Olga Czerniawska: „Na poradę logopedy nigdy nie jest za wcześnie”

6 marca obchodzimy Europejski Dzień Logopedy. Święto ma na celu zachęcenie rodziców, by nie zwlekali z konsultacją u specjalisty dziecka, które ma problem z mówieniem.

Olga Czerniawska.
U Olgi Czerniawskiej powołanie logopedy nie przyszło raptem
| Fot. archiwum Olgi Czerniawskiej

Młodzi rodzice, którzy nie mają skąd czerpać wzorców wychowawczych, mogą nie zauważyć niepokojących objawów u swoich dzieci. Często nie wiedzą, kiedy maluch powinien zacząć mówić, jak zaawansowana ma być mowa w danym okresie jego życia i gdzie szukać pomocy, gdy okaże się, że jest potrzebny specjalista — logopeda. O tym, na co zwracać szczególną uwagę, opowie nam pani Olga Czerniawska — logopeda dziecięcy, właścicielka Gabinetu Terapii Logopedycznej w Wilnie, ale też logopeda w przedszkolu Žilvitis w Jaszunach.

Brenda Mazur: Logopeda. Czy to zawód przez panią wymarzony?

Olga Czerniawska: To znaczy, czy od dziecka wiedziałam, że będę zmieniać świat jako logopeda? Nic z tych rzeczy! Jako dziecko miałam mnóstwo różnych pomysłów na to, kim chcę być. Ale ten, kto mnie zna, wie, że uwielbiam dzieci, pracę z nimi i zabawę. Dlatego też od lat pracuję w przedszkolu. Praca zawsze mnie cieszyła, sprawiała satysfakcję. Ale pewnego razu moja pani dyrektor zadała mi pytanie, które zaczęło mnie nurtować. Zapytała, czy nie chciałabym robić coś więcej dla dzieciaków, zostać logopedą dziecięcym. Tłumaczyła, że to zawód potrzebny, dzieciaki mają wiele problemów z mową, a na rynku występuje ewidentny brak fachowej pomocy. Zasiała we mnie wówczas ziarenko, które zaczęło kiełkować. W mojej głowie powstała myśl, że tak zrobię. Zdecydowałam się na studia podyplomowe z logopedii na Uniwersytecie Białostockim. Poszłam na studia kompletnie nieprzygotowana merytorycznie, nie za bardzo nawet wiedziałam, czym jest logopedia, na czym polega. Pamiętam tylko, że zanim zgłosiłam się na studia, sprawdziłam u logopedy, czy wszystko z moją wymową i artykulacją jest w porządku.

Początek studiów — czarna magia, zaczęłam mieć obawy, czy to był dobry pomysł, czy dobrze wybrałam. Materiał mnie przerażał, myślałam, że nie dam rady. Ale postanowiłam, że się nie wycofam. Sama nie wiem też, kiedy minął kryzys drugiego roku i od tej pory poczułam, jak logopedia „wciąga mnie” kawałek po kawałku, z każdym miesiącem bardziej. Nagle odkryłam, że mogę wykorzystać swoją pasję animatora i to w praktyce. Zaczęłam tworzyć swoje pierwsze pomoce logopedyczne. Pamiętam, że wówczas mieściły się one w pudełku po butach, dziś wypełniają połowę mojego gabinetu. Są to wszelkiego rodzaju zabawki, maski, piłki, książeczki, gry planszowe. Paliłam się do pracy, chciałam działać, nie tylko uczyć się teorii, ale przede wszystkim praktyki. Zaczęłam szukać wolontariatów, dzwoniłam, pisałam maile. Udawało się niemal za każdym razem. Zaczęłam pracę z dziećmi na tym polu. Kocham dzieci i rozumiem je, często bez słów. Chociaż słowo w mojej pracy ma kluczowe znaczenie. I tu zdradzę Wam mój sekret – nic tak nie działa na kontakt z dzieckiem jak nasz szczery, pełny uśmiech. U mnie działa on zawsze!

Czytaj więcej: Rodzice przewożący dzieci do szkoły prywatnym transportem otrzymają wyższą rekompensatę

Praca z dziećmi to wyzwanie, ale też niemała radość
| Fot. archiwum Olgi Czerniawskiej

Skończyłam studia, mając w głowie garść teorii (logopeda musi się uczyć cały czas!), ale sporo też praktyki. Odbywałam praktyki w Polsce i we Włoszech. Do Włoch pojechałam, aby zapoznać się z metodami stosowanymi w terapii logopedycznej dzieci z autyzmem. Zajęcia praktyczne w Poradni Friuli Occidentale, prowadzone tam przez logopedę Franca Bolognina, były oparte na wymianie doświadczeń, dyskusji, szczegółowej analizie konkretnych przykładów, co przysporzyło mi ogrom wiedzy na ów jakże obecnie aktualny temat autyzmu dzieci. Szczególnym momentem była wizyta w szpitalu, w którym znajdowali się pacjenci po operacji słuchu. Mogliśmy obserwować przebieg rehabilitacji pacjentów z wszczepionymi implantami słuchowymi, słuchać wykładu nt. „Dzieci i dorośli z implantami. Nauka w teorii i praktyce”.

