Koniec historii Litwy Środkowej, czyli ostateczna klęska idei Piłsudskiego

Polityka faktów dokonanych nie przyniosła oczekiwanych rezultatów – mówi Szełkowski
Fot. Marian Paluszkiewicz

6 kwietnia 1922 r. Sejm Ustawodawczy RP przyjął ustawę „O objęciu władzy państwowej nad Ziemią Wileńską”. – Była to całkowita ostateczność dla rozstrzygnięcie przynależności Wileńszczyzny. Na pewno było to też przypieczętowanie porażki idei federacyjnej Józefa Piłsudskiego – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” Waldemar Szełkowski, historyk i prezes Klubu Rekonstrukcji Historycznej „Garnizon Nowa Wilejka”.

Litwa Środkowa, formalnie niezależne państewko ze stolicą w Wilnie, powstała 12 października 1920 r. po zaaranżowanym przez Józefa Piłsudskiego tzw. buncie Żeligowskiego. 1 Dywizja Litewsko-Białoruska pod dowództwem generała Lucjana Żeligowskiego, złożona z Polaków pochodzących z Wileńszczyzny, „zbuntowała się” i zajęła te tereny 9 października 1920 r.

– Bunt Żeligowskiego nie był tylko zajęciem Wileńszczyzny, ale również ostatnią próbą powołania polsko-litewskiej federacji, tym razem posługując się metodą faktów dokonanych. Stało się jednak zupełnie odwrotnie – użycie siły zbrojnej jeszcze bardziej pogłębiło polsko-litewski konflikt. Żeligiada osiągnęła co prawda cele militarne, ale na pewno nie cele polityczne, jakie zakładała. Powstało na jakiś czas quasi-państewko, którego nazwa wskazywała, że aspiracje twórców tej idei były znacznie większe – wyjaśnia Szełkowski.

Historyk podkreśla, że sam termin „Litwa Środkowa” nawiązywał właśnie do planów federalistycznych Józefa Piłsudskiego.
– Oprócz tej Środkowej miały być jeszcze inne Litwy. To państwo, wraz z Litwą Wschodnią, obejmującą tereny obecnej Białorusi i Litwą, którą w naszej terminologii przyjęliśmy nazywać Litwą Kowieńską, miało tworzyć pozostające w unii z Polską państwo litewskie. Nie mogło obejmować całości terenów Wielkiego Księstwa Litewskiego, bo ziemie wschodnie były znacznie bardziej zrusyfikowane i opanowane przez bolszewików, ale na pewno aspiracje Piłsudskiego sięgały dalej niż granica II RP czy międzywojennej Litwy – zauważa rozmówca „Kuriera Wileńskiego”.

Dlaczego idea odnowienia w nowej formie polsko-litewskiej unii nie mogła zostać zrealizowana?
– Musimy uwzględnić wiele czynników. Niewątpliwie jednym z najbardziej znaczących był nacjonalizm, który po każdej ze stron, polskiej i litewskiej, był bardzo widoczny. Druga połowa XIX i początek XX w. to okres, gdy budowano państwa narodowe, które dążyły do przyłączenia terenów, zamieszkałą przez ludność danej narodowości. Tak postępowały np. Niemcy czy Włochy, w przypadku Polski i Litwy te procesy przebiegały nieco inaczej, ze względu na zabory. W momencie odradzania się państwowości Litwini jednoznacznie postawili na państwo narodowe, w przypadku Polaków – nie było to tak oczywiste, ale również dominowała podobna tendencja. Istniały głosy, jak choćby Piłsudskiego, które mówiły o federacji wielonarodowej, wyniki wyborów pokazywały, że nie były to powszechne poglądy – podkreśla specjalista.

Dla Litwy strata Wilna była dotkliwie odczuwalną klęską, z którą państwo nigdy się nie pogodziło
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Szełkowski zaznacza, że dobre polsko-litewskie relacje nie były także w interesie sąsiadów Polski i Litwy.

