Więcej

    Józef Szostakowski, piewca Wileńszczyzny

    Nikt nigdy nie nazwał Józefa Szostakowskiego piewcą Wileńszczyzny. Muszę się odważyć i nadrobić to przeoczenie – napisała polsko-litewska poetka oraz tłumaczka Alicja Rybałko we wstępie do książki „Muszla pełna morza”. To ostatnio wydany tomik wierszy autorstwa dr. Józefa Szostakowskiego.

    Czytaj również...

    Jego przywiązanie do regionu przejawia się w wielu działalnościach i inicjatywach. Doktor humanistyki, miał być nauczycielem języka i literatury polskiej oraz historii, w trakcie doskonalił swe kwalifikacje, co zaowocowało obroną pracy doktorskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Przez wiele lat wykładał na Uniwersytecie Pedagogicznym w Wilnie, późniejszym Edukologicznym. Pracował w prasie wileńskiej (m.in. w „Kurierze Wileńskim”). Od kilkunastu lat sprawuje obowiązki kustosza Muzeum Władysława Syrokomli w Borejkowszczyźnie koło Wilna.

    Jest autorem wielu edycji książkowych. Wydał zbiory wierszy: „Nie ucz się domu”, „Czerwone gile”, „Wiersze z listów”, „Muszla pełna morza”, monografię „Między wolnością a zniewoleniem. Prasa w języku polskim na Litwie w okresie od września 1939 do 1964 r.”, „Wilno i okolice. Przewodnik literacki”, „Śladami pamięci”.

    Jest autorem pozycji podręcznikowych dla studentów: „Literatura staropolska. Średniowiecze. Renesans. Barok” oraz „Literatura Oświecenia”. Opracował międzynarodową litewsko-białorusko-polską antologię wierszy poetów Wileńszczyzny „Susitikimai – Sustreczy – Spotkania” oraz antologię wierszy młodych twórców „W zakolu Wilii”. Był redaktorem Kolumny Literackiej „Pegaz” w „Tygodniku Wileńszczyzny”, w jego dodatku „Rota”. Obecnie „Pegaz” jest zamieszczany jako album na stronie facebookowej Muzeum Władysława Syrokomli.

    Reklama (dobiera algorytm zewnętrzny na podst. ustawień czytelnika)

    Zgromadził, opracował literacko i wydał „Podwileńskie bajanie. Legendy, podania, bajki z okolic Wilna”. Ponadto jest redaktorem książki-albumu „Palmy Wileńszczyzny” z tekstem w języku polskim, litewskim i angielskim. To tylko wybrane pozycje.

    Ma czułe oko na otaczające nas piękno. Jest fotografikiem amatorem, ilustracje do jego tomików wierszy pochodzą ze zbiorów prywatnych autora.

    To lubiany przewodnik po Wilnie i okolicach. W swoim wysublimowanym stylu opowiada ciekawe historie z życia sławnych postaci, prowadzi po miejscach, jakich nie znajdziemy w standardowych przewodnikach. Oprowadzając po borejkowskim muzeum, ożywia postać Władysława Syrokomli (1823–1862); przebiera się w kostium w stylu epoki, upodabniając do poety gawędziarza doby polskiego romantyzmu.

    Dworek, w którym kiedyś mieszkał Syrokomla, to miejsce związane z kulturą. Odbywają się tam wystawy sztuki, wieczorki poetyckie. Swoje poezje prezentują zarówno poeci już doświadczeni w poetyckim piórze, jak i młodzi szukający wzorców i fachowej porady. A takową dzieli się chętnie z młodzieżą poeta i naukowiec dr Józef Szostakowski.

    Mój rozmówca swoje wiersze też zaczął pisać wcześnie, w latach młodzieńczych, jednak długie lata nie ujrzały one światła dziennego. Jak sam mówi, odkładał je do szuflady, bo jak dobre wino musiały leżakować, aby dojrzeć. Wiersze powstawały mimochodem, często na karteluszkach, w notesach.

