Więcej

    „Kiedyś o tym nie rozmawiało”. Moc emocji i męskie łzy

    Cóż to są te emocje? Mówiąc językiem prostym, są one impulsem wypływającym z nas, który może wiele zmieniać w naszym życiu. Wyróżniamy sześć podstawowych emocji: radość, smutek, wstręt, strach, zaskoczenie i złość, a w rozszerzonej wersji jeszcze: dumę i wstyd.

    Czytaj również...

    Są pozytywne i negatywne, przyjemne i nieprzyjemne. I wszystkie są ważne. Jak nauczyć się je przeżywać, w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” podpowiada Jolanta Tupko-Mazur, prawnik, mediatorka, a teraz także studentka psychoterapii.

    Brenda Mazur: W pracy mediatora zapewne często można się spotkać z wylewem emocji stron konfliktu. Czym są emocje?

    Jolanta Tupko-Mazur: Nie ma takiej jednoznacznej definicji. Potocznie mówiąc, są to nasze uczucia, przeżycia w zależności od przeżywanej sytuacji, a które wpływają na nasze zachowanie, podejmowane decyzje i mają charakter krótkotrwały.

    Mediacje to forma rozwiązywania przez strony konfliktu za pomocą neutralnej i niezależnej osoby trzeciej — mediatora. Do mediacji sięga się, gdy strony same nie mogą rozwiązać powstałego między nimi konfliktu/sporu. Generalnie konfliktowi zawsze towarzyszą emocje. Mogą one różnić się swoim nasileniem, stopniem przeżycia przez strony, sposobem ich wyrażania.

    Często dzielimy emocje na dobre i złe. Jednak tak naprawdę nie ma dobrych czy złych emocji. Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, każda emocja jest dla nas, ludzi, potrzebna do przeżycia, pomagają nam one zaspokajać swoje potrzeby.

    Czytaj więcej: Psycholog Jurgaitis: Jak rozmawiać z dziećmi o wojnie? Emocje, które możemy kontrolować

    Obserwując inne nacje, jak choćby Amerykanów czy Włochów, my jesteśmy narodem dość oszczędnym. Ba — nawet wstydliwym w wyrażaniu swoich emocji. Z czego to wynika? Czy nie wynika to jeszcze z dawnego stylu wychowania, że mamy i babcie często tłumiły nasze młodzieńcze emocje, mówiąc: „przemyśl to, bo emocje nie są najlepszym doradcą”; dziewczynce się mówiło: „nie złość się — złość piękności szkodzi”, a chłopcu, któremu zbierało się na płacz, „nie płacz — chłopaki nie płaczą”…

    Nie przypominam sobie, bym słyszała to od swoich rodziców, ale wspomniane określenia są dobrze znane. Szczególnie „chłopaki nie płaczą”. Kiedyś faktycznie nie rozmawiało się o emocjach. W rezultacie nie umiemy o emocjach rozmawiać, rozpoznać i tym samym nie umiemy ich wyrażać czy zarządzać nimi. Kiedy emocje są tłumione, możemy wpaść w depresję czy zapłacić swoim zdrowiem. Kiedyś usłyszałam takie przysłowie, które mi bardzo utkwiło w pamięci: „Choroby są od nerwów albo miłości”. Poza chorobami przekazywanymi genetycznie w zasadzie tak jest.

    Wracając do „naszych” mężczyzn… Czy często zdarza nam się widzieć płaczącego mężczyznę? Raczej nie, bo to „niemęskie”, to przejaw „słabości”. To dziewczynki, kobiety płaczą… Na szczęście to się zmienia wśród obecnej młodzieży, gdyż teraz coraz częściej (chociaż uważam, iż nadal jest tego za mało) mówimy o emocjach osoby bez względu na płeć. Płacz jest w porządku, a wypłakanie się pomaga zrozumieć, co się stało. Natomiast tłumienie w sobie emocji to tak, jak tykająca bomba — nigdy nie wiesz, kiedy wybuchnie, z jakim skutkiem i jakie tego będą konsekwencje.

    Czytaj więcej: Kiedy smutek jest chorobą. Senior u psychiatry

    Może taki przykład: wyobraźmy sobie, że chłopczyk na imieninach krzyczy: „Nie będę całował cioci, bo śmierdzi jej z ust”. Oprócz tego, że na pewno jest ogólna konsternacja przy stole, to jak się powinni zachować rodzice?

    Przede wszystkim usłyszeć dziecko, które chce przekazać, że jest mu nieprzyjemnie całować osobę, której nieprzyjemnie z ust pachnie. Zatem należy uszanować decyzję chłopczyka.

