Więcej

    „Robiłam zwyczajne rzeczy”. Rzecz o Irenie Sendlerowej

    Tak mówiła pod koniec życia ta skromna, cicha i pogodna kobieta. Ale to nie były zwyczajne i proste sprawy – chodzi bowiem o pomaganie Żydom w czasie II wojny światowej i wyprowadzenie z getta żydowskiego 2,5 tys. dzieci. W Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu 27 stycznia przypominamy sylwetkę Ireny Sendlerowej i rozmawiamy z jej biografistką Anną Mieszkowską.

    Czytaj również...

    Dziwne jest, że jej postać została odkryta dla świata dopiero w 1999 r. dzięki czwórce uczennic z… Kansas w USA. Dziewczyny, zainspirowane przez nauczyciela Normana Conarda, w ramach przygotowań do olimpiady historycznej wystawiły sztukę teatralną poświęconą Polce. To one, m.in. pisząc i wystawiając spektakl zatytułowany „Życie w słoiku”, spowodowały, że prawda o bohaterstwie Ireny Sendlerowej i liczbie uratowanych przez nią dzieci została poznana najpierw w Stanach Zjednoczonych, potem w Polsce.

    Dalej historia potoczyła się bardzo szybko i postać Ireny Sendlerowej stała się rozpoznawalna na całym świecie. Stała się osobą publiczną, o której mówi się w mediach, pisze artykuły, powstają filmy i książki.

    Irena Sendlerowa z domu Krzyżanowska urodziła się 15 lutego 1910 r. w Warszawie. Jej ojciec, lekarz i społecznik, prowadził w Otwocku sanatorium dla gruźlików. Często leczył chorych nieodpłatnie. Z domu więc wyniosła wzorce: „Gdy ktoś tonie, trzeba mu podać rękę”.

    Studiując prawo i polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim, Sendlerowa otwarcie sprzeciwiała się obecnej na polskich uczelniach pod koniec lat 30. dyskryminacji Żydów. Stawała w obronie koleżanek i kolegów atakowanych przez nacjonalistyczne bojówki. Należała do lewicowego Związku Polskiej Młodzieży Demokratycznej.

    Na początku lat 30. Irena wyszła za mąż i rozpoczęła życie zawodowe. Od 1935 r. pracowała w warszawskim Wydziale Opieki Społecznej i Zdrowia Publicznego jako opiekunka społeczna. Szczególną uwagę poświęcała młodym kobietom, bezdomnym, samotnym matkom. Wspierała je i uczyła, np. jak zapobiegać chorobom, dbać o siebie, o ciążę.

    Kiedy jesienią 1940 r. Niemcy utworzyli w Warszawie getto – zamkniętą dzielnicę dla Żydów – stłoczeni tam w tragicznych warunkach ludzie umierali z głodu i chorób. Dzięki swej funkcji Irena miała przepustkę sanitarną i mogła wchodzić na teren getta. By zdobyć dla potrzebujących w getcie pieniądze czy jedzenie, Irena Sendlerowa (z pomocą dobranych współpracowniczek) fałszowała dokumentację Wydziału Opieki. Starała się pomagać przede wszystkim dzieciom – wyprowadzać je z getta i szukać schronienia po tzw. aryjskiej stronie; kierowane były do polskich rodzin, zakładów opiekuńczych albo klasztorów.

    Znalezienie bezpiecznego miejsca po tzw. aryjskiej stronie dla ukrywających się Żydów było wyjątkowo trudne i musiało odbywać się w tajemnicy, zarówno przed Niemcami, jak i polskim otoczeniem. Niektórzy Polacy, zaabsorbowani zmaganiem się z trudnościami dnia codziennego, pozostawali bierni, zdarzali się i tacy, co donosili. Na udzielenie Żydom pomocy decydowali się tylko nieliczni. Od 1941 r. za ucieczki z getta i ukrywanie się poza jego murami Niemcy karali Żydów śmiercią. Karali tak samo także tych, którzy pomagali im się ukryć.

    We wrześniu 1943 r., działając pod pseudonimem Jolanta, Irena Sendlerowa stanęła na czele referatu dziecięcego „Żegoty”. Kilkanaście dni po objęciu funkcji została aresztowana przez Gestapo. Z więzienia na Pawiaku wydostała się po miesiącu dzięki finansowemu wsparciu „Żegoty”.

    Po wojnie Irena Sendlerowa nadal pomagała najbiedniejszym – organizowała sierocińce dla dzieci, współtworzyła domy starców i zakłady opieki społecznej. W 1968 r. ciężko zachorowała, przestała pracować. Wtedy też w komunistycznej Polsce wybuchła kampania antysemicka, na skutek której kraj opuściło kilkanaście tysięcy Żydów, w tym bliscy przyjaciele Ireny Sendlerowej. Ona została i powoli odchodziła w zapomnienie… Zmarła 12 maja 2008 r.

