Tomaszewski mówi o okupacji, Jedziński chce sojuszu Polski z Rosją. To nie prima aprilis — to Twoi przedstawiciele

Chciałbym z okazji Prima Aprilis móc dziś napisać coś zmyślonego i niedorzecznego — na przykład, że niektórzy reprezentanci Polaków na Litwie chcą sojuszu z Rosją, albo że prezes największej organizacji polskiej na Litwie mówi o okupacji — ale tę możliwość mi odebrano. Słowa o sojuszu z Rosją i o okupacji padły naprawdę i nieironicznie. Z ust naszych oficjalnych reprezentantów. Postaram się jak najkrócej wyjaśnić, w jaki sposób Polacy na Litwie (nawet ich dane osobowe) mogą zostać wykorzystani niezależnie od osobistych poglądów.

AKTUALIZACJA SYTUACJI: R. Cytacka: „Opuściłam ostatecznie szeregi AWPL-ZChR”. Podobnie zasugerowała B. Pietkiewicz

Grafika ilustracyjna
| Graf. Ignacy Skrobia-Jaworski, fot. Marian Paluszkiewicz

Dlaczego znów o Jedzińskim i Tomaszewskim?

Zbigniew Jedziński i Waldemar Tomaszewski — bo o nich będę pisał — znów swoimi wypowiedziami ściągnęli uwagę na siebie, a rykoszetem dostaje cała społeczność Polaków na Litwie, ponieważ oficjalnie są naszymi reprezentantami (co zresztą sami podkreślają).

Jak działa rosyjska propaganda, tłumaczyć nie muszę: jest wypowiedź, wtedy cytuje się ją jako stanowisko całej społeczności, a potem na tej podstawie buduje wizję świata. Przyjrzyjmy się zatem tym wypowiedziom „jedynki” na liście AWPL-ZChR oraz prezesa największej organizacji polskiej na Litwie, w końcu to „stanowisko Polaków na Litwie”. Należy zaznaczyć, że partia początkowo broniła wypowiedzi byłego posła, ale następnego dnia, pod presją opinii publicznej i pod groźbą politycznych sankcji ze strony sejmu litewskiego, Tomaszewski potępił słowa Jedzińskiego. Ale od początku.

Już nie ma chyba wśród Polaków na Litwie (a pewnie i Litwinów) nikogo, kto by nie słyszał o stanowisku Zbigniewa Jedzińskiego odnośnie Polski, NATO i UE. Jedziński, doradca Czesława Olszewskiego — posła na sejm z ramienia Akcji Wyborczej Polaków na Litwie – Związku Chrześcijańskich Rodzin — na swoim profilu na Facebooku zalecił Polsce sojusz, a nawet wspólne państwo z Rosją. Dla porządku przytaczamy oryginalną wypowiedź:

 „Polska powinna czym szybciej porzucić UE i NATO i założyć sojusz z Rosją. Będzie to najsilniejszy sojusz państw słowiańskich, opartych na wartościach chrześcijańskich i prorodzinnych, który będzie służył obywatelom Polski, a nie komuś tam zza oceanu”.

Wpis, jak to często bywa na profilach Zbigniewa Jedzińskiego (często zakłada nowe konta w związku z blokowaniem za naruszenie regulaminu portalu) — szybko został usunięty, a temat starano się zamieść pod dywan. Jednak internet działa trochę inaczej, niż sowiecki rynek medialny i wypowiedzi ot tak nie wyparowują. Pytaniem bez odpowiedzi zostanie, czy usunięcie wpisu było inicjatywą Zbigniewa Jedzińskiego, czy raczej szybką reakcją partii.

Przypominać słów Jedzińskiego z 2014 roku chyba nie trzeba — postulował bombardowanie Kijowa. Teraz, 8 lat później, postulat ten stał się rzeczywistością.

„Słuchajcie, riebiata, dawajcie po poniatkam…”

Powyższego śródtytułu dla większości Polaków na Litwie, którzy język rosyjski rozumieją, wyjaśniać nie muszę.