    Pierwszy zbiór „Nie ucz się domu” ukazał się w 1992 r., dwa lata później, w 1994 r., drukarnię opuściły kolejne zbiórki: „Czerwone gile” i „Wiersze z listów”. Dwie pierwsze książeczki wyszły dzięki staraniom warszawskiego wydawcy Romualda Karasia.

    Dopiero w roku 2022 ujrzał światło dzienne kolejny zbiór poezji „Muszla pełna morza”.

    Dlaczego taki tytuł? Autor odpowiada: bo w narodzinach strof poetyckich wielką rolę odgrywa pamięć. Muszla ją wchłania, aby później pięknym dźwiękiem wydać z siebie – szelestem wiatru, poszumem morza, westchnieniem, szeptem, wspomnieniem…

    „Poeta prowadzi nas niejako za rękę »od białego obłoku« dzieciństwa, »drogami, które dzielą« zakochanych, zagląda do przytuliska psów, do opuszczonego domu, i dalej – aż na krawędź snów, tam jest najbardziej niebezpiecznie” – napisała w prologu do tomiku Alicja Rybałko.

    Pisząc, długo pracuję, cyzeluję. Cyzeluję nie po to, żeby wydać wiersz okrągły jak kula. Wiersz nie musi być idealny
    | Fot. Muzeum Władysława Syrokomli w Borejkowszczyźnie

    Pisanie wierszy nie jest proste, jak by się mogło wydawać. Poezja wymaga szczerości, uczciwości, wrażliwości… i talentu. Czy to wystarczy?

    W młodości wiele osób chwyta za pióro i pisze. Pisze o swoich uczuciach, tak jak to czuje, jak potrafi i jak dyktuje serce. Nie wszystkie te próby są w pełni udane, szczególnie właśnie na początku drogi pisarskiej. Jest taki problem: otóż innych sztuk – artystycznych, muzycznych, rzeźby, malarstwa, baletu, sztuki gry scenicznej – można uczyć się w szkołach, na poziomie podstawowym, średnim i wyższym. Natomiast uprawiania poezji nikt nie uczy. I tu zadanie dla nauczyciela literatury, aby zauważyć takiego ucznia, który wykazuje zdolności w tym kierunku, aby wyłapać narodziny talentu, pomóc mądrą radą. Poświęcić mu trochę więcej czasu, nawet 10, 15 minut pozalekcyjnych, nie trzeba więcej. To zainteresowanie jest bardzo ważne. Zapytać dziewczynę czy chłopaka: „Słyszałem, że piszesz wiersze, pokaż je, porozmawiajmy o tym”. Ważne, aby dziecko nie porzuciło zainteresowania literaturą, myśląc, że to, co pisze, jest do niczego, nikt tego nie będzie czytał. Z praktyki wiem, że wśród młodych ludzi są prawdziwe diamenty i szkoda by było, aby nikt ich nie oszlifował.

    Dziecko, które zaczyna pisać, nie zna wystarczająco słownictwa, nie jest oczytane literacko i trzeba mu pomóc.

    Tak, my, poloniści, powinniśmy to uczynić. Od 2009 r. istnieje Kolumna Literacka „Pegaz”. Jak już wspomniałem, z początku ukazywała się w „Tygodniku Wileńszczyzny”, w dodatku numerowanym „Rota”. Prowadziłem i nadal prowadzę „Pegaza” na zasadach społecznych, starałem się promować zdolnych, młodych twórców, w których widziałem iskierkę talentu. Jestem bardzo szczęśliwy, że dawali mi oni do druku swoje wiersze. Wśród nich były prawdziwe talenty, takie jak Tomas Tamošiūnas – absolwent ówczesnego wileńskiego Gimnazjum im. Adama Mickiewicza, który jest właśnie przykładem tego, że praca twórcza od samego początku wymaga zainteresowania nią, uznania i akceptacji – jego chrzestna mama była poetką, od dziecka spędzał z nią wiele czasu, rodzice obcowali blisko z literaturą, dorastał w środowisku kolegów poetów. Zamieszczaliśmy jego wiersze w kolumnie literackiej „Pegaz”, potem nasza współpraca zaowocowała debiutanckim zbiorkiem wierszy wydanym przez Muzeum Syrokomli. Dyrektorka muzeum Helena Bakuło chętnie na to przystała.