    Jej biografia zafascynowała pisarkę, archiwistkę PAN w Warszawie, Annę Mieszkowską. Owocem jej pracy są trzy książki poświęcone tej niezwykłej kobiecie: „Matka dzieci Holokaustu. Historia Ireny Sendlerowej” (na podstawie tej książki powstał amerykański film biograficzny w reżyserii Johna K. Harrisona), „Dzieci Ireny Sendlerowej” i „Prawdziwa historia Ireny Sendlerowej”.

    Anna Mieszkowska – warszawianka, absolwentka Wydziału Wiedzy o Teatrze w warszawskiej Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza (obecnie Akademia Teatralna). Współpracuje z Archiwum Emigracji (UMK) w Toruniu. Od wielu lat zbiera dokumentację teatralną dotyczącą działalności polskich artystów poza krajem. Tłumaczenia jej książek o Irenie Sendlerowej ukazały się w Niemczech, w Hiszpanii, we Włoszech, w Czechach, Izraelu, w Stanach Zjednoczonych, w Brazylii i we Francji. Na podstawie jej książki „Matka dzieci Holokaustu. Historia Ireny Sendlerowej” powstał film fabularny „The Courageous Heart of Irena Sendler” (polskie tytuł: „Dzieci Ireny Sendlerowej”) z Anną Paquin w roli głównej.
    | Fot. mat. pras.

    Dlaczego historia Sendlerowej, jej bohaterska postawa, nie była znana przez tyle lat?

    Takie były czasy. Po wojnie w PRL o Irenie Sendlerowej zupełnie zapomniano, nie wolno było nawet wymieniać jej nazwiska. Już krótko po wojnie groziło jej więzienie. Jej nazwisko znalazło się na liście osób przeznaczonych do aresztowania przez Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego. Tylko dzięki żonie szefa warszawskiego MBP, która się za nią wstawiła, udało jej się uniknąć więzienia. Potem przez lata była notorycznie nękana przez bezpiekę. Podejrzewano ją o to, że w czasach wojny współpracowała z wywiadami Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych, a później, na ich polecenie, organizowała w Polsce ich siatkę szpiegowską. Dowodem miało być to, że wiele rodzin żydowskich, z którymi miała kontakt w czasie okupacji, wyjechało potem do tych właśnie krajów. Na szczęście te ponure czasy minęły. Teraz wszystko się zmieniło i Irena Sendlerowa stała się symbolem heroizmu i poświęcenia.

    Pani poznała panią Irenę osobiście. Jak to była kobieta, co Panią w niej urzekło?

    WIĘCEJ NIŻEJ | Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    Poznałam panią Irenę w maju 2003 r., ale dowiedziałam się o niej dwa lata wcześniej, gdy do Polski przyjechały dwie amerykańskie nastolatki, które w USA na konkurs historyczny przygotowały sztukę poświęconą Irenie Sendlerowej. Wtedy wzmiankowano o tym w „Teleexpresie” (TVP1) i ja pomyślałam, że to ciekawa historia. A potem przyjechali do Polski moi przyjaciele z Londynu, w odwiedziny do pani Ireny, i zafascynowani nią powiedzieli do mnie, że muszę koniecznie napisać o niej książkę. Byli bardzo zdziwieni, że w kraju, gdzie mieszka, tak mało się o niej wie. Co prawda odwiedzali ją od czasu do czasu dziennikarze, historycy, ale nikomu nie przyszło do głowy, aby jej historię opowiedzieć w taki nie tylko publicystyczny, lecz także historyczny sposób. I ja się zmierzyłam z tą historią. To nie było łatwe zadanie, pani Irena miała 93 lata, była osobą bardzo schorowaną, mieszkała w domu opieki na warszawskiej Starówce. Przychodziłam do niej przez wiele tygodni, rozmawiałyśmy ze sobą wiele godzin, udostępniła mi swoje archiwum, swoje zapiski i notatki. A przez jakiś czas, w latach 70. i 80. ub.w., prowadziła coś w rodzaju pamiętnika czy dziennika, ale nie z myślą o publikacji, tylko by został ślad dla jej wnuczki.

