Ukazała się nowa książka dla miłośników Wilna

Dr Józef Szostakowski jest autorem szeregu książek o tematyce wileńskiej
| Fot. Marian Paluszkiewicz

,,Dawne Wilno w tyglu kultur” – to kolejna książka dr. Józefa Szostakowskiego,  kustosza Muzeum Władysława Syrokomli w Borejkowszczyźnie, znanego poety, publicysty oraz przewodnika wycieczek.


O czym jest nowe wydanie?

Książka ma tytuł „Dawne Wilno w tyglu kultur”.  To wydanie o narodach i osobistościach, które zamieszkiwały miasto na przestrzeni wieków, albo tylko tu pracowały. Piszę o ich wkładzie w budowanie niepowtarzalnej atmosfery grodu nad Wilią, który to gród ludzie traktują jako wielokulturowy, ale też jako własny.

Jak powstał pomysł napisania książki?

Niegdyś na Litewskim Uniwersytecie Edukologicznym prowadziłem studentom zajęcia z przedmiotu Wychowanie regionalne. Mówiłem o tendencjach istniejących w obecnym świecie: globalizacji, ale i regionalizacji, dyskutowaliśmy o tym, jak możemy mądrze wykorzystać specyfikę naszego kraju, regionów, Wileńszczyzny, zarówno w nauczaniu literatury jak i w turystyce, gospodarce. Wówczas wynikł pomysł napisania podręcznika dla studentów. Powstał nawet komputeropis skryptu, ale niebawem uczelnia przestała istnieć. Wówczas zmieniłem koncepcję i napisałem książkę dla szerokiego grona czytelników.

Czytaj więcej: Wędrówka po podwileńskich okolicach z Ireną Fiedorowicz-Wasilewską

W czym Pan widzi odrębność tej książki?

Piszę w niej o Wilnie jako o tyglu kultur. Wydaje mi się, że wcześniej różni autorzy bardziej pisali o nim jako o „swoim” mieście. Kiedy zainteresowałem się całością grodu, spojrzałem „z góry” – byłem zaskoczony: istniała tu aż tak bogata mozaika narodów, języków, kultur, które uczyniły Wilno „miastem magicznym”, miastem pogranicza kultur. Akademia Wileńska założona przez jezuitów w końcu XVI wieku od początku istnienia skupiała profesorów z całego kontynentu. Tak samo było z przyjezdnymi architektami, malarzami tworzącymi w Wilnie, mieście o ponoć najpiękniejszym w Europie późnym baroku.  Rzemieślnicy również przybywali z daleka, najwięcej z Polski, Niemiec. Z kolei weźmy chociażby okres międzywojenny – dokonałem próby opisania działań społecznych organizacji kulturalnych najliczniejszych narodowości zamieszkujących miasto: Polaków, Litwinów, Żydów, Białorusinów, Rosjan, mniej licznych – Tatarów i Karaimów. Tu, nad Wilią, wyraźnie dominowała kultura polska, mieszkali Polacy, ale z powodzeniem funkcjonowało też mnóstwo organizacji społecznych mniejszości narodowych opiekujących się kulturą. W końcowych partiach książki czytelnik znajdzie bilans strat poniesionych przez miasto w wyniku wojny i bolszewizacji terenów.

Skąd czerpał Pan materiał?

Chciałem, żeby to była książka popularnonaukowa. To znaczy, aby opierała się na faktach, dokumentach, była wiarygodna, ale jednocześnie zrozumiała i dla specjalisty, studenta, ucznia, i dla zwykłego miłośnika Wilna. Korzystałem z artykułów napisanych w różnych językach, monografiach o mieście, które stworzyli moi poprzednicy, od Michała Balińskiego i Józefa Ignacego Kraszewskiego poczynając, a kończąc na współczesnych autorach. Wszystkim im jestem wdzięczny za zachowanie pamięci o mieście, odsyłam czytelników również do ich artykułów i książek. Drugim źródłem wiedzy były archiwa, przede wszystkim Dział Rękopisów Biblioteki im. Emilii i Eustachego Wróblewskich Litewskiej Akademii Nauk oraz Litewskie Centralne Archiwum Państwowe w Wilnie.

W książce wspomniał Pan o dwóch wybitnych mieszkańcach Wilna. To Józef Montwiłł i Petras Vileišis. Co Pana w ich życiorysach fascynuje?

Obaj nie byli gadułami. Byli ludźmi czynu. Oni po prostu służyli swojemu narodowi.

Bogato ilustrowana książka zabiera czytelnika w wędrówkę historyczną, sięgającą czasów Rzeczypospolitej Obojga Narodów
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Czytaj więcej: „Jest takie miasto…” – ukazała się nowa książka o Wilnie

Czy czuje się Pan prawdziwym pisarzem?

Nie. Nigdy się nim nie czułem, bo nim nie jestem. Z pisaniem jest tak, jak z poezją. Powiadają, że poetą się nie jest, poetą się bywa. Tak samo jest z prozą.

Po napisaniu książki trzeba ją jeszcze wydać, zdobyć uwagę i przychylność wydawcy. Proszę powiedzieć, jak to wszystko wygląda w praktyce?

Książki często są wydawane ze środków samego autora albo przyjaciół, sponsorów. W moim wypadku było podobnie. Na kilka tygodni przed oddaniem książki do drukarni jej wydaniem zainteresował się Instytut Polski w Wilnie i pokrył część kosztów druku. Pozostałą część kosztów druku uiściłem jako autor.

Gdzie można kupić czy wypożyczyć nową książkę?

Egzemplarze przekazuję do bibliotek na Litwie i w Polsce. Niewielką liczbę egzemplarzy ma księgarenka w Domu Kultury Polskiej w Wilnie.

Jak na ludzi twórczych wpływa kwarantanna, izolacja społeczna? Być może pojawiło się więcej czasu na pisanie czy wręcz odwrotnie?

Koronawirus działa fatalnie. Na naukę działa on bardziej niż na przykład na szkolnictwo, bo z uczniami, studentami można łączyć się zdalnie. Niestety, biblioteki, archiwa są zamknięte, a bez dostępu do dziesiątków, setek potrzebnych książek, dokumentów trudno, wręcz niemożliwie coś poważnego napisać.

Pomimo to pracuje Pan może nad kolejną książką?

Nie. „Dawnemu Wilnu” poświęciłem wiele lat pracy. Teraz mam przerwę.