Gdy mleko się rozlało, Czesław Olszewski — którego Zbigniew Jedziński jest doradcą — wydał oświadczenie. Łże-oświadczenie, bo tak naprawdę nic nie powiedział. Popodkreślał, że pytanie wystawili „skorumpowani liberałowie”, powołał się na konstytucyjny zapis o wolności wypowiedzi, a koniec okrasił bardzo pokracznie przez siebie rozumianymi słowami Woltera — „Nie zgadzam się z tobą, ale zawsze bronił będę twego prawa do posiadania własnego zdania”.

Pomińmy, że słowa są przytoczone nieprawidłowo i to nie Wolter je wypowiedział, nie to jest teraz najważniejsze.

Krótko później oświadczenie wydała sama partia, które można streścić jednym zdaniem, cytuję — „odpowiedzi Czesława Olszewskiego odzwierciedlają również pozycję partii”. Dodali, że partia podpisała międzypartyjne porozumienie, w którym opowiada się za euroatlantyckim kierunkiem. Jak euroatlantycki kierunek ma się w praktyce?

Euroatlantycki kierunek — podpisany, ale czy wyznawany?

Czesław Olszewski ani partia jednoznacznie nie odcięli się od słów Zbigniewa Jedzińskiego. Zrobił to dopiero następnego dnia Waldemar Tomaszewski, gdy sytuacja zaczęła robić się naprawdę poważna, a w sejmie padły propozycje, aby zabrać AWPL-ZChR możliwość podpisywania międzypartyjnych porozumień. Wciąż nie wiemy, jakie konsekwencje zostaną wyciągnięte. Wiemy tylko z ust Tomaszewskiego, że „za trzy tygodnie będzie posiedzenie rady (partii) i będziemy rozważali”. Dodał, że „on (Jedziński) jest taki od dzieciństwa” oraz że „zrobił to, czego nie powinien był robić”.

Sam Olszewski, którego Jedziński jest doradcą, nie napisał, że się z nim nie zgadza (bądźmy szczerzy, cytacik z wyrażeniem „nie zgadzam się…” jest raczej retoryką dla dzieci). Ocenił słowa Jedzińskiego jako „własne zdanie doradcy”. Zabiegi takie stosuje się, gdy musi się coś powiedzieć, ale bardzo nie chce.

Zbigniew Jedziński, który był przecież w 2020 roku „jedynką” na liście AWPL-ZChR, wciąż jest doradcą posła, wciąż jest w partii, wciąż jest poniekąd reprezentantem Polaków na Litwie.

Gdy trzeba będzie tego typu wypowiedzi wykorzystać, to nie będą to już wypowiedzi Jedzińskiego — ale „opinia coraz częściej podnoszona przez Polaków na Litwie”. Wtedy na reakcję będzie za późno. W Twoim imieniu wypowiedzą się bez Ciebie.

AWPL za wolnością bez odpowiedzialności

Skoro rzucamy się cytatami, zacytuję George’a Bernarda Shawa, irlandzkiego dramaturga: „Wolność oznacza odpowiedzialność. A to jest właśnie to, czego się większość ludzi obawia”.

A wolność bez odpowiedzialność to podobno coś, z czym anielsko świętobliwa „najuczciwsza partia na Litwie” (cytat AWPL-ZChR) oraz „jeden z najuczciwszych posłów” (cytat) chcą walczyć. I zostawię to do wolnej interpretacji.

Tomaszewski niby się odciął, ale swoich słów nie wyjaśnił

Waldemar Tomaszewski od czasu wybuchu wojny zasłynął oświadczeniem dotyczącym inwazji Rosji na Ukrainę, w którym znowuż chętniej zastanawia się nad innymi tematami, niż sednem sprawy — ale to chyba jakaś partyjna przypadłość, że gdy pytani są o jedno, mówią o drugim i podkreślają, że przecież do tematu się odnieśli.

