Maria Skłodowska-Curie wciąż inspiruje nie tylko naukowców

Niedawno minęła 154. rocznica urodzin wielkiej Polki. Maria Skłodowska-Curie urodziła się w Warszawie 7 listopada 1867 r. Data ta uświadamia nam, w jakich czasach żyła i ile osiągnęła.

Maria Skłodowska-Curie (ur. 7 listopada 1867 r. w Warszawie, zm. 4 lipca 1934 r. w Passy) – pierwsza kobieta, która otrzymała Nobla w dziedzinie fizyki i jak dotąd jedyna, która otrzymała tę zaszczytną nagrodę z dwóch różnych dziedzin (drugą była chemia). Była pierwszą kobietą z tytułem profesorskim na paryskiej Sorbonie i pierwszą damą wśród członków Akademii Medycznej w Paryżu. Była też pierwszą kobietą, której szczątki spoczęły w paryskim Panteonie
| Fot. NAC

Przed odzyskaniem niepodległości dostęp polskich kobiet do edukacji był utrudniony. W okresie zaborów na drodze kształcenia kobiet stały braki miejsc w szkołach, przeszkody ekonomiczne, ale też stawiane na pierwszym miejscu obowiązki domowe. Ogromne znaczenie miały bariery prawne. Na przykład w Warszawie, która była pod zaborem rosyjskim, wstęp na uniwersytet był zabroniony dla kobiet. Tym bardziej osiągnięcia naukowe i odkrywcze Marii Skłodowskiej-Curie fascynują i zdumiewają do dziś.

Maria Skłodowska-Curie kojarzy się z poważną, wycofaną, mało atrakcyjną kobietą naukowcem. Taki był jej wizerunek w podręcznikach i biografii szkolnej. Błędne jednak było postrzeganie Marii Skłodowskiej-Curie tylko jako osoby ślęczącej w laboratoriach i nad książkami. To była kobieta z krwi i kości – ponętna i inteligentna.

Te nieznane wątki biografii postanowiła nam przybliżyć Magdalena Niedźwiecka, która w książce pt. „Maria Skłodowska-Curie. Geniusz i siła miłości” tchnęła życie w ten koturnowy obraz nieprzeciętnej Polki, której zdarzało się iść za głosem serca wbrew konwenansom.

Pani Magdaleno, okazuje się, że takiej Skłodowskiej-Curie nie znamy!

Rzeczywiście, taki obraz Marii Skłodowskiej-Curie pozostał w pamięci kolejnym pokoleniom przez wiele lat. I trudno się dziwić, bo w szkole trzeba chyba przedstawiać naukowca w takiej odsłonie. Nie dziwmy się więc, że uczniowie i studenci znali ją od strony osiągnięć naukowych i jej heroicznych wysiłków na niwie naukowej. Ale Maria była też normalną dziewczyną, kobietą, którą targały, jak wiemy już dzisiaj, wielkie namiętności – i co najmniej trzy takie wielkie, udokumentowane miłości jej życia miały miejsce. Mówię tutaj o młodzieńczej miłości do Kazimierza Żurawskiego, późniejszego słynnego matematyka, do męża Pierre’a Curie i do Paula Langevina.

Magdalena Niedźwiedzka ukończyła filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim. Odbyła staże na uniwersytetach w Manchesterze i Londynie. Od 20 lat pracuje w uczelni technicznej, równolegle pisząc powieści, najczęściej historyczne i biograficzne. W wolnych chwilach maluje obrazy olejne i bezskutecznie oswaja stare pianino. Biografka znanych kobiecych postaci, m.in. George Sand
| Fot. FB

Błędne więc było postrzeganie Marii Skłodowskiej-Curie jako osoby pozbawionej uczuć, siedzącej wśród menzurek i mieszającej ciągle substancje chemiczne.

To akurat był bardzo silny rys osobowości Marii. Jej ukochanie nauki graniczyło z obsesją. To też jest prawda o niej. Ale związek z Paulem Langevinem jakby ją wyzwolił z okowów nauki, przynajmniej na te dwa lata wielkich uczuć, gdy pozwoliła sobie na wielką namiętność, która zresztą ją dużo kosztowała.

Wróćmy do jej dzieciństwa i młodości, do jej pochodzenia. Ona wywodziła się z rodziny, która ceniła naukę.

Tak. Rodzice Marii to byli ludzie wykształceni. Matka była przełożoną szkoły żeńskiej, ojciec nauczyciel wykładał fizykę i matematykę. Tak więc Maria i jej rodzeństwo mieli styczność z nauką od dzieciństwa. I nie dziwi, że wszyscy, tzn. jej dwie siostry, Maria i brat Józef, skończyli wyższe studia i zrobili kariery. Chociaż dziewczętom w tamtych czasach nie było łatwo. Siostra Bronka i brat Józef zostali lekarzami, siostra Helena była nauczycielką, no i Maria, która zrobiła największą karierę. Dom sprzyjał nauce. W gabinecie ojca stała cała biblioteka i szafa pełna przyborów do doświadczeń. Ponadto Maria, jak wszystkie ówczesne szlachcianki, była wychowana w wielkim patriotyzmie. Gdy była młoda, to modne były takie pozytywistyczne hasła, że przez naukę niesie się kaganiec oświaty do warstw niższych, do chłopów, że to zaowocuje wyzwoleniem Polski z kajdan. I takie były plany młodej Marii: chciała zostać nauczycielką i wychowywać następne pokolenia w patriotyzmie i poszanowaniu nauki.

