Wspomnienie śp. Haliny Bowszewicz. „Będzie jej bardzo wszystkim brakować”

Po raz ostatni Halinę Bowszewicz gościliśmy w „Kurierze Wileńskim” na Boże Narodzenie
| Fot. Andrzej Grigojć

Halina Bowszewicz, czyli Mama Barbecue, była jedną z najbardziej rozpoznawanych twarzy kulinarnych na Litwie. Zamiłowanie do gotowania, a zwłaszcza do grilla, łączyła z bardzo serdecznym, ciepłym sposobem bycia i otwartością na ludzi.

Swoją mamę pożegnała córka Kamila. „Jest mi bezgranicznie boleśnie uświadamiać sobie, że już nigdy nie przytulę się do niej i nie utonę w jej objęciach. (…) Jest mi bezgranicznie przykro, że już nigdy do mnie nie przyjedzie, że nie będzie jej przy mnie na moim ślubie, wtedy, gdy sama stanę się matką i jak będę wychowywać swoje dzieci. Nikt mi jej nie zastąpi, nikt mi tak nie pomoże jak ona. Jednocześnie jestem bezmiernie dumna, że jestem jej córką. Ona jest dla mnie największym przykładem superkobiety. Kochała świat i ludzi. Zawsze była oddana ludziom, śpieszyła z pomocą, nawet gdy jej samej nie było łatwo. Uwielbiała podróże i szalone przygody. Była wierna sama sobie, dążyła uparcie do celu, wbrew osądzaniu otaczających” – napisała swoim profilu na Facebooku. „Była silną, mądrą i kreatywną kobietą. Zwalczyła tak dużo przeszkód, zawsze miała rozwiązanie i szalone pomysły. I to właśnie robiła. (…) Dziękuję wszystkim za tak piękne słowa, za pamięć, za emocje i za to, że dzielicie się zdjęciami i nagraniami. Jej życie było tak kolorowe, tak pełne, tak radosne, że teraz bez wątpienia, będzie jej bardzo wszystkim brakować” – dzieliła się swoimi przeżyciami córka zmarłej.

Halina Bowszewicz z pewnością pozostanie w pamięci mieszkańców Wileńszczyzny, tych, którzy znali ją osobiście, ale także tych, którzy mieli okazję poznać ją za pośrednictwem mediów, z którymi świetnie potrafiła współpracować. Nieraz gościła również na łamach „Kuriera Wileńskiego”, a wywiady z nią były zawsze ciepłe, pełne nadziei i radości życia.

Urodziła się i wychowała na wileńskiej Starówce, która na zawsze pozostała dla niej bardzo ważnym miejscem. Uczęszczała tam do szkoły na ul. Krupniczej, czyli obecnego Liceum im. A. Mickiewicza. Tam też włączyła się w działalność parafii Ducha Świętego – śpiewała w scholi, należała do rodzinki dominikańskiej.

„Fakt, że jestem kucharzem, zawdzięczam swojej wychowawczyni Ludmile Siekackiej. To ona, młoda nauczycielka, wspaniała polonistka, między innymi wówczas nasza wychowawczyni, miała ten nadzwyczajny talent – zauważenie w każdym z nas umiejętności, zdolności, aby sukcesywnie je ukierunkować” – opowiadała o swoich szkolnych latach.

To właśnie wychowawczyni zasugerowała Halinie naukę w szkole kulinarnej na Żyrmunach, po której rozpoczęła pracę w restauracji „Astoria”, gdzie odbywała praktykę. Potem przyszły inne miejsca pracy i kolejne doświadczenia. Swoją pasję – czyli grillowanie – odkryła pracując w kawiarni „Herkus Mantas” razem z kucharzem Ormianinem. Jak opowiadała przed kilkoma laty „Kurierowi Wileńskiemu”, podpatrywała, jak przyrządzał mięso. On wątpił jednak, że kobieta powinna zajmować się grillem, bo to zajęcie rzekomo dla mężczyzn. „Uwzięłam się i postanowiłam, że udowodnię jemu i sobie, że ten jego stereotyp przełamię. Czekałam na odpowiednią okazję, a taka się nadarzyła, kiedy mój kolega Ormianin zachorował. Zamarynowałam mięso tak, jak on to robił i stanęłam przy ruszcie. Spróbował, popatrzył na mnie z uśmiechem i powiedział: »Ach, ty wścibski żuku, wszystko podpatrzyłaś. Całkowicie moja receptura. Będę ciebie uczyć«” – wspominała początki swojej przygody z grillem.