Prezes partii ożywił się w czasie protestów przeciwko reorganizacji polskich szkół w Starych Trokach i Połukniu. Zasadności czy nie protestu nie poruszę, gdyż nie to jest teraz głównym tematem (napomknę tylko, że sercem jestem z rodzicami i uczniami, acz nie uważam porównania reorganizacji do bombardowań na Ukrainie za porównanie uczciwe).

Na protestach jednak wystąpili nie tylko przedstawiciele szkół i rodziców. Oczywiście, nie mogło na nim zabraknąć prezesa „najuczciwszej partii na Litwie”, a od 2021 prezesa również Związku Polaków na Litwie. Można więc twierdzić, że dla niewtajemniczonych słowa Tomaszewskiego to stanowisko całej społeczności Polaków na Litwie. I tu się robi strasznie. Posłuchajmy, co w czasie wiecu mówił Tomaszewski i spróbujmy się z tym utożsamić, bo zostało to powiedziane w naszym imieniu.

Powiedziane w imieniu Polaków na Litwie: „władza okupacyjna”

„Można powiedzieć, że to jakaś władza okupacyjna, wbrew demokracji podejmuje decyzje i w tym będzie część racji” — mówił na wiecu Tomaszewski.

Żeby nie nawarzyć za dużo bigosu, troszkę zakręcił i uzasadnił, że to „można powiedzieć”, i że ludzie w Starych Trokach i Połukniu tej władzy nie popierają.

Czytaj więcej: Polskie szkoły z rejonu trockiego będą walczyły do końca

Czy na Litwie rządzą naziści, a Rosjanie nie są przyjmowani w szpitalach?

Dla kontekstu weźmy ostatnie programy na YouTubie prowadzone przez prorosyjskich działaczy na Litwie, którzy mówią o „nazistach u władzy w Wilnie i potrzebie wyzwolenia” — rozmowa z rosyjskim ekonomistą Chazinem, w której rozmówcy sobie przytakują, prowadzącego programu nie chcemy promować.

Albo o tym, że na Litwie nie przyjmują do szpitali rosyjskojęzycznych pacjentów. O tym można posłuchać w programie ROZRYWKOWYM „Siekriet na milijon” z 19 marca tego roku (już w czasie wojny) na kanale NTV Mir. Rosyjska piosenkarka Olga Buzowa (bardzo popularna, zresztą) w absolutnie apolityczny sposób opowiada o tym, jak jej matka mieszkająca na Litwie zachorowała na covid. Musiała do niej z Rosji jechać okrężnymi drogami, była wiele razy sprawdzana, a gdy przyjechała na Litwę, okazało się, że Rosjanie nie są przyjmowani do szpitali.

Dlaczego? Ponieważ nie ma tylu tłumaczy i Litwa nie obsługuje rosyjskojęzycznych pacjentów, więc seniorka musiała leczyć się w domu. Dyskryminacja do potęgi. Ostatecznie w programie dochodzą wspólnie do jednej konkluzji: „zabieraj stamtąd matkę, źle dzieje się na Litwie, Rosjan krzywdzą”.

Myślę, że każdy mieszkający na Litwie — szczególnie Rosjanin — może czuć lekki dysonans. Ja sam również, bo tydzień temu w poliklinice większość odwiedzanych lekarzy widząc moje nazwisko z końcówką „-ski” zwracało się do mnie po rosyjsku, nawet na recepcji. I nikt mnie nie wypędził.

Wróćmy do naszego podwórka

A teraz proszę porównać kontekst — przedstawiciel Polaków na Litwie (w końcu prezes ZPL i AWPL) mówi, że rejony zamieszkałe przez Polaków są okupowane. Aż się prosi o wyzwolenie. Straszno?

„Już dzisiaj połuknianie chcą dołączyć się do rejonu solecznickiego i na pewno będą zbierane podpisy. Tak samo jak podbrodzianie przed kilkudziesięciu laty chcieli dołączyć do rejonu wileńskiego, bo już wtedy rozumieli, że ta władza liberalno-nacjonalistyczna będzie ich prześladować” — o jakim dołączaniu mówi Tomaszewski? O jakich podpisach? Nie jest to do końca jasne, ale zauważmy jedną rzecz.