    Borejkowszczyzna to przecież wyjątkowe miejsce, a Syrokomla to wyjątkowy patron miejscowego muzeum. Poeta w Wilnie i tutaj prowadził salonik literacki, wspierał talenty. Wspomnieć warto choćby jego pomocnika w gospodarstwie, Wincentego Korotyńskiego, Białorusina, który nie ukończył żadnych szkół, ale został poetą. Władysław Syrokomla pomógł mu wydać kilka książek.

    Dla kolumny literackiej „Pegaz” obraliśmy motto z Syrokomli: „Ziemio moja rodzona, Litwo moja święta”, i – jak zauważyłem – zaczęliśmy promować młodych poetów. W 2012 r. Muzeum Władysława Syrokomli wydało debiutancki tomik poezji wspomnianego już Tomasa Tamošiūnasa „Do krainy wyciszenia”. Inna wydana przez muzeum książka to był zbiór wierszy „Posłuchać krzyku ryb” Daniela Krajczyńskiego, to poeta również młodszego pokolenia, bardzo utalentowany. Daniel Krajczyński ukończył gimnazjum w Trokach, jego twórczość została wysoko oceniona w Polsce. Jeżeli chodzi o starsze pokolenie twórców, to wydaliśmy książkę Wojciecha Piotrowicza „Moja czasoprzestrzeń”, zawierającą ponad 80 poetyckich opowiadań. Niedawno wydana pozycja to książka wierszy debiutującego poety Daniela Dowejki, abiturienta Gimnazjum im. Jana Pawla II, obecnie studenta Uniwersytetu Wileńskiego, nosi tytuł „Przed wichrem z meteorytów”.

    Twórczość tych poetów jest mi szczególnie bliska, patronowałem wydaniu ich książek. Gościli oni niejednokrotnie w Kawiarence Literackiej w Borejkowszczyźnie, prezentując swoją poezję. Ostatnia nowość wydawnicza to książka wierszy i bajek Waldemara Hajdamowicza „Serca nie oddaj śniegom”. Redagowałem ją. Niestety, autor już nie żyje, w sowieckich czasach nie miał żadnych szans na książkowy druk, dopiero teraz, już w wolnej Litwie, mogły się one ukazać.

    Jak powstają wiersze?

    Wiersze powstają z niewygody, z pewnego niedosytu, z niezgody na rzeczywistość. Poezja to jeden z najbardziej tajemniczych obszarów ludzkiej twórczości. Nie dlatego, że nie każdy potrafi wiersz zgłębić i zrozumieć. Problem w tym, że – jako dziedzina sztuki – również przemawia obrazami, przenośniami, nie mówi wprost, operuje symbolami, niedomówieniami.

    Bodajże Wisława Szymborska powiedziała, że nie każdy potrafi poezję zrozumieć i nie każdy musi pisać wiersze. Są one dla wybrańców. Ten, który pisze, a głównie ten, który słucha, powinien być oczytany, wrażliwy jako człowiek. Żeby móc interpretować, musi znać tekst, ale znać też kontekst utworu. Wtedy sięgnie głębiej. A czasami ludzie są jak… u Szymborskiej w „Rozmowie z kamieniem”, kiedy podmiot liryczny mówi: wpuść mnie, na co kamień: nie mogę. Podmiot liryczny prosi dalej: wpuść mnie. W końcu kamień nie wytrzymał i rzecze: nie mam drzwi.

    Bardzo często w konfrontacji poeta–słuchacz ten drugi nie potrafi znaleźć „drzwi”, a właściwie klucza do odczytania filozofii utworu.

    Nie jest łatwo znaleźć tych drzwi. A którego poetę Pan ceni najbardziej?