Ale patrząc z drugiej strony, w czasach, w których przebiegała jej młodość, mówiło się, że tylko takie rozpasane panny, ograniczone umysłowo, rzucają się na typowo męskie zajęcia, jakimi było chociażby studiowanie poważnych kierunków, chemii czy fizyki. Pod wpływem tych opinii kobiety zazwyczaj wyzbywały się marzeń o tego typu karierze. Wszystkie przytakiwały modnej wtedy tezie, że najważniejszą rolą kobiety do spełnienia jest mąż, rodzina i dom.

Niestety, taka była prawda. To były przecież początki ruchów feministycznych w Europie i na świecie, ale długo jeszcze los kobiety, która chciała się kształcić, był bardzo ciężki. Dlatego m.in. Maria musiała emigrować i wyjechać do Francji. Starała się w wielu miejscach podjąć studia, ale niestety nie została przyjęta. Jednak musimy pamiętać, że ten wątek feministyczny to jest dobry przykład, bo Maria jest pionierką walki o rolę kobiety w świecie nauki. Owszem, ona zrobiła coś niezwykłego. Odnalazła się w tym świecie mężczyzn, niejednokrotnie spotykając się z negatywnymi opiniami, bo takie kobiety jak ona miały ogólne złą opinię, ale samych kobiet, ówczesnych ruchów feministycznych, emancypacyjnych, nie popierała, do końca ich nie rozumiała.

Czytaj więcej: Warszawa pachnąca Chopinem. Wywiady z finalistami

Nawet jest taki epizod w jej życiu: gdy była kiedyś w Ameryce, chciano wykorzystać jej wizerunek, aby się przyłączyła do tych zgromadzeń feministycznych, do wieców, ale ona stanęła z boku, nie angażując się sobą ani swoim nazwiskiem. I tu też widać, że Maria była osobą zdecydowaną w swoich decyzjach, opiniach, wyborach. Była chorobliwie pracowita. Była tytanem pracy. Uparta jak lew i odważna. Chociażby jej decyzja jako panienki o wyjeździe do Paryża na studia była tego wyrazem. Pomogła jej na pewno znajomość kilku języków.

Znała rosyjski, niemiecki, francuski, potem jeszcze doszedł angielski. Mimo to na początku czuła się w Paryżu jak zagubiona szara myszka. Jej francuski wykazywał braki w zakresie naukowym. Mieszkała w Dzielnicy Łacińskiej, na jednym z poddaszy, w bardzo skromnych warunkach. Jej pierwsze laboratorium to była jakaś szopa. Mimo to dzięki niezmordowanej pracy uzyskała licencjat z fizyki, i to z pierwszą lokatą. To jest niewyobrażalne. To jest przykład na to, że wielkie wynalazki, wielki wkład do nauki można osiągnąć w tak prymitywnych warunkach, w jakich ona pracowała; później wspólnie ze swoim mężem Piotrem Curie. Oni przecież odkryli rad, używając komory jonizacyjnej, którą przygotował Piotr z puszek po konserwach. To „laboratorium” to było wcześniejsze prosektorium. To miejsce zapisało się już w historii, słynni chemicy i fizycy odwiedzali tam Marię i Piotra. Jeden ze słynnych niemieckich chemików wspomina, że to „laboratorium” wyglądało jak piwnica na kartofle; on sądził, że ktoś sobie z niego kpi, gdy pierwszy raz tam zawitał. Było tam bardzo zimno, ok. 6°C, to nie były warunki do żmudnych badań i wielkich odkryć. Z kolei latem, ponieważ tam była szyba zamiast dachu, było gorąco nie do wytrzymania. Ale paradoksalnie, mówi się, że to właśnie mogło Marii wydłużyć życie o parę lat, bo podczas mieszania blendy radowej musiała często wychodzić na zewnątrz i jej organizm dzięki temu się wentylował.

Wraz z mężem dobrze się dobrali. To byli wręcz szaleńcy, dla nauki mogli zrobić wszystko. Sami poddawali się eksperymentom, wykorzystując odkryte przez siebie pierwiastki…

Tak było w istocie. Na przykład Piotr eksperymentował z radem, który na kilka godzin nałożył sobie na rękę, a później trudno gojącą się ranę obserwował, opisywał. Oni traktowali naukę, swoje badania jako misję, coś, co może pomóc ludzkości. Maria zresztą do końca życia nie mogła zaakceptować faktu, że jej „ukochany” rad może mieć złe działanie, że może zabijać.

