We wspólnocie litewskich Polaków kryje się duży potencjał

Gdy mieszka się w warunkach mniejszości, poza swoim obszarem językowym, kultura staje się tym wyznacznikiem, który łączy
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Folklor jest ważnym elementem kultury, ale muszą być zachowane proporcje i musimy być otwarci na nowe trendy w sztuce – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” Romuald Mieczkowski, który od kilku dziesięcioleci próbuje zaszczepić na Wileńszczyźnie miłość i szacunek do kultury wysokiej i ambitnej.

Tegoroczna edycja interdyscyplinarnego festiwalu „Wilno w Gdańsku” odbędzie się w dniach 3–5 września. Od 18 lat jest on organizowany wspólnie przez władze Gdańska i Wilna. Oprócz tradycyjnego jarmarku wileńskiego odbędzie się na nim seria imprez kulturalnych.

Jednym z gości festiwalu będzie wileński poeta, wydawca i intelektualista Romuald Mieczkowski, który od 1989 r. jest redaktorem naczelnym pisma kulturalnego „Znad Wilii”. To było pierwsze prywatne polskie czasopismo, które zaczęło się ukazywać w Wilnie po zakończeniu II wojny światowej.

Od kilkunastu lat Mieczkowski jest kuratorem wystaw w Mazowieckim Instytucie Kultury. Od 2004 r. należy do Związku Pisarzy Litwy oraz międzynarodowej grupy artystycznej Magnus Ducatus Poesis, łączącej twórców z Litwy, Polski, Łotwy, Białorusi i Ukrainy. Jest autorem kilkunastu tomików wierszy i prozy.

Czytaj wiecej: Po kulturę do Solecznik

Stan kultury wileńskiej

Romuald Mieczkowski w Trójmieście zaprezentuje swoją najnowszą książkę „Mój barbarzyńca” oraz przypomni Czesława Miłosza dzięki specjalnej wystawie fotograficznej. Weźmie też udział w panelu artystycznym dotyczącym twórczości na Wschodzie oraz wielokulturowości – wspólnie z gdańskim poetą Aleksandrem Jurewiczem, którego rodzina pochodzi z Lidy. Mieczkowski od lat jest orędownikiem polskiej kultury na Litwie i w Polsce.

– Trudno ogarnąć stan kultury polskiej na Litwie. Zresztą każdy ma własną ocenę. Mogę wypowiedzieć tylko własne zdanie. Kultura obecnie, podobnie jak przed 30 laty, dla litewskich Polaków odgrywa czołową rolę. Nawet bardziej niż kiedykolwiek. Gdy mieszka się w warunkach mniejszości, poza swoim obszarem językowym, kultura jest tym wyznacznikiem, który łączy tę wspólnotę i dodaje prestiżu. Każdy z nas, Polaków na Litwie, pracuje gdzie indziej, reprezentujemy różne opcje tudzież polityczne gusta, a mimo to kultura jest łącznikiem uniwersalnym – uważa rozmówca „Kuriera Wileńskiego”.

Mieczkowski swoją literacką karierę rozpoczął w czasach ZSRS. Pierwsze wiersze publikował na łamach „Czerwonego Sztandaru” (obecnie „Kurier Wileński”), w którym również pracował jako dziennikarz. W latach 80. został kierownikiem działu polskiego w Litewskim Radiu.

Urodzony w 1950 r. w podwileńskich Fabianiszkach poeta zawsze dużo uwagi poświęca kontekstowi regionalnemu. Jego zdaniem we wspólnocie litewskich Polaków kryje się duży potencjał, który nie zawsze jednak potrafimy odpowiednio wykorzystać.

– Zawsze patrzę na to, co robią Polacy, szczególnie w kontekście dokonań litewskich. To jest jedna sprawa strategiczna. Druga sprawa strategiczna – dzięki wypromowaniu naszych artystów stajemy się łącznikami z kulturą litewską. Nasza kultura nie jest taka sama jak w Polsce. Ma tę pewną cechę. Tę cechę łącznikową powinniśmy wykorzystywać, pokazując, że jesteśmy Polakami, ale trochę innymi – twierdzi Mieczkowski.

