Warszawa pachnąca Chopinem. Wywiady z finalistami

Reprezentujący Kanadę Bruce Liu zwyciężył w XVIII Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym im. Fryderyka Chopina w Warszawie. IV nagroda przypadła Polakowi Jakubowi Kuszlikowi. Nie obyło się bez kontrowersji – wśród laureatów zabrakło zjawiskowej Evy Gevorgyan, przedstawicielki Rosji i Armenii.

Poniżej prezentujemy także wywiady z trzema finalistami.

Konkurs obfitował w emocje
| Fot. Narodowy Instytut Fryderyka Chopina

Trzy październikowe tygodnie

Przez trzy październikowe tygodnie Warszawa rozbrzmiewała muzyką Fryderyka Chopina w interpretacjach najzdolniejszych młodych pianistów z całego świata. – Ci młodzi ludzie nieśli Chopina i jego muzykę i dzięki nim mogliśmy być oniemiali z zachwytu, gdy prezentowali te najwyższe osiągnięcia kultury światowej – podsumowywał wicepremier, minister kultury, dziedzictwa narodowego i sportu Piotr Gliński podczas uroczystej gali wręczenia nagród w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej.

– Kilkumilionowa publiczność na całym świecie słuchała naszego konkursu, to wielka zasługa wszystkich uczestników i organizatorów. W tym roku wysoki poziom pianistyczny spowodował, że aż 12 uczestników zostało dopuszczonych do finałowego koncertu. To wielkie osiągnięcie tych wspaniałych młodych ludzi, którzy walczyli w konkursie – mówił także wicepremier.

Aż tuzin uczestników dopuszczonych do przesłuchań finałowych to złamanie konkursowego regulaminu. Jury pod przewodnictwem Katarzyny Popowej-Zydroń zdecydowało się jednak dopuścić do ostatniego etapu więcej pianistów, uzasadniając to niezwykle wysokim i wyrównanym poziomem kandydatów.

Zresztą od samego początku rywalizacji jurorzy do kolejnych etapów premiowali więcej uczestników, niż powinni. Z 87 pianistów, którzy przystąpili do konkursu, do drugiego etapu zakwalifikowano 45 zamiast 40. W trzecim zamiast 20 znalazło się 23, a we wspomnianym finale także dwóch więcej, niż wskazywał regulamin. Z takiego obrotu sprawy najbardziej zadowolona była publiczność, która mogła się cieszyć większa liczbą wykonań Chopinowskich arcydzieł.

Chiński mistrz z Kanady

Przesłuchania finałowe dobiegły końca w środowy wieczór 21 października. Rezultaty miały być ogłoszone wkrótce po ich zakończeniu, ale uczestnicy, słuchacze i dziennikarze czekali na nie w napięciu aż do godz. 2 w nocy.

Wśród niezwykle wymagającej konkurencji chyba jedynie wybór zwycięzcy okazał się o dziwo stosunkowo prosty i oczywisty. Został nim 24-letni Bruce (Xiaoyu) Liu z Kanady.

Po ogłoszeniu werdyktu mówił: – Nie wiem, co powiedzieć. Tyle emocji… Jestem zaszczycony tą nagrodą. Dziękuję jurorom i mojej rodzinie.

Podczas uroczystej gali złoty medal laureatowi I nagrody, której wysokość to 40 tys. euro, wręczył jej fundator, prezydent RP Andrzej Duda, obecny na koncercie laureatów wraz z małżonką.

– Usłyszeliśmy ponad 2 tys. interpretacji utworów Chopina. 100 godzin ciągiem trwała ta konkurencja, byśmy mogli wręczyć te nagrody. Ten niezwykle trudny wybór będzie dyskutowany jeszcze przez wiele lat, pewnie dłużej, niż przyjdzie kolejny konkurs. Zwycięzcy nie kwestionuje nikt. Laureatowi I nagrody gratuluję – powiedział prezydent.