    Poza tym dzieci swoje spostrzeżenia potrafią szybko wyłożyć „na tacę”. Zatem to także informacja dla cioci, że ma coś zrobić z tym zapachem. Także jest to sygnał, że dziecko już zna ten zapach i wywołuje on u dziecka pewne emocje. Dziecko może nie rozpoznawać tej emocji, ale podejrzewam, że chodzi o wstręt. Najgorsze, co możemy w takiej sytuacji zrobić, to zmusić dziecko do pocałowania cioci i tym samym wzmocnić wywołane u niego uczucie wstrętu. Na dokładkę jeszcze skarcić dziecko, że tak nieładnie się odzywa o cioci, że jest niegrzeczne, że wymyśla, czy że nic się nie stanie, jeśli raz pocałuje i temu podobne. Taką dokładką jeszcze skarcimy dziecko za powiedzenie prawdy. Więc wniosek jaki? Nie wysuwaj się, bądź grzeczny(-a), czyli trzymaj swoje emocje w sobie.

    Jako dorośli nie zawsze i nie w każdych okolicznościach chcemy wyrzucić z siebie to, co w nas tkwi. Często maskujemy emocje. Oszukujemy innych, ale i siebie. Strach pokrywamy śmiechem czy żartem. Zgadzamy się na rzeczy, którymi z głębi serca gardzimy, które są sprzeczne z naszym poglądem…

    I tym samym wchodzimy w konflikt ze sobą.

    Maskujemy emocje z różnych powodów. Bo ich nie rozpoznajemy, nie pozwolono nam na emocje. Kiedyś mieliśmy przykre doświadczenie, okazując swoje emocje i w rezultacie zostaliśmy niezrozumiani, wyśmiani czy nawet ktoś to później wykorzystał, by jeszcze bardziej zranić. Staramy się „obrastać w mocną skórę”, ukrywając, i tym samym chroniąc, swoją czułość, wrażliwość pod szyldem osoby pewnej siebie, bez emocji, trzymającej się dystansu czy, tak jak pani powiedziała, strach pokrywamy żartem. Jednak, gdy jesteśmy w konflikcie ze sobą (myślę jedno, a robię/mówię drugie), to tak jakby siebie rozrywać na dwa kawałki. Jaki organizm to wytrzyma? Jasne, że podupadnie zdrowie psychiczne i/lub zdrowie fizyczne. Czy tego chcę? Czy na tym mi zależy? Z tym pytaniem pozostawiam Czytelników, bo w zależności od odpowiedzi nastąpi odpowiedź na kolejne pytanie: „A co z tym chcę zrobić?”. W zależności od odpowiedzi pozostaje tkwić dalej w swoim stanie lub odpowiednio działać. Każdy jest sam odpowiedzialny w tym momencie za swoje decyzje.

    Żeby zarządzać swoimi emocjami, trzeba potrafić je rozpoznawać, wiedzieć, jak one się nazywają, potrafić odpowiedzieć, jak ja się czuję
    | Fot. freepik.com

    Bywa, że ktoś zrobił nam coś nie po naszej myśli. Spowodował tym w nas złość i frustrację. I jaka jest w takim przypadku nasza reakcja? Zazwyczaj kontra: wyrzucamy z siebie potok obraźliwych słów, sami też stajemy się agresywni. Czy „oczyszczenie się” w ten sposób jest dobre?

    Oko za oko, ząb za ząb…. Czyli na atak odpowiadamy atakiem. Niby ulga, a co dalej? Paradoks taki, że zazwyczaj na tym się nie kończy. Następuje ciąg, atak goni atak. Obie strony pobudza instynkt obrony. Przechodzimy na kolejne, coraz to drażliwsze stopnie komunikacji. No i teraz obie strony, czy chociażby jedna, może się zatrzymać i zastanowić, czy chce przechodzić na kolejny poziom ataku, zemsty, pokazania czegoś, grać dalej w tę grę, czy chce zatrzymać się, przerwać to, skończyć z tym… Ta sytuacja będzie trwała dopóty, dopóki jedna ze stron konfliktu nie przerwie tej gry. I, wbrew pozorom, zwycięża ten, kto ją przerwie i w inny sposób przedstawi swoje emocje, problem. Na przykład zachęcam do przeanalizowania powiedzenia tego samego w inny sposób, a mianowicie: przedstawić swoje emocje, następnie jakie fakty/zachowania po drugiej stronie miały miejsce (przedstawić suche fakty bez emocji), następnie przedstawić swoje potrzeby i na zakończenie swoje prośby i oczekiwania. Ważne tu jest aktywne słuchanie i branie pod uwagę potrzeb każdej z osób, by dojść do porozumienia i budowania skutecznej komunikacji.

