Muzyczne objawienie: Elżbieta Rosowska

Urzeka barwą głosu, warsztatem muzycznym, wrażliwością. W swojej młodej karierze zaszła już wysoko, chociaż wiek wskazywałby na to, że dopiero się rozkręca. W świąteczny wieczór 11 marca w sali Avia Solutions Group Arena odbył się finał muzycznego show „Lietuvos balsas” (Głos Litwy). Zespół wokalny Hey! Mix, z którym wystąpiła Elżbieta Rosowska, zajął pierwsze miejsce.

Zawsze mówię, że śpiewam od urodzenia. Choć jako niemowlę oczywiście nie śpiewałam, ale śpiew i muzyka mnie uspokajały

Opowiedz o sobie. Czy uważasz, że jesteś gotowa na prawdziwą podróż pod sztandarem muzyki?

Mam dopiero 15 lat i jestem uczennicą drugiej klasy Gimnazjum im. J.I. Kraszewskiego w Wilnie. Na razie stawiam na edukację. Wcześniej uczyłam się w Szkole Podstawowej w Kiwiszkach w rejonie wileńskim. To nieduża szkoła, ale byli tam bardzo inspirujący nauczyciele i ambitni uczniowie. Wyniosłam wiele dobrego z tej szkoły i ciekawie spędzałam tam czas, bo zawsze się coś działo, jakieś projekty, akademie. Z kolei dzięki nauce w gimnazjum w Wilnie mam bliżej na zajęcia do szkoły muzycznej w Nowej Wilejce oraz na lekcje wokalu i próby zespołu. Znalazłam tu nowych przyjaciół, poznałam też nowych, wspaniałych nauczycieli. To jest niesamowite, jak chcą się dzielić swoją wiedzą. A ja chcę brać! Bardzo chętnie uczestniczę w różnych olimpiadach szkolnych i miejskich, ale najczęściej robię to, aby czegoś się nauczyć, a nie dla zdobycia miejsca. Za największy swój sukces na tym etapie uważam to, że udaje mi się pogodzić moją pasję do muzyki i naukę w szkole, nie muszę czegoś bardziej „poświęcać”.

Kiedy zaczęłaś śpiewać? Czy śpiew to twoja pasja?

Zawsze mówię, że śpiewam od urodzenia, i jest w tym bardzo dużo prawdy. Jako niemowlę oczywiście nie śpiewałam, ale śpiew i muzyka bardzo mnie uspokajały, jak mówi mama. Ona zawsze mi śpiewała i nie tylko do kołyski. Gdy miałam pięć lat, rodzice zdecydowali się oddać mnie do prywatnego studia nauki śpiewu i tańca. I się zaczęło! Już na samym początku czekało mnie wiele wyzwań, bo nauka odbywała się w języku litewskim, a ja nie mówiłam jeszcze po litewsku. Moja nauczycielka Viktorija Kalpokaitė zapewniła, że bariera językowa jest sprawą drugorzędną, a że ona sama świetnie mówi po polsku, to na pewno nie muszę się o to martwić. Tak też było, w ciągu roku opanowałam język litewski w mowie w stopniu bardzo dobrym. To były początki mojej muzycznej przygody. Występy, koncerty, konkursy, festiwale w kraju i za granicą stały się niemal codziennością. Ale czułam się w tym jak ryba w wodzie.

Gdy miałam sześć lat, zaczęłam uczęszczać na lekcje fortepianu. Moja pierwsza nauczycielka gry na instrumencie, Natalija Kalpokienė, potrafiła przekazać mi przede wszystkim miłość do muzyki.

W ubiegłym roku skończyłam szkołę muzyczną po 10 latach nauki. Na początku byłam w klasie fortepianu, ale z biegiem czasu stwierdziłam, że nie jest to tak do końca moje, więc zmieniłam kierunek i poszłam do klasy śpiewu klasycznego. Tam dopiero naprawdę poczułam, co lubię i co chciałabym robić. Nauczyłam się wielu technik wokalnych, z których korzystam na co dzień, chociaż odeszłam od śpiewu operowego.