    Ja jestem z pokolenia poetów lat 70. To pokolenie poetów tragicznych: Rafał Wojaczek, Edward Stachura. Pamiętam, w swoim czasie otrzymaliśmy kilka tomów poezji i prozy Stachury w takiej dżinsowej okładce, to było w księgarni „Przyjaźń” i tych egzemplarzy starczyło tylko dla wtajemniczonych. Potem przyszli Różewicz, Herbert, Miłosz, Szymborska. Moim odkryciem był wiersz Herberta „Przesłanie Pana Cogito”, idź „po złote runo nicości”. Nie od razu zwróciłem uwagę na słowo: nicość. Złote runo kojarzy się z bogactwem, szczęściem, dostatkiem, a przy tym nicość? Tak już jest, że człowiek nie ma wyjścia, człowiek jest w pułapce i dąży do kresu. Poeta daje do zrozumienia, że w tych wszystkich okolicznościach, w jakich żyjemy, w drodze zmian społeczno-politycznych, i wobec tragizmu, że człowiek urodził się, aby umrzeć – w tej drodze żyj po ludzku. Bądź uparty, zostaw po sobie jakiś ślad, chociażby w postaci wiersza…

    Czytaj więcej: Czesław Miłosz – poeta i prawnik, czyli o zapomnianej tożsamości noblisty

    Kiedy do Pana zaczęła przemawiać poezja? Kiedy to się zaczęło?

    Ukończyłem szkołę w Jęczmieniszkach w rejonie wileńskim. Byłem może w trzeciej klasie szkoły początkowej i pamiętam, jak pewnego razu nauczycielka zaprowadziła nas, maluchów, do domu kultury na spotkanie z litewskimi poetami. Już nie pamiętam, którzy to byli poeci. Siedzieliśmy jako najmłodsi w pierwszych rzędach. Litewskiego wówczas jeszcze nie znałem, bo w rodzinie i w sąsiedztwie nikt nie mówił po litewsku, ale zapamiętałem trzy postacie, które jak cienie wyszły na scenę, i utkwił mi w pamięci jeden wiersz, nie jestem dziś pewny, w jakim był języku: po rosyjsku, po litewsku, ale na pewno nie po polsku. Ta treść przemówiła do mnie obrazem: tam był statek i tonące konie. I to przerażenie szukających ratunku koni przekazane w wierszu zostało we mnie. To był może 1963 r., kiedy ja to słyszałem, ale dopiero dwa lata temu odkryłem, kto jest autorem tego wiersza. Wiersz trwał w mojej pamięci 60 lat. Myślę, że ten pierwszy kontakt z dziełem literacki w wielkim stopniu przesądził o całej mojej przyszłości.

    Przyznaję, że pisząc, długo pracuję, cyzeluję. Cyzeluję nie po to, żeby wydać wiersz taki okrągły jak kula. Wiersz nie musi być idealny; wiersz powinien mieć wgłębienia i ostre kąty. Wiersz musi zmuszać do myślenia, wzruszać, nawet zranić, ale wszystkie cegiełki-słowa powinny być na swoim miejscu.

    Poezja Pana oddycha powietrzem Wileńszczyzny, tak subtelnie i tajemniczo.

    Piszę o Wileńszczyźnie, o tym, jak pierwszy skowronek wiosną frunie nad polami. Rzadko stosuję nazwę „Wileńszczyzna”, nawet nie nazywam dosłownie miejsc, które są mi drogie. Jak piszę o Bramie, to wiem, co dla mnie znaczy, każdy wilnianin wie, jakie konotacje ma to słowo, nie używam słowa Bóg – piszę ON, jeżeli idę w kierunku Bakszty – każdy domyśli się, dokąd idę.

    A przeszedł Pan Wilno wzdłuż i wszerz niezliczenie wiele razy, oprowadzając turystów. Z wielką pasją opowiada Pan historię miasta i ludzi z nim związanych, przeplatając ją ciekawymi historyjkami.

    Z tego później powstała książka „Wilno i okolice. Przewodnik literacki”, pozycja, jakiej dotąd nie było. To przewodnik z literaturą w tle: poczynając od Jana Kochanowskiego, który przebywał w Wilnie nawet przez pół roku jako dworzanin i sekretarz króla Zygmunta Augusta, a kończąc na Czesławie Miłoszu, który w 1940 r., uciekając przed Sowietami, udał się do Warszawy. Jest w tej książce również szlak opowiadający o twórcach litewskich w grodzie Giedymina. To Liudas Gira, Juozas Kekštas, Rapolas Mackonis. Ważne jest, aby każdy uczył się swego kraju, poznawał jego historię, literaturę, kulturę i ludzi, którzy to kształtowali. Krajowi potrzeba ludzi inteligentnych, kreatywnych.