Sama też zorganizowałam konferencję na Litwie pt. „Wczesna interwencja i wspomaganie rozwoju dzieci z grupy ryzyka i chorobami genetycznymi”, która miała na celu wymianę doświadczeń z zakresu patologii genetycznych oraz ich diagnozowania. Niezmiernie się cieszyłam z tego, że uczestniczyły w niej i wystąpiły w roli prelegentek: Małgorzata Nawrocka — neurologopeda kliniczny, logopeda z Medycznego Uniwersytetu we Wrocławiu, Monika Habik — terapeuta karmienia, neurologopeda kliniczny, logopeda, pedagog z Medycznego Uniwersytetu we Wrocławiu, Iwona Gryszkin — dietetyk kliniki Gryszkin, Marzena Kolt — logopeda, oligofrenopedagog, językoznawca. Jestem niezmiernie szczęśliwa, że podzieliły się swymi doświadczeniami i wiedzą. Ta wizyta zaowocowała dalszą współpracą. Niezmiernie im dziękuję.

Pani tak pięknie opowiedziała o swojej pracy. Widać, że musi pani ją kochać…

Tak, kocham swoją pracę i myślę sobie, że będąc logopedą, wykonując należycie swój zawód, najlepiej jak potrafię i przede wszystkim, wkładając w to serce i uśmiech, sprawiam, że życie moich Małych Podopiecznych staje się choć trochę łatwiejsze. Czasami odnosimy kolosalny sukces, czasami mniejszy. Czasami terapia idzie nam szybciej, czasami odwrotnie, ciągnie się, ale rezultaty widać. I to cieszy. Każdy sukces, każde osiągnięcie mojego Pacjenta to moja największa nagroda. Uśmiech dziecka, jego niedowierzanie: „Pani Olu — ja to umiem, ja już mówię RRRRRR!“, szczęście w oczach mamy, wdzięczność rodziców, to coś, co sprawia, że po całym dniu pracy wracam do domu jak na skrzydłach. I może jest też tak, że lubię ten zawód, bo przez to ja sama czuję się też lepiej — szczęście dzieci udziela mi się i czuję się wtedy jak magiczna wróżka. I nigdy, przenigdy nie zamieniłabym swojej pracy na żadną inną.

Mówi pani tak ciepło o dzieciach. A dorośli mający problemy logopedyczne — nie chciała pani im pomagać?

Lubię pracę z dziećmi i czuję się w niej dobrze. Nie czuję tego w pracy z dorosłymi. Mówię to zawsze otwarcie i szczerze, jestem logopedą, który specjalizuje się i ma doświadczenie w pracy z dziećmi. Nie jestem od wszystkiego, ale przyznam, że mam i takie doświadczenia. Parę razy zdarzyło się, że ktoś przez kogoś zwrócił się do mnie, abym pomogła osobie po wylewie, z zaburzeniami mowy. Robiłam to, gdyż rozumiem, co to znaczy odzyskiwać utraconą przez paraliż mowę. Tak „od serca” jeździłam nawet do domu pacjenta i starałam się pomóc. Jest to zwykle bardzo długi i żmudny proces. Pacjent musi też ćwiczyć później sam, wymaga to cierpliwości i oddania rodziny, która odrabia z nim lekcje mowy.

Dlaczego dzieci mogą mieć opóźnioną mowę?

Przyczyn może być wiele. Mowa jest czynnością złożoną, procesem skomplikowanym. Gdy rodzice niepokoją się o mowę małego dziecka, logopeda oceni budowę i sprawność aparatu artykulacyjnego, odruchy związane z przyjmowaniem pokarmu, wrażliwość słuchową dziecka. Sprawdzi, czy rozwój funkcji jedzenia i mowy jest prawidłowy. Przeprowadzi wywiad dotyczący przebiegu ciąży i porodu, co może stać się podstawą do określenia nieprawidłowości w rozwoju mowy.

Bardzo ważne jest, aby dziecko było karmione piersią, by długotrwale nie karmić z butelki ze smoczkiem.

Aby aparat mowy odpowiednio się rozwijał, dziecko musi gryźć np.: jabłka, marchewkę.

Niestety, o tym zapomina część rodziców i do przedszkola zgłaszają się trzylatki, które nadal jedzą potrawy w formie przecierów. Wtedy nie ćwiczą mięśni ust, języka i twarzy. Wszystkie narządy naszego aparatu artykulacyjnego biorą udział w mówieniu. Dlatego warto, by dziecko ćwiczyło mięśnie twarzy, języka i ust poprzez cmokanie, naśladowało odgłosy np. konia, motoru. By uczyło się krótkich wierszyków i piosenek. Rymy i rytmy ułatwiają przyswajanie języka.

Czytaj więcej: Niezwykle prosty sposób na przygotowanie dziecka do szkoły. Co na to nauka?

Rodzice często się niepokoją, słyszą od rodziny i znajomych pytanie: A kiedy twoje dziecko zacznie w końcu mówić? W którym momencie powinniśmy uznać, że to właściwy moment?