Tomaszewski ma dane Polaków na Litwie

Związek Polaków na Litwie — już teraz z Waldemarem Tomaszewskim na czele — przeprowadzał i wciąż przeprowadza (w lutym tego roku prolongował) „Społeczny Spis Ludności Polskiej na Wileńszczyźnie”. Jak deklaruje, zebrał i posiada dane z wielu miejscowości na Wileńszczyźnie. Co to za dane? Te, które trzeba było podać w formularzu — imię, nazwisko, adres zamieszkania, podpis. Chciałbym wierzyć, że prezes „najuczciwszej partii na Litwie” nie zrobi z tymi danymi niczego, czego ich właściciele nie byliby pewni. I liczę, że nie zrobi. W kontekście jednak „można powiedzieć, okupacji” brzmi to co najmniej niemrawo.

Czytaj więcej: Alternatywny spis w alternatywnej rzeczywistości, cz. 1: na czym polega spis ZPL-u?

Czemu Tomaszewski nie chce rozgłosu dla swojej opinii?

Przytoczone wypowiedzi Tomaszewskiego nie pojawiają się jednak na portalu L24.lt.

Dlaczego omawiane słowa padły publicznie na wiecu, ale nie zostały udokumentowane w — jak mniemam — partyjnym sprawozdaniu, a zastąpione innymi, mniej doniosłymi? Dlaczego słowa te padły, ale w sposób zrzucający z siebie odpowiedzialność („można powiedzieć”, „połuknianie chcą” itp.)? Można się domyślać, że Tomaszewski może być pod presją — musi pewnych wyrażeń użyć, ale sam nie jest ich już pewien.

Choć w sprawozdaniu słowa te nie są uwydatnione, jest dostępne nagranie z wiecu na profilu L24.lt na Facebooku, które gorąco polecam każdemu, kogo ciekawi pełny kontekst wypowiedzi.

Myślę, że tak nie jest. I mam nadzieję, że tak nie jest — w przeciwnym wypadku jako Polacy na Litwie bylibyśmy pionkiem w o wiele straszniejszej grze, niż sobie możemy wyobrazić. Niemniej jednak na powyższe pytania odpowiedzi raczej nie otrzymamy.

Co chcesz wiedzieć o DNR i co to ma do Polaków na Litwie?

Flaga Donieckiej Republiki Ludowej pierwszy raz została wywieszona w grudniu 2005 roku. W 2007 niewielka grupka nieznanych aktywistów machała nią w Kijowie. W 2014 roku flaga przeżyła renesans, gdy dwutysięczny tłum zdobył budynek administracyjny i ogłosił, że 4-milionowy okrąg stanowi odrębną republikę ludową. Jak pokazały późniejsze badania, 72 procent okręgu nie popierało zdobycia budynków administracyjnych, a większość popierała pozostanie okręgu w ukraińskim państwie.

Wkrótce separatyści rozpoczęli czystki, a nawet prześladowania na tle rasowym — o czym mało kto wie, ale Cyganie musieli uciekać, ponieważ rabowano ich majątki oraz przeprowadzano egzekucje, co na łamach „Nowosti Donieck” samozwańczy włodarze nazwali „oczyszczaniem z narkotyków”. To był typowy znany z historii pogrom.

Stworzyli też obóz koncentracyjny dla tych, co otwarcie sprzeciwiali się separatystom (patrz więzienie Izoliacija w Doniecku), ale było już za późno na opór.

Jak można decydować bez głosu większości?

Jak to możliwe, że większość nie popierała separatystów, a separatyści wygrali? Niepotrzebna jest większość, gdy jest precedens poparty milczeniem. Kolejny cytat, tym razem Burke’a: „Aby zło zatriumfowało, wystarczy, by dobry człowiek niczego nie robił”.

„Flaga Wileńszczyzny” — schizofrenia czy kawałek układanki?