    Ten nowy rok 2023 jest rokiem wielu jubileuszów. Przypada w nim 200. rocznica urodzin Władysława Syrokomli. Czy może Pan zdradzić, co się będzie działo w Borejkowszczyźnie, macie już jakieś plany na to wydarzenie?

    Na razie nie mogę zdradzić, ale będzie się działo…

    W tym roku przypada również Pana jubileusz. Okrągłe rocznice urodzin to czas podsumowania tego, co za nami, symboliczne zamknięcie pewnego etapu i otwarcie się przed tym, co przed nami. Jak Pan wspomina ten swój czas i jakie są plany na dalsze lata?

    Ostatnie trzy dziesięciolecia, już w Litwie niepodległej, były dla mnie pracowite i owocne. A plany na przyszłość? Nie mam. Na razie marzę o odpoczynku.

    Czytaj więcej: Krystyna Adamowicz: „Zaszczyt tej nominacji przekazuję moim kolegom z »Piątki« i »Wilii«”


    Józef Szostakowski. Zostawiłem sobie

    wszystkie książki pisane dla ciebie
    sms-y wysłane i nie
    lisy niosące mądrość lasu
    niewypowiedziane tęsknoty
    wiersze narodzone i nie
    nasze drogi do Bramy
    i wzgórza na Bakszcie
    port nad Wilią
    i zielony Antokol dla ciebie
    dla siebie zostawiłem
    jeno daleki horyzont
    gdzie słońce zachodzi

    Józef Szostakowski. Ścieżka

    gdy zapadają ciemności
    szukam jasnej polany
    na ulicy
    w kręgu latarni
    na stacji paliw
    dziś smutno choć święto
    wszedłem do wnętrza świątyni
    widzę dwa punkty świecące na ziemi
    świeczki na drzewku biel żłóbka
    biegnącą doń ścieżkę
    i przestaję błądzić w ciemnościach


    Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” Nr 1(3) 07/01/2023

    Reklama (dobiera algorytm zewnętrzny na podst. ustawień czytelnika)

    Afisze

    Więcej od autora

    Podążając za Strzemińskim

    Mimo że życie Władysława Strzemińskiego naznaczone było wojną i kalectwem, to miał w sobie mnóstwo siły i samozaparcia, by tworzyć, pisać, uczyć. Niedoceniony za życia, odszedł w skrajnej biedzie, mając 59 lat. 26 grudnia 2022 r. minęło 70 lat...

    Mediacja — pokojowa forma rozwiązywania sporów

    Przyglądając się przeobrażeniom, jakie w ostatnich latach dokonały się w modelu szkoły, obserwujemy i te, które dotyczą wzrostu znaczenia pozycji dziecka w tym środowisku, ale też i w rodzinie i ogólnie w społeczeństwie. Dzieci manifestują swoją potrzebę swobody i...

    Chłopak, który pokochał łyżwiarstwo figurowe

    W listopadzie br. podczas mistrzostw Litwy w łyżwiarstwie figurowym w Kownie sięgnął po mistrzostwo w kategorii juniorów. W styczniu 2023 r. będzie reprezentował Litwę na 16. Zimowym Olimpijskim Festiwalu Młodzieży Europy we Włoszech. Rok 2022 był dla niego bardzo udany....

    Mężowie stanu. Przedstawiciele dwóch Państw — bracia Narutowiczowie

    Miejscem spotkania była Ambasada RP w Wilnie, a współorganizatorami i partnerami debaty byli: Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego i Instytut Historii Litwy. Okazją ku temu była 100. rocznica śmierci Gabriela Narutowicza, pierwszego prezydenta międzywojennej Rzeczypospolitej Polskiej oraz 160. rocznica urodzin...