Piosenki, które łączą Polaków

Nie ma wątpliwości, że występ w Wilnie będzie przeżyciem także dla całego zespołu Teatru Muzycznego w Poznaniu
| Fot. Damian Andrzejewski

Dlaczego właśnie lata 20. i 30. tak bardzo nam się podobają? Rozbrzmiewały wtedy wspaniałe melodie, a głębokie teksty i nadzieje związane były z dopiero co odzyskaną niepodległością. To wszystko razem sprawia, że chętnie wracamy do przebojów z tamtego okresu, które nie tracą na aktualności. Nostalgiczną podróż odbędziemy niebawem dzięki spektaklowi Teatru Muzycznego z Poznania.

Już w październiku na Wileńszczyznę, a konkretnie do Solecznik i na Pohulankę w Wilnie, powrócą przeboje Eugeniusza Bodo, Lody Halamy czy Hanki Ordonówny. Musical „Nie ma jak lata 20., lata 30.”, opowiadający o przedwojennej Polsce, a składający się z wiecznie żywych przebojów w specjalnych aranżacjach, przywiezie Teatr Muzyczny z Poznania. Dobrze znane piosenki prezentowane będą w nowych aranżacjach Michała Łaszewicza, Zbigniewa Małkowicza i Macieja Szymańskiego.

Utwory, które nigdy się nie zestarzeją

Premiera poznańskiego musicalu miała miejsce w 2015 r. i spotkała się z życzliwym przyjęciem widowni. To też jeden ze spektakli, z którymi poznański teatr najczęściej teatr podróżuje. Dlaczego mimo upływu lat piosenki i skecze z międzywojnia nadal śmieszą i budzą zachwyt publiczności?

– Lata 20. i 30. były okresem, gdy swoje przeboje komponowali tacy twórcy, jak: Artur Gold, Jerzy Petersburski czy Andrzej Włast. To wspaniale napisane melodie do pięknych, głębokich tekstów, nic więc dziwnego, że do dziś są podziwiane i podobają się także współczesnemu odbiorcy. Wiąże się z nimi ponadto pewien sentyment do kraju, który właśnie się odrodził, który przeżywał swój wspaniały okres po 123 latach niewoli. Z tym okresem wiązało się wiele nadziei, które znajdują wyraz również w tych piosenkach – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” Przemysław Kieliszewski, dyrektor Teatru Muzycznego w Poznaniu.

Libretto musicalu zostało skoncentrowane wokół wątku rzekomego kręcenia filmu przez dwóch hochsztaplerów, którzy organizują casting do swojej produkcji. Oglądając na scenie przesłuchania do filmowej produkcji, publiczność usłyszy najbardziej znane piosenki międzywojnia: „Umówiłem się z nią na dziewiątą”, „To ostatnia niedziela”, „Jesienne róże”, „Miłość ci wszystko wybaczy” czy „Ach, te baby”. Niezapomniane melodie wykonuje zespół Teatru Muzycznego w Poznaniu pod batutą Agnieszki Nagórki.

Czytaj więcej: TRANS/MISJE łączą pomimo trudności

Teatr Muzyczny w Poznaniu dla widzów Wileńszczyzny przygotowuje dwa wydarzenia: w Solecznikach i na Pohulance w Wilnie
| Fot. Damian Andrzejewski

Wielokulturowa, kolorowa II RP

– Twórcami libretta są Artur Hofman, który wyreżyserował musical, oraz Ryszard Marek Groński, nieżyjący już nestor polskiego słowa i dowcipu, pisarz, poeta i satyryk. To przede wszystkim dzięki niemu w spektaklu tak widoczna jest domieszka semickiego dowcipu, bardzo charakterystycznego dla międzywojennej Warszawy i innych polskich miast – zauważa dyrektor Kieliszewski.

Poznański teatr po raz pierwszy odwiedzi Wilno. – Wydaje mi się, że nasz musical doskonale może łączyć Polaków w Poznaniu i Wilnie. Największe przeboje międzywojnia są znane równie dobrze po obu stronach granicy i zwłaszcza nieco starsza widownia będzie je z powodzeniem razem z nami nucić w czasie spektaklu. Nie zapominajmy, że także w dwudziestoleciu Wilno i Poznań łączyły nie tylko język i kultura, lecz także obawy związane ze zbliżającą się wojną, zagrożenie nazizmem, które w kabaretowej formie obecne są np. w piosence „Ten wąsik, ach, ten wąsik”. W tych piosenkach i skeczach niemało jest ironii, sarkazmu, uwag pod adresem aktualnej sytuacji. Może to brzmi banalnie, ale po prostu są wiecznie żywe – podkreśla rozmówca „Kuriera Wileńskiego”.

Dyrektor Teatru Muzycznego w Poznaniu zapowiada, że dla widowni na Wileńszczyźnie teatr przygotowuje niespodziankę. – Na razie nie chcę zdradzać szczegółów, ale na koniec spektaklu przygotowujemy utwór specjalnie dla odbiorców na Litwie – puszcza oko Przemysław Kieliszewski.