– Jesteśmy dumni, że Chopin był Polakiem, że pochodził z tego kraju i stąpał po tej ziemi. W wieku ośmiu lat na Krakowskim Przedmieściu, zagrał pierwszy koncert. (…) Pierwszy konkurs chopinowski transmitowany był przez radio. Od 1955 r. piąty konkurs transmitowany był już w telewizji, chociaż nie wszyscy mogli go zobaczyć, ponieważ wtedy mało kto w domu miał telewizor. XVI konkurs transmitowany był także przez internet. Dzisiaj oglądają go rzeczywiście miliony widzów na całym świecie. To wielkie osiągnięcie wszystkich tych, którzy organizują konkurs. To wspaniałe wydarzenie – mówił także w swoim wystąpieniu Andrzej Duda.

Komisja stanęła przed trudnym zadaniem, poziom był bardzo wysoki
| Fot. Narodowy Instytut Fryderyka Chopina

Polski rodzynek

O ile wybór zwycięzcy został powszechnie zaakceptowany – zdarzały się jedynie głosy zdziwienia, że Bruce Liu nie otrzymał żadnej z nagród specjalnych za najlepsze wykonanie sonaty, mazurków, poloneza czy koncertu – o tyle rozdział kolejnych nagród, może jeszcze poza drugą dla Kyōhei Sority z Japonii, wzbudził już lawinę dyskusji.

Zdobywca II nagrody ex aequo, reprezentujący Włochy i Słowenię Alexander Gadjiev, przez wielu był uważany za jedynego poważnego konkurenta dla Liu. Nie wyszedł mu jednak koncert f-moll (jeden z dwóch koncertów Chopina trzeba było zaprezentować w finale konkursu), czym pogrzebał swoje szanse na wygraną. Niemało melomanów uważa jednak, że i drugie miejsce to dla niego zbyt wiele, bo choć jest pianistą bez wątpienia znakomitym, to nie był do konkursu należycie przygotowany.

Po ogłoszeniu werdyktu laureat Bruce Liu mówił: – Nie wiem, co powiedzieć. Tyle emocji… Jestem zaszczycony tą nagrodą. Dziękuję jurorom i mojej rodzinie.

Błędy na wcześniejszych etapach popełniał także zdobywca III nagrody, Martin García García z Hiszpanii. Ten jednak w przeciwieństwie do Gadjieva, używając terminologii sportowej, okazał się zawodnikiem wybitnie turniejowym. Grał lepiej z etapu na etap. W trzecim był już doskonały, a w finałowym – genialny – i nieprzypadkowo otrzymał nagrodę za najlepiej wykonany koncert, w którym pianistom towarzyszyła Orkiestra Filharmonii Narodowej pod dyrekcją Andrzeja Boreyki.

Hiszpański gwiazdor

Hiszpan porwał warszawską widownię swoim entuzjazmem i bezpretensjonalnym uśmiechem.

– Moim ulubionym fragmentem koncertu jest część druga. Mam nadzieję, że poprzez zagranie jej mogłem spowodować, że choć jedna osoba z widowni, może nawet jeden z jurorów, poczuł się, jakby znów miał 16 lat, był zakochany i unosił się ponad ziemią – mówił po swoim ostatnim konkursowym występie.

Serca widowni skradła też Włoszka Leonora Armellini, która na konkurs powróciła po 11 latach i sięgnęła po V nagrodę. – Warszawa ma szczególne miejsce w moim sercu – mówiła rozpromieniona na specjalnym spotkaniu finalistów z dziennikarzami, które odbyło się przed koncertem laureatów. Przed Włoszką jury sklasyfikowało ex aequo Jakuba Kuszlika i Japonkę Aimi Kobayashi. Za nią zaś, z VI nagrodą, znalazł się jeszcze jeden reprezentant Kanady, J J Jun Li Bui.

Wspomnieć należy szczególnie o Kobayashi, subtelnej, zjawiskowej, niezwykle ciepłej i fantastycznie grającej Chopina. Zdaniem wielu sklasyfikowanej zbyt nisko. Z kolei jedyny nagrodzony Polak Jakub Kuszlik, wyróżniony dodatkowo za interpretację mazurków, oceniany jest powszechnie jako bardzo dobry, solidny pianista, ale pozbawiony jednak iskry geniuszu. 

Eva jak Ivo

Największą kontrowersją konkursu zdaniem wielu okazał się brak nagrody dla jednej z finalistek, zaledwie 17-letniej Evy Gevorgyan (Jewy Gieworgian), reprezentującej Rosję i Armenię. Ta nieprawdopodobnie utalentowana pianistka, laureatka wielu konkursów dla młodych wykonawców na całym świecie, porwała słuchaczy zarówno zjawiskową urodą, jak i przede wszystkim natchnioną grą. Jej brak na liście laureatów jest kontrowersją porównywana do tej z roku 1980, gdy faworyt publiczności, jugosłowiański pianista Ivo Pogorelić odpadł w trzecim etapie.