Jesteś wszechstronnie utalentowana, śpiewasz estradowo i operowo. Na kształtowanie naszych gustów muzycznych mają wpływ także idole. Kto dla ciebie był takim wzorem?

Od  zawsze lubiłam muzykę amerykańską, angielską i szwedzką. Fascynowała mnie rytmika tych piosenek, taka, której na Litwie czy w Polsce po prostu nie ma. Zwracam uwagę na drobnostki, które są w samej muzyce i słowach piosenki, jest w tym coś magicznego. Z polskich piosenkarzy zawsze była mi bliska Anna German. Jej piosenki mi towarzyszą w moim życiu. To była naprawdę cudowna kobieta, miała przepiękny głos. Zawsze zachwycał mnie sposób przeżywania tego, o czym śpiewała, jak za pomocą słów piosenek „rozmawiała” ze słuchaczami. Pragnę kiedyś zostać taką osobą, jaką była ona. Co zabawne, jestem chyba trochę „nie na topie”, bo moi rówieśnicy raczej nie słuchają piosenek Anny German.

Czasami wydaje mi się, że ten świat byłby dużo lepszy, gdybyśmy częściej słuchali młodych ludzi. Oni mają tyle do przekazania, swoje emocje, pragnienia, to, co jest dla nich ważne, również przez muzykę i teksty piosenek. Zaczynają na scenie bardzo wcześnie, mając 13, 14 lat… Sądzisz podobnie?

Czytaj więcej: Piosenki, które łączą Polaków

Historia naszego występu w „Lietuvos balsas” nie jest skomplikowana. Któraś z nas zobaczyła informację na Facebooku, że startuje nowy format tego projektu, w którym nareszcie będą mogły brać takie zespoły jak nasz.

Zgadzam się. Też tak myślę, że czasami w ogóle nie słuchamy siebie nawzajem. Za mało się rozmawia, zbyt mało się mówi o uczuciach. Wiele rzeczy sprowadza się tylko do przyjemności i komfortu. Bardzo się denerwuję, jak słyszę, że kiedyś były inne czasy. Pewnie, że tak! Ale te są nasze! Chcemy mówić o swoich emocjach, pragnieniach, a przez śpiew i muzykę jest łatwiej wyrazić wiele ważnych rzeczy. To, że młodzi artyści tak wcześnie zaczynają, świadczy tylko o tym, że chcą przekazać coś ważnego. I warto ich posłuchać, a nie zbywać. Bardzo ważne jest wsparcie osób starszych, wymiana doświadczeń.

Przez lata mówiło się, że dzieci i ryby głosu nie mają, a dziś w show-biznesie jest całkiem sporo donośnych nastoletnich głosów. Przykładem są choćby polskie gwiazdy Eurowizji Junior: Roksana Węgiel, Viki Gabor czy Sara James, która już podbija Paryż. One mają już swój styl muzyczny, stworzyły własny image. Skąd u tak młodych dziewczyn jest taka siła przebicia?

Nie mogę mówić za wszystkich, ale na pewno wielu młodych ludzi czerpie ją z rodziny i otoczenia. W moim przypadku rodzina zawsze dawała mi możliwość rozwoju i osiągania coraz to nowych celów. Koledzy, szkoła, zajęcia pozalekcyjne też odgrywają ogromną rolę, bo właśnie tam mamy dostęp do prawdziwego świata. Moi koledzy i szkoła bardzo mnie wspierali na każdym kroku, cieszył ich mój sukces i też w jakiś sposób byli jego cząstką.

Czytaj więcej: Rafał Jackiewicz: Zależy mi na współpracy muzyków z Polski i Litwy

W „Lietuvos balsas” (Głosie Litwy) wystąpiłaś z energetycznym zespołem Hey! Mix, spodobałyście się. Widzowie oddali na was najwięcej głosów. Dostałyście się do finału. Jak zapamiętasz ten finał?

