40 lat Solidarności

40 lat temu, latem 1980 r., w całej Polsce doszło do strajków, które w efekcie doprowadziły do powstania pierwszego w bloku państw znajdujących się pod kuratelą ZSRS niezależnych od władz związków zawodowych Solidarność. Od tego momentu świat, w którym żyliśmy, zaczął na naszych oczach diametralnie się zmieniać. Dzięki determinacji Polaków po 10 latach od pamiętnego Sierpnia ’80 wielki totalitarny kolos zaczął się chwiać i upragnioną wolność uzyskało wiele narodów Europy Środkowo-Wschodniej. Ówczesna Solidarność była narodowym doświadczeniem jedności w chwili, kiedy była ona narodowi naprawdę potrzebna. Pokazała, że Polacy walczą razem, że nie dadzą się podzielić, rozbić, skłócić. Dlatego mimo doświadczenia stanu wojennego, cierpienia i wielu przelanych łez udało się ostatecznie zwyciężyć. Co pozostało nam dzisiaj z tamtych dni? Nie jest łatwo odpowiedzieć na to pytanie i odpowiedzi może się też pojawić bardzo wiele. Solidarność wybrzmiewa w naszych marzeniach o zjednoczonym narodzie, który dał się w ostatnich latach bardzo podzielić. Wybrzmiewa też w polityce wyrównującej nierówności społeczne, bo taka zawsze była misja Solidarności. Także w dostrzeganiu potrzeb i marzeń narodów, które żyją obok nas. W ostatnich tygodniach przejawiło się to m.in. w niesieniu pomocy krzywdzonym Białorusinom. Solidarność to jednak przede wszystkim wierność wartościom, z których wyrosła i które stanowiły jej siłę. W naszej tradycji okrzyknęliśmy je trójmianem „Bóg – Honor – Ojczyzna”. Przy okazji jubileuszowych uroczystości pojawiło się wiele komentarzy na temat dziedzictwa wydarzeń sprzed 40 lat. Z wieloma się identyfikuję. Wśród nich z opinią Michała Karnowskiego, który napisał: „Solidarność była patriotyczna, była chrześcijańska, była polska. Nie da się przerobić jej na protoplastkę multi-kulti, kosmopolityzmu, genderyzmu i LGBT – choć próbują. Solidarność była przesycona miłością Ojczyzny. Wyrastała z krwi, z powstań, z walki, z ofiary, z wiary w Chrystusa. Chciała Polski. Tej nicości, którą dziś nam proponują, nie mogłaby przyjąć – bo to jej przeciwieństwo. To przecież samotność, kalectwo, duchowa lobotomia, śmierć, koniec narodu. Solidarność to biało-czerwone flagi. To, co po drugiej stronie, jest znacznie bardziej kolorowe, ale równie fałszywe, równie zakłamane, i równie skazane na klęskę jak czerwona gwiazda”. Jedno przekonanie po 40 latach pozostaje niezmienne: Nie ma wolności bez Solidarności!


ks. Jarosław Wąsowicz SDB


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 37(106) 12-18/09/2020