To wówczas jurorka konkursu, argentyńska pianistka Martha Argerich, która uznała go za pianistycznego geniusza, na znak protestu zrezygnowała z udziału w oceniającym gremium.

– Do 2 w nocy czekałam na ogłoszenie wyników przed telewizorem i jestem strasznie rozczarowana – mówiła mi jedna z melomanek, stojąca w kolejce do wejścia na koncert laureatów. – Nie podważam zwycięstwa Liu, ale brak nagrody dla Gevorgyan to skandal.

Inni stojący w kolejce melomani również poparli jej pogląd. W podobnym tonie wypowiadali się także muzyczni eksperci i dziennikarze.

Wielki konkurs wraca w 2025

Taka decyzja jury ma jednak pewną zaletę. Dzięki niej Gevorgyan będzie mogła wrócić na konkurs za cztery lub dziewięć lat i potwierdzić swoją klasę. Gdyby została laureatką już teraz, regulamin by jej na to nie pozwolił. A kolejny, XIX Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina wróci do Warszawy w październiku 2025 r.


NAGRODY GŁÓWNE XVIII KONKURSU CHOPINOWSKIEGO:

I nagroda – Bruce (Xiaoyu) Liu, Kanada
II nagroda ex aequo – Alexander Gadjiev, Włochy/Słowenia
II nagroda ex aequo – Kyōhei Sorita, Japonia
III nagroda – Martin García García, Hiszpania
IV nagroda ex aequo – Aimi Kobayashi, Japonia
IV nagroda ex aequo – Jakub Kuszlik, Polska
V nagroda – Leonora Armellini, Włochy
VI nagroda – J J Jun Li Bui, Kanada

NAGRODY SPECJALNE:

Nagroda Polskiego Radia za najlepsze wykonanie mazurków – Jakub Kuszlik, Polska
Nagroda Filharmonii Narodowej w Warszawie za najlepsze wykonanie koncertu – Martin García García, Hiszpania
Nagroda Krystiana Zimermana za najlepsze wykonanie sonaty – Alexander Gadjiev, Włochy/Słowenia
Jury nie przyznało nagrody specjalnej Towarzystwa im. Fryderyka Chopina za najlepsze wykonanie poloneza.

Pozostali finaliści:

• Eva Gevorgyan (Rosja/Armenia),
• Hao Rao (Chiny), Kamil Pacholec (Polska),
• Hyuk Lee (Korea Południowa);

Wywiady z finalistami

ALEXANDER GADJIEV (27 lat), Włochy/Słowenia,
laureat II nagrody ex aequo

Druga nagroda to wielki sukces. Czy oczekiwał Pan więcej i czuje rozczarowanie?

Absolutnie nie czuję. Wyznaję zasadę, że oczekiwanie zbyt wiele od innych nie prowadzi do niczego dobrego. Wiele wymagać trzeba od siebie, na to, co zadecydują inni, nie mam wpływu. Jestem bardzo szczęśliwy. To było niewiarygodne szczęście grać muzykę Chopina w warszawskiej filharmonii dla polskiej publiczności. Myślę, że to na zawsze zostanie w mojej pamięci.

Chopin to Pana ulubiony kompozytor?

Alexander Gadijev
| Fot. Narodowy Instytut Fryderyka Chopina

Jeden z ulubionych, zależy od sytuacji. Teraz tak (śmiech).

To był pański pierwszy występ w Polsce?

Nie, grałem w na festiwalu Chopina w Dusznikach-Zdroju, także w Łodzi, Gdańsku i Warszawie. Bardzo lubię ten kraj. Niezwykle się rozwija, za każdym razem, gdy przyjeżdżam, widzę, jak się zmienia w dobrym tego słowa znaczeniu.

Z jakimi nadziejami przyjeżdżał Pan na konkurs?

Że zagram we wszystkich czterech etapach. Tego chciałem i to się udało.

Z którego występu był Pan najbardziej zadowolony?