Zapamiętam wszystko! Z dziewczynami robiłyśmy zdjęcia na każdym etapie naszej drogi w tym projekcie. Mamy nieskończenie wiele wspomnień. Wszystkie są pozytywne, bo szłyśmy tam, żeby się czegoś nauczyć, żeby jeszcze bardziej pokochać to, co robimy. Przyzwyczaiłam się do obecności dziewczyn i naszych nauczycielek wokalu każdego dnia. Chociaż to nie dziwne, bo nasz zespół ukształtował się już w latach 2010–2011, gdy miałyśmy cztery, pięć lat. Nie było tak, że wszystkie byłyśmy w zespole od samego początku, ale trzy z nas, w tym ja, stanowią podstawę. Ludzie przychodzili i odchodzili, co jest całkowicie normalne, bo szukamy siebie. Skład, który jest teraz, ukształtował się kilka lat temu.

Historia naszego występu w „Lietuvos balsas” nie jest skomplikowana. Któraś z nas zobaczyła informację na Facebooku, że startuje nowy format tego projektu, w którym nareszcie będą mogły brać takie zespoły jak nasz. Długo nad tym myślałyśmy, odbyłyśmy poważne i bardzo długie rozmowy z kierowniczką zespołu Viktorią Kalpokaitė, naszymi rodzicami. Wszyscy wiedzieliśmy, że będzie to trudne przedsięwzięcie, ale stwierdziliśmy, że po dwóch latach kwarantanny i nicnierobienia musi się coś zadziać. Tak właśnie stałyśmy się uczestniczkami „Lietuvos balsas”.

Opiekunem waszej grupy był Vaidas Baumila. Jak się układała ta współpraca?

Tak naprawdę my do samego wejścia na scenę nie wiedziałyśmy, do której drużyny chcemy iść. Wybór padł na Vaidasa, bo to człowiek, który najbardziej odzwierciedlał nas, naszą energię i styl, a także to on pierwszy się do nas zwrócił. Vaidas bardzo nas wspierał, przychodził na nasze próby, dzwonił, pisał, był takim prawdziwym kolegą, a nie nauczycielem. Tego właśnie szukałyśmy. Teraz, gdy projekt się skończył, podtrzymujemy kontakt i liczymy się z jego opinią, gdy podejmujemy jakieś decyzje artystyczne.

W jakim stylu śpiewasz? W jakim najlepiej się czujesz? Ja zaś bardzo podziwiam twój operowy głos.

Śpiewam niemal we wszystkich stylach, w zależności od potrzeby. W szkole czasem jest potrzeba, by z okazji świąt zaśpiewać ludowe piosenki, pop czy kolędy, więc nigdy nie odmawiam, bo kocham śpiewać. W większości śpiewam muzykę współczesną, bo najbardziej przypadła mi do serca. Zaczynałam od niej i teraz też otacza ona mnie wszędzie, gdzie idę.

Śpiew klasyczny też bardzo lubię. Śpiewałam piosenki operowe przez cztery lata nauki w szkole muzycznej i to bardzo rozwinęło mój głos. Jestem wdzięczna swojej nauczycielce śpiewu operowego Leontynie Komkienė, bo poświęciła mi bardzo dużo czasu i swoich sił, abym mogła brać udział w różnych konkursach na Litwie i za granicą.

Ty uczysz się śpiewu, uczęszczając na lekcje śpiewu estradowego. A czy twoje rodzeństwo też podąża tą drogą? Czy tworzycie taką umuzykalnioną rodzinkę?

Jesteśmy liczną rodziną, jest nas troje: ja z młodszą o dwa lata siostrą Aleksandrą i brat Edward, który niedługo skończy dziewięć lat. Siostra również jest utalentowana muzycznie, uczy się grać na saksofonie. Brat, obserwując nas obie, już zastanawia się nad wyborem instrumentu. Ma ambicje w tym roku zdawać do szkoły muzycznej.

Po raz pierwszy usłyszałam twój głos, słuchając na YouTubie piosenki „Moja matko, ja wiem”. Nagrałaś ją wspólnie z kolegą. Bardzo piękne i wzruszające wykonanie. Czy dedykowałaś ją swojej mamie? Jaka jest twoja rodzina?

