0
Alina Zavadzka: chciałam wyrazić wdzięczność ludziom, którzy wychowali mnie w wierze

Chciałam zebrać wspomnienia, zachować pamięć o ludziach, dzięki którym wiara na Wileńszczyźnie przetrwała – mówi Alina Zavadzka Fot. archiwum

Rozmowa z dr Aliną Zavadzką (z domu Zajankowska), historykiem i harcerką pochodzącą z Kowalczuk, autorką książki „Duszpasterstwo polskie na Wileńszczyźnie w okresie sowieckim (1944–1990)”

Przed kilkoma tygodniami w serii wydawniczej Oddziału IPN w Białymstoku ukazała się Pani książka „Duszpasterstwo polskie na Wileńszczyźnie w okresie sowieckim (1944–1990)”. Jak doszło do jej wydania?

Książka powstała na podstawie mojej pracy doktorskiej, którą obroniłam na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. W porównaniu z pracą książka nieco się różni, niektóre z informacji zostały uaktualnione. Było to konieczne, choćby dlatego, że niektórzy z moich rozmówców już nie żyją.

Dlaczego zdecydowała się Pani na podjęcie właśnie takiego tematu?
 
Najpierw myślałam, że będzie to kontynuacja mojej pracy magisterskiej, która dotyczyła Kalwarii Wileńskiej. Zdecydowałam się jednak na znaczne rozszerzenie tematu. Początkowo miał on dotyczyć duszpasterstwa Polaków, ale okazało się, że bardzo trudne byłoby wyodrębnienie konkretnych form duszpasterstwa, odnoszących się tylko do osób polskiej narodowości. Jednym z wniosków, do jakich doszłam w pracy, było także to, że wraz z upływem czasu duszpasterstwo polskie stało się w zasadzie duszpasterstwem polskojęzycznym, gdyż dużą rolę odegrali w nim także księża Litwini, którzy mówili po polsku i rozumieli konieczność prowadzenia duszpasterstwa w języku polskim.
Innym powodem wyboru takiego tematu jest to, że życie religijne jest dla mnie ważne. Chciałam poprzez tę książkę wyrazić moją wdzięczność ludziom, którzy wychowali mnie w wierze. Wśród nich są także moje babcie. Z jedną z nich zrobiłam wywiad, który wykorzystałam w swojej pracy. Druga już, niestety, zmarła. To właśnie one po raz pierwszy zawiozły mnie do Kalwarii Wileńskiej. Chciałam zebrać wspomnienia, zachować pamięć o ludziach, dzięki którym wiara na Wileńszczyźnie przetrwała, opisać konkretne wydarzenia.

Czego będziemy mogli dowiedzieć się z książki?

 
W pracy dużo miejsca poświęciłam opisowi duszpasterstwa na przykładach konkretnych dekanatów czy parafii. Tak naprawdę o historii każdego dekanatu mogłaby powstać oddzielna praca. Mimo że były to czasy walki z kościołem, niejedna parafia tętniła życiem, księżom nie brakowało pomysłów na to, jak pracować wśród wiernych.
Bardzo się cieszę, że udało mi się znaleźć i opisać obsadę parafii na Wileńszczyźnie w całym tym okresie. To była bardzo żmudna praca. Zajęła mi dwa lata. Niestety, w przypadku tego rodzaju opracowań nie można mieć pewności, że są one pełne. Opierałam się na materiałach zgromadzonych w Archiwum Centralnym i niektórych parafiach. Bardzo żałuję, że nie miałam dostępu do zbiorów wileńskiej kurii. Zwracałam się z taką prośbą, natomiast otrzymałam odpowiedź odmowną. Dostęp do archiwów kościelnych bywa bardzo trudny.

Bardzo ważne miejsca w Pani pracy zajmują zbierane przez Panią relacje świadków.

Tak, zebrałam 20 relacji. Może nie jest to dużo, ale ważne jest, że są to osoby bardzo różne: księża, siostry zakonne, świeccy. Wcale niełatwo było zbierać te wspomnienia. Były momenty, że miałam wątpliwości, czy w ogóle ta praca powstanie. Raz byłam tak zdesperowana, że poprosiłam o wywiad starszą panią, obok której siedziałam w autobusie z Wilna. Widziałam, że modli się na różańcu. Nie znałam jej, nie wiedziałam, czy jest Polką. Zapytałam więc w jakim języku się modli. Powiedziała, że po polsku i od tego zaczęła się nasza rozmowa.
Również niektórzy księża niechętnie ze mną rozmawiali. Nie mam o to żalu, ale trochę szkoda, bo może mogliby uzupełnić moje wiadomości. Na szczęście, mogłam liczyć na wsparcie mojego ówczesnego proboszcza, ks. Mirosława Grabowskiego, który naprawdę bardzo mi pomógł.

Alina Zavadzka nadal pozostaje zaangażowana w działalność harcerską na Wileńszczyźnie Fot. archiwum

Czy w trakcie tych rozmów zmieniło się Pani wyobrażenie o kościele na Wileńszczyźnie? Czy odkryła Pani coś nowego?