Z trzeciego. Zagrałem go najbardziej emocjonalnie, na najwyższym poziomie intensywności.

A finałowy koncert? Nie brak głosów, że pozbawił Pana szansy na końcowy triumf?

Nie jestem z niego do końca zadowolony. Koncert fortepianowy sam w sobie bardzo mi się podoba, jest wiele możliwości wyrażania się w nim, wiele detali, swobody, ale trzeba do tego też być dobrze zgranym z orkiestrą. Ja grałem koncert jako pierwszy z finalistów tego dnia. Szczególnie w drugiej jego części czułem duże szczęście na duszy. To było bliskie temu, co czuję, ale odbiór publiczności to kwestia mocno subiektywna.

Jak to się stało, że reprezentuje Pan Włochy i Słowenię, a tymczasem pańskie nazwisko nie sugeruje pochodzenia z żadnego z tych krajów?

Moja historia jest bardzo interesująca. Tata urodził się w Baku w Azerbejdżanie. Potem mieszkał, uczył się i pracował w konserwatorium w Moskwie. Później wyjechał do Włoch. Tam spotkał mamę, która jest Słowenką, ale pracowała i grała we Włoszech. No i we Włoszech, prawie na granicy ze Słowenią, ja się urodziłem. A wychowywałem się też pod wpływem rosyjskiej kultury, tata o to dbał. Taka mieszanka genów to zdrowa rzecz, z takiej różnorodności można dużo czerpać.


JAKUB KUSZLIK (24 lata), Polska
laureat II nagrody ex aequo
i nagrody specjalnej za najlepsze wykonanie mazurków

Gratulacje w imieniu Polaków z Litwy dla najwyżej sklasyfikowanego reprezentanta Polski na XVIII konkursie chopinowskim. Ten fakt jest dodatkowym powodem do satysfakcji czy raczej obciążeniem?

Jakub Kuszlik
| Fot. Narodowy Instytut Fryderyka Chopina

Na pewno cieszę się, że mogłem reprezentować Polskę w finałowym gronie. Czułem związane z tym obciążenie. Jako pianiści od dziecka czujemy presję otoczenia, wiele osób pyta, czy weźmiemy udział w konkursie. Muzyka Chopina jest wszechobecna w naszym życiu, wykonujemy jej najwięcej. To zobowiązuje do dobrego jej grania i prezentacji na konkursie.

W sporcie mówi się, że czwarte miejsce jest tym najgorszym… Jak Pan odbiera IV nagrodę?

W muzyce to raczej nie działa w kategorii podium, wszystkie sześć nagród jest wielkim wyróżnieniem, szczególnie na tym konkursie. Ja się akurat bardzo cieszę, to jest jak spełnienie marzeń, ciągle do mnie nie dociera, że jestem laureatem IV nagrody.

Jak to zestawić z oczekiwaniami przed konkursem?

Na pewno jest to powyżej moich oczekiwań. Myślałem, że dojdę maksymalnie do trzeciego etapu. Gdy dostałem jego wyniki, zaniemówiłem. Nie byłem w stanie rozmawiać, dopiero następnego dnia stałem się bardziej kontaktowy. Awans do finału to był chyba większy szok niż potem nagroda.

Długo się Pan przygotowywał?

Do samego konkursu – kilka miesięcy. Ale nad wieloma utworami pracowałem już wcześniej, potem szlifowałem moje interpretacje, by wydobyć z nich jak najwięcej. Żałuję, że nie miałem trochę więcej czasu na przygotowania, ale gdybym miał go za dużo, może bym przekombinował, wpadł w rutynę.

Nagroda za mazurki to niespodzianka?

Tak, bardzo miła zresztą. Cieszę się, że moja praca nad nimi, zagłębienie się w te kompozycje, została doceniona i jestem za to bardzo wdzięczny.

Jakie ma Pan metody radzenia sobie ze stresem?

Chyba nie jestem dobrym adresatem tego pytania, bo co do tremy i stresu to sobie raczej nie poradziłem. Przerosły mnie. Najwięcej stresu czułem przed pierwszym etapem i w jego trakcie. Potem poziom stresu był już niższy. Najgorzej było przed wejściem na estradę, w miarę grania stres spadał.

Co dla Pana znaczy bycie pianistą, dlaczego Pan nim został, co Pan w tym widzi?

