowników oraz obowiązkowo odprowadza 15 proc. podatku od zysku.

Inga Ruginienė zauważa z kolei, że suma podatków, jakie nadleśnictwa odprowadzają do budżetu państwa, jest porównywalna z sumami, jakie płacą przemysłowi giganci, jak na przykład państwowa spółka „Klaipėdos nafta” oraz inne. Prostuje też informacje medialne, że nadleśnictwa państwowe ponoszą straty.
— Oczywiście są lata gorsze i lepsze, ale to dotyczy każdego sektora. Jednak ubiegły rok wszystkie nadleśnictwa skończyły na plusie — informuje szefowa związkowców.

Inga Ruginienė, prezes związkowców Fot. Marian Paluszkiewicz

Inga Ruginienė, prezes związkowców Fot. Marian Paluszkiewicz

— Nadleśnictwa są różne, jedne mniej rentowne, inne bardziej, jednak nie trzeba wszystkie wrzucać do jednego worka — zauważa Vygantas Mierkis. Jak mówi, wbrew temu co piszą niektóre media i mówią niektórzy politycy, nadleśnictwa nie są przeciwko restrukturyzacji zarządzania.

— Na pewno jest to temat do dyskusji, więc rozmawiajmy. Zobaczmy, gdzie mamy słabsze wyniki, przeanalizujmy dlaczego i wtedy zmieniajmy na lepsze. Owszem, być może niektóre nadleśnictwa trzeba likwidować, inne łączyć, ale te decyzje muszą być poparte mocnymi argumentami — tłumaczy Vygantas Mierkis.
Z kolei poseł Salamakinas zauważa, że restrukturyzacja systemu zarządzania lasami musi dotyczyć nie tylko nadleśnictwa i leśnictwa.

— Wcześniej mieliśmy jedno Ministerstwo Lasów, w którym pracowało 50 osób. Teraz go nie ma, ale mamy Departament, Służbę Lasów, Nadleśnictwo Główne, trzy wydziały resortowe, Instytut Lasów i różne inne instytucje, które zatrudniają kilkakrotnie więcej osób niż wcześniej pracowało w resorcie. Zobaczmy więc, czy potrzebujemy aż tyle urzędów — wyjaśnia nam Algimantas Salamakinas.

Starszy inżynier Romaldas Virganavičius Fot. Marian Paluszkiewicz

Starszy inżynier Romaldas Virganavičius Fot. Marian Paluszkiewicz

Poseł zapewnił, że podczas jesienno-zimowej sesji Sejm zamierza zająć się tematem restrukturyzacji systemu zarządzania lasami państwowymi. Obecnie powołana została grupa robocza, która ma przygotować konkretne propozycje na jesienną debatę. Związkowcy oraz większość przedstawicieli nadleśnictw jednego są pewni, że zarządzaniem lasami państwowymi muszą zajmować się państwowe przedsiębiorstwa leśne.

Przejeżdżamy wzdłuż kolejnej połaci lasu wyzbytego z drzew. Gdzieniegdzie jeszcze sterczą kikuty wyciętych drzew. Resztę porastają gęste krzaki, lub pokrywają stosy gałęzi po ściętych drzewach. Kolejne kilometry i kolejna wyrwa w przydrożnym lesie. Tu jednak krzaków nie ma, a pole po wyciętych drzewach zadomawiają sadzonki młodych drzew.

— Po tym możemy poznać właśnie, gdzie jest las prywatny, a gdzie państwowy — zauważa towarzyszący nam starszy inżynier Romaldas Virganavičius z Nadleśnictwa Trockiego. Jak zaznacza, obowiązek odsadzenia wyciętego lasu w równej mierze dotyczy zarówno państwowe przedsiębiorstwa leśne, jak też właścicieli prywatnych lasów. Jednak rzadko który z prywaciarzy spełnia ten obowiązek, bo jak wyjaśnia nam Virganavičius, nie ma skutecznego mechanizmu egzekwowania tego obowiązku.
— Na odsadzenie wyciętego lasu gospodarz ma trzy lata. Jeśli tego nie zrobi, to grozi mu grzywna tylko 100 euro. Ale tu nie ma też skutecznego mechanizmu kontroli — zauważa nasz rozmówca.
Z powodu oszczędności prywatni właściciele lasów rzadko też kiedy zabiegają o certyfikowanie sprzedawanego drewna, bo każdy certyfikat dodatkowo kosztuje, a więc pomniejsza sumę zysku ze sprzedaży.

Nadleśnictwa tymczasem muszą certyfikować swoją produkcję, bo tylko takie drewno mogą sprzedać na elektronicznej giełdzie, która działa od kilku lat i, zdaniem przedstawicieli nadleśnictw, doskonale sprawdza się.
System sprzedaży jest bardzo przejrzysty, bo wyklucza możliwość jakichkolwiek machinacji.
— Nie znamy kupca aż do momentu, kiedy przyjeżdża podpisać umowę kupna-sprzedaży. Do tego czasu wszystko odbywa się w internecie. Nadleśnictwa wystawiają na przetarg swoją produkcję, a przedsiębiorcy mają określony czas na licytację ceny. Później, w ustalonym terminie, system ogłasza zwycięzców przetargów, a głównym kryterium jest największa oferowana cena — kierownik Nadleśnictwa Trockiego wyjaśnia nam mechanizm funkcjonowania elektronicznych przetargów. Tu jednak decyduje nie tylko najwyższa cena, ale też to, czy kupiec ma tzw. moce przerobowe w kraju, czy za granicą. Przy jednakowej cenie w przetargu wygrywa rodzimy przedsiębiorca.

