Wsparcia potrzebują te sektory, które dzisiaj mogą pracować, ale nie mogą zarobić

Wsparcie państwa jest bardzo potrzebne, ponieważ bez materialnej pomocy wielu przedsiębiorców po prostu zbankrutuje
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Druga kwarantanna różni się nieco od pierwszej. Tym razem pozwolono kontynuować działalność sklepom niespożywczym, marketom i salonom kosmetycznym. Mimo to zarówno sprzedawcy, jak i fryzjerzy oraz inni profesjonaliści z branży kosmetycznej, odczuwają ogromny spadek liczby odwiedzających i mają nadzieję, że nie pozostaną całkowicie bez wsparcia państwa.

– Co tu mówić, tragedia. Od trzech lat mam zezwolenie na prowadzenie działalności, pracuję jako fryzjerka. Zanim zaczęły się te samoizolacje i kwarantanny, codziennie miałam 7-9 klientów, zależało od tego, co należy robić. Jeżeli malowanie – to mniej brałam klientów, ale nigdy nie narzekałam na ich brak – opowiada „Kurierowi Wileńskiemu” Alicja Masiel, fryzjerka z rejonu wileńskiego.
Fryzjerka twierdzi, że zazwyczaj klientów zapisanych miała miesiąc do przodu.

– Dzisiaj jest już 13 godzina, jeszcze nikogo nie miałam. O 17.00 ma przyjść mężczyzna, zarobię 5 euro. To cały mój zarobek na dzisiaj, na jutro mam zapisane dwie kobiety. Jedna na malowanie to 20 euro, a druga strzyżenie – 7. Po prostu płakać mi się chce. To, że pozwolono nam pracować, wcale nie oznacza, że możemy zarobić. Ludzie nie przychodzą, bo niektórzy są na izolacji, inni przecież i tak nigdzie nie wychodzą, a jeszcze inni po prostu oszczędzają lub boją się. Proszę zobaczyć: grudzień, okres świąt, imprez świątecznych w pracy – zazwyczaj od października ludzie już się zapisywali. Dzisiaj mamy już prawie połowę listopada, zapisały się 3 osoby – pokazuje ze łzami w oczach pusty notes.

Manikiurzystki także narzekają na brak pracy
– Co tu mówić, pusto. Zazwyczaj pracowałam po 10 godzin dziennie, no bo paznokcie żelowe robiła prawie każda kobieta. Wielu klientkom odmawiałam, ponieważ nie wyrabiałam się. Dzisiaj kobiety nie robią, przychodzą, aby zdjąć żel i zrobić zwykły manikiur, który będą dalej same robiły. Zostaję bez pracy – mówi Karina.
Jolanta Mačiulienė, Prezes Stowarzyszenia Fryzjerów i Specjalistów Urody w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” powiedziała, że zmniejszyła się liczba klientów, ale czynsze się nie zmieniły, pozwolono na pracę, ale życie się zatrzymało i stoi w miejscu. I to stoi dość mocno.

– To bardzo dobrze, że możemy dzisiaj pracować, ale to wcale nie oznacza, że możemy zarobić i nie potrzebujemy pomocy państwa. Ludzi jest drastycznie mniej – w niektórych salonach nawet o 60 i więcej procent. Po pierwsze, wymóg, że teraz na każdego klienta powinno być przeznaczone 10 m kwadratowych, oznacza w praktyce, że fryzjerzy pracują przez dzień, ponieważ brak miejsca, po drugie – zmniejszyła się sama liczba klientów. Specjaliści przychodzą do pracy i siedzą, nie zarabiają, ponieważ liczba klientów z 10 dziennie zmniejszyła się do średnio 4. Wielu klientów przebywa na samoizolacji, niektórzy po prostu boją się, ponieważ codziennie słyszymy wiadomości, ilu umarło, ilu znajduje się w reanimacji – to działa na psychikę ludzką. Wszystkie imprezy, święta są odwołane, więc ludzie nie mają dokąd stroić się i siedzą w domach – komentuje Mačiulienė.
Po przerwie związanej z pandemią koronawirusa często słyszymy, że znacznie zdrożały usługi fryzjerskie. Tymczasem Prezes Stowarzyszenia Fryzjerów i Specjalistów Urody twierdzi, że cena usług pozostała na tym samym poziomie.