Czytaj wiecej: 26. Festiwal Kultury Kresowej w Mrągowie z licznym udziałem zespołów z Wileńszczyzny

Zamknięta wspólnota

Poeta podkreśla, że jest to zadanie bardzo trudne. – Będąc we wspólnocie trochę zamkniętej, trochę broniącej się przed pewnymi problemami, stajemy się nazbyt lokalni. Mamy swoją zamkniętą enklawę. Mamy swoich prezesów. Ludzi mówiących, jak mamy żyć – wyjaśnia. – Być może też zbyt mocno opieramy naszą tożsamość na folklorze. Folklor jest ważną sprawą. Jest fundamentem. To jest wspaniała sprawa i musimy go znać. Kiedy jednak proporcja jest trochę zwichnięta, kiedy nie ma innych form sztuki, wówczas jest gorzej. Inne formy, bardziej postępowe i dzisiejsze, dają świadectwo, kim jesteśmy, co potrafimy. To dobrze, że umiemy szanować przeszłość i oby tak dalej było. Jednak jeśli chcemy zaistnieć dzisiaj, też w mechanizmach kapitalistycznych i kultury masowej, to musimy wytworzyć produkt konkurencyjny. I tutaj się zaczynają schody. Należę do tej grupy osób, które cieszą się, kiedy litewscy Polacy odnoszą sukcesy na Litwie i w Polsce – zaznacza poeta i wydawca, który w 2015 r. został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej.

Do takich ludzi sukcesu, według Mieczkowskiego, zaliczają się rzeźbiarz Rafał Piesliak, malarz Ryszard Filistowicz czy muzyk Jan Maksymowicz.

– Przeszkodą w weryfikacji tego wszystkiego jest to, że my jako społeczność często jesteśmy sędziami tych dokonań. Lepiej, kiedy nas oceniają inni, bo być może preferujemy rzeczy niekoniecznie zasługujące na uwagę. Nie widzimy natomiast prób sztuki modernistycznej. Najwięcej tutaj jest do zrobienia dla ludzi, którzy pracują ze słowem. Można pisać książki i wiersze, ale aby zaistnieć, dobrze byłoby, aby te dokonania wyszły poza granicę polskości na Litwie. Aby były znane w języku litewskim oraz polskim. W tej dziedzinie brakuje nam zarówno nauczycieli, jak i wzorców. Być może też własnego oczytania, znajomości tego, co się dzieje aktualnie w Polsce. Czas nie stoi w miejscu. Jeśli chcemy być postrzegani gdzieś indziej, to musimy zwrócić na siebie uwagę. Pojechać na spotkanie literackie do Polski, nie polonijne, tylko takie normalne. Nie każdy to potrafi – komentuje intelektualista.

Czytaj wiecej: Nie ma na Litwie podobnej świątyni. „Misterium antokolskie”, „perła baroku”

Zbyt mało, aby krytykować?

Jak zwraca uwagę Romuald Mieczkowski, ludzie kultury zawsze narzekali na własną sytuację, i to na całym świecie. Tak jest dzisiaj, tak było przed wiekami.

– Jesteśmy tu i teraz. Problem zaczyna się od nas samych, bo musimy przedstawić innym stronom ofertę nie do odrzucenia i wykonać ją na tyle dobrze, aby móc zaproponować kolejną ofertę. Gdyby udało się nam stworzyć odpowiedni produkt, to łatwiej byłoby nam dostać środki od państwa litewskiego, polskiego, a nawet środki unijne. Nasz problem polega na tym, że jesteśmy troszeczkę uśpieni – podkreśla Mieczkowski w rozmowie z „Kurierem Wileńskim”.

Brakuje dwóch rzeczy, aby kultura wileńskich Polaków stała się pełnoprawnym graczem na Litwie oraz w Polsce.

– Po pierwsze, kultura nie może schodzić z wokandy dyskusyjnej. Po drugie, powinna znajdować odbicie w mediach. Bo tych utworów, książek, przebojów w naszym wykonaniu nie jest dużo. Warto każdy omówić i omówić krytycznie. Bo bardzo często myślimy w ten sposób, że jest nas zbyt mało i dlatego nie wypada nic krytykować – zaznacza poeta.

Dużym problemem jest to, że na Litwie działa kilkadziesiąt polskich organizacji, ale ich kierownictwo bardzo rzadko chodzi na konferencje lub inicjatywy kulturalne.

– A to przecież dla nich się robi. Kiedy zjeżdżają się prelegenci z całego świata, to warto ich posłuchać, bo naprawdę można nauczyć się czegoś nowego. Bardzo często to są ludzie specjalizujący się w wielokulturowości – dodaje Mieczkowski, który od 28 lat każdego roku organizuje na Litwie Międzynarodowy Festiwal Poezji „Maj nad Wilią”.

Z powodu pandemii w tym roku festiwal został przeniesiony z wiosny na jesień. – „Maj nad Wilią” jest planowany w terminie 26–30 września. Mimo niejasnych covidowych perspektyw planuję program z wariantem hybrydowym, np. filmowanie w mniejszych grupach. Obecność potwierdził nam już m.in. jazzman z Niemiec Leszek Żądło – informuje Romuald Mieczkowski.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 36(103) 07-10/09/2021