Witold Kisiel trafił do Riazania na trzy lata. Próbował uciec, podjął głodówkę, wreszcie 3 listopada 1947 r. został odesłany do Polski. Żona Zofia wcześniej otrzymała informację o męczeńskiej śmierci męża, popartą zdjęciem Witolda z krótkim komentarzem „Ś † P”.
Przez kolejne lata życia porucznik nie zgodził się na współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa, utrzymywał braterskie więzi z byłymi żołnierzami Armii Krajowej, kultywował pamięć o bohaterskich czynach akowców na Wileńszczyźnie. Przed śmiercią nie rozpoznawał córki, zwracał się do niej jak do adiutanta, pozostając do końca na polu walki…
– Dla ojca udział w AK i pobyt w łagrze w Riazaniu to było chyba najważniejsze doświadczenie życiowe. Na uroczystości w naszym domu przychodziło wielu kolegów taty z AK. Zawsze nadchodził taki moment, że ojciec wstawał i zaczynał śpiewać obozową pieśń z Riazania – wspomina córka Witolda, Bożena Kisiel, psycholog, terapeutka, działaczka społeczna, prezes Oddziału Pomorskiego Towarzystwa Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej, założycielka Cyfrowego Archiwum Pomorskich Kresowiaków.
To ona spisała słowa pieśni zapamiętanej i śpiewanej w domu przez swojego ojca – publikujemy ją w ramce obok.
Wystawę „Riazańczycy. AK w łagrach”, na której znajduje się wspomniany wyżej portret, można do 10 września oglądać w Muzeum Armii Krajowej w Krakowie.
Oddajmy głos Bożenie Kisiel…

Spuścizna emocjonalna, wewnętrzna
– Pierwszy raz zobaczyłam tatę, kiedy miałam cztery lata. Byłam wtedy dzięki cioci w kinie objazdowym, które przyjechało do wsi Subkowy. Zobaczyłam wysokiego mężczyznę, który nie wiedział za bardzo, jak ma się zachować wobec dziewczynki, którą widział tylko po narodzeniu. Nie przywiózł mi roweru, o co także modliłam się z mamą, ale dał mi gumę. Było to dla mnie niezwykle emocjonalne przeżycie, tym bardziej że był to dzień moich urodzin.
– Zawsze właściwie czułam się obco w szkole jako córka przesiedleńców, których nazywano „ruskimi”. Nie chwaliłam się więc swoim pochodzeniem. W szkole średniej miałam swoje sprawy i angażowałam się w różne działania, nie wnikając głębiej w okoliczności i sensy przeszłości moich rodziców.
– To, co bardzo podało mi się w ojcu, że dobrze śpiewał, tańczył i ciekawie opowiadał. Nie ukrywał swojej przeszłości w AK, bo spotykał się ze swoimi towarzyszami walk – dwa razy do roku w restauracji w Gdańsku, jak również na okolicznościowych spotkaniach rodzinnych. Kiedy w czasach komuny odbierał telefon stacjonarny, zawsze najpierw podśpiewywał i dawał znać tym, którzy go podsłuchiwali, że wie o ich obecności. To była taka przekora ojca i poczucie dystansu.
– Nie interesowałam się losami swojej rodziny w młodości, a i długo potem. Patrzyłam trochę z politowaniem na tych, którzy żyli wspomnieniami, którzy nie mogli się pogodzić z myślą, że Wileńszczyzna już nie jest polska. Nie mam żadnych pretensji, że to nie Polska. Mam tylko żal, że nie miałam szansy tam wrosnąć. Podobno fundamentem, na którym można zbudować tożsamość, jest pamięć. Jak to zrobić, jak się nie pamięta? Co jest moim dziedzictwem, co pcha mnie do działania: dziadek zamordowany w więzieniu w Berezweczu, ciotka z córką wywiezione na Syberię, ojciec w obozie dla internowanych na Syberii, wujek powieszony na środku wsi za pomaganie akowcom na Wileńszczyźnie, ciotka z mężem w obozie w Stutthofie, mama, jej rodzice, rodzeństwo – sześć lat wędrówki z Kaukazu na Wileńszczyznę? Żadne z nich nie doczekało się uznania krzywd, zadośćuczynienia, przeprosin, upamiętnienia… Jakoś czuję, że to mój obowiązek zadbać o dobrą pamięć po nich.