– Konflikt polsko-litewski ideowo rozpoczął się jeszcze w carskiej Rosji, a potem stale się pogłębiał – od konfliktu dyplomatycznego aż po konflikt zbrojny. Dobrze pamiętać, że choć był to konflikt dwustronny, w jego pogłębieniu były zainteresowane również państwa trzecie. Taryba litewska przez długi czas pozostawała pod wpływami niemieckimi i początkowo odrodzona Litwa miała pozostać pod wpływem niemieckim. Ewentualną polsko-litewską federacją nie była zainteresowana także Rosja, również bolszewicka, której zależało na rozdrobnieniu w regionie. W 1920 r. bolszewicy, zachęcając do opowiedzenia się przeciw Polsce, proponowali Litwie bardzo daleko posuniętą granicę. Traktat litewsko-sowiecki z 12 lipca przewidywał bardzo duże terytorium. Oczywiście, w planach bolszewików całe te tereny miały być wchłonięte przez Związek Sowiecki – mówi Szełkowski.

Czytaj więcej: Czego może nas nauczyć historia polskich Kresów

Oczywiście – teoretycznie niezależne państewko nie miało szans na faktyczną niezależność. W obliczu niepowodzenia dążeń federacyjnych Litwę Środkową czekało przyłączenie do Polski. Wybory do Sejmu Litwy Środkowej odbyły się dnia 8 stycznia 1922 r. Sejm zebrał się 1 lutego 1922 r., a zakończył swe obrady w marcu tego samego roku. 20 lutego, na swoim 10. Posiedzeniu, przyjął uchwałę w przedmiocie przynależności państwowej Ziemi Wileńskiej. Za wnioskiem o przyłączenie Ziemi Wileńskiej do Polski głosowało 96 posłów, 6 wstrzymało się od głosu. 6 kwietnia Sejm Ustawodawczy RP przyjął ustawę „O objęciu władzy państwowej nad Ziemią Wileńską” w kształcie proponowanym przez Sejm Wileński. I tak zakończyła się krótka historia Litwy Środkowej.  

Przyłączenie Wileńszczyzny do Polski zaowocowało głębokim polsko-litewskim konfliktem, którego echa odczuwalne są także dzisiaj. Wilno, choć polskie, straciło statut stolicy, co niewątpliwie zamknęło przed nim wiele możliwości rozwoju.

– W odniesieniu do Wileńszczyzny udało się zrealizować jedynie plan minimum. Polityka faktów dokonanych nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Nie mam wątpliwości, że to jednak właśnie ten okres zadecydował o tak silnej polskiej tożsamości narodowej, jaką obecnie mamy na Wileńszczyźnie czy w zachodniej Białorusi – zauważa Szełkowski. – Do Polski przyłączono tereny, gdzie na początku XX w. bardzo dotkliwie odczuwana była rusyfikacja. Najpierw ze względu na dostępność szkolnictwa w języku rosyjskim, ale również ze względów na gospodarkę. W latach 20. kraj był wyniszczony wojnami, więc przeciętny chłop czy mieszczanin na tych terenach wspominał carską Rosję jako państwo potężne, które dawało duże możliwości. Nie było też wielkich, polskich tradycji kulturalnych, one dopiero się rodziły. Niewątpliwie wielką rolę odegrał Uniwersytet Stefana Batorego. Z litewskiego punktu widzenia była to oczywiście instytucja polonizująca te tereny, ale nie ma wątpliwości, że był to jeden z najmocniejszych ośrodków naukowych regionu – podkreśla rozmówca „Kuriera Wileńskiego”.

Dla Litwy strata Wilna była dotkliwie odczuwalną klęską, z którą państwo nigdy się nie pogodziło. Niewątpliwie, na przyłączeniu Wilna do Polski skorzystało jednak Kowno, które wybrano czasowo na stolicę Litwy. Otrzymało historyczną szansę na rozwój i trzeba przyznać, że ta szansa została wykorzystana. Kowno stało się nie tylko centrum politycznym, ale również bardzo rozwinęło się pod względem gospodarczym i komunikacyjnym. Zyskało również uniwersytet. To były zupełnie nowe perspektywy, dostępne w tych warunkach jedynie stolicy.