    Jeśli natomiast słyszymy taką „dobrą” radę od bliskiej osoby: „To Ty też zrób tak samo, niech zrozumie co przeżyłeś(-aś)” — proponuję wówczas zatrzymać się i wsłuchać w siebie oraz podjąć decyzję w zgodzie ze sobą. Dlaczego to jest ważne? Osoba, która coś proponuje, nie jest odpowiedzialna za swoją propozycję. Ona może mieć najlepsze intencje, jednak nikt oprócz nas samych nie wie lepiej, co myśmy przeżyli, jakich emocji doznali. Zatem każdy jest sam odpowiedzialny za swoje życie, za podjęte ostatecznie decyzje, w tym też, czy skorzystam z tej „dobrej” rady.

    Pamiętajmy też, że wylewając swoją złość na swoich najbliższych, tym samym krzywdzimy tych, na kim nam najbardziej zależy. I tu znów — jak to może wpłynąć na nasze z nimi relacje, czy ja tego chcę? Te pytania warto zadawać sobie jak najczęściej, by potrafić zatrzymać się w porywie kolejnego ataku, wylewu swoich emocji.

    A taki przykład: jak zareagować, kiedy wracam z pracy wściekła na szefa, bo niesprawiedliwie mnie potraktował, naskoczył wulgarnie. A ja czuję się niewinna, nic nie zrobiłam. Jak rozładować tę lawinę emocji, która w nas tkwi? Bywa, że tą naszą skumulowaną złością wyżywamy się na najbliższych…

    Złość wskazuje, że nasze granice zostały naruszone, czy też nie możemy uzyskać tego, co chcemy. Niestety, tak się zdarza, kiedy nie umiemy zarządzać swoimi emocjami, że wylewamy gniew na naszych najbliższych. Następnie sami źle się czujemy z tego powodu i tak możemy trafić w zamknięte koło. Z kolei, gdy nadmiernie kontrolujemy swoją złość, zatrzymując ją w sobie, możemy doprowadzić do powstania urazy.

    A jak postąpić? Ważne: udzielić trochę czasu tej emocji. Przede wszystkim zrozumieć, co dokładnie czuję, złość, gniew czy wściekłość. W ten sposób wyjaśnimy intensywność emocji. Zwrócić swoją uwagę na ciało. W jakim miejscu tę emocję odczuwamy, czy emocja przemieszcza się w ciele i jeśli tak, to jak, jakiego jest kształtu, koloru. Także wyjaśnić sobie, co konkretnie wywołało we mnie tę emocję. Na podstawie pani przykładu osoba może nie rozumieć, za co została tak potraktowana, być może jest także zła na siebie, że nie potrafiła siebie obronić, określić swoich granic. Gdy już sobie w ten sposób wyjaśnimy, zauważymy, że intensywność emocji się zmniejszyła. Zatem z bliskimi swymi spotkamy się już w lepszym nastroju.

    Jeśli natomiast dalej czujemy silne emocje, warto sobie zadać pytanie: „Ile czasu potrzebuję, by z tą emocją pobyć i ją oswoić do takiego stopnia, by móc spokojnie rozmawiać z najbliższymi? No i nie ukrywać przed bliskimi, jak ja się czuję i że potrzebuję czasu, aby pobyć ze sobą, by się uspokoić. Można wówczas poszukać sposobów i znaleźć, co mi najlepiej w takich sytuacjach pomaga — np. rysowanie emocji, darcie papieru, pisanie, co ja o tej osobie myślę, pójście na spacer, pomedytować, pójść do lasu, aby się po prostu wykrzyczeć itp.

    | Fot. zatokaempatii.com

    Mam wrażenie, że dziś jedną z najczęściej doświadczanych emocji jest strach. Statystyki mówią, że toniemy w lękach…

    Nic dziwnego, szczególnie po przeżytej pandemii. Jest to silne uczucie i nie lubimy żyć ze strachem. Strach informuje nas o tym, że znaleźliśmy się w sytuacji zagrożenia. Jednak dzięki niemu możemy uniknąć zagrażających czynników. Z kolei niereagowanie na ten sygnał może przyczyniać się do pozostawania w sytuacji długotrwałego napięcia, co w rezultacie prowadzi do chronicznego stresu.

    Można by próbować uniknąć sytuacji, w których potencjalnie może pojawić się strach, jednak utrudnia to nasz rozwój i izoluje od otoczenia. A jak wpływa izolacja, doskonale poznaliśmy podczas pandemii.

    Czytaj więcej: Przytulanie zmniejsza poziom stresu

    A co ze smutkiem? Czy wypierać z siebie smutek?