W 2018 roku zaprezentowana została „flaga Wileńszczyzny” podczas przemarszu Polaków w Wilnie. „Zaprezentowana” to może za duże słowo, bo po prostu organizatorzy (ZPL i de facto AWPL) rozdali je uczestnikom, powiedzieli „wasza to flaga” i tyle. No nic, może to tylko ciekawy pomysł, choć niezbyt przemyślany i nieskonsultowany.

Przed marszem 2018 roku flaga była promowana przez organ ZPL, „Tygodnik Wileńszczyzny” (który siebie wtedy nazwał „medialnym głosem Wileńszczyzny”, czyli też Twoim głosem, Polaku na Litwie). Wyjaśniono, że szachownica biało-czerwona i Pogoń to nawiązania do herbu dawnego województwa wileńskiego w ramach Rzeczypospolitej Polskiej. Pachnie jak głaskanie rewizjonizmu, ale być może to tylko wrażenie.

Po marszu sprawa z flagą przycichła. Pojawiała się na spędach ZPL i AWPL, ale szerokich dyskusji wokół niej nie było — do czasu wiecu 30 marca tego roku. Tego wiecu, na którym padły słowa o okupacji. Kto te flagi trzymał? Czy świadomie? A raczej czy flagi tam pojawiły się oddolnie?

Wiemy, że polskie rodziny na Litwie otrzymywały na skrzynkę e-mail wiadomości agitujące do uczestnictwa w wiecu mimo tego, że nie podawały swoich danych kontaktowych ze zgodą na takie wiadomości. Wiemy, że przynajmniej część transparentów została rozdana przez organizatorów (najbardziej ciekawią mnie transparenty o ludobójstwie i porównanie do bombardowanych szkół). Nie wiemy nic o „flagach Wileńszczyzny”. Wszystkie zdjęcia z wiecu można obejrzeć w naszej galerii.

Na transparencie po litewsku: „Gdzieś szkoły bombardują, a gdzieś indziej likwidują”, „stop ludobójstwu”
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Podsumujmy — może chcesz być wyzwolony przez Rosję?

Twój głos medialny ogłasza, że masz własną odrębną flagę nawiązującą do międzywojennego województwa wileńskiego. Twój reprezentant mówi o okupacji.

Doradca Twojego reprezentanta (poniekąd) mówi o tym, że Polska musi zbudować silne państwo z Rosją, wyjść z UE i NATO.

Gdybym pracował na Kremlu, byłbym wniebowzięty i napisałbym tak:

„Polacy na Litwie coraz odważniej mówią o prześladowaniu ze strony nazistowskiego rządu w Wilnie, mówią o okupacji oraz chcą zjednoczenia pod flagą Wileńszczyzny, być może jako część silnego państwa polsko-rosyjskiego”.

Nie musiałbym nawet dużo kłamać, tylko pominąć fakt, ilu Polaków tak uważa i kto jest reprezentantem oficjalnym, a kogo reprezentuje de facto.

Hołd odważnym w AWPL-ZChR

W obliczu takiej obłudy i takiej bezwzględności odwagą nadzwyczajną jest wstać z tłumu i głośno zaprotestować. Zapamiętajmy te nazwiska — Edyta Tamošiūnaitė, wicemer Wilna, oraz Zbigniew Maciejewski, starosta frakcji AWPL-ZChR w radzie miejskiej Wilna. To są odważni ludzie, którzy otwarcie i bez żadnych niedopowiedzeń odcięli się od słów Jedzińskiego jeszcze przed tym, aż został do tego zmuszony sam Waldemar Tomaszewski.

Późnym wieczorem 1 kwietnia na profilu na Facebooku opublikowała oświadczenie również obecna poseł na sejm z ramienia AWPL-ZChR, Beata Pietkiewicz. Jak zaznacza, odcina się od wypowiedzi Jedzińskiego.

„Jako człowiekowi w miarę światłemu (wybaczcie samopochwałę) najwyraźniej najwyższa pora zastanowić się nad swoim dalszym członkostwie w partii…” — czytamy na końcu oświadczenia posłanki.