Z mężem Piotrem tworzyli bardzo udany związek, nie tylko na bazie naukowej, lecz także prywatnie. Byli kochającą się parą i kiedy w styczniu 1906 r. Piotr zginął w wypadku – został potrącony przez zaprzęg konny – to był cios dla Marii. Bardzo przeżyła śmierć męża i przyjaciela. Nie mogła żyć sama. Wtedy w jej życiu pojawił się Paul Langevin.

Nie był on obcy. To był przyjaciel rodziny i były uczeń Piotra. Pikanterii temu dodawał fakt, że był znacznie młodszy od Marii, co w tamtych czasach nie było praktykowane w oficjalnych związkach. Najczęściej różnica wieku była, ale w drugą stronę, partner mógł być starszy, i to całkiem sporo. Związek ten okazał się skandalem obyczajowym, nie tylko we Francji, ale i na całym świecie. W Paryżu odbywały się wiece protestacyjne potępiające Marię! I o dziwo to głównie kobiety występowały przeciwko Marii, traktując ją jako rozpustnicę, zabierającą męża kobiecie z czwórką dzieci. Nawet Komitet Noblowski zwracał się do Marii, aby drugiego Nobla nie odbierała osobiście, bo jej obecność w Sztokholmie może być źle widziana. Także Stany Zjednoczone, do których jeździła na sympozja naukowe, odwróciły się od niej. Była celebrytką pełną gębą, wzbudzała uznanie na całym świecie, ale ten epizod w jej życiu dokonał spustoszenia. To był bardzo silny rys na jej osobowości. Do tego wszystkiego Paul nie okazał się mężczyzną twardym, był tchórzliwy, nie mógł się zdecydować, z którą kobietą chce być. To ona w końcu za nich oboje podjęła decyzję. Rozstali się, ale pozostali przyjaciółmi i wspierali się na niwie pracy do końca życia Marii.

Czytaj więcej: Jan Barchwic – kryształowa postać, zagubiona w historii

Maria podobała się mężczyznom, a na pewno im imponowała. Do takich zauroczonych jej osobowością, a zapewne też talentem należał Albert Einstein. Kulisy ich wieloletniej przyjaźni opisał prof. Jan Piskurewicz. Poznali się w 1909 r. w Genewie podczas obchodów 350-lecia uniwersytetu, podczas których oboje odbierali tytuł doktorów honorowych. Podobno Einstein był pod ogromnym wrażeniem osobowości Marii. Żartowano, że „krąży wokół Marii jak elektron wokół jądra”.

Przez ćwierć wieku pisali do siebie na niwie raczej towarzyskiej, mniej naukowej. Einstein po śmierci Marii w 1934 r. w Nowym Jorku, na uroczystości jej poświęconej, mówił, że miał szczęście być związany z nią wzniosłą i pogodną przyjaźnią i zawsze podziwiał jej wybitną osobowość. Wskazywał na jej wymagania wobec siebie, obiektywizm, skromność, oddanie społeczeństwu. Zauważył, że gdyby choć część tych wartości była obecna wśród europejskich intelektualistów, Europę czekałaby lepsza przyszłość.

Maria Skłodowska-Curie to najsłynniejsza kobieta naukowiec na świecie. Ze związku z Piotrem mieli dwie córki: Irenę i Ewę, którym przekazali geny naukowe.

Irena wraz ze swoim mężem także odnieśli sukces na polu nauki. I także zostali laureatami Nagrody Nobla. Ewa natomiast została pisarką, dziennikarką i polityczką. Błyszczała też jako pianistka. Jej mąż zaś otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla. Nie ma chyba w historii takiej familii o takim zagęszczeniu Nagród Nobla, jak rodzina Marii Curie Skłodowskiej.

Niektórzy Polacy mieli żal do Marii, że nie wróciła do Polski, tak jakby zaprzedała się Francji, ale z jej punktu widzenia było to trudne. Ojczyzna była pod zaborami…

Przede wszystkim miała córki, które były Francuzkami, we Francji miały lepsze możliwości startu i zrobienia kariery naukowej, i lepsze warunki życia w ogóle. Na pewno przez wzgląd na nie – została. Poza tym sama mając obsesje na punkcie nauki, postawiła na Paryż i swoje kontakty ze światem zachodnim. To one sprawiły, że jej laboratoria były nieporównywalnie lepiej wyposażone. Nigdy nie miałaby tego w Polsce, nawet tej niepodległej. Dwukrotna noblistka stała się światowej klasy naukowcem, współpracowała z przemysłem, była sponsorowana. Jej laboratoria stały się prawdziwym centrum badań nad promieniotwórczością. Jako oddana nauce musiała tam zostać.

Nigdy jednak o ojczyźnie nie zapominała. Odkryty przez nią drugi pierwiastek promieniotwórczy, polon, przyjął nazwę od Polski. Otworzyła też w Warszawie Instytut Radowy – bliźniaczy do tego w Paryżu. Ponadto Maria dzięki celebryckim podróżom do USA (których serdecznie nie znosiła) zdobyła dla Polski rad i pieniądze na ów instytut.


Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 47(135) 20-26/11/2021