Powrót do rodzinnego Wilna

Wilno i Poznań łączą nie tylko kultura i historia, lecz także konkretni ludzie. W przypadku spektaklu, który niedługo będziemy mogli obejrzeć, taką osobą jest niewątpliwie choreografka Paulina Andrzejewska. – Te utwory są doskonale znane, lubiane i niosą ze sobą ogromy ładunek emocjonalny. Pomimo upływu lat pozostają nadal na czasie, wystarczą dobry wokal, kostiumy, taniec i już mamy prawdziwy show. Muszę jednak przyznać, że przygotowania do premiery były dla mnie niemałym wyzwaniem. Tworząc choreografię, zawsze staram się dobrze przygotować coś, co odpowiada danym utworom, a jednocześnie jest nowe. Myślę, że to się udało osiągnąć – mówi o spektaklu „Nie ma jak lata 20., lata 30.”

Publiczność na Litwie mogła już poznać Andrzejewską jako autorkę choreografii do najbardziej znanych litewskich produkcji musicalowych. W 2004 r. to właśnie ona opracowała choreografię do musicalu „Tadas Blinda”, do którego muzykę skomponowali Andrius Mamontovas i Gintautas Venislovas. W 2018 r. powróciła na Litwę, by współtworzyć spektakl „Lituanica”, poświęcony historii Steponasa Dariusa i Stasysa Girėnasa, którzy w 1933 r. podjęli próbę przelotu bez lądowania z Nowego Jorku do Kowna.

– Cenię możliwość współpracy z litewskimi artystami. Z pracy nad oboma musicalami mam wyłącznie pozytywne wspomnienia. Nie miałam zupełnie problemów z komunikacją, porozumiewaliśmy się w języku angielskim, zresztą język kultury bardzo łatwo przekracza tego rodzaju bariery. Zwłaszcza „Lituanica” była ogromnym przedsięwzięciem, ze wspaniałym zespołem aktorów i tancerzy i bardzo ciekawą, choć niestety smutną historią – wspomina choreografka.

Andrzejewska nie ma wątpliwości, że występ w Wilnie będzie przeżyciem dla całego zespołu Teatru Muzycznego w Poznaniu. – Dla mnie to miasto jest bardzo ważne także ze względu na rodziną historię. Czuję się tu bardzo dobrze, odbieram je jako bardzo artystyczne. Z Wilna pochodził mój dziadek, wiem, że mam tu nadal dalszą rodzinę, na wileńskich scenach występowała także babcia mojego męża, Mateusza Damięckiego, Irena Górska. Myślę, że nie tylko dla mnie, ale dla całego zespołu będzie to podróż sentymentalna, bo zwłaszcza Pohulanka wiąże się nieodłącznie z tym, co w latach 20. i 30 kochamy najbardziej – mówi Andrzejewska.

Czytaj więcej: We wspólnocie litewskich Polaków kryje się duży potencjał

Z Poznania do Solecznik i na Pohulankę

Teatr Muzyczny w Poznaniu dla widzów Wileńszczyzny przygotowuje dwa wydarzenia. 20 października w Solecznikach zaprezentowany zostanie teatralizowany koncert największych przebojów wykonywanych w musicalu. Natomiast 21 października w Teatrze na Pohulance w Wilnie, czyli jednej z najbardziej charakterystycznych scen międzywojnia, będzie można zobaczyć pełną wersję spektaklu.

Wśród wielu przebojów międzywojnia nie zabraknie utworów nierozerwalnie związanej z wileńską sceną Hanki Ordonówny. Tym razem usłyszymy je w wykonaniu znanej polskiej sopranistki Anny Lasoty. – Mam przyjemność śpiewać takie szlagiery, jak: „Miłość ci wszystko wybaczy” czy „Na pierwszy znak”. Jestem w tym spektaklu elementem, który oscyluje wokół tematu miłości, namiętności, ale też uniwersalnych wartości. Muzyka Andrzeja Własta w połączeniu z tekstem Juliana Tuwima mówi sama za siebie. Każde słowo jest tu bardzo ważne, niezwykle nośne. Mówić w ten sposób o miłości to dla mnie wielka przyjemność – mówi „Kurierowi Wileńskiemu”.

Anna Lasota podkreśla, że niezaprzeczalną wartością utworów okresu międzywojennego jest ich uniwersalność. – Właśnie sobie uświadomiłam, że te piosenki mają już prawie 100 sto lat, a wydaje mi się, że są one nawet bardziej aktualne niż w latach 30. Doświadczamy tego, gdy gramy kolejne spektakle w Polsce, zwykle bilety rozchodzą się w ciągu jednego lub dwóch dni. Wydaje mi się, że bardzo zgrabnie udaje nam się połączyć formę koncertu i spektaklu, która jest wyjątkowo artystyczna dla widzów. Chyba największą trudnością było wybranie konkretnych utworów, bo jest ich tak wiele, że naprawdę spektakl mógłby być bardzo długi. W tym czasie nie brakowało prawdziwych perełek muzycznych – mówi „Kurierowi Wileńskiemu”.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 41(118) 09-15/10/2021