Poznałam historię kilku duchownych, których wcześniej nie znałam. Taką osobą był np. ks. Kazimierz Kułak, który pracował w Landwarowie. Właśnie jego zdjęcie znajduje się na okładce książki. Bardzo dużo słyszałam o nim od ks. Mirosława Grabowskiego. Miałam okazję dowiedzieć się o nim jeszcze więcej w trakcie mojej pracy w Archiwum Archidiecezjalnym w Białymstoku. Zostawił po sobie pamiętnik a także dużo listów.
W trakcie zbierania materiałów doceniłam także działalność osób świeckich na Wileńszczyźnie. Nieraz miałam  okazję przekonać się  o bardzo dużym zaangażowaniu katechetek przygotowujących dzieci do I komunii świętej w czasach, gdy wiązało się to przecież z bardzo dużym ryzykiem. Nie brakowało także mężczyzn – zakrystianów, kościelnych czy organistów, którzy z bardzo dużym poświęceniem wykonywali swoją pracę.
Jednak pisanie nie zawsze było łatwe, gdyż przy okazji dowiedziałam się także o wielu przykrych sprawach, np. o konfliktach między Polakami a Litwinami, które niestety dawały o sobie znać także w środowisku parafialnym.

Jeden z ostatnich podrozdziałów nosi tytuł „Autorytet księdza Polaka”…

Bardzo wyraźnie właśnie taki obraz księdza Polaka wyłaniał się nie tyle ze zbieranych przeze mnie wspomnień, ale także archiwaliów, do których miałam dostęp. Wyraźnie widać to było np. w listach dotyczących wyjazdu do Polski po 1945 r. Niejedna z osób pytanych o to, czy zamierza wyjechać odpowiadała „Jeszcze nie wiem, muszę zapytać księdza”. Ja sama spotkałam się przede wszystkim z autorytetem, którym był ks. Józef Obrębski. Z nim również robiłam wywiad i to spotkanie było dla mnie wielkim przeżyciem. O tym, jak ważna była to osoba na Wileńszczyźnie, mówił mi również ks. Vaclovas Aliulis, który nazywał ks. Józefa Obrębskiego i ks. Adolfa Trusewicza „podziemną kurią”. Wielkim autorytetem, nie tylko dla świeckich, ale też dla innych księży, byli duchowni, którzy wrócili z łagrów.

A jak wyglądały w tym okresie relacje polsko-litewskie w parafiach?

Bardzo różnie. Można znaleźć przykłady księży, którzy posługiwali się swoim nazwiskiem zarówno w polskiej jak i litewskiej wersji, prowadzili prace w dwóch językach, jak Vladislovas Gimžauskas – Władysław Gimżewski czy Baltazar Budrecki – Baltazaras Budreckis. Niektórzy z nich mieli zresztą przez to problemy, byli oskarżani o to, że „polonizują wieś”. Oczywiście nie brakowało także ludzi, którzy podsycali podziały narodowe. W książce opisuję współpracę pomiędzy księżmi Polakami a Litwinami w parafiach. To również bardzo ciekawy problem.

Na okładce książki Pani nazwisko pisane jest prze „v”.

Tak, dotykają mnie problemy związane z litewskimi urzędami. Bardzo wiele osób dziwi się, że moje nazwisko zapisywane jest inaczej niż męża i syna. Tym bardziej, że w Polsce nie ma problemu z używaniem w dokumentach litewskich znaków diakrytycznych. Wyszłam za mąż za obywatela Polski, jednak na Litwie odmówiono zapisania mojego nazwiska przez „w”. Nie ukrywam, że bywa to nieco kłopotliwe na co dzień, zwłaszcza, gdy muszę tłumaczyć, że moje nazwisko pisze się inaczej niż innych członków rodziny.

Mieszka Pani i pracuje obecnie z Białymstoku. Czy myśli Pani czasem o powrocie na Litwę?

W Polsce jestem już prawie 15 lat, ale nigdy nie odcinałam się od Litwy. Cały czas pozostaję zaangażowana w działalność harcerską na Wileńszczyźnie. Zresztą pod tym względem Białystok daje mi szczególne możliwości. Tu w zasadzie w każdym domu jest zarówno obraz Matki Bożej Częstochowskiej jak i Ostrobramskiej a więzi z Wileńszczyzną są naprawdę bardzo żywe. Również pod względem naukowym mam tu bardzo duże możliwości wykorzystywania swojej wiedzy. Zarówno Oddział IPN w Białymstoku, jak i Archiwum Archidiecezjalne jest bardzo zainteresowane badaniami nad historią Wileńszczyzny, w których mogę mieć swój udział.

***

Książka Aliny Zavadzkiej „Duszpasterstwo polskie na Wileńszczyźnie w okresie sowieckim (1944–1990)” ukazała się w serii wydawniczej Oddziału IPN w Białymstoku, tom 30.
„Autorce udało się pokazać główne metody działań ateistycznych władz sowieckich wobec katolików polskich. Zwróciła też uwagę na wzajemną nieufność w relacjach polsko-litewskich, ciągnącą się przez cały czas prześladowań. Pokazała również chronologię antykatolickiej polityki władz, która cechowała się raz natężeniem, a raz liberalizacją”.
Z recenzji dr. hab. Mieczysława Ryby

Chciałam zebrać wspomnienia, zachować pamięć o ludziach, dzięki którym wiara na Wileńszczyźnie przetrwała – mówi Alina Zavadzka Fot. archiwum
Alina Zavadzka nadal pozostaje zaangażowana w działalność harcerską na Wileńszczyźnie  Fot. archiwum

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.