Sektor specjalistów od urody nie zdołał jeszcze się zregenerować po pierwszej kwarantannie
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Według Mačiulienė, sektor specjalistów od urody nie zdołał jeszcze się zregenerować po pierwszej kwarantannie. Niektórzy zaczęli pracować co drugi dzień.
– Myślę, że prawdopodobnie dojdzie do bankructwa wielu salonów. Wiele z nich dzisiaj nie przynosi żadnych dochodów, ale ubytki. I nie wiadomo, kiedy ta sytuacja się zmieni. Nie chcę być złym prorokiem, ale w tej chwili sytuacja jest naprawdę tragiczna. Jeżeli państwo nie pomoże, to czeka nas bardzo smutna przyszłość – podkreśliła Jolanta Mačiulienė.
Rūta Vainienė, dyrektorka Stowarzyszenia Firm Handlowych, w rozmowie z „Kurierem Wileńskim“ powiedziała, że przedsiębiorstwa mają trudności – środki bezpieczeństwa podniosły koszty utrzymania, a kupujących jest coraz mniej.

– Co tu mówić, jest tragicznie. Liczba ludzi odwiedzających sklepy niespożywcze zmniejszyła się dramatycznie. Zauważyliśmy to już w sierpniu, kiedy wróciło obowiązkowe noszenie masek w sklepach. Dla klientów te maski są niewygodne, dlatego zrezygnowali z chodzenia do sklepów. Kupują przez internet lub po prostu rezygnują z rzeczy, które dzisiaj nie są obowiązkowe. Następnie obroty i przepływy klientów ponownie spadły, gdy cała Litwa została podzielona zgodnie z zasadą sygnalizacji świetlnej z 26 października. A teraz na pewno po raz kolejny spadnie, gdy została wprowadzona krajowa kwarantanna – zaznaczyła Rūta Vainienė.

Przepływy do sklepów niespożywczych spadły znacznie bardziej niż do sklepów z żywnością. Ale jeśli chodzi o sklepy spożywcze, przepływy te skorygowały się wiosną, podczas kwarantanny, kiedy handlowcy już przekonywali, przyzwyczajali konsumentów do odpowiedzialnych zakupów, planowali zakupy i rzadziej odwiedzali sklepy. Obserwujemy od marca, że ludzie rzadziej chodzą do sklepów, ale za to kupują od razu więcej artykułów żywnościowych. Natomiast do sklepów niespożywczych chodzą jeszcze rzadziej i kupują o wiele mniej.
Vainienė powiedziała, że handlowcy, biorąc pod uwagę poniesione szkody, dzielą się na dwie wyraźne kategorie: handlarzy żywności i handlarzy nieżywności. W przypadku tych drugich sytuacja finansowa jest znacznie bardziej skomplikowana. Sprzedaż artykułów nieżywnościowych nie osiągnęła poziomu z ubiegłorocznego okresu i spada z każdym mijającym tygodniem.

Girl in a jacket

Czytaj więcej: Koronawirus uderza coraz dotkliwiej

– Chociaż sprzedaż przez internet w czasie kwarantanny wzrasta, to wcale nie oznacza, że wzrasta o tyle, żeby pokryć spadek sprzedaży w sklepach. Tego nie było w czasie pierwszej kwarantanny, nie będzie i teraz. Wsparcie państwa jest bardzo potrzebne, ponieważ bez materialnej pomocy państwa po prostu wielu przedsiębiorców zbankrutuje, a co za tym idzie – będzie jeszcze większe bezrobocie. Na razie nie wiemy, według jakich kryteriów państwo będzie dzieliło pomoc finansową, ale miejmy nadzieję, że wszystko zostanie uwzględnione i ci, którzy potrzebują pomocy, nie zostaną bez niej. Nikt nie chce takiego wsparcia dla tych sektorów, które pracowały podczas kwarantanny i miały takie same obroty jak wcześniej. Wsparcia potrzebują te sektory, które dzisiaj mogą pracować, ale nie mogą zarobić – podkreśliła Rūta Vainienė, dyrektorka Stowarzyszenia Firm Handlowych.