Czytaj więcej: Improwizacje grillowe Haliny Bowszewicz

Jej życie było tak kolorowe, tak pełne, tak radosne, że teraz bez wątpienia będzie jej bardzo wszystkim brakować – napisała jej córka, Kamila Bowszewicz
| Fot. Andrzej Grigojć

Pasja kucharska dawała jej siłę i pomagała w pokonywaniu trudności, także tych związanych z własnym zdrowiem. „Kiedy jechaliśmy do Maroka, to moja mama, córka i znajomi w głowę się pukali, gdyż wiedzieli, że jestem między dwoma operacjami. A tu taka odległość – 4 tys. w jedną stronę. Ale właśnie ta droga była też fantastycznym przeżyciem, poznaniem świata” – opowiadała o swoich przygodach.   

Ogromną radość dawała jej możliwość dzielenia się swoją wiedzą i doświadczeniem z innymi. Kilka lat temu założyła BBQ Mom’s Studio, czyli Warsztaty Mamy Barbecue. Prowadziła tu szkolenia dla dzieci i dorosłych cieszące się ogromną popularnością. „BBQ mum cooking studio przynosiło jej tyle radości, oczy jej iskrzyły się od tego, że mogła przekazać innym swoją wiedzę, że była ciągle otoczona ludźmi. Ona to uwielbiała. Ponad 15 lat w stowarzyszeniu grillowców, stanowisko prezydenta, tytuł sędziowski, nagrody i tyle szalonych projektów. Bycie Mamą BBQ znaczyło tak wiele dla niej i dla wszystkich, którzy ją znali. Jestem ogromnie wzruszona i serdecznie wdzięczna wszystkim, którzy w nią wierzyli, którzy podtrzymywali w trudnych chwilach, kto kochał ją i kto dawał nawet najmniejszy powód do jej radości” – podkreśla jej córka Kamila.

Po raz ostatni jej uśmiechnięta twarz pojawiła się na okładce wydania magazynowego Kuriera Wileńskiego zaledwie kilka miesięcy temu, na Święta Bożego Narodzenia. Gościła wówczas w dziale Wymalowana jako rozmówczyni, a także modelka Anny Grigojć – dziennikarki i wizażystki.

„Moje życie to kolekcja mniejszych i większych sukcesów. Każda udana kolacja, gdy zostają po gościach puste talerze, to jeszcze jedna wygrana. Czuję się naprawdę dumna, gdy widzę, jak ludziom smakuje. Z kolei, jeśli chodzi o konkursy kulinarne, to szczycę się drugim miejscem w Europie za beef brisket (pieczenie mostka wołowego) oraz czwartym miejscem w mistrzostwach świata za przygotowanie deseru – przyrządziliśmy dla jurorów grillowanego arbuza i sękacza. Kucharz w 2020 r. to coś więcej niż tylko przepisy, które opracowuje. Pojawiam się w telewizji, w prasie, biorę udział w mistrzostwach. Jestem odpowiedzialna za to, co mówię. Wyglądu nie można lekceważyć, nieustannie walczę o lepszy wizerunek samej siebie na ekranie. Dobry kucharz nie może spocząć na laurach, zawsze musi się uczyć, szukać nowych smaków, swawolić, ciągle eksperymentować, a jak się coś nie udaje – próbować od nowa. Żyję gotowaniem. Pamiętajmy, że kobieta potrafi zrobić trzy rzeczy z niczego: awanturę, uczesanie i obiad” – opowiadała wówczas.

Wydawało się, że tak silnej, pełnej energii i chęci do działania kobiety nic nie pokona. Niestety – Halina Bowszewicz przegrała walkę z koronawirusem. Po kilku tygodniach choroby zmarła w nocy z 8 na 9 maja. Pogrzeb Haliny Bowszewicz odbędzie się 11 maja w Niemenczynie.