    Ku mej radości przyjęła mnie nader życzliwie. Pani Irena bardzo nie lubiła dziennikarzy, ponieważ nagle po latach spokoju i stabilizacji zaczęła być nagabywana o wywiady, rozmowy – telefoniczne i listowne, odwiedziny różnych nieznanych jej osób. Dla spokojnej starszej pani było to męczące, nie chciała rozgłosu. I pragmatycznie podeszła do propozycji napisania książki, mówiąc, że jak jej losy będą spisane, to wszyscy dadzą jej spokój. Niestety, tak się nie stało, gdyż ja w pierwszej mojej książce, „Matka dzieci Holokaustu”, nieopatrznie podałam adres, pod którym pani Irena mieszkała…. I wtedy się zaczęło. Były nieustanne odwiedziny ludzi z ulicy, którzy z marszu przychodzili, chcieli ją poznać i otrzymać autograf. No i pani Irena od tej pory groziła mi palcem, co ja najlepszego zrobiłam!

    Czytaj więcej: Upamiętnienie ofiar Holokaustu wierszem Wisławy Szymborskiej

    Jaka ona była w takim bliskim kontakcie? Jak z jej pamięcią, poczuciem humoru? Czy była smutna, zatroskana?

    Pani Irena była osobą niezwykle ciepłą, kontaktową, charyzmatyczną. Ludzie, którzy ją odwiedzali, mówili, że po wizycie u niej czuli się jakby lepsi, coś z nich spłynęło. Ona wzruszała samą swoją obecnością. W jej oczach, w jej spojrzeniu było coś takiego dobrego, ciepłego i serdecznego. Mimo że była już osobą mocno wiekową, niewychodzącą na zewnątrz, interesowała się całym światem, wiedziała, co gdzie się dzieje, ciekawił ją internet. Gdy odwiedzała ją młodzież, pytała o książki, jakie czytają, pytała, czy interesują się koleżankami lub kolegami z ławki, czy wiedzą, czy ktoś jest może głodny.

    WIĘCEJ NIŻEJ | Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    Ona podczas wojny straciła niemal wszystko. Uratowała życie wielu ludziom, dzieciom, które zostały wyprowadzane z getta w przedziwny sposób, w zależności od płci i wieku dziecka. To było tyle dzieci, a ona twierdziła, że uratowała za mało… Podkreślała, że „tylko” przyczyniła się do tego, prosiła, aby mówić o tym, że nie była w tym sama. Ale to nie umniejsza jej roli, bo ona tym wszystkim dowodziła, wszystko zorganizowała. Wybierała też ludzi, których była pewna, że ich nikt nie wyda. Trzeba było tym dzieciom zapewnić miejsce po aryjskiej stronie, czy to w rodzinach zastępczych, miejskich zakładach, czy domach zakonnych, a nawet przetransportować dalej poza granice kraju. Do USA, Argentyny, Brazylii i innych krajów. Irena Sendlerowa i jej łączniczki przemycały dzieci na różne sposoby, np. w samochodzie, który na teren getta wwoził środki czystości, a wracał z dziećmi, które wywożono w pudle, skrzynce lub w worku. Można tylko sobie wyobrazić, co czuły dzieci oddzielane od rodziców, dziadków, były tak przerażone, że płakały i krzyczały. Kierowca więc zabierał do samochodu psa, który szczekaniem miał zagłuszać płacz; albo dzieci usypiano.

    To wszystko było bardzo niebezpieczne, ryzykowne, brawurowe i niezwykle bohaterskie, zważywszy, co groziło za pomoc Żydom. I nie robiła tego z pobudek religijnych czy politycznych. Robiła to z potrzeby serca.

    Irena Sendlerowa z autorką Anną Mieszkowską. Fotografia z książki „Prawdziwa historia Ireny Sendlerowej”
    | Fot. materiały prasowe wydawnictwa MARGINESY

    Czy miała Pani kontakt z tymi ocalałymi, dziś dorosłymi ludźmi? Czy znaleźli się w Pani książce? Co oni pamiętają?

    Tak, dotarłam do paru osób. Mieszkają w różnych krańcach świata. W Australii – Yoram Gross, bardzo znany reżyser filmów animowanych, czy jego brat Natan Gross, pisarz i producent filmowy w Izraelu. Obaj to świadkowie czynów pani Ireny Sendlerowej. Ta moja też książka spowodowała, że wiele osób się odnalazło, np. odnalazła się pani Margerita Turkow, która mieszkała wówczas w Stanach Zjednoczonych. To była pani, która wyjechała z Polski w 1946 r. i jakimś cudem ta książka do niej dotarła. I po raz pierwszy od opuszczenia Polski, w 2004 r., zdecydowała się tu wrócić, aby poznać swoją wybawczynię. Ja byłam świadkiem tych odwiedzin. Z ich wspomnień wynurzyła się opowieść wyprowadzenia wówczas małej Marysi przez gmach sądu w Warszawie. Mama Margerity to była bardzo znana aktorka i pieśniarka, Diana Blumenfeld, to ktoś taki jak nasza Hanka Ordonówna. Ona zresztą śpiewała wszystkie szlagiery Ordonówny w jidysz. Ojciec zaś to Jonas Turkow, znany reżyser filmowy i teatralny. Tych odwiedzin było dużo. Odwiedziła panią Irenę jedna z łączniczek z Anglii, Yoram Gross był parę razy u niej, przychodziła do niej Elżbieta Ficowska urodzona w getcie żydowskim i jako 6-miesięczne dziecko przekazana rodzinie Bussoldów. To był taki łańcuch, który się ciągnął i nie miał końca.