Bardzo dobre pytanie, często się nad tym zastanawiałem. Myślałem, że jest tyle zawodów potrzebnych cywilizacji, które mogą pomóc nam w rozwoju, i że być może sztuka to przeżytek, aż tak potrzebna nie jest. Ale wydaje mi się, że to nie jest prawda. Po konkursie chopinowskim widać, że jest olbrzymie zainteresowanie muzyką, która powstała prawie 200 lat temu. Ludzie potrzebują nas, pianistów, potrzebują przeżywania sztuki, a muzykę można emocjonalnie odbierać przez to, że jest rozłożona w czasie. Chcę dawać radość ludziom, dzielić się swoją miłości do muzyki i tym, że sam intensywnie ją przeżywam.

Bardzo się zmieni Pana życie po tej nagrodzie?

Myślę, że zostanie wywrócone do góry nogami. Prawdopodobnie gdy odpocznę, będę musiał usiąść i spokojnie się zastanowić, co dalej, w którą stronę iść, co grać, jak się rozwijać.


EVA GEVORGYAN (17 lat), Rosja/Armenia,
finalistka XVIII konkursu chopinowskiego

Została Pani niezwykle ciepło przyjęta przez warszawską publiczność.

Bardzo się cieszę, że mimo pandemii wpuszczono publiczność i sala była pełna. Wspaniale grać przy wypełnionej widowni, czułam od niej energię.

Eva Gevorgyan
| Fot. Narodowy Instytut Fryderyka Chopina

Jakie ma Pani wrażenia po tych trzech tygodniach pobytu w Warszawie?

Bardzo dobre. Oczywiście jestem bardzo zmęczona po takim długim konkursie, ale uważam, że to duży krok w moim życiu i bardzo się cieszę z tego, jak wszystko przebiegło.

Z rezultatów także?

Rezultaty to taka rzecz, po której ogłoszeniu zawsze jest dużo pytań u wszystkich. To normalne, szczególnie na wielkich konkursach. W rzeczy samej nie było dla mnie najważniejsze, czy otrzymam nagrodę, czy nie. Znacznie ważniejsze było zapewnić publiczności wrażenia, emocje. Zostać przez nią zapamiętanym, podziwianym. To dla mnie główna nagroda.

I to chyba się udało. Po ogłoszeniu rezultatów w komentarzach medialnych, w rozmowach ludzi brak nagrody dla Pani jest powszechnie uważany za największy błąd jurorów.

W życiu różnie bywa. To naprawdę nie jest najważniejsze. A wszystko może się wydarzyć, może wezmę udział w konkursie raz jeszcze.

Za cztery lata?

Tego nie wiem. Chciałabym dorosnąć do świadomości, że naprawdę bardzo dobrze rozumiem Chopina, więc może za dziewięć.

Nie czuje Pani naprawdę choćby małego rozczarowania?

Naturalnie, że chciałam dostać nagrodę. Z drugiej strony tak wielu ludzi napisało do mnie, wyrażało swoje uznanie, że naprawdę nie mogę narzekać.

W jakim wieku zaczęła Pani grać na fortepianie?

Gdy miałam pięć lat.

Gdy Pani gra, można odnieść wrażenie, że cała jest muzyką.

Dziękuję. Oddaję się muzyce w stu procentach.

Ale w trakcie grania prawie w ogóle się Pani nie uśmiecha, dlaczego?

Uśmiecham się, gdy wychodzę na scenę i gdy z niej schodzę, uśmiecham się wtedy do ludzi. W trakcie muzyki nie uśmiecham się dla ładnego obrazka, przeżywam to, co się w niej dzieje, jak to czuję.

Myślę, że i bez nagrody na konkursie będzie Pani, przynajmniej w Polsce, jedną z najlepiej rozpoznawalnych gwiazd fortepianu. Jakie dalsze plany?

Dużo koncertów. Mnóstwo ludzi do mnie przyszło z propozycjami, bardzo się z tego cieszę. Szczegółów jeszcze nie mogę podać, ale myślę, że wkrótce, prawdopodobnie pod koniec zimy, znów będę grać także w Polsce.


Rozmowy przeprowadził Jarosław Tomczyk


Artykuł i wywiady opublikowane w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 44(127) 30/10/2021