Jak zaznacza Vygantas Mierkis, nadleśnictwo to jednak nie tylko przedsiębiorstwo działające jak każde inne, bo oprócz produkcji drewna nadleśnictwa pełnią wiele innych funkcji.

W ubiegłym roku Nadleśnictwo Trockie zarobiło ponad 6,2 mln euro, z czego do budżetu państwa trafiło 38 proc. Fot. Marian Paluszkiewicz

W ubiegłym roku Nadleśnictwo Trockie zarobiło ponad 6,2 mln euro, z czego do budżetu państwa trafiło 38 proc. Fot. Marian Paluszkiewicz

— Ochrona środowiska, czy też rzadko gdzie na świecie obowiązująca nas ochrona przeciwpożarowa lasów należących do kategorii zagrożonych. Mamy takich obszarów około 70 proc. Przy tym ochroną obejmujemy zarówno lasy państwowe, jak też prywatne — mówi Vygantas Mierkis.
Ocenia się, że właśnie z tego powodu, iż same nadleśnictwa zajmują się ochroną przeciwpożarową, w kraju nie dochodzi do dużych pożarów leśnych. Jak wynika z statystyk, ponad 40 proc. wypadków jest natychmiast lokalizowanych i likwidowanych przez pracowników nadleśnictw, co uniemożliwia wybuchom wielkich pożarów.
Nadleśnictwa pełnią też jedną funkcję, ani formalnie, ani oficjalnie im nieprzypisaną — socjalną, bo często, zwłaszcza na prowincji i w miejscowościach wiejskich, są jedynymi pracodawcami dla miejscowej ludności.

Jak zauważa Romaldas Virganavičius, praca w lesie, choć dobrze opłacana, jest bardzo ciężka. Dlatego w nadleśnictwie starają się zamienić ludzi maszyną, która nie zważając na warunki pogodowe oraz przez 24 godziny na dobę może wycinać drzewa.
— Ten sprzęt nie tylko ścina drzewo i oczyszcza z gałęzi, ale też tnie je na bale odpowiedniej długości — opowiada Valentas Kraučiun, operator mechanicznej ręki, którą Nadleśnictwo Trockie nabyło za ponad milion litów.
— Bez niej nie dalibyśmy rady, zwłaszcza w sezonie. Wtedy maszyna pracuje na trzy zmiany. Zmieniają się tylko operatorzy — wyjaśnia Romaldas Virganavičius.
Mechaniczna ręka jest w pełni skomputeryzowana i w zależności od zaprogramowanego zlecenia tnie pnie na bale odpowiedniej długości. Ścięcie, oczyszczenie z gałęzi i pocięcie na bierwiona kilkunastometrowej jodły zajmuje jej dosłownie minutę. Do obowiązków operatora należy wybór drzewa i segregowanie pociętych już bierwion.

Właściciele prywatnych lasów najczęściej nie certyfikują drewna, bo wiąże się to z dodatkowymi kosztami, które ostatecznie trzeba wkalkulować w cenę sprzedaży Fot. Marian Paluszkiewicz

Właściciele prywatnych lasów najczęściej nie certyfikują drewna, bo wiąże się to z dodatkowymi kosztami, które ostatecznie trzeba wkalkulować w cenę sprzedaży Fot. Marian Paluszkiewicz

Większość prac w lesie nadal wykonują jednak ludzie, bo w terenie górzystym, czy też przy wycinaniu pojedynczych drzew maszyna jest bezradna. Nadleśnictwa same nie zatrudniają jednak drwali. Organizują przetargi na planowane prace. Za godzinę pracy drwala w lesie płaci się średnio ok. 7 euro, jednak, jak zauważa starszy inżynier, nie ma pewności, że tyle też zarabiają drwale zatrudniani przez firmy, które wygrywają zlecenia.
Nadleśnictwa pełnią też jedną nietypową dla siebie funkcję — śmieciarzy.

— Jest to dla nas prawdziwa udręka — mówi Vygantas Mierkis. Dodaje też, że zbiórka i wywóz pozostawionych w lesie śmieci nie tylko obciąża nadleśnictwa dodatkową i nietypową pracą, ale też dodatkowymi kosztami.
— Bo przecież musimy płacić za wywóz śmieci — wyjaśnia leśniczy.
Nadleśnictwa również sporo inwestują w obiekty rekreacyjne, leśne szlaki poznawcze. Jednak, jak zaznacza nasz rozmówca, znacznie więcej przedsiębiorstwo kosztuje późniejsze remonty i utrzymanie tych obiektów. Bo, jak zauważa, w społeczeństwie jednak nadal panuje przekonanie, że jak coś jest ogólnodostępne, to nie trzeba o to dbać.

Jedna odpowiedź do Wojna o państwowe lasy

  1. JM mówi:

    Chrońmy lasy.
    Bronią nas.
    W PL jest/był ten am problem.

    https://youtu.be/zVREf9L-AHg

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.