    A czy są jakieś historie, które opowiadała pani Irena, a nie znalazły się w książce?

    O tak, dopiero teraz niektóre rzeczy są ujawniane. Pani Irena zażyczyła sobie, aby jej niektóre wątki z życia prywatnego nie znalazły się w książkach, ceniła sobie prywatność. Powiedziała do mnie: „Miałam nieudane dwa małżeństwa. I tu kropka. Nie jestem gwiazdą filmową, ludzie nie muszą znać moich dramatycznych przeżyć”. Ale ja zdecydowałam, w tym trzecim wydaniu, za zgodą córki pani Ireny, ujawnić to, bo to tak jak każdy w rodzinie przeżywa wzloty i upadki. Pani Irena miała przed wojną męża Mieczysława Sandlera, który zmarł w roku 2005. Kiedy ja pisałam książkę, on jeszcze żył i nie chciała, abym ja pisała o tym małżeństwie, aby go nie ranić, tym bardziej że z drugim mężem miała trójkę dzieci. Jej drugi mąż, Stefan Zgrzembski, był Żydem, przyjacielem z czasów studiów, był mężem jej przyjaciółki. Irena zorganizowała im wyjście z getta w różnym czasie. I potem po wojnie nastało nowe życie dla nich. Irena rozstała się z mężem, on z żoną i stworzyli rodzinę. Mieli troje dzieci, z tym że jedno zmarło kilka tygodni po urodzeniu. A syn jej zmarł w 1999 r., w wieku 48 lat, nagle we śnie. Pani Irena miała już prawie 90 lat i to był dla niej prawdziwy dramat, załamała się kompletnie i nie chciała już żyć. I w tym czasie, jej najgłębszej depresji, pojawiają się cztery amerykańskie uczennice, które napisały o niej sztukę i zwróciły oczy na nią całego świata. I to przywróciło ją do życia. Pomyślała, że może ma temu światu coś do powiedzenia…

    Czytaj więcej: Aneta Anra: „Na Litwie jest potrzeba pisania o Holokauście”

    WIĘCEJ NIŻEJ | Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” Nr 4(12) 28/01/-03/02/2023

    Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    Afisze

    Więcej od autora

    Czesław i Bartosz. Dwaj artyści i jedno nazwisko – Połońscy

    Czesław Połoński należy do grona czołowych artystów plastyków Litwy. Jest członkiem Związku Plastyków Litwy, Stowarzyszenia Akwarelistów i Restauratorów Malarstwa Ściennego. Należy do klubu plastyków „Plekšnė” oraz Twórczego Związku Polskich Artystów Malarzy na Litwie „Elipsa”. Jak powstają jego obrazy? Czy wymagają...

    Misja dziecko: o trudnościach zajścia w ciążę i sposobach rozwiązania problemu

    Niepłodność nie jest karą, tylko chorobą i jak każda choroba ma swoje rozliczne przyczyny — twierdzi pani Danuta Wasilewska, doktor nauk medycznych i ginekolog Wileńskiego Szpitala Uniwersyteckiego Santaros Klinikos. Niepłodność zawsze jest czymś spowodowana, lecz nie zawsze za pomocą rutynowych...

    Muzea – miejsca cudów w zasięgu ręki

    Muzea zawsze miały funkcję kształtowania i kulturowego wychowywania zwiedzających, szczególnie tych najmłodszych. Jednak, jeszcze pod koniec ubiegłego wieku, dla dzieciaków wyjście do muzeum to była wycieczka klasowa, ogólnie nielubiana.  W mojej pamięci lekcje muzealne zapisały się jako nudne wykłady, niewzbudzające...

    Fredrowska arcykomedia w Wilnie

    My, wileńscy widzowie, zostaliśmy wyjątkowo usatysfakcjonowani tym, że „Damy i huzary” zawitały do Wilna, i to niemal dosłownie. Bo co zobaczyliśmy, usadowiwszy się wygodnie na krzesłach? Na zamontowanym obok sceny wielkim ekranie interaktywnym w rytm stylowej muzyki zobaczyliśmy poruszających...