Biografia patrioty
Witold Kisiel urodził się 28 marca 1909 r. w miejscowości Ostrowlany jako syn Feliksa i Pauliny. Po ukończeniu szkoły podstawowej w Ostrowlanach od 1921 r. kontynuował naukę w Gimnazjum Ogólnokształcącym w Dziśnie. Następnie rozpoczął studia na Wydziale Prawa i Nauk Społecznych Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie.
W latach 1930–1931 został powołany do odbycia zasadniczej służby wojskowej oraz ukończył Szkołę Podchorążych Rezerwy Piechoty przy 81. Pułku Piechoty w Grodnie. W 1933 r., tuż po ślubie, będąc na trzecim roku, przerwał naukę na uczelni, przeniósł się z małżonką i synem do Gdyni, gdzie pracował w przedsiębiorstwach morskich. Wybuch wojny zastał rodzinę na Wileńszczyźnie, gdzie pojechali na wakacje.
Zmobilizowany w 1939 r. walczył w obronie Warszawy, po kapitulacji stolicy przedarł się do Wilna. Podczas próby przedostania się przez Rumunię do Francji został w 1940 r. na granicy sowiecko-rumuńskiej aresztowany przez NKWD i osadzony w więzieniu we Lwowie.
W czerwcu 1940 r. wykorzystał moment bombardowania i zbiegł z więzienia. Udał się w rodzinne strony na Wileńszczyznę, gdzie pracował jako robotnik fizyczny. W okresie okupacji niemieckiej, w latach 1941–1943, przebywał we wsi Jundziłowo (powiat brasławski), gdzie pracował na roli w gospodarstwie rodziców.
Od jesieni 1943 r. zaangażował się w pracę konspiracyjną w szeregach Armii Krajowej. Posługiwał się pseudonimem „Światołdycz”. Werbował nowych członków spośród polskiej ludności zamieszkałej w okolicznych wsiach, przygotowywał ich do działalności konspiracyjnej, prowadził szkolenia wojskowe, zdobywał broń, zbierał informacje o oddziałach partyzantki sowieckiej.
W 1944 r. został najpierw zastępcą dowódcy, a następnie, od czerwca 1944 r., dowódcą 23. Brasławskiej Brygady AK, która weszła w skład Zgrupowania nr 2 – Północ Okręgu Wileńskiego. Brygada wzięła m.in. udział w operacji „Ostra Brama”, w bitwie pod Krawczunami. Witold Kisiel został tam poważnie ranny i niektórzy uważali, że nie żyje.
W lipcu 1944 r., po zajęciu Wilna przez Sowietów, por. Kisiel wraz z innymi oficerami AK został podstępnie aresztowany przez NKWD w Boguszach i wywieziony przez Łukiszki do obozu w Riazaniu, gdzie spędził trzy lata.
– Mama myślała, że zginął. Jakiś ojca kolega przesłał jej zdjęcie podpisane „Ś † P”. Ojciec wrócił z zesłania 3 listopada 1947 r. Dokładnie pamiętam tę datę, bo to był też dla mnie taki moment symboliczny, dzień moich urodzin. Odnalazłam kiedyś to miejsce, w którym tak naprawdę po raz pierwszy zobaczyłam swojego ojca, jak wrócił – salę kinową w Subkowach.
– Rodzice najpierw pojechali do Gdyni, ale tam nie wpuścili ich do przedwojennego mieszkania. Mama przywiozła z niego tylko dwa niewielkie pudełeczka. W Gdańsku też już nie było mieszkań. W końcu znaleźli coś na ul. Wallenroda. Dwupokojowe, przejściowe, z ubikacją na półpiętrze. Tam zamieszkaliśmy tymczasowo… na 50 lat – wspomina Bożena Kisiel.
– W 1952 r. otrzymaliśmy decyzję wysiedleńczą. Ojciec jako akowiec miał opuścić Gdańsk. Prawdopodobnie koledzy ojca przez marszałka Rokossowskiego załatwili cofnięcie tej decyzji. W nowym dokumencie napisano, że cofa się do odwołania nakaz opuszczenia Gdańska. Do dzisiaj nie anulowano całkowicie tego nakazu – dodaje nasza rozmówczyni.
– Gdańsk wymagał odbudowy we wszystkich obszarach życia. Grupa przybyszów z Wilna, z których wielu to byli pracownicy naukowi i studenci Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, stała się źródłem niezwykle ważnych i cennych zasobów ludzkich. Byli i są wśród nich specjaliści z różnych dziedzin, profesorowie, naukowcy, twórcy, architekci, inżynierowie. To oni zasilili kadrę naukową Uniwersytetu Medycznego w Gdańsku, Politechniki Gdańskiej, Akademii Sztuk Pięknych. Bez ich działań i zaangażowania Gdańsk nie byłby taki, jaki jest – komentuje także dzisiejszą sytuację Bożena Kisiel.

