Chwycić byka za rogi: szkockie bydło górskie na Litwie

Aleksandr jest dumny ze swego najbardziej rodowitego byka na Litwie – buhaja Iwana (Eoin Mhor 1st of Monachyle)

Aleksandr Visnap na spotkanie przyszedł z… bykiem. Dokładniej – ze złotą głową kudłatego buhaja wyszytą na czarnej firmowej bluzie członków Litewskiego Klubu „Highland”, hodowców szkockiego bydła górskiego.

Hodowla tych niewybrednych zwierząt to jest biznes dla leniwych – z nieukrywanym uśmiechem samozadowolenia zaczyna opowieść o swojej przygodzie życia młody chłopak. Urodzony w centrum Wilna, teraz gospodaruje na obrzeżach Litwy północnej.
Nie miał dziadków na wsi, nie miał więc żadnego powiązania ani sentymentu do ziemi, lasów, nie myślał nawet wcześniej, że strony odległych Jeziorosów (Zarasai) będą jego drugim domem. Jak też dla jego podopiecznych – stada krów rasy highland, łudząco podobnych do wspinających się po górskich ścieżkach jaków z reportaży przyrodniczych kanału Discovery.
30-letni chłopak jest prawnikiem z zawodu, ale nie lubił pracy biurowej w firmie logistycznej. – Uprawiałem sport jeździecki – konkury. Lubiłem konie, lubiłem przestrzeń. Polubiłem też te egzotyczne krowy, które zobaczyłem u matki swojej dziewczyny – opowiada Aleksandr.
Dwie godziny jazdy samochodem, 160 km od Wilna, w starostwie Antazavės znajduje się wieś Daržininkų. Ładny i okazały dom dobudowuje głowa rodziny – Roman, który razem z żoną Natalją są „wolnymi farmerami”. – Mamy na to oficjalne dokumenty! – śmieją się z nieoczekiwanego zwrotu w swoim życiu. Zaczynali, zakładając jedną z pierwszych agencji nieruchomościowych w Wilnie, Viaolę, a teraz mają we władaniu własne hektary – malownicze oazy łąk, lasów i ciszy.
I to właśnie ich młodszy syn Aleksandr zapalił się do pomysłu założenia swojego stada hajlandów. Znalazł drogę do unijnego finansowania, otrzymał 40 tys. euro dotacji i przed sześcioma laty kupił w Estonii 30 cielaków po tysiąc euro każde.

Girl in a jacket

Dostojny Eoin raz uciekł z wystawy

Dzieci lubią podrapać za uchem dotychczas niewidziane krowy

Aleksandr jest dumny ze swego przewodnika stada, najbardziej rodowitego byka na Litwie – buhaja Iwana („pełny tytuł dworski” – Eoin Mhor 1st of Monachyle), którego kupił za 4 tys. euro wprost ze Szkocji. Często z nim bywa na krajowych i zagranicznych targach rolnych, skąd przywozi prestiżowe nagrody. Ale pewnego razu Eoin zrobił mu wstyd, bo… uciekł z wystawy! Hodowcy z sąsiedzkich boksów, kiedy to zobaczyli, aż tarzali się po ziemi ze śmiechu! Bo szkocki arystokrata nie pognał – jak to zazwyczaj robią jego pobratymcy – gdzie ślepia poniosą. Wyszedł z ogrodzenia i po przejściu trzech metrów się zatrzymał, z ciekawością rozglądając się wokoło.

„Naprawdę mnie nie ugryziesz?!”

W Europie pierwsze dowody pisane wzmiankującej o tej rasie sięgają XII w., z kolei archeologiczne dowody jej istnienia pochodzą już z VI w., a co czyni ją jedną z najstarszych w nowożytnej historii zarejestrowanych ras bydła.
Współczesna rasa highland to długowłose, krótkonogie bydło. Umaszczenie ma bardzo zróżnicowane: najczęściej brązowe, ale też żółte, czerwone i czarne. Zdarzają się zwierzęta o umaszczeniu białym i srebrnym.
Cechą wyróżniającą jest charakterystyczna, długa pokrywa włosowa. W chowie fermowym dorosłe buhaje uzyskują masę ok. 800 kg (wysokość w kłębie do 130 cm), a krowy 500 kg (ok. 105 cm).
Aleksandr przedtem hodował owce, miał ich nawet tysiąc, ale zrezygnował, bo „kłopotliwe to zwierzęta – strzyżenie, doglądanie, choroby, no i łatwy łup dla wilków”.

Przez cały rok pod gołym niebem

– Zwierzęta te nie mają specjalnych wymagań i przez cały rok mogą przebywać na pastwisku. Zimą, kiedy trawy już nie da się wygrzebać, dajemy im siano. Latem, w upały same szukają cienia w krzakach i pod drzewami. Wodę piją ze stawów – opowiada Aleksandr o swoim stadzie składającym się z dorodnego buhaja, 33 krów i 15 cielaków.