Warto zaznaczyć, że nie ma czegoś takiego jak konkretny moment, termin, w którym dziecko powinno już zacząć mówić, siadać, chodzić itd. Jest to sprawa indywidualna i na pewno nie należy dzieci porównywać — to po prostu rodzi frustracje. Każde dziecko rozwija się w swoim własnym tempie i warto to zaakceptować, nie wszyscy muszą mieć takie same osiągnięcia w danym momencie. Oczywiście istnieje coś takiego jak okresy, w których dziecko osiąga konkretne etapy rozwoju mowy i do których powinniśmy się odnosić. Wtedy możemy zacząć się niepokoić i zasięgnąć porady logopedy, na którą, proszę pamiętać, nigdy nie jest za wcześnie.

Aby wiedzieć, czy rozwój mowy dziecka przebiega prawidłowo, warto znać etapy rozwoju mowy.

Roczne dziecko używa już dźwięków i prostych słów takich jak „mama” i „tata”, „baba”, „au au”, „miau miau”, „pa, pa”, ale nauka mowy u niemowlęcia zaczyna się od tzw. głużenia, a później gaworzenia, które jest bardzo ważne w rozwoju mowy dziecka. Głużenie niemowląt to gardłowe dźwięki, maluszek wydaje je nieświadomie i mimowolnie. Głużenie brzmi nieco jak gruchanie gołębi. To dlatego, że składają się na nie głoski tylnojęzykowe i gardłowe — k, g, ch — nasuwa to mimowolne skojarzenie z dźwiękami, które są znamienne dla gołębi.

Głużenie zanika ok. 6 miesiąca życia i pojawia się gaworzenie, sylaby i podwójne sylaby — powstają pierwsze proste słowa. Pomiędzy 12 a 24 miesiącem życia następuje niezwykle dynamiczny rozwój mowy dziecka — niemal codziennie uczy się ono nowych słów, coraz więcej rozumie, reaguje na pytania i kierowane do niego prośby oraz polecenia.

Mowa u dziecka kształtuje się od urodzenia. To dlatego rodzice powinni mówić do dziecka jak najwięcej.

U każdego dziecka mowa rozwija się indywidualnie
| Fot. archiwum Olgi Czerniawskiej

Jeśli dziecko nie gaworzy, to powinno się pójść do specjalisty?

Żeby dziecko zaczęło mówić, powinno mieć odpowiednio zbudowany aparat mowy, dlatego warto sprawdzić już niemowlęciu, czy wędzidełko języka nie jest za krótkie. To najczęstsza wada anatomiczna jamy ustnej. Jeśli jest za krótkie, utrudnia ssanie piersi i połykanie, blokuje swobodny ruch języka po jamie ustnej, a później wymawianie głosek.

Jak zobaczyć, czy wędzidełko jest za krótkie?

Warto zrobić proste ćwiczenie. Starsze dziecko można poprosić, by wysunęło język na brodę lub w kierunku nosa. Jeśli nie może tego zrobić albo w trakcie tego ćwiczenia język ucieka w prawo lub w lewo, wtedy warto wybrać się do specjalisty.

Jeśli wędzidełko jest za krótkie, dziecko nie jest w stanie nauczyć się wymawiać wielu głosek, np. nie powie prawidłowo: „t”, „d”, „n” i „l”, bo do tego trzeba unieść czubek języka do góry.

Dlatego proponuję wczesną konsultację logopedyczną, aby ocenić możliwości poprawienia ruchomości języka na przykład przez masaż logopedyczny i ćwiczenia. Jeśli zabieg podcięcia wędzidełka zostanie wykonany, to po zabiegu konieczna jest rehabilitacja z logopedą. Podcięcie wędzidełka zwiększy ruchomość czubka języka, ale nie zapewni od razu prawidłowej jego pracy. To trzeba wyćwiczyć.

Pamiętajmy, że mowa rozwija się u dzieci w różnym tempie. Dwulatek zna bardzo dużo słów i może wypowiadać już proste zdania, np. „Kotek śpi”. Rozumie nazwy większości przedmiotów, czynności. Jeśli nie widać takiego postępu, warto zgłosić się do logopedy. Zdarzają się dzieci, które w wieku dwóch lat nie mówią nic, wtedy koniecznie, jak najszybciej, trzeba udać się do specjalisty.

Dlaczego dzieci mogą mieć opóźnioną mowę?

Przyczyn może być wiele. Mowa jest czynnością złożoną, procesem skomplikowanym. Gdy rodzice niepokoją się o mowę małego dziecka, logopeda oceni budowę i sprawność aparatu artykulacyjnego, odruchy związane z przyjmowaniem pokarmu, wrażliwość słuchową dziecka. Sprawdzi, czy rozwój funkcji jedzenia i mowy jest prawidłowy. Przeprowadzi wywiad dotyczący przebiegu ciąży i porodu, co może stać się podstawą do określenia nieprawidłowości w rozwoju mowy.

Czytaj więcej: Kampania #KtoTYjesteś będzie promowała uczenie dzieci języka polskiego