Represje komunistów wobec akowców
Po wojnie Witold Kisiel utrzymywał liczne kontakty z byłymi żołnierzami Armii Krajowej, z którymi działał w konspiracji, przez co znalazł się w zainteresowaniu Służby Bezpieczeństwa [do 1954 r. – Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego i podległych mu urzędów bezpieczeństwa, UB – przyp. red.] i był przez nią inwigilowany. Od 1949 r. Wydział III Departamentu III MBP rozpoczął rozpracowywanie „Jeleń” skierowane przeciwko żołnierzom Okręgu Wileńskiego i Nowogródzkiego AK; jednym ze sposobów na rozbijanie silnych więzi byłych akowców było m.in. antagonizowanie środowiska, w tym wypuszczanie nieprawdziwych informacji, pozyskiwanie tajnych współpracowników etc.
– Ojciec bardzo często spotykał się z Romanem Korab-Żebrykiem, który zbierał materiały, prowadząc wywiady z wileńskimi akowcami. Na ich podstawie powstała książka „Operacja wileńska AK”. Mam listy i maszynopisy Żebryka, które pisał do ojca w tej sprawie – dopowiada córka.
W stosunku do por. Kisiela Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Gdańsku prowadził: rozpoznanie pod kryptonimem „Mewa”, rozpoznanie o kryptonimie „Obóz” (dotyczącą oficerów, którzy powrócili z obozu w Riazaniu), sprawę agenturalno-grupową pod kryptonimem „Zdrada” czy rozpoznanie o kryptonimie „Baza”. Jako główny powód założonej sprawy wysunięto prowadzoną przez oficerów akcję zbierania wspomnień i dokumentów z działalności wileńskiej AK. Miały one posłużyć do napisania monografii, ukazującej faktyczny wkład wileńskiej AK w proces walki o niepodległość ojczyzny. Tego typu działalność określana była jako „podważanie wysiłku zbrojnego Armii Czerwonej i partyzanckiego ruchu lewicowego”. Działania ewidencyjno-obserwacyjne były prowadzone do 1968 r.

Pan Witold
W 1968 r. Witold Kisiel został odznaczony Krzyżem Armii Krajowej, ustanowionym 1 sierpnia 1966 r. przez dowódcę AK Tadeusza Bora-Komorowskiego „dla upamiętnienia wysiłku żołnierza Polski Podziemnej w latach 1939–1945”. Decyzję o odznaczeniu podpisał Karol Ziemski ps. „Wachnowski” w Londynie, 24 lipca 1968 r.
Witold Kisiel zmarł 12 lutego 1973 r. Został pochowany na Cmentarzu Komunalnym „Srebrzysko” w Gdańsku (rejon I, kwatera groby rodzinne D, rząd 5, grób 4).
„Pan Witold był dla nas wcześniej napisem na nagrobku i krótką notatką na stronie projektu »Utrwalamy pamięć«. Jednak pani Bożena i jej wspomnienia ożywiły przeszłość. Poznaliśmy człowieka z krwi i kości, takiego, który śpiewał piosenki do telefonu, ogrywał w tenisa swojego profesora na studiach czy omyłkowo został uznany za zmarłego w czasie wojny” – mówiła w 2020 r. Beata Ptasińska, nauczycielka w Szkole Podstawowej nr 59 w Gdańsku, po spotkaniu Bożeny Kisiel z uczniami.
Jeden z uczniów podszedł do córki byłego żołnierza AK i powiedział: „Bardzo pani dziękuję. Zainspirowała mnie pani”. „A do czego cię zainspirowałam?” – spytała pani Bożena z ciekawością. „A do tego, że warto być odważnym i uczciwym”.

Post scriptum
Po odwiedzeniu wystawy, 29 maja tego roku, Bożena Kisiel napisała na Facebooku: „Wczoraj, stojąc przed portretem Ojca i czytając dopisek, przypomniałam sobie to spotkanie [w szkole] i pomyślałam, że chciałabym Mu powiedzieć: »Tak, byłeś odważny i uczciwy. Takim Cię znałam. Myślę, że udało Ci się zachować hart ducha w trudnych, powojennych czasach w Gdańsku. Dziękuję Ci«”.

Po marszu na przełaj zmęczony, zziajany
Gdy wroga ścigałeś lub byłeś ścigany
Dręczyła Cię febra i krosty i wrzody
Że ledwo dobrnąłeś do wiejskiej zagrody.
Wieś polska kochana, gościnna i miła
Z ostatnich zapasów jak syna karmiła
Dzieliła Twe troski, cieszyła się razem
Gdy wrogom za krew swą płaciłeś żelazem.
I czystą bieliznę i pościel Ci dali
Serdecznie jak gościa drogiego witali
Gospodarz i żona i dzieci gromada
Czym chata bogata tym rada.
A dzisiaj przeklinasz tę czarną godzinę
Gdy kraj utraciłeś i dom, i rodzinę
I z kraju porwane bezdomne sieroty
Dziś tworzą w Riazaniu „sostaw tretiej roty”.
Przy ciągłych rewizjach pod groźne okrzyki
Gdy nagi jak małpa skakałeś jak dziki
Za walki o wolność i nasza i waszą
za kraty wsadzili, poznali z paraszą.
A w prasie i w radio okrzyki i ody
Kochajcie się bracia słowiańskie narody
I trzyma za drutem dziś sąsiad sąsiada
Czym chata bogata tym rada.
Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 22 (62) 06-12/06/2026