    Smutek informuje nas o tęsknocie za kimś lub czymś, o utracie kogoś lub czegoś. Długie przebywanie w smutku może doprowadzić do stanu depresji. Natomiast świadomie przeżywany pomaga w przygotowaniu się do przyjęcia nowej rzeczywistości. Z kolei blokowanie smutku może nasilać zgorzknienie i ciągły powrót do sytuacji przypominających jego pierwotne źródło. Blokowanie smutku może także doprowadzić do zaburzeń nastroju.

    Kto lepiej sobie radzi z emocjami? Mężczyźni czy kobiety? Co o tym mówi praktyka i badania?

    Jeśli chodzi o badania naukowe, to powiem szczerze, iż nie interesowałam się tą kwestią. Natomiast w swojej 11-letniej praktyce mediatorskiej zaobserwowałam, że generalnie łatwiej jest kobietom radzić sobie z emocjami ze względu na to, że kobietom dozwolono płakać, okazywać emocje. Kobieta szybciej sięgnie po artykuł o emocjach, z zakresu psychologii, porozmawia o tym z przyjaciółką, pójdzie do psychologa czy psychoterapeuty. Zauważmy nawet, że wśród psychologów, psychoterapeutów u nas dominuje płeć żeńska. Inaczej jest z mężczyznami. Jako że mężczyznom „nie wypada” płakać, często wybuchają złością (kobiety też, lecz częściej to przejawia się u mężczyzn), nie umieją zarządzać emocjami. Żeby zarządzać swoimi emocjami, trzeba potrafić je rozpoznawać, wiedzieć, jak one się nazywają, potrafić odpowiedzieć, jak ja się czuję. Najczęściej słyszę trzy rodzaje odpowiedzi: „dobrze”, „źle”, „normalnie”, natomiast mężczyznom trudniej jest określić, co za tym stoi, wyjaśnić, co znaczy dobrze, źle, normalnie, czyli rozpoznać swoje emocje. A jak można rozpoznać emocje, jeśli o nich z nim nikt nie rozmawiał, nie tłumaczył, jeśli płakać nie wolno? Mężczyźni też z trudem idą do psychologa, terapię rodzinną czy zwracają się do mediatora w celu rozwiązania trwających z żoną konfliktów/polepszenia komunikacji. Nieraz słyszałam od mężczyzn: „Przyszedłem na mediację, bo już nie mam co tracić, bo inaczej rodzina się rozpadnie”. Gdy pytam: „Co boisz się stracić?” Słyszę odpowiedź, bo to niemęskie gadać o uczuciach, emocjach… Gdy zaczynamy pracować, następuje transformacja, przychodzi olśnienie, że wcale im męskości nie ubywa — wręcz przeciwnie. Poza tym poprawia się jakość życia, polepszają się relacje damsko-męskie. A jeśli nie wierzycie, zapraszam, by się o tym przekonać.

    W konfliktowej sytuacji ważne jest aktywne słuchanie i branie pod uwagę potrzeb każdej z osób, by dojść do porozumienia i budowania skutecznej komunikacji
    | Fot. freepik.com

    Więcej od autora

    Gruzja z nami, wariatami

    Jak to było, Pani Joasiu? Po ukończeniu „Syrokomlówki” w Wilnie wyjechałam na dalszą edukację do Polski, studiować europeistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Nasze spotkanie z Walerianem w swym charakterze było prozaiczne, bo poznaliśmy się na studenckiej imprezie, gdzie świeżo poznany adorator...

    Iłła. Wspomnienie o Kazimierze Iłłakowiczównie 

    Innym kojarzy się jako wnuczka (co prawda z nieprawego łoża, ale jednak) Tomasza Zana — przyjaciela Mickiewicza. Paradoksem jest to, że wiele biograficznych notek o niej zaczyna się od słów: „nieślubna córka”.  Przez całe życie Kazimiera Iłłakowiczówna ukrywała swoje pochodzenie, wszystko zawdzięczając...

    W trosce o zdrowie niemowlaka. Wszystko o karmieniu piersią

    Dopiero w 1990 r. we Włoszech przyjęto deklarację zasad ochrony, propagowania i wspierania idei karmienia naturalnego. Od tego czasu karmienie piersią powoli zaczęło wracać do łask i dziś wszyscy wiemy, jak ważne jest ono dla zdrowia i rozwoju dziecka. Jak to wygląda w praktyce,...

    Robert Bluj, artysta nie tylko wileński

    To poniekąd prowokujący tytuł, bo Robert Bluj z Wilnem związany jest miłością wielką, mającą szczególny wyraz w jego malarstwie.