Rodzice poznali się na studiach w Lublinie. Miasto to znajduje się w odległości 600 km od Wilna – oraz 600 km od Żmerynki na Ukrainie, tam urodził się tata (i Jan Brzechwa!). Mama studiowała polonistykę, a tatuś – historię. Dziś mama pracuje jako nauczycielka, a tata w branży logistycznej. Jako historyk nie zaistniał, ale przydaje mu się bardzo znajomość języków. À propos, zawsze żartuje, że dla mamy nauczył się też języka litewskiego.

Tato niejako wrócił na Litwę, bo korzenie jego rodziny są na Wileńszczyźnie. I tak historia zatoczyła koło. Z Litwy pochodziła rodzina babci mojego taty (Aniela z d. Sadowska, jej dziadek Adam pochodził ze wsi Dubatowka, pow. świeciański). Na Podole przybyli prawdopodobnie po powstaniu styczniowym. Babci ojciec, Stefan, urodził się już na Podolu ok. 1883 r. W rodzinie mówiło się, że mogli też przybyć za pracą po uwłaszczeniu chłopów w Imperium Rosyjskim, bo w II połowie XIX w. na Podolu budowali kolej…

Czytaj więcej: Ewelina Saszenko: Bycie mamą to wielkie szczęście

Na Ukrainie mieszka rodzina taty. Trwa wojna. Czy macie z nimi kontakt? Czy odwiedzaliście się przed wojną? Co oni teraz czują, co mówią, czy nie chcą opuścić Ukrainy? Czy nie boją się, że wojna się rozprzestrzeni?

Na Ukrainie mieszkają moi dziadkowie i ciocia z mężem. Mamy też dużo krewnych. Odkąd rodzice zamieszkali na Litwie, odwiedzaliśmy się dziadków dosyć często. A oni u nas też bywali. Odwiedziliśmy ich na święta Bożego Narodzenia dwa lata temu – i to był ostatni raz, kiedy widzieliśmy się na żywo. Dla mojego młodszego brata to był pierwszy i jak na razie jedyny pobyt u dziadków. W wakacje planowaliśmy wyjazd do dziadków, ale wojna zmieniła wszystko. Strasznie to wszystko przeżywamy. Ta sytuacja nas przerasta. Na szczęście mamy kontakt, możemy porozmawiać przez telefon i przez Vibera. Myślę, że nie mówią nam wszystkiego… Nie chcą nas martwić, a to przecież u nich jest wojna i oni bardziej cierpią. Podziwiam ich spokój i takie skupienie wewnętrzne. Nie ma paniki, nie ma histerii. Boją się o nas, o wujka z rodziną, który mieszka w Polsce, boją się, że wojna się rozprzestrzeni. Na razie nie rozważają wyjazdu, chcą zostać w domu, a i zdrowie zawodzi coraz częściej…

Jak nieprzewidywalne są losy człowieka, pokazuje nam wyraźnie dzisiejsza sytuacja… Niemniej musimy żyć, marzyć, szczególnie wy, młodzi. Jak ty siebie widzisz za parę lat, jakie są twoje marzenia?

Moim marzeniem jest zostać dobrym człowiekiem – to dla mnie jest najważniejsze. Obecne czasy, to, co się wydarzyło, najpierw pandemia covid-19, teraz wojna, uświadamiają mi, jak ważny jest pokój na świecie, a w życiu wewnętrznym – spokój i harmonia.

A jeśli chodzi o plany na przyszłość – za każdym sukcesem idzie pytanie: co dalej? Ja chciałabym zawsze mieć na nie gotową odpowiedź. Owszem, chcę zostać piosenkarką, ale też prawnikiem, dziennikarką lub biochemikiem. Mam wrażenie, że nie będzie to łatwy wybór, bo człowiek jeszcze nie wymyślił zawodu obejmującego to wszystko, ale jednak wcześniej czy później kimś zostanę i na pewno będę z tego zadowolona.


| Fot. FB, archiwum Elżbiety Rosowskiej


Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 14(42) 09-15/04/2022