Poprzednie 15 już poszło do stad innych hodowców lub na przetwórstwo mięsa. Po tysiąc euro za sztukę.
Szkockie bydło nie tylko świetnie wykorzystuje pastwisko, lecz także z dużą efektywnością „czyści” zarośla i gąszcze, co zapobiega ich zarastaniu i dziczeniu. A w rejonie jezioroskim właśnie takie nieużytki dominują. Rodzina Visnapów posiada 50 ha ziemi własnej i dzierżawionej.
Hajlandki charakteryzują się dobrą płodnością, łatwo doczekują się potomstwa. Krowy cielą się na pastwiskach bez żadnej pomocy, a porodów nie utrudniają nawet zimowe warunki. – Zdarza się, że krowy idą po prostu swoją wydeptaną ścieżką, po drodze zostawiając urodzone cielaki – opowiada Aleksandr, który czasami musiał szukać w zaroślach nowo narodzonych maleństw.
Notabene w dzień naszej rozmowy jedna z krów się ocieliła. Włochate maleństwo szybko stanęło na nogi i od razu otrzymało urodzinowy prezent od Aleksandra – kolczyki z żółtymi metkami: imieniem i numerem z nazwą „Farma Visnapów”.

Z całej Litwy do rodziny Visnapów przyjeżdżają wycieczki, by zobaczyć „dziwne, kudłate i bardzo rogate krowy”

Mięso hajlandów także na królewskim stole

Rasa highland daje wołowinę o wysokich walorach kulinarnych, soczystą, o niskiej zawartości cholesterolu i praktycznie pozbawioną tłuszczu. To właśnie dużo ruchu na świeżym powietrzu, na naturalnych pastwiskach jest tajemnicą niezwykłego smaku mięsa, o odcieniu smakowym dziczyzny.
Nic więc dziwnego, że nawet brytyjska rodzina królewska utrzymuje duże stado w Szkocji, a potrawy z tego ekologicznego mięsa często goszczą na jej stołach. Na Litwie szkocką wołowinę można kupić po 10 euro za kilo.
Mimo żywego temperamentu i długich rogów, przydających zwierzętom groźnego wyglądu, jest to bydło łagodne. Wyróżnia się też od innych ras ponadprzeciętną inteligencją. Wystarczy, że gospodarz przyjdzie w innej niż zwykle kurtce i już stado staje się nieufne do „przybysza”.
– Okoliczni mieszkańcy już się do moich rogaczy przyzwyczaili, choć początkowo bardzo się ich bali. Z doświadczenia wiedzą, że byki zazwyczaj agresywnie bronią stada. A teraz to i wycieczki z całej Litwy przyjeżdżają! Dzieci bardzo lubią podrapać za uchem dotychczas niewidziane krowy – opowiada młody farmer.

Stado pod opieką rodezjanów

Inteligentne, o dużym temperamencie rodezjany łatwo dogadują się ze swoimi kolegami z pastwiska

Pieczę nad stadem szkockich krów sprawują też czworonożni szczekający opiekunowie. Mama Aleksandra, Natalja, hoduje psy rasy Rhodesian ridgeback – inteligentne, o dużym temperamencie i łatwo dogadujące się ze swoimi kolegami z pastwiska, hajlandami. – Może dlatego, że są tej samej, brązowej maści? – śmieje się pani Natalja i wskazuje na grzbiet psów. Tam ich sierść rośnie… w przeciwnym kierunku! – Ta pręga to znak rozpoznawczy tych psów, których nasze krowy bardzo poważają – opowiada.

– To silne psy myśliwskie, które w Afryce były i są używane do polowań na zwierzynę – lwy, a nawet gepardy. Swoją ofiarę tropią, osaczają i zatrzymują aż do czasu przybycia myśliwego – opowiada z nieukrywaną dumą Natalja, zaznaczając, że jest to jedna z najstarszych ras – jej korzenie sięgają starożytnego Egiptu.

Pod swoją opieką ma trzy rodowite suczki, którym „odpowiednich mężów” szukają za granicą – w Czechach, na Słowacji, we Włoszech czy w Rosji. Szczenięta, których na świat pojawia się nawet do dwunastu, nie są tanie – każdy jest wart tysiąc euro.
– W Europie, Ameryce czy Kanadzie, dokąd wysyłamy nowym właścicielom swoich rodezjanów, są przede wszystkim psami do towarzystwa. Ale w niektórych krajach służą w policji – wykrywają narkotyki, a także są ratownikami. No, a u nas są opiekunami i przyjaciółmi szkockiego bydła – śmieje się Natalja.


Fot. Natalja Visnap


